Raport z La Liga - 28. kolejka
28. kolejka przyniosła kilka ciekawych rozstrzygnięć. Real Madryt zmniejszył stratę do prowadzącej Barcelony do pięciu punktów. Padło aż pięć remisów, a wszystkie trzy ostatnie drużyny zrównały się punktami!
Wygrana Realu, fatalna porażka Valencii
Kolejkę rozpoczął mecz w Almeríi, gdzie gościło Atlético. Kun Agüero dwukrotnie wyprowadzał swój zespół na prowadzenie, ale za każdym razem gospodarze doprowadzali do remisu. Ponieważ ostatnia bramka padła w 77 minucie, na zmianę rezultatu już nie starczyło czasu i nie będąca faworytem tego spotkania Almería zdobyła bardzo ważny punkt. Atlético zaś, by prześcignąć w tabeli Sevillę, liczyło na jej porażkę...
Utrzymując jednak chronologię wydarzeń (przynajmniej tych dotyczących prowadzącej w La Liga dwójki), najpierw przypomnimy sobotni mecz na Bernabéu. Gościem w Madrycie był Hércules Alicante i raczej nikt nie spodziewał się równie sensacyjnego rezultatu, co pokonanie przez beniaminka na Camp Nou FC Barcelony. Nawet pomimo kilku roszad w składzie Królewskich, mających na celu lepsze przygotowanie się do meczu Ligi Mistrzów z Lyonem. Real kontrolował mecz, a dwie bramki strzelił Benzema, który potwierdza swoją dobrą formę.
Wieczór kończył mecz, którego wynik jest prawdziwą niespodzianką. A jeśli samo rozstrzygnięcie nie jest dla kogoś wystarczająco zaskakujące, to na pewno rozmiary zwycięstwa Zaragozy (4:0) już tak. W tym meczu Nietoperzom poszło źle wszystko, co tylko mogło. Pierwszą bramkę gospodarze strzelili już w 5 minucie meczu. Gościom brakowało dobrej zwykle organizacji gry; pierwsza bramka padła po stałym fragmencie gry, a przed przerwą - po kontrze Zaragozy - na tablicy świetlnej widniało już 2:0. A trzeba zaznaczyć, że już w pierwszej połowie wynik mógł być wyższy. Na początku drugiej odsłony spotkania Mata próbował poderwać swój zespół do lepszej gry, ale wydaje się, że mecz zakończył się już w 63 minucie. Mimo aktorskiego wręcz upadku Bertolo, arbiter odgwizdał karnego dla Zaragozy, a dodatkowo drugą żółtą kartkę otrzymał Stankevičius. Z jedenastu metrów trafił Gabi, a swój wyczyn powtórzył - również z 'wapna' - 10 minut później. O powtórce można mówić dosłownie, z zasadami fair play Zaragoza miała podczas tego spotkania wyjątkowo mało wspólnego - tym razem bowiem w ogóle nie doszło do kontaktu z przeciwnikiem, ale sędzia uznał, iż Braulio był nieprzepisowo powstrzymywany przez Albeldę. Zwycięstwo nie podlegało dyskusji, ale wydaje się, że mogło być niższe i mniej obfite w kontrowersje...
Przegrać wygrany mecz - Villarreal
Potknięcia Valencii nie wykorzystał Villarreal. Podejmował u siebie Sporting Gijón i był zdecydowanym faworytem. Obie ekipy zaczęły odważnie, tempo akcji było dość szybkie, a goście zaskakiwali obronę Żółtej łodzi podwodnej skuteczną wymianą podań. Wynik jednak otworzył Rossi - wykorzystał błąd Cuéllara, który źle wyszedł do dośrodkowania po rzucie rożnym. Bramka dała dużo pewności siebie gospodarzom i od tej pory to oni kontrolowali mecz. Niespodziewanie tymczasem, drugą połowę Sporting rozpoczął od nękania obrony Villarreal. Na losy spotkania z pewnością wpłynął José Ángel, który swojemu nieodpowiedzialnemu zachowaniu zawdzięcza drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartkę. Końcówkę meczu Gijón grało już w dziewięciu, po czerwonej kartce dla Sastre. Gdy wydawało się, że nic więcej się nie zmieni, błąd popełnił Gonzalo i sfaulował Nacho Novo w polu karnym. Wyrównał Diego Castro, a z przebiegu spotkania (mimo osłabienia Sportingu) remis wydaje się być w tym wypadku sprawiedliwym wynikiem.
Tylko i aż remis Barcelony
Na Ramón Sánchez Pizjuán grająca w tym sezonie 'w kratkę' Sevilla podejmowała mistrza i lidera - FC Barcelonę. Z pewnością wielu kibiców Blaugrany obawiało się tego spotkania, ale obawy te zostały rozwiane dość szybko. Mimo spokojnego początku, trochę niespodziewanie do siatki rywali już w 6 minucie trafił z rzutu wolnego niezawodny Leo Messi. Bramka jednak nie została uznana, ale powód tej decyzji (oficjalny - faul Busquetsa podczas przepychanek obok muru gospodarzy) jest na tyle kontrowersyjny, że na błąd wskazała nawet madrycka Marca, znana przecież ze zgoła innego tonu opisywania poczynań Dumy Katalonii. Kolejne minuty przyniosły już zdecydowaną przewagę Barcelony, udokumentowaną bramką Bojana Krkicia. Niestety, mimo kilku świetnych okazji do podwyższenia prowadzenia, znów brakowało skuteczności i wynik pozostawał sprawą otwartą. Doskonale zdawali sobie z tego sprawę gospodarze, druga połowa rozpoczęła od ich mocnego uderzenia i wobec naporu Sevilli, fatalnie zachowała się obrona Barcelony. W bramkowej akcji tylko statystował Abidal i Alves, Negredo dośrodkował na głowę Jesúsa Navasa. Ten, strzałem już na pustą bramkę, wyrównał stan meczu. Choć przeważali goście, Los nervionenses bardzo groźnie kontrowali. W ostatnich minutach znów obserwowaliśmy napór Barçy, ale tym razem nie starczyło czasu i strata punktów stała się faktem. Mimo nieuznanej, prawidłowo zdobytej bramki i wielu okazji (jak dwa strzały w poprzeczkę) trzeba zaznaczyć, że ten mecz mógł skończyć się jeszcze bardziej pechowo dla FC Barcelony. Warto zatem docenić punkt zdobyty na Pizjuán. Szczególnie wobec faktu, że rywala z Madrytu wyjazdy do Bilbao, Valencii, Sevilli i na Calderón dopiero czekają. I zapewne tym razem wyjątkowo nie na Barcelonie (i bramce Messiego), a na terminarzu skupi się trener jednego z rywali Barçy.
Pozostałe mecze
Málaga wygrywać musi i z pewnością ważnym krokiem w walce o utrzymanie było wyjazdowe zwycięstwo z Realem Sociedad. W pierwszej połowie strzelił Duda, w drugiej Rondón, a spotkanie zakończyło się wynikiem 0:2.
Espanyol Barcelona podejmował Deportivo La Coruña i zdołał wygrać, a o zwycięstwo zdecydowanie było łatwiej po czerwonej kartce w 41 minucie dla Pablo Álvareza Núñeza. Spotkanie przebiegało pod kontrolą Pericos, ale bramki padły dopiero w drugiej połowie - strzelcami byli Alonso (62) i Verdú (82), a ostateczny wynik rywalizacji to 2:0.
Bezbramkowo do przerwy było również w Getafe, ale w drugiej odsłonie meczu goli nie brakowało. Basków z Bilbao czekała naprawdę ciężka przeprawa. W 58 minucie wynik otworzył Moral, który postanowił być pierwszoplanową postacią dla obu drużyn, bowiem 11 minut później sam wyrównał stan meczu - po samobójczym trafieniu. Na rehabilitację przyszedł czas w 84 minucie, znów główny bohater wyprowadził Getafe na prowadzenie, ale ostatnie słowo należało do Bilbao. W kończących spotkanie sekundach na 2:2 wyrównał Vera i ten rezultat zakończył mecz.
Osasuna grała z Racingiem Santander i po mocnym uderzeniu, w kilka minut uzyskała dwubramkowe prowadzenie. W 19 minucie bramkę strzelił Clemente Kike, a w 22 - po rzucie karnym podyktowanym za faul na autorze poprzedniego trafienia - na 2:0 podwyższył Javad Nekounam. Początek drugiej połowy to już pozbawienie Racingu złudzeń na jakikolwiek korzystny rezultat. Na 3:0 podwyższył Fernando Soriano, ale gości stać było na szybką odpowiedź. W ładnym stylu, spoza pola karnego, honorową - jak się później okazało - bramkę dla Santander zbobył Markus Rosenberg. W 74 minucie z boiska usunięty został Soriano (zagranie piłki ręką), ale wynik nie uległ już zmianie - 3:1.
W Levante Mallorca odpowiedziała na trafienie Juanlu z 37 minuty i w drugiej połowie stan rywalizacji wyrównał Ramis, 1:1.
Następna kolejka
FC Barcelona podejmie Getafe, natomiast Atlético dostanie szansę na derbowy rewanż z Realem. Choć to ten mecz bez wątpienia będzie hitem nadchodzącej kolejki, emocji nie zabraknie na Mestalla, gdzie Valencia gościć będzie Sevillę. Wyjazdowy mecz czeka Villarreal i tym razem ciężej będzie o punkty, gdyż vis-à-vis staną piłkarze Athletiku Bilbao. Do bardzo ważnego spotkania w dole tabeli dojdzie w Gijón, tam przeciwnikiem będzie Almería.
Wyniki 28. kolejki
2:2 Almería - Atlético
2:0 Real Madryt - Hércules
4:0 Zaragoza - Valencia
0:2 Real Sociedad - Málaga
2:0 Espanyol - Deportivo
3:1 Osasuna - Racing
1:1 Levante - Mallorca
1:1 Villarreal - Gijón
1:1 Sevilla - FC Barcelona
2:2 Getafe - Bilbao
Wygrana Realu, fatalna porażka Valencii
Kolejkę rozpoczął mecz w Almeríi, gdzie gościło Atlético. Kun Agüero dwukrotnie wyprowadzał swój zespół na prowadzenie, ale za każdym razem gospodarze doprowadzali do remisu. Ponieważ ostatnia bramka padła w 77 minucie, na zmianę rezultatu już nie starczyło czasu i nie będąca faworytem tego spotkania Almería zdobyła bardzo ważny punkt. Atlético zaś, by prześcignąć w tabeli Sevillę, liczyło na jej porażkę...
Utrzymując jednak chronologię wydarzeń (przynajmniej tych dotyczących prowadzącej w La Liga dwójki), najpierw przypomnimy sobotni mecz na Bernabéu. Gościem w Madrycie był Hércules Alicante i raczej nikt nie spodziewał się równie sensacyjnego rezultatu, co pokonanie przez beniaminka na Camp Nou FC Barcelony. Nawet pomimo kilku roszad w składzie Królewskich, mających na celu lepsze przygotowanie się do meczu Ligi Mistrzów z Lyonem. Real kontrolował mecz, a dwie bramki strzelił Benzema, który potwierdza swoją dobrą formę.
Wieczór kończył mecz, którego wynik jest prawdziwą niespodzianką. A jeśli samo rozstrzygnięcie nie jest dla kogoś wystarczająco zaskakujące, to na pewno rozmiary zwycięstwa Zaragozy (4:0) już tak. W tym meczu Nietoperzom poszło źle wszystko, co tylko mogło. Pierwszą bramkę gospodarze strzelili już w 5 minucie meczu. Gościom brakowało dobrej zwykle organizacji gry; pierwsza bramka padła po stałym fragmencie gry, a przed przerwą - po kontrze Zaragozy - na tablicy świetlnej widniało już 2:0. A trzeba zaznaczyć, że już w pierwszej połowie wynik mógł być wyższy. Na początku drugiej odsłony spotkania Mata próbował poderwać swój zespół do lepszej gry, ale wydaje się, że mecz zakończył się już w 63 minucie. Mimo aktorskiego wręcz upadku Bertolo, arbiter odgwizdał karnego dla Zaragozy, a dodatkowo drugą żółtą kartkę otrzymał Stankevičius. Z jedenastu metrów trafił Gabi, a swój wyczyn powtórzył - również z 'wapna' - 10 minut później. O powtórce można mówić dosłownie, z zasadami fair play Zaragoza miała podczas tego spotkania wyjątkowo mało wspólnego - tym razem bowiem w ogóle nie doszło do kontaktu z przeciwnikiem, ale sędzia uznał, iż Braulio był nieprzepisowo powstrzymywany przez Albeldę. Zwycięstwo nie podlegało dyskusji, ale wydaje się, że mogło być niższe i mniej obfite w kontrowersje...
Przegrać wygrany mecz - Villarreal
Potknięcia Valencii nie wykorzystał Villarreal. Podejmował u siebie Sporting Gijón i był zdecydowanym faworytem. Obie ekipy zaczęły odważnie, tempo akcji było dość szybkie, a goście zaskakiwali obronę Żółtej łodzi podwodnej skuteczną wymianą podań. Wynik jednak otworzył Rossi - wykorzystał błąd Cuéllara, który źle wyszedł do dośrodkowania po rzucie rożnym. Bramka dała dużo pewności siebie gospodarzom i od tej pory to oni kontrolowali mecz. Niespodziewanie tymczasem, drugą połowę Sporting rozpoczął od nękania obrony Villarreal. Na losy spotkania z pewnością wpłynął José Ángel, który swojemu nieodpowiedzialnemu zachowaniu zawdzięcza drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartkę. Końcówkę meczu Gijón grało już w dziewięciu, po czerwonej kartce dla Sastre. Gdy wydawało się, że nic więcej się nie zmieni, błąd popełnił Gonzalo i sfaulował Nacho Novo w polu karnym. Wyrównał Diego Castro, a z przebiegu spotkania (mimo osłabienia Sportingu) remis wydaje się być w tym wypadku sprawiedliwym wynikiem.
Tylko i aż remis Barcelony
Na Ramón Sánchez Pizjuán grająca w tym sezonie 'w kratkę' Sevilla podejmowała mistrza i lidera - FC Barcelonę. Z pewnością wielu kibiców Blaugrany obawiało się tego spotkania, ale obawy te zostały rozwiane dość szybko. Mimo spokojnego początku, trochę niespodziewanie do siatki rywali już w 6 minucie trafił z rzutu wolnego niezawodny Leo Messi. Bramka jednak nie została uznana, ale powód tej decyzji (oficjalny - faul Busquetsa podczas przepychanek obok muru gospodarzy) jest na tyle kontrowersyjny, że na błąd wskazała nawet madrycka Marca, znana przecież ze zgoła innego tonu opisywania poczynań Dumy Katalonii. Kolejne minuty przyniosły już zdecydowaną przewagę Barcelony, udokumentowaną bramką Bojana Krkicia. Niestety, mimo kilku świetnych okazji do podwyższenia prowadzenia, znów brakowało skuteczności i wynik pozostawał sprawą otwartą. Doskonale zdawali sobie z tego sprawę gospodarze, druga połowa rozpoczęła od ich mocnego uderzenia i wobec naporu Sevilli, fatalnie zachowała się obrona Barcelony. W bramkowej akcji tylko statystował Abidal i Alves, Negredo dośrodkował na głowę Jesúsa Navasa. Ten, strzałem już na pustą bramkę, wyrównał stan meczu. Choć przeważali goście, Los nervionenses bardzo groźnie kontrowali. W ostatnich minutach znów obserwowaliśmy napór Barçy, ale tym razem nie starczyło czasu i strata punktów stała się faktem. Mimo nieuznanej, prawidłowo zdobytej bramki i wielu okazji (jak dwa strzały w poprzeczkę) trzeba zaznaczyć, że ten mecz mógł skończyć się jeszcze bardziej pechowo dla FC Barcelony. Warto zatem docenić punkt zdobyty na Pizjuán. Szczególnie wobec faktu, że rywala z Madrytu wyjazdy do Bilbao, Valencii, Sevilli i na Calderón dopiero czekają. I zapewne tym razem wyjątkowo nie na Barcelonie (i bramce Messiego), a na terminarzu skupi się trener jednego z rywali Barçy.
Pozostałe mecze
Málaga wygrywać musi i z pewnością ważnym krokiem w walce o utrzymanie było wyjazdowe zwycięstwo z Realem Sociedad. W pierwszej połowie strzelił Duda, w drugiej Rondón, a spotkanie zakończyło się wynikiem 0:2.
Espanyol Barcelona podejmował Deportivo La Coruña i zdołał wygrać, a o zwycięstwo zdecydowanie było łatwiej po czerwonej kartce w 41 minucie dla Pablo Álvareza Núñeza. Spotkanie przebiegało pod kontrolą Pericos, ale bramki padły dopiero w drugiej połowie - strzelcami byli Alonso (62) i Verdú (82), a ostateczny wynik rywalizacji to 2:0.
Bezbramkowo do przerwy było również w Getafe, ale w drugiej odsłonie meczu goli nie brakowało. Basków z Bilbao czekała naprawdę ciężka przeprawa. W 58 minucie wynik otworzył Moral, który postanowił być pierwszoplanową postacią dla obu drużyn, bowiem 11 minut później sam wyrównał stan meczu - po samobójczym trafieniu. Na rehabilitację przyszedł czas w 84 minucie, znów główny bohater wyprowadził Getafe na prowadzenie, ale ostatnie słowo należało do Bilbao. W kończących spotkanie sekundach na 2:2 wyrównał Vera i ten rezultat zakończył mecz.
Osasuna grała z Racingiem Santander i po mocnym uderzeniu, w kilka minut uzyskała dwubramkowe prowadzenie. W 19 minucie bramkę strzelił Clemente Kike, a w 22 - po rzucie karnym podyktowanym za faul na autorze poprzedniego trafienia - na 2:0 podwyższył Javad Nekounam. Początek drugiej połowy to już pozbawienie Racingu złudzeń na jakikolwiek korzystny rezultat. Na 3:0 podwyższył Fernando Soriano, ale gości stać było na szybką odpowiedź. W ładnym stylu, spoza pola karnego, honorową - jak się później okazało - bramkę dla Santander zbobył Markus Rosenberg. W 74 minucie z boiska usunięty został Soriano (zagranie piłki ręką), ale wynik nie uległ już zmianie - 3:1.
W Levante Mallorca odpowiedziała na trafienie Juanlu z 37 minuty i w drugiej połowie stan rywalizacji wyrównał Ramis, 1:1.
Następna kolejka
FC Barcelona podejmie Getafe, natomiast Atlético dostanie szansę na derbowy rewanż z Realem. Choć to ten mecz bez wątpienia będzie hitem nadchodzącej kolejki, emocji nie zabraknie na Mestalla, gdzie Valencia gościć będzie Sevillę. Wyjazdowy mecz czeka Villarreal i tym razem ciężej będzie o punkty, gdyż vis-à-vis staną piłkarze Athletiku Bilbao. Do bardzo ważnego spotkania w dole tabeli dojdzie w Gijón, tam przeciwnikiem będzie Almería.
Wyniki 28. kolejki
2:2 Almería - Atlético
2:0 Real Madryt - Hércules
4:0 Zaragoza - Valencia
0:2 Real Sociedad - Málaga
2:0 Espanyol - Deportivo
3:1 Osasuna - Racing
1:1 Levante - Mallorca
1:1 Villarreal - Gijón
1:1 Sevilla - FC Barcelona
2:2 Getafe - Bilbao
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (0)