Xavier Hernandéz Creus - żywa legenda

KeyNew

25 marca 2011, 17:09

Brak komentarzy
Najbliższy weekend będzie wyjątkowy! Xavi osiągnie coś, czego może mu zazdrościć 99% piłkarskiego świata. Nawet jak na jego standardy, osiągnięcie, które będzie miało miejsce juz dzisiaj, jest wyjątkowe. Otóż, rozgrywający FC Barcelony, jej drugi kapitan, Generał, mózg i osoba, która decyduje o obliczu Dumy Katalonii i La Furia Roja, rozegra setny mecz w reprezentacji Hiszpanii. I choć znajdą się osoby, które powiedzą, że jest wielu we współczesnym futbolu, którzy osiągnęli ten wynik, to przyznają, że Xavi jest aktualnie najlepszy, na swojej pozycji. Jest klasą, sam dla siebie. Resztę pozostawmy historii.

Granada 100

Wygrał wszystko. W dyscyplinie, którą reprezentuje nie ma nic, czego Xavi by nie zdobył, a dzisiaj w Granadzie dostąpi zaszczytu przywdziania hiszpańskiego trykotu po raz setny. Dołączy do grona trzech innych piłkarzy, którzy osiągnęli tę liczbę spotkań w reprezentacji - Andoniego Zubizarrety, Ikera Casillasa i Raúla Gonzáleza. Jako pierwszy z grupy piłkarzy kreujących grę.

Jego sposób poruszania się po boisku, jego podania, umiejętności, zdolność przewidywania i wpływ na grę daje mu miejsce na szczycie piłkarskiej hierarchii.

Granada, jedno z najstarszych hiszpańskich miast, wydaje się znakomitym miejscem na uhonorowanie piłkarza z Terrassy. Brakuje tylko José Carrerasa lub Plâcido Domingo, którzy mogliby zaśpiewać utwór o tym tytule. Jakże piękny byłby to widok.

Futbol to sztuka

Wielu ludzi pyta, co jeszcze Katalończyk może wnieść do piłki nożnej. Co więcej może dać Barcelonie lub swemu krajowi? Mi jednak nasuwa się zupełnie inne pytanie, czy on coś jeszcze w ogóle musi robić? Czy da się zrobić coś więcej? Czy nie dowiódł swej wielkości? Oglądanie piłkarzy tego pokroju zawsze jest przywilejem i dla mnie przypatrywanie się mu, w każdy weekend, jest przywilejem. Doceniają go i fachowcy i kibice i koledzy z boiska. Fernando Llorente określił go ostatnio, mianem jednego z najlepszych hiszpańskich piłkarzy w historii.

Przybył do barcelońskiej La Masíi w wieku 11 lat. Tu nauczył się wszystkiego i tu gra od zawsze. Z Barceloną spędził dwadzieścia lat, a z umiejętności piłkarskich uczynił sztukę i miłość swego życia. Dzisiaj nikt nie wyobraża sobie rozwodu Xaviego i FC Barcelony. Są jak małżeństwo, uzupełniają się i rozumieją. Ona kocha jego, a on ją. Dała mu wszystko, czasem ciężko doświadczając, ale nigdy nie zostawiając samemu sobie, a on odwdzięcza się jej całym sobą.

Tłumacząc, na czym polega fenomen Barçy mówił, że pierwszą rzeczą, jakiej się nauczył po przybyciu do klubu było myślenie. Kolejnymi były wykonywanie obowiązków w najlepszy możliwy sposób oraz skupianie się na szczegółach, bo to one mogą zrobić różnicę. "Pomyśl, podnieś głowę i rozejrzyj się zanim otrzymasz piłkę. Sprawdź, czy możesz podać koledze. Wszystko wykonujemy w jakimś celu, a dopiero potem liczy się talent".

Śmiercionośna maszyna

"Szóstka" Barçy jest kluczową postacią w odnoszonych ostatnio, przez klub i reprezentację, sukcesach. Żadnemu z piłkarzy nie udało się połączyć tak wielu triumfów w jednej erze, a mam tu na myśli grę dla jednego tylko klubu. Jeśli doszukiwać się analogii, to inni wielcy piłkarze zdobywali laury w różnych środowiskach, na różnych etapach swych karier. Xavi czekał długo, ale wszystkie największe zwycięstwa odnotował w ciągu zaledwie czterech lat, w zasadzie w trakcie trwania jednego cyklu czy piłkarskiego pokolenia.

Starałem się sobie przypomnieć innego piłkarza, który miałby taki wpływ na boisku i był tak skromny poza nim. Być może Andrés Iniesta? Xavi nie gra dla siebie. Jest jak woźnica rzymskiej kwadrygi, który przy pomocy lejc steruje końmi, wszystkimi na raz i każdym z osobna. Posyłając piłkę uruchamia cały ciąg wcześniej przemyślanych zdarzeń. Jego zagrania są początkiem reakcji łańcuchowej, powodują, że zespół przypomina schodzącą lawinę, zmiatającą wszystko na swej drodze.

Chciałbym zapytać Messiego, co powoduje, że biegnie bez piłki i opamiętania, w miejsce gdzie za chwilę futbolówkę dostarcza mu Xavi. Chciałbym zapytać Villę - który być może dzięki podaniu jubilata, pobije rekord strzelonych bramek dla Hiszpanii - co takiego ten mu powiedział przed przyjściem na Camp Nou, aby uspokoić jego lęki.

Wiem za to, co powiedział Davidowi, gdy ten nie mogąc wpasować się w styl, co rusz znajdował się na spalonym i czuł się coraz bardziej sfrustrowany. "Mniej biegaj. Piłka Cię znajdzie". Nic dodać, nic ująć.

Kiedy Hernández jest w pracy, wydaje się zamknięty w sobie, nieśpieszny, niewiarygodnie precyzyjny, ale zawsze dla dobra zespołu. Statystyki wydają się mówić, że wszystko, co robi jest proste, ale jest jednym z tych, którzy biegają po boisku najwięcej, najbardziej obciążonych pracą.

To nie koniec

W wieku 31 lat nie wydaje się zmęczony grą w piłkę. Zapytany w tym tygodniu, co powie na temat setnego występu w reprezentacji rzekł, że jest z tego powodu bardzo dumny, ale myśli o tym, co jeszcze może dać drużynie i o tym co przed nim. W wywiadzie dla El País zażartował: "Może jeszcze jedna setka i potem zakończę karierę. A poważnie, dopóki będą mnie chcieli, mogą na mnie liczyć. Może zagram w na Mistrzostwach Świata w Brazylii, nie byłoby źle, czy byłoby?".

Jedną z rzeczy charakteryzujących Xaviego, jest jego podejście do gry i życia. Wszystko, co robi, musi być zbilansowane, być w równowadze. Kiedy w styczniu koledzy z drużyny złożyli mu hołd po pobiciu rekordu Migueliego, był zaskoczony. Mówił: " Nie spodziewałem się tego. Nic mi nie powiedzieli, a kiedy nie kontroluję sytuacji staję się nerwowy. A wtedy poczułem niespodziewanie, że jestem w centrum uwagi". Zresztą cały splendor stara się dzielić z kolegami, tak jak w przypadku niesamowitej atmosfery podczas powrotu z RPA. "To jest piękno tego sportu" - powiedział.

W tym samym wywiadzie wspominał złe chwile. Mówił, że miło być chwalonym, ale trzeba pamiętać, że "łaska pańska na pstrym koniu jeździ". Pokora - to lekcja Xaviego dla tych, którzy noszą głowę w chmurach. Chwała może minąć, nim się ją doceni. Generał podczas swojej nocy, będzie jak zwykle starał się, mieć wszystko pod kontrolą, dopóki kibice i koledzy nie zgotują mu fety.

A zgotują! Zasługuje!

[źródło: Własne]
REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (0)

Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze