Okiem Johana Cruyffa. Bzdurne pogłoski o lokaucie
Choć poruszana przez Cruyffa kwestia znalazła już swój finał w sądzie [KLIK!], to każdy cule powinien znać zdanie Holendra na kwestie takiej rangi. Oryginał ukazał się w El Periódico 28.03.
Liga to nie bank. Liga to futbol, a futbol to przyjemność. Zabawa, rozrywka dla kibiców. A dla piłkarza - zawód. To właśnie kibice i sportowcy będą tutaj stroną najbardziej poszkodowaną, jeśli ligowy kalendarz ulegnie zmianom wskutek protestów, strajków, lokautu czy jakkolwiek chcą nazwać to, co robią.
Nie będę wchodził w dyskusję, kto ma rację, a kto nie. Wiem, że trzeba o tym rozmawiać i koniecznie znaleźć wyjście z sytuacji. Ale czas na rozwiązania radykalne jest w innej, bardziej odpowiedniej chwili. Nie z zamkniętym kalendarzem. Nie na dwa miesiące przed zakończeniem sezonu, który ma tak mało wolnych dat.
Zagraniczny wzorzec
Problemem klubów nie są wcale ich dochody, ale złe zarządzanie nimi. Otrzymywanie większej puli pieniędzy (telewizja, totalizatory, zakłady, reklamy...) wcale nie uczyni ich od razu instytucjami bez żadnych obciążeń. Tak, logiczne i uzasadnione jest, że kluby żywo dyskutują między sobą o podziale telewizyjnego "tortu". Przecież w dzisiejszych czasach duża część ich dochodów to właśnie wpływy od nadawców telewizyjnych.
Wychodząc z założenia, że nikt nie będzie tutaj nigdy w pełni zadowolony, spojrzałbym jednak bardziej w stronę kibiców. I piłkarzy. W czasach globalnego kryzysu nie stawiałbym miłośników piłki nożnej przed koniecznością płatnego futbolu. Wiem, że Primera Division to jedyna z wielkich europejskich lig, która część meczów nadaje na otwartym kanale. Nic dziwnego, człowiek staje się coraz bardziej łasy na pieniądze jeśli widzi jak sąsiedzi zgarniają telewizyjne pule (głównie Anglia, ale także Włochy i Francja; Niemcy w mniejszym stopniu). Skoro tam wszystko jest płatne, to dlaczego tutaj ma nie być, prawda?
Złe zarządzanie
Nie. W tych czasach kiedy ludzie mają trudności finansowe, co doskonale widać nawet na samych stadionach (ostatnio się tak nie napełniają, prawda?) nie skazuj ich na kolejne wydatki. Nie pozbawiaj przyjemności, tej darmowej rozrywki, jednej z niewielu, które tak naprawdę dzisiaj mają. Bo nie mamy tu do czynienia z prostą regułą trzech. Jeśli ktoś źle zarządza, będzie to dalej robił, niezależnie czy pobiera 5 milionów, czy 25.
Tak samo zostaw w spokoju rząd. Ma dosyć swoich problemów. Teraz kluby mają mniej wpływów z totalizatorów, ponieważ ludzie rzucili się w wir wirtualnych zakładów. A ta sfera nie jest regulowana i nie masz z tego ani jednego euro... Nie dotyczy to zapewne jedynie Hiszpanii. To raczej problem na skale europejską, światową. Dlatego też uregulowanie tego problemu wpłynie na więcej niż jeden kraj, na więcej niż jedną ligę: wpłynie na UEFA, na Związki, a tym samym na rządy w tych krajach. I nie wiem czy prawdą jest to, co słyszałem i czytałem, że rząd hiszpański ma klubom wynagrodzić stratę pieniężną większym udziałem w totalizatorach, mimo że pieniądze z nich są małe. Patrząc na to z boku, bez emocji - to czysty absurd.
Będzie bzdurą jeśli cała ta sprawa zakończy się wstrzymaniem kolejki i niepotrzebnym przesunięciem jej na koniec ligowego kalendarza. Nonsensem jest grać ostatnią kolejkę po trzytygodniowej przerwie. Gwarancja kilku euro więcej w kieszeni wcale nie uczyni cię lepszym zarządzającym.
Xavi i Villa
Zmieńmy temat. Tak, jak Xavi nie jest na boisku tylko od podań, tak Villa nie gra jedynie po to, by strzelać bramki. Xavi musiał zdobyć Mistrzostwo Europy i Świata, rozegrać w reprezentacji 100 spotkań - aby doczekać się od wszystkich pochwał... Z nim w składzie kadra ma w sobie nieco z Barcelony. A to ‘nieco' - to i tak jest już sporo. Xavi wnosi do drużyny styl, równowagę, posiadanie piłki.
Villa natomiast - daje drużynie z przodu różne walory. Jego problem - może nie do końca jego osobisty, ale taki, którym jest z góry obciążony - to ten, że jest napastnikiem. A dla tego, kto nie jest na boisku, kto nie jest trenerem - napastnik to przecież synonim gola... Ogromny błąd logiczny.
Villa nie jest wcale mniej niebezpieczny, bo nie trafił do siatki w ostatnich pięciu meczach Barçy. Nie znaczy też, że źle wykonuje swoją pracę, bo zajęło mu trzy mecze więcej, aby wyprzedzić w klasyfikacji Raúla... Napastnicy strzelający dużo goli - to egoiści. Drużyna może wygrać, ale nie będzie spać spokojnie, jeśli przy zdobywaniu bramki ze sobą nie współpracuje.
Na dziś Villa jest co prawda najlepszym strzelcem w historii reprezentacji, ma wysoki procent bramek na mecz, ale każdy musi pamiętać, że on robi na boisku o wiele więcej niż czekanie na piłkę i gnanie z nią do przodu. To synonim ofensywnej wszechstronności. Nie tylko pozostaje zawsze czujnym by otrzymać podanie, szuka ich, ale jednocześnie stara się zostawiać wiele miejsca do popisu innym.
Zawsze będzie strzelał? Nie. Błąd, zmarnowana sytuacja - to część futbolu. Dla mnie to, czy napastnik gra dobrze czy źle - nie ma nic wspólnego ze strzelaniem goli. Sam fakt, że porusza się blisko pola rywala sprawia, że ma więcej szans na bramkę. To, czy grasz dobrze, czy źle, zależy od tego, czy wykonałeś na boisku szereg drobnych szczegółów, które nie są tak widoczne jak gol. W tym przypadku, mówimy dokładnie o tym, co oferuje Villa każdej drużynie, w której gra. Różnorodność rozwiązań, na których w ten (strzeli sam) lub inny (strzeli ktoś inny) sposób ostatecznie zyskuje i tak drużyna.
[źródło: El Periódico]
Liga to nie bank. Liga to futbol, a futbol to przyjemność. Zabawa, rozrywka dla kibiców. A dla piłkarza - zawód. To właśnie kibice i sportowcy będą tutaj stroną najbardziej poszkodowaną, jeśli ligowy kalendarz ulegnie zmianom wskutek protestów, strajków, lokautu czy jakkolwiek chcą nazwać to, co robią.
Nie będę wchodził w dyskusję, kto ma rację, a kto nie. Wiem, że trzeba o tym rozmawiać i koniecznie znaleźć wyjście z sytuacji. Ale czas na rozwiązania radykalne jest w innej, bardziej odpowiedniej chwili. Nie z zamkniętym kalendarzem. Nie na dwa miesiące przed zakończeniem sezonu, który ma tak mało wolnych dat.
Zagraniczny wzorzec
Problemem klubów nie są wcale ich dochody, ale złe zarządzanie nimi. Otrzymywanie większej puli pieniędzy (telewizja, totalizatory, zakłady, reklamy...) wcale nie uczyni ich od razu instytucjami bez żadnych obciążeń. Tak, logiczne i uzasadnione jest, że kluby żywo dyskutują między sobą o podziale telewizyjnego "tortu". Przecież w dzisiejszych czasach duża część ich dochodów to właśnie wpływy od nadawców telewizyjnych.
Wychodząc z założenia, że nikt nie będzie tutaj nigdy w pełni zadowolony, spojrzałbym jednak bardziej w stronę kibiców. I piłkarzy. W czasach globalnego kryzysu nie stawiałbym miłośników piłki nożnej przed koniecznością płatnego futbolu. Wiem, że Primera Division to jedyna z wielkich europejskich lig, która część meczów nadaje na otwartym kanale. Nic dziwnego, człowiek staje się coraz bardziej łasy na pieniądze jeśli widzi jak sąsiedzi zgarniają telewizyjne pule (głównie Anglia, ale także Włochy i Francja; Niemcy w mniejszym stopniu). Skoro tam wszystko jest płatne, to dlaczego tutaj ma nie być, prawda?
Złe zarządzanie
Nie. W tych czasach kiedy ludzie mają trudności finansowe, co doskonale widać nawet na samych stadionach (ostatnio się tak nie napełniają, prawda?) nie skazuj ich na kolejne wydatki. Nie pozbawiaj przyjemności, tej darmowej rozrywki, jednej z niewielu, które tak naprawdę dzisiaj mają. Bo nie mamy tu do czynienia z prostą regułą trzech. Jeśli ktoś źle zarządza, będzie to dalej robił, niezależnie czy pobiera 5 milionów, czy 25.
Tak samo zostaw w spokoju rząd. Ma dosyć swoich problemów. Teraz kluby mają mniej wpływów z totalizatorów, ponieważ ludzie rzucili się w wir wirtualnych zakładów. A ta sfera nie jest regulowana i nie masz z tego ani jednego euro... Nie dotyczy to zapewne jedynie Hiszpanii. To raczej problem na skale europejską, światową. Dlatego też uregulowanie tego problemu wpłynie na więcej niż jeden kraj, na więcej niż jedną ligę: wpłynie na UEFA, na Związki, a tym samym na rządy w tych krajach. I nie wiem czy prawdą jest to, co słyszałem i czytałem, że rząd hiszpański ma klubom wynagrodzić stratę pieniężną większym udziałem w totalizatorach, mimo że pieniądze z nich są małe. Patrząc na to z boku, bez emocji - to czysty absurd.
Będzie bzdurą jeśli cała ta sprawa zakończy się wstrzymaniem kolejki i niepotrzebnym przesunięciem jej na koniec ligowego kalendarza. Nonsensem jest grać ostatnią kolejkę po trzytygodniowej przerwie. Gwarancja kilku euro więcej w kieszeni wcale nie uczyni cię lepszym zarządzającym.
Xavi i Villa
Zmieńmy temat. Tak, jak Xavi nie jest na boisku tylko od podań, tak Villa nie gra jedynie po to, by strzelać bramki. Xavi musiał zdobyć Mistrzostwo Europy i Świata, rozegrać w reprezentacji 100 spotkań - aby doczekać się od wszystkich pochwał... Z nim w składzie kadra ma w sobie nieco z Barcelony. A to ‘nieco' - to i tak jest już sporo. Xavi wnosi do drużyny styl, równowagę, posiadanie piłki.
Villa natomiast - daje drużynie z przodu różne walory. Jego problem - może nie do końca jego osobisty, ale taki, którym jest z góry obciążony - to ten, że jest napastnikiem. A dla tego, kto nie jest na boisku, kto nie jest trenerem - napastnik to przecież synonim gola... Ogromny błąd logiczny.
Villa nie jest wcale mniej niebezpieczny, bo nie trafił do siatki w ostatnich pięciu meczach Barçy. Nie znaczy też, że źle wykonuje swoją pracę, bo zajęło mu trzy mecze więcej, aby wyprzedzić w klasyfikacji Raúla... Napastnicy strzelający dużo goli - to egoiści. Drużyna może wygrać, ale nie będzie spać spokojnie, jeśli przy zdobywaniu bramki ze sobą nie współpracuje.
Na dziś Villa jest co prawda najlepszym strzelcem w historii reprezentacji, ma wysoki procent bramek na mecz, ale każdy musi pamiętać, że on robi na boisku o wiele więcej niż czekanie na piłkę i gnanie z nią do przodu. To synonim ofensywnej wszechstronności. Nie tylko pozostaje zawsze czujnym by otrzymać podanie, szuka ich, ale jednocześnie stara się zostawiać wiele miejsca do popisu innym.
Zawsze będzie strzelał? Nie. Błąd, zmarnowana sytuacja - to część futbolu. Dla mnie to, czy napastnik gra dobrze czy źle - nie ma nic wspólnego ze strzelaniem goli. Sam fakt, że porusza się blisko pola rywala sprawia, że ma więcej szans na bramkę. To, czy grasz dobrze, czy źle, zależy od tego, czy wykonałeś na boisku szereg drobnych szczegółów, które nie są tak widoczne jak gol. W tym przypadku, mówimy dokładnie o tym, co oferuje Villa każdej drużynie, w której gra. Różnorodność rozwiązań, na których w ten (strzeli sam) lub inny (strzeli ktoś inny) sposób ostatecznie zyskuje i tak drużyna.
[źródło: El Periódico]
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (0)