Okiem Johana Cruyffa. Szachtar? To wyśmienita drużyna!
Wyniki ostatniej kolejki ligowej klarują parę rzeczy. Głównymi arenami rywalizacji obu klubów stają się już tylko rozgrywki pucharowe. Mają one jedną szczególną cechę. W pucharach zawsze zdarzyć się może wszystko.
Chociaż trudno się było tego spodziewać, porażka Madrytu ze Sportingiem połączona ze zwycięstwem Barçy z Villarreal - stały się faktem. Przed nami puchary. Madryt i Barça ruszają w tany. Na całego. Wygrany w obu przypadkach może być tylko jeden, ale obie drużyny są równie zdeterminowane, by znaleźć się na szczycie. Jedna z nich ma motywację szczególną - jako wielki przegrany tego weekendu.
To, co dla Realu było w sobotę nagłym i bolesnym ciosem, teraz jest już przemyślane, przetrawione, kierowane zdrowym rozsądkiem. Patrząc okiem matematyka, nie przegrali co prawda Ligi... ale wiedzą, że tak będzie. I wcale nie ze względu na to, że Barça nie będzie odnosić porażek, ale dlatego, że Królewscy nie zbiorą kompletu punktów w nadchodzących ośmiu kolejkach.
Ciężkie wyzwanie na San Mamés
Nie wybiegając za bardzo w przyszłość, następna kolejka La Liga jest pomiędzy ćwierćfinałowymi meczami Ligi Mistrzów. W tych okolicznościach, Athletic i San Mamés to dla Realu nic innego jak utrapieniem. Wyjdą na boisko po to żeby przegrać mecz? Nigdy. Będą walczyć. I zrobią to przeciwko rywalowi, który wie, jak dobrze zagrać.
Jednakże trudno o maksymalne skupienie na boisku, jeśli twoja głowa jest gdzie indziej. Bardzo wątpię, że w jakimś meczu ligowym ponownie ujrzymy na boisku podstawową jedenastkę Królewskich.
Presja
To samo będzie działo się w Barcelonie, lecz na mniejszą skalę. Guardiola od soboty wie, że teraz może dawać więcej minut na boisku tym piłkarzom, którzy zwykle grzeją ławkę. Już zresztą mieliśmy taką sytuację z Messim. Dobrze znane powody: podróż, zmęczenie, zaburzenia chronobiologii*... Teraz Guardiola ma przed sobą gościnnie otwarte drzwi o szerokości ośmiu punktów, które w ciągu ostatnich ośmiu kolejek umożliwiają mu wprowadzanie na boisku całkiem daleko posuniętych zmian. Należy ich dokonywać rozważnie. Zawsze czuwając i ostrzegając, że na boisku trzeba dać z siebie wszystko, aby nie wpaść w problemy.
O ile Barça ma dziś cztery punkty więcej niż o tym samej porze rok temu, zdziwiłbym się gdyby pobiła rekord ligowy. Będę oczywiście pierwszym, który im pogratuluje jeśli zdobędą więcej niż 99 punktów, ale chodzi mi o to, że to nie jest już w rękach Barçy - lecz Madrytu. I od tego, jaką presję będzie on w stanie wywrzeć na lidera w ciągu ostatnich ośmiu kolejek. Ale myślę, że - tak na zdrowy rozsądek - presja będzie jedynie taka, aby zapewnić sobie to, co teraz już mają: drugie miejsce. Jednak nic, co wydarzyło się w tym tygodniu, nie będzie miało wpływu na inne rozgrywki obu drużyn.
Wyeliminowanie z jednych rozgrywek może uczynić cię groźniejszym w innych
Cios zadany przez Sporting wcale nie jest taki ogromny. Przecież nie przegrałeś ligi w ostatniej kolejce. Jednak ta sytuacja rozjaśnia twoje cele. A co za tym idzie, twoją siłę psychiczną. Gra idzie o puchary: Liga Mistrzów i Puchar Króla. I tutaj zobaczymy, kto wygra w bezpośrednim starciu. W dwumeczu (półfinał Ligi Mistrzów) lub jednym meczu (Puchar Króla) przytrafić się może wszystko...
Niezależnie od tego, co się stanie - trzeba przyznać, że ten sezon obie drużyny mają jak na razie dobry. Bardzo dobry - jeśli sięgniesz po jeden tytuł; wyśmienity - jeśli zgarniesz dwa. Rewelacyjny w przypadku trzech, ale to jest możliwe tylko w przypadku Barçy.
Szachtar Tottenhamowi nierówny
Nie mam żadnych wątpliwości, że Barcelona wygra rodzimą ligę zgarniając po drodze jak najwięcej punktów. Jeśli chodzi o Copa del Rey, sprawę pozostawiam nierozstrzygniętą. Ale jedna rzecz jest dla mnie pewna: jeśli chodzi o Barçę i Real w Lidze Mistrzów, Królewskich widzę w półfinale. Natomiast jeśli chodzi o Barçę - to nie jestem już taki pewien. Nie mam za grosz zaufania do Szachtaru. Do ich dużego talentu i wysokiej jakości na boisku. Madryt gnany jest teraz potrzebą dania z siebie wszystkiego w Champions. Ich rywal i jego styl wyśmienicie pasują do szybkiej i bezpośredniej piłki, jaką aktualnie musi grać i gra Real.
Szachtar to inna historia. Jest o wiele bardziej niebezpieczny niż Tottenham.
Dwie drużyny w jednej
Ukraiński zespół jest jedyny w swoich rodzaju. Rzekłbym: wyjątkowy. To dwie drużyny w jednej: bramkarz, obrona i pomocnicy (najbardziej wyróżniający się Chorwat Srna) to jedna, a dynamiczni pomocnicy ofensywni i brazylijscy napastnicy - to druga. Wielu Brazylijczyków i wszyscy z dużym talentem. Dwie ekipy w jednej, którą trener potrafił zamienić w solidną drużynę, mocną z tyłu i niebezpieczną z przodu.
Najgorszy rywal
Weteran i ekspert, Mircea Lucescu, potrafił dokonać najtrudniejszego: wprowadzić równowagę. Ten dzisiejszy Szachtar jest lepszy od tego, który pamiętamy. Dzięki pracy swojego trenera. I od roku czy dwóch - także dzięki swojego budżetowi. Na korzyść Barçy natomiast zaliczymy styl drużyny i piłkarzy. Poza tym, w ostatnich latach Barça już spotykała się z tą ekipą. I to niejednokrotnie. Nawet w finale. Podopiecznych Guardioli zawsze wiele kosztowały te mecze. Zawsze trzeba było się namęczyć. Tak więc już ostrzegliśmy. Jeśli Barça chce przejść do półfinałów, musi się sporo napracować... Zapewne bardziej niż ktokolwiek inny z ćwierćfinalistów.
* Powszechniej znane pod angielskim terminem jet lag.
[źródło: El Periódico]
Chociaż trudno się było tego spodziewać, porażka Madrytu ze Sportingiem połączona ze zwycięstwem Barçy z Villarreal - stały się faktem. Przed nami puchary. Madryt i Barça ruszają w tany. Na całego. Wygrany w obu przypadkach może być tylko jeden, ale obie drużyny są równie zdeterminowane, by znaleźć się na szczycie. Jedna z nich ma motywację szczególną - jako wielki przegrany tego weekendu.
To, co dla Realu było w sobotę nagłym i bolesnym ciosem, teraz jest już przemyślane, przetrawione, kierowane zdrowym rozsądkiem. Patrząc okiem matematyka, nie przegrali co prawda Ligi... ale wiedzą, że tak będzie. I wcale nie ze względu na to, że Barça nie będzie odnosić porażek, ale dlatego, że Królewscy nie zbiorą kompletu punktów w nadchodzących ośmiu kolejkach.
Ciężkie wyzwanie na San Mamés
Nie wybiegając za bardzo w przyszłość, następna kolejka La Liga jest pomiędzy ćwierćfinałowymi meczami Ligi Mistrzów. W tych okolicznościach, Athletic i San Mamés to dla Realu nic innego jak utrapieniem. Wyjdą na boisko po to żeby przegrać mecz? Nigdy. Będą walczyć. I zrobią to przeciwko rywalowi, który wie, jak dobrze zagrać.
Jednakże trudno o maksymalne skupienie na boisku, jeśli twoja głowa jest gdzie indziej. Bardzo wątpię, że w jakimś meczu ligowym ponownie ujrzymy na boisku podstawową jedenastkę Królewskich.
Presja
To samo będzie działo się w Barcelonie, lecz na mniejszą skalę. Guardiola od soboty wie, że teraz może dawać więcej minut na boisku tym piłkarzom, którzy zwykle grzeją ławkę. Już zresztą mieliśmy taką sytuację z Messim. Dobrze znane powody: podróż, zmęczenie, zaburzenia chronobiologii*... Teraz Guardiola ma przed sobą gościnnie otwarte drzwi o szerokości ośmiu punktów, które w ciągu ostatnich ośmiu kolejek umożliwiają mu wprowadzanie na boisku całkiem daleko posuniętych zmian. Należy ich dokonywać rozważnie. Zawsze czuwając i ostrzegając, że na boisku trzeba dać z siebie wszystko, aby nie wpaść w problemy.
O ile Barça ma dziś cztery punkty więcej niż o tym samej porze rok temu, zdziwiłbym się gdyby pobiła rekord ligowy. Będę oczywiście pierwszym, który im pogratuluje jeśli zdobędą więcej niż 99 punktów, ale chodzi mi o to, że to nie jest już w rękach Barçy - lecz Madrytu. I od tego, jaką presję będzie on w stanie wywrzeć na lidera w ciągu ostatnich ośmiu kolejek. Ale myślę, że - tak na zdrowy rozsądek - presja będzie jedynie taka, aby zapewnić sobie to, co teraz już mają: drugie miejsce. Jednak nic, co wydarzyło się w tym tygodniu, nie będzie miało wpływu na inne rozgrywki obu drużyn.
Wyeliminowanie z jednych rozgrywek może uczynić cię groźniejszym w innych
Cios zadany przez Sporting wcale nie jest taki ogromny. Przecież nie przegrałeś ligi w ostatniej kolejce. Jednak ta sytuacja rozjaśnia twoje cele. A co za tym idzie, twoją siłę psychiczną. Gra idzie o puchary: Liga Mistrzów i Puchar Króla. I tutaj zobaczymy, kto wygra w bezpośrednim starciu. W dwumeczu (półfinał Ligi Mistrzów) lub jednym meczu (Puchar Króla) przytrafić się może wszystko...
Niezależnie od tego, co się stanie - trzeba przyznać, że ten sezon obie drużyny mają jak na razie dobry. Bardzo dobry - jeśli sięgniesz po jeden tytuł; wyśmienity - jeśli zgarniesz dwa. Rewelacyjny w przypadku trzech, ale to jest możliwe tylko w przypadku Barçy.
Szachtar Tottenhamowi nierówny
Nie mam żadnych wątpliwości, że Barcelona wygra rodzimą ligę zgarniając po drodze jak najwięcej punktów. Jeśli chodzi o Copa del Rey, sprawę pozostawiam nierozstrzygniętą. Ale jedna rzecz jest dla mnie pewna: jeśli chodzi o Barçę i Real w Lidze Mistrzów, Królewskich widzę w półfinale. Natomiast jeśli chodzi o Barçę - to nie jestem już taki pewien. Nie mam za grosz zaufania do Szachtaru. Do ich dużego talentu i wysokiej jakości na boisku. Madryt gnany jest teraz potrzebą dania z siebie wszystkiego w Champions. Ich rywal i jego styl wyśmienicie pasują do szybkiej i bezpośredniej piłki, jaką aktualnie musi grać i gra Real.
Szachtar to inna historia. Jest o wiele bardziej niebezpieczny niż Tottenham.
Dwie drużyny w jednej
Ukraiński zespół jest jedyny w swoich rodzaju. Rzekłbym: wyjątkowy. To dwie drużyny w jednej: bramkarz, obrona i pomocnicy (najbardziej wyróżniający się Chorwat Srna) to jedna, a dynamiczni pomocnicy ofensywni i brazylijscy napastnicy - to druga. Wielu Brazylijczyków i wszyscy z dużym talentem. Dwie ekipy w jednej, którą trener potrafił zamienić w solidną drużynę, mocną z tyłu i niebezpieczną z przodu.
Najgorszy rywal
Weteran i ekspert, Mircea Lucescu, potrafił dokonać najtrudniejszego: wprowadzić równowagę. Ten dzisiejszy Szachtar jest lepszy od tego, który pamiętamy. Dzięki pracy swojego trenera. I od roku czy dwóch - także dzięki swojego budżetowi. Na korzyść Barçy natomiast zaliczymy styl drużyny i piłkarzy. Poza tym, w ostatnich latach Barça już spotykała się z tą ekipą. I to niejednokrotnie. Nawet w finale. Podopiecznych Guardioli zawsze wiele kosztowały te mecze. Zawsze trzeba było się namęczyć. Tak więc już ostrzegliśmy. Jeśli Barça chce przejść do półfinałów, musi się sporo napracować... Zapewne bardziej niż ktokolwiek inny z ćwierćfinalistów.
* Powszechniej znane pod angielskim terminem jet lag.
[źródło: El Periódico]
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (0)