Podsumowanie marca: drużyna i bramka
Nadszedł punkt w kalendarzu, gdy najwyższy czas podsumować dokonania Pep Teamu w minionym miesiącu. Udanej lektury!
Autor: Szafarz
Edycja: challenger
Podsumowanie marca:drużyna
FC Barcelona rozpoczęła miesiąc marzec jako lider La Liga ze znaczną, bo aż siedmiopunktową przewagą nad drugi w tabeli Realem Madryt. Z kolei na rozstrzygnięcie rozgrywek Pucharu Króla, które dały nam tak wiele emocji w styczniu i trochę mniej (jeden mecz półfinału) w lutym - wszyscy kibice muszą poczekać jeszcze jakiś czas; finał, jak wiemy, odbędzie się w kwietniu. Wszystko byłoby perfekcyjne, a nastroje zbliżały się do euforii. Skąd więc marcowe ziarenko niepewności, które kiełkowało w sercach Katalończyków i innych wiernych kibiców Barçy z całego świata?
Oczywiście odpowiedzią jest: uwielbiana, najlepsza i najbardziej emocjonująca... Liga Mistrzów! Wspomniane ziarno niepewności zasadził wynik pierwszego meczu 1/8 finału. Porażka Barcelony 1:2 na stadionie w Londynie nie była wynikiem obiektywnie złym pamiętając o randze goli wyjazdowych w europejskich pucharach, ale nawet najwięksi optymiści śród cules z obawami oczekiwali spotkania rewanżowego.
Na obie drużyny czekały w Barcelonie pełne trybuny. Gdyby ktokolwiek zapomniał czym jest "magia Camp Nou", to przypomniał sobie widząc piłkarzy wchodzących na murawę przy ogłuszającym hymnie Champions League w otoczeniu prawie stu tysięcy kibiców Barcelony. Ustawienie i skoncentrowanie piłkarzy, czekających, aż dwóch wybrańców na środku boiska po raz pierwszy dotknie piłki i rozpocznie 90-minutowy spektakl. Radość. Emocje. Waga ciężka. Zniknęło gdzieś wspomnienie niekorzystnego wyniku z pierwszego meczu. Teraz liczyło się tylko odrobienie strat.
Barcelona strzeliła w rewanżowym meczu cztery bramki, wygrywając pewnie 3:1... Cztery? Sergio Busquets, młody Mistrz Świata postanowił wyręczyć gości z Londynu, którzy nie zdołali oddać ani jednego strzału na bramkę Barçy. Wracając do poważnego tonu, należy pochwalić drużynę za determinację, zwycięstwo i awans do kolejnej fazy. Barça jest coraz silniejsza. Każda porażka umacnia, zaś niepewność wzbudza w tej ekipie nie rezygnację, lecz wolę walki. Każdy sukces pojedynczego zawodnika cieszy resztę, a kłopoty jednostki - wzbudzają chęć pomocy i wsparcie pozostałych. To właśnie przymioty jedynego w swoim rodzaju Pep Teamu.
Wracając na krajowe włości, marzec zakończył się bez zmian na szczycie tabeli La Liga. Barcelona z czterech meczów ligowych wywiozła 10 punktów. Ważne zwycięstwo z Valencią na wyjeździe pozwoliło spokojniej przyjąć remis, który wywalczyła solidnie grająca Sevilla. Zdobyciem kompletu punktów zakończyły się oba mecze, które chcąca aspirować o tytuł mistrza Hiszpanii drużyna pod presją ciągle groźnego Realu po prostu musiała wygrać: z Saragossą (1:0) i Getafe (2:1). Pozwoliły one podopiecznym Guadioli zameldować się na końcu miesiąca z 78 zdobytymi punktami, zachowując u progu kwietnia pięć punktów przewagi nad madryckim Realem.
Jedyne, co może wzbudzać niepokój cules, to gorsza statystyka bramkowa drużyny. Osiem zdobytych bramek w 5 meczach daje średnią 1,6 bramki na mecz, czyli jedną z najniższych w sezonie. Niewykorzystane sytuacje Barçy doprowadziły choćby do nerwowej końcówki meczu z Getafe, który przy większej skuteczności piłkarzy z przedmieść Madrytu mógł zakończyć się nawet remisem, a jednobramkową wygraną (na własnym stadionie!) z broniącą się przed spadkiem Saragossą - również trudno było nazwać przekonującą.
Spośród nominalnych napastników tylko Leo Messi (do gola w ultra ważnym pojedynku na Mestalla dołożył 2 kolejne z Arsenalem) i rezerwowy Bojan Krkić (dające punkty bramki z Sevillą i Getafe) trafiali w marcu. Pedro oraz David Villa ewidentnie notują spadek formy. Młody skrzydłowy rodem z Teneryfy grał rzadziej, ale przynajmniej zasłużył się w kluczowym meczu z Arsenalem (wywalczony rzut karny), podczas gdy Villa prócz marnowania na potęgę okazji bramkowych, innymi elementami swej gry wspomagał kolegów nad wyraz oszczędnie.
Z drugiej strony, to właśnie bardzo ważna zaleta aktualnego Mistrza Hiszpanii: kiedy napastnicy mają problemy ze zdobywaniem goli - reaguje cała drużyna. Regularnie gole zdobywają pomocnicy ofensywni i defensywni (ważne trafienie Keity z Saragossą), a nawet obrońcy. Nie sposób nie pochwalić trenerów oraz samych piłkarzy za wsparcie napastników i inteligentne reagowanie na to, co dzieje się na murawie. To co decyduje o sile Barçy, zdobywanych trofeach oraz szansach na kolejne w kwietniu i maju - jest właśnie gra drużynowa, wzajemne uzupełnianie się oraz wierność i oddanie klubowej filozofii gry.
A co do skuteczności napastników - zaufajmy Guardioli, że MVP trzyma je na najważniejsze mecze w sezonie.
Podsumowanie marca: bramka
Víctor Valdés: ocena: 6,25 ; na boisku: 360 min.
José Manuel Pinto: ocena: 6.00 ; na boisku: 90 min.
Zestawienia
Valencia CF (wyjazd), 2. marca 2011: José Pinto - wygrana 0:1
Real Saragossa (dom), 5. marca 2011: Víctor Valdés - wygrana 1:0
Arsenal Londyn FC (dom), 8. marca 2011: Víctor Valdés - wygrana 3:1
Sevilla FC (wyjazd), 13. marca 2011: Víctor Valdés - remis 1:1
Getafe CF (dom), 19. marca 2011: Víctor Valdés - wygrana 2:1
Z powodu kontuzji kolana Valdésa w pierwszym meczu miesiąca przeciwko wymagającemu rywalowi jakim zawsze jest Valencia, między słupkami bramki Barcelony oglądaliśmy Pinto. W pozostałych meczach rozgrywanych w marcu przez Katalończyków w pierwszym składzie wybiegał Víctor Valdés.
Trzy stracone bramki na pięć rozegranych meczów w okresie, kiedy obawiano się kryzysu formy drużyny jest wynikiem bardzo dobrym, pozwalającym z optymizmem patrzeć na dalszą część sezonu, wymagającej nie tylko wysokiej dyspozycji podstawowego bramkarza Barçy, ale również jego zmiennika (finał Pucharu Króla i spora ilość kartek Valdésa w lidze).
Dobry miesiąc podstawowego portero Azulgrany. Valdés wybronił kilka groźnych uderzeń w światło bramki, co było tym ważniejsze, że w marcu drużyna nie potrafiła wypracowywać sobie dużej przewagi bramkowej. Praktycznie każda interwencja w meczach z Saragossą, Getafe czy Sevillą decydowała o zachowaniu prowadzenia lub chociaż remisu (jak to miało miejsce w meczu z ostatnią z wymienionych drużyn).
Żaden z trzech straconych w marcu goli nie jest winą Víctora. Samobójcza bramka Busquetsa w meczu z Arsenalem była wielkim zaskoczeniem dla każdego na stadionie, a gole Navasa z bliskiej odległości głową, czy strzał Manu idealnie wpasowany w górny róg bramki - były po prostu nie do obrony. Valdés, wciąż chwalony za skuteczne wspomaganie partnerów w rozgrywaniu piłki i grę nogami, zanotował co prawda parę niepotrzebnych wybić w aut, ale też dał się zapamiętać kilkoma efektownymi wybiciami... głową. Biorąc pod uwagę częstotliwość, z jaką Valdés uczestniczy w wymianach piłki na swojej połowie boiska, nieustannie przypomina, że w grze na przedpolu stanowi klasę światową. Bardzo ważną rzeczą, którą należy odnotować, jest fakt, że VV wrócił do swojej stabilnej formy, a tak wytykane mu przed laty ‘głupiutkie' błędy stanowią wyjątek (gol Van Persiego na The Emirates), a nie regułę. Wychowanek Barçy jest solidny i nie panikuje, a jego czujność na przedpolu, refleks i zdecydowanie stale umacniają jego pozycję w drużynie. Oby tak dalej.
José Pinto nie miał zbyt wielu szans na pokazanie swoich umiejętności, ale za to jedna, jaka mu się nadarzyła - miała szczególną rangę. Wyjazdowy mecz z Valencią zakończył się zwycięstwem Barçy. Jedna zdobyta bramka przy zachowaniu czystego konta przez byłego zawodnika Ceuty pozwalają powiedzieć, że właśnie takie mecze zbliżają drużynę do mistrzostwa kraju. Rezerwowy bramkarz Barcelony, mimo obaw kibiców, czy powstrzyma kolegów Davida Villi z jego poprzedniego klubu - wywiązał się z zadania bardzo przyzwoicie.
Pinto stale udowadnia, że jest idealnym drugim bramkarzem, co znalazło odzwierciedlenie w zaproponowaniu mu przez Zarząd FC Barcelony nowego kontraktu pod koniec miesiąca. Jego profesjonalizm i entuzjastyczne podejście do swojej roli w drużynie z każdym miesiącem zjednują mu nie tylko przełożonych - ale także kibiców. Nie gra regularnie, ale dzięki swemu doświadczeniu utrzymuje formę, które pozwala mu w momentach, w których wymaga tego potrzeba drużyny - unieść ciężar odpowiedzialności, jaką jest bronienie bramki jednego z najlepszych klubów na świecie.
Autor: Szafarz
Edycja: challenger
Podsumowanie marca:drużyna
FC Barcelona rozpoczęła miesiąc marzec jako lider La Liga ze znaczną, bo aż siedmiopunktową przewagą nad drugi w tabeli Realem Madryt. Z kolei na rozstrzygnięcie rozgrywek Pucharu Króla, które dały nam tak wiele emocji w styczniu i trochę mniej (jeden mecz półfinału) w lutym - wszyscy kibice muszą poczekać jeszcze jakiś czas; finał, jak wiemy, odbędzie się w kwietniu. Wszystko byłoby perfekcyjne, a nastroje zbliżały się do euforii. Skąd więc marcowe ziarenko niepewności, które kiełkowało w sercach Katalończyków i innych wiernych kibiców Barçy z całego świata?
Oczywiście odpowiedzią jest: uwielbiana, najlepsza i najbardziej emocjonująca... Liga Mistrzów! Wspomniane ziarno niepewności zasadził wynik pierwszego meczu 1/8 finału. Porażka Barcelony 1:2 na stadionie w Londynie nie była wynikiem obiektywnie złym pamiętając o randze goli wyjazdowych w europejskich pucharach, ale nawet najwięksi optymiści śród cules z obawami oczekiwali spotkania rewanżowego.
Na obie drużyny czekały w Barcelonie pełne trybuny. Gdyby ktokolwiek zapomniał czym jest "magia Camp Nou", to przypomniał sobie widząc piłkarzy wchodzących na murawę przy ogłuszającym hymnie Champions League w otoczeniu prawie stu tysięcy kibiców Barcelony. Ustawienie i skoncentrowanie piłkarzy, czekających, aż dwóch wybrańców na środku boiska po raz pierwszy dotknie piłki i rozpocznie 90-minutowy spektakl. Radość. Emocje. Waga ciężka. Zniknęło gdzieś wspomnienie niekorzystnego wyniku z pierwszego meczu. Teraz liczyło się tylko odrobienie strat.
Barcelona strzeliła w rewanżowym meczu cztery bramki, wygrywając pewnie 3:1... Cztery? Sergio Busquets, młody Mistrz Świata postanowił wyręczyć gości z Londynu, którzy nie zdołali oddać ani jednego strzału na bramkę Barçy. Wracając do poważnego tonu, należy pochwalić drużynę za determinację, zwycięstwo i awans do kolejnej fazy. Barça jest coraz silniejsza. Każda porażka umacnia, zaś niepewność wzbudza w tej ekipie nie rezygnację, lecz wolę walki. Każdy sukces pojedynczego zawodnika cieszy resztę, a kłopoty jednostki - wzbudzają chęć pomocy i wsparcie pozostałych. To właśnie przymioty jedynego w swoim rodzaju Pep Teamu.
Wracając na krajowe włości, marzec zakończył się bez zmian na szczycie tabeli La Liga. Barcelona z czterech meczów ligowych wywiozła 10 punktów. Ważne zwycięstwo z Valencią na wyjeździe pozwoliło spokojniej przyjąć remis, który wywalczyła solidnie grająca Sevilla. Zdobyciem kompletu punktów zakończyły się oba mecze, które chcąca aspirować o tytuł mistrza Hiszpanii drużyna pod presją ciągle groźnego Realu po prostu musiała wygrać: z Saragossą (1:0) i Getafe (2:1). Pozwoliły one podopiecznym Guadioli zameldować się na końcu miesiąca z 78 zdobytymi punktami, zachowując u progu kwietnia pięć punktów przewagi nad madryckim Realem.
Jedyne, co może wzbudzać niepokój cules, to gorsza statystyka bramkowa drużyny. Osiem zdobytych bramek w 5 meczach daje średnią 1,6 bramki na mecz, czyli jedną z najniższych w sezonie. Niewykorzystane sytuacje Barçy doprowadziły choćby do nerwowej końcówki meczu z Getafe, który przy większej skuteczności piłkarzy z przedmieść Madrytu mógł zakończyć się nawet remisem, a jednobramkową wygraną (na własnym stadionie!) z broniącą się przed spadkiem Saragossą - również trudno było nazwać przekonującą.
Spośród nominalnych napastników tylko Leo Messi (do gola w ultra ważnym pojedynku na Mestalla dołożył 2 kolejne z Arsenalem) i rezerwowy Bojan Krkić (dające punkty bramki z Sevillą i Getafe) trafiali w marcu. Pedro oraz David Villa ewidentnie notują spadek formy. Młody skrzydłowy rodem z Teneryfy grał rzadziej, ale przynajmniej zasłużył się w kluczowym meczu z Arsenalem (wywalczony rzut karny), podczas gdy Villa prócz marnowania na potęgę okazji bramkowych, innymi elementami swej gry wspomagał kolegów nad wyraz oszczędnie.
Z drugiej strony, to właśnie bardzo ważna zaleta aktualnego Mistrza Hiszpanii: kiedy napastnicy mają problemy ze zdobywaniem goli - reaguje cała drużyna. Regularnie gole zdobywają pomocnicy ofensywni i defensywni (ważne trafienie Keity z Saragossą), a nawet obrońcy. Nie sposób nie pochwalić trenerów oraz samych piłkarzy za wsparcie napastników i inteligentne reagowanie na to, co dzieje się na murawie. To co decyduje o sile Barçy, zdobywanych trofeach oraz szansach na kolejne w kwietniu i maju - jest właśnie gra drużynowa, wzajemne uzupełnianie się oraz wierność i oddanie klubowej filozofii gry.
A co do skuteczności napastników - zaufajmy Guardioli, że MVP trzyma je na najważniejsze mecze w sezonie.
Podsumowanie marca: bramka
Víctor Valdés: ocena: 6,25 ; na boisku: 360 min.
José Manuel Pinto: ocena: 6.00 ; na boisku: 90 min.
Zestawienia
Valencia CF (wyjazd), 2. marca 2011: José Pinto - wygrana 0:1
Real Saragossa (dom), 5. marca 2011: Víctor Valdés - wygrana 1:0
Arsenal Londyn FC (dom), 8. marca 2011: Víctor Valdés - wygrana 3:1
Sevilla FC (wyjazd), 13. marca 2011: Víctor Valdés - remis 1:1
Getafe CF (dom), 19. marca 2011: Víctor Valdés - wygrana 2:1
Z powodu kontuzji kolana Valdésa w pierwszym meczu miesiąca przeciwko wymagającemu rywalowi jakim zawsze jest Valencia, między słupkami bramki Barcelony oglądaliśmy Pinto. W pozostałych meczach rozgrywanych w marcu przez Katalończyków w pierwszym składzie wybiegał Víctor Valdés.
Trzy stracone bramki na pięć rozegranych meczów w okresie, kiedy obawiano się kryzysu formy drużyny jest wynikiem bardzo dobrym, pozwalającym z optymizmem patrzeć na dalszą część sezonu, wymagającej nie tylko wysokiej dyspozycji podstawowego bramkarza Barçy, ale również jego zmiennika (finał Pucharu Króla i spora ilość kartek Valdésa w lidze).
Dobry miesiąc podstawowego portero Azulgrany. Valdés wybronił kilka groźnych uderzeń w światło bramki, co było tym ważniejsze, że w marcu drużyna nie potrafiła wypracowywać sobie dużej przewagi bramkowej. Praktycznie każda interwencja w meczach z Saragossą, Getafe czy Sevillą decydowała o zachowaniu prowadzenia lub chociaż remisu (jak to miało miejsce w meczu z ostatnią z wymienionych drużyn).
Żaden z trzech straconych w marcu goli nie jest winą Víctora. Samobójcza bramka Busquetsa w meczu z Arsenalem była wielkim zaskoczeniem dla każdego na stadionie, a gole Navasa z bliskiej odległości głową, czy strzał Manu idealnie wpasowany w górny róg bramki - były po prostu nie do obrony. Valdés, wciąż chwalony za skuteczne wspomaganie partnerów w rozgrywaniu piłki i grę nogami, zanotował co prawda parę niepotrzebnych wybić w aut, ale też dał się zapamiętać kilkoma efektownymi wybiciami... głową. Biorąc pod uwagę częstotliwość, z jaką Valdés uczestniczy w wymianach piłki na swojej połowie boiska, nieustannie przypomina, że w grze na przedpolu stanowi klasę światową. Bardzo ważną rzeczą, którą należy odnotować, jest fakt, że VV wrócił do swojej stabilnej formy, a tak wytykane mu przed laty ‘głupiutkie' błędy stanowią wyjątek (gol Van Persiego na The Emirates), a nie regułę. Wychowanek Barçy jest solidny i nie panikuje, a jego czujność na przedpolu, refleks i zdecydowanie stale umacniają jego pozycję w drużynie. Oby tak dalej.
José Pinto nie miał zbyt wielu szans na pokazanie swoich umiejętności, ale za to jedna, jaka mu się nadarzyła - miała szczególną rangę. Wyjazdowy mecz z Valencią zakończył się zwycięstwem Barçy. Jedna zdobyta bramka przy zachowaniu czystego konta przez byłego zawodnika Ceuty pozwalają powiedzieć, że właśnie takie mecze zbliżają drużynę do mistrzostwa kraju. Rezerwowy bramkarz Barcelony, mimo obaw kibiców, czy powstrzyma kolegów Davida Villi z jego poprzedniego klubu - wywiązał się z zadania bardzo przyzwoicie.
Pinto stale udowadnia, że jest idealnym drugim bramkarzem, co znalazło odzwierciedlenie w zaproponowaniu mu przez Zarząd FC Barcelony nowego kontraktu pod koniec miesiąca. Jego profesjonalizm i entuzjastyczne podejście do swojej roli w drużynie z każdym miesiącem zjednują mu nie tylko przełożonych - ale także kibiców. Nie gra regularnie, ale dzięki swemu doświadczeniu utrzymuje formę, które pozwala mu w momentach, w których wymaga tego potrzeba drużyny - unieść ciężar odpowiedzialności, jaką jest bronienie bramki jednego z najlepszych klubów na świecie.
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (0)