Koniec blefowania, zaczyna się gra

KeyNew

27 kwietnia 2011, 13:33

Brak komentarzy
Trzeba uruchomić najgłębsze pokłady wyobraźni, by uwierzyć, że FC Barcelona - zdecydowany lider la Liga i dwukrotny zdobywca Ligi Mistrzów, na przestrzeni pięciu lat - jedzie do Madrytu drżąc o wynik.

A jednak coś w tym jest. Zespół ze stolicy Katalonii po ostatnich spotkaniach z Realem nie może być pewien tego, co go czeka. W pewnym sensie wiemy, że walka będzie twarda, że będą szanse na bramki, że Barça będzie musiała pokazać swe najlepsze oblicze, jeśli chce wygrać. A zawodnicy, jak zawsze, zapewniają, że będzie chciała. Miejmy więc nadzieję na wielki półfinał.

Pierwszy mecz półfinałowy rozegrany zostanie na Santiago Bernabéu. Z pierwszym gwizdkiem zniknie cała presja, gra się rozpocznie, a psychologiczne manipulacje ustaną.

"Real jest lepszym zespołem", powtarza Guardiola gdy pod nos podtykany jest mu mikrofon. "Siła Madrytu jest widoczna, w rezerwie mają Kakę, Karima Benzemę i Gonzalo Higuaína. Mało kto stawia na nas, nie jesteśmy w najlepszej formie, ale ‘wchodzimy w to'. Postarają się nas zdominować", mówił Pep.

Wydaje się, że prócz słów prawdy - wypowiedzianych przez trenera Dumy Katalonii - echem pobrzmiewa pewien blef. Bo prawdą jest, że wydanie takiej ilości pieniędzy przez Florentino Péreza dało Mourinho głębię ławki. Oprócz znakomitych zawodników w pierwszym zespole, dysponuje imponującą listą zmienników. A tymczasem w Barcelonie pod tym względem jest źle. Najogólniej mówiąc. Obrona jest przetrzebiona kontuzjami. Nieobecność Abidala, Maxwella, Adriano, niepewny występ Puyola i Iniesty. Ma Guardiola o czym myśleć i chyba świadomie zachęca Mourinho do ataku.

Ale przecież to FC Barcelona. To także zespół Xaviego, rozdającego piłki z głębi pola, Pedro i Davida Villi - Mistrzów Świata. To jest także zespół Leo Messiego, który strzelił w tym sezonie już 50 bramek. Barcelona to wreszcie zespół, który nie zna innego sposobu gry niż kontrola piłki i atakowanie. A najlepszą obroną jest atak. Miejmy nadzieję, że na najbliższy wieczór z Ligą Mistrzów do drużyny dołączy duch tiki-taka.

Ale Real, w ostatnim meczu przeciwko Valencii, wystawił drugi skład i pokazał, że ma również inne oblicze. To mogłaby być nie lada niespodzianka dla Pep Teamu, gdyby Mourinho postanowił zaatakować zdziesiątkowaną obronę Barçy, ustawiając zespół ofensywnie.

Bardziej prawdopodobne jest jednak to, że Real, wzorem ostatnich spotkań, postanowi zneutralizować środek pola, odcinając od piłek Xaviego. Postanowi zdominować Barcelonę fizycznie, tak jak to uczynił w ostatnich dwóch potyczkach. Ale zagrożeniem dla Madrytu jest potencjalna nieobecność w rewanżu, zagrożonych kartkami, Raúla Albiola, Cristiano Ronaldo, Angela Di Maríi i Sergio Ramosa. A w dzisiejszym meczu nie zagra - zawieszony za kartki - Ricardo Carlvalho i kontuzjowany Khedira. Real Madryt będzie musiał kontrolować grę Barçy równie skrupulatnie jak swoją.

W przeciwnym razie, sędzia może mieć znaczący wpływ na przebieg tego dwumeczu.

[źródło: Własne]
REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (0)

Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze