Rosell: Nic się nie wyjaśniło
Prezydent FC Barcelony, Sandro Rosell, udzielił wywiadu dla lokalnej stacji telewizyjnej TV3, gdzie wypowiadał się o interesujących całe barcelonismo sprawach transferów - w bieżącym okienku transferowym.
W programie Agora, Rosell wyjaśnił - raz jeszcze - że kataloński klub nie będzie skłonny wydać astronomicznych sum za Fábregasa i bez znaczenia będzie to, jak bardzo chce on wrócić do swego macierzystego klubu.
"Nie wiem czy złożymy ofertę za Ceska czy nie. Jedyne czego jestem pewien to to, że chce on bardzo powrotu do Barçy. Guardiola wie, że każdy piłkarz ma swoją wartość, a wartość Ceska jest mniejsza niż 40 mln. Zaoferujemy mniej niż 40 mln euro, a jeśli Arsenal nie zaakceptuje takiej oferty, to Cesc nie przejdzie. Pep wie, że klub jest w nie najlepszej kondycji finansowej", powiedział sternik Dumy Katalonii.
Powtarzając punkt widzenia, który wygłosił w trakcie zeszłotygodniowej konferencji prasowej, prezydent stwierdził, że klub nie zrobi dla nikogo wyjątku - nawet Ceska - ponieważ musi zabezpieczyć obsługę kontraktów innych zawodników. "Mamy 45 milionów na transfery plus to co uzyskamy ze sprzedaży w ciągu kolejnych pięciu lat. Nie ma więcej pieniędzy."
"Kiedy obejmowaliśmy klub zobaczyliśmy, że zadłużenie jest większe, niż o tym mówiono. Musieliśmy renegocjować pożyczki korporacyjne, aby wypłacić pensje zawodnikom, które zostały przełożone o niemal miesiąc. Były opóźnienia, ale teraz mamy porządek", powiedział prezydent, ilustrując jak zła była kondycja finansowa klubu, gdy go obejmował.
Zapytany o to czy zakontraktowanie młodego chilijskiego zawodnika, Alexisa Sáncheza, rzeczywiście zostało sfinalizowane, Rosell okazał jawną niecierpliwość mówiąc: "nic nie zostało zamknięte w sprawie Sáncheza. Kontynuując, stwierdził, że "tylko jeden zostanie zakontraktowany", mając na myśli duet Rossi-Sánchez.
Mówiąc o obecnych już w klubie piłkarzach, Sandro zakomunikował, że francuski internacjonał, Éric Abidal otrzymał propozycję przedłużenia kontaktu, którą przedłożył mu klub i nie widzi żadnych problemów, aby obie strony miały nie dojść do porozumienia. "Abidal nie podpisał jeszcze kontraktu. Leży na jego biurku. Kiedy wróci z wakacji porozmawiamy o tym."
O delikatnej kwestii, relacji z Realem Madryt, Rosell powiedział, że nie otrzymał żadnych przeprosin od Florentino Peréza i dystans jaki dzieli obu panów się nie zmniejszył. "Nie rozmawiałem z Florentino Perézem od finału, a nasze relacje pozostają bez zmian. Nie ma zimnej wojny, ale są rany, które muszą się zagoić."
Zapytany o to czemu tak długo zwlekał z reakcją, na werbalne ataki Realu, Rosell powiedział, że powstrzymywał się z tym do czasu nadejścia najwłaściwszego momentu. "Prawdopodobieństwo, że spotkamy się z Realem w finale Ligi Mistrzów było bardzo wysokie, więc jeśli wcześniej zabrałbym głos, w sprawie niezrozumiałych ataków, potraktowane zostałoby to jako wyzwanie."
Dyskutując o trenerze Realu Madryt, José Mourinho, Rosell wyjaśnił, że osobiście nie ceni talentu Portugalczyka, tak jak czynią to inni i dodał, że temperament madryckiego trenera najwidoczniej zbyt często go zawodzi, co było widoczne podczas konferencji prasowej po półfinale Ligi Mistrzów. "Nie jest najlepszym menadżerem na świecie. Nagroda UEFA jest generalnie dla Interu Mediolan...wszystko zaczyna się od pracowników, ale musi być Zarząd i prezydent, który musi umieć to zatrzymać", wyjawił Sandro.
Wypowiadając się o oskarżeniach Cadena Cope, na temat rzekomego dopingu w szeregach Barçy, Rosell na antenie TV3 powiedział, że wierzy, iż w jego klubie żadne nielegalne praktyki nie są stosowane, a ze strony Realu Madryt nie padły żadne na to dowody. "Real Madryt nie zaprzeczył doniesieniom Cadena Cope. Fakty pokazują jasno, że ludzie nie ufają słowom Florentino Peréza, ale większość mogłaby uwierzyć, gdyby Real złożył pozew przeciwko tej radiostacji. Zawsze staram się wejść w sytuację innych. Gdyby sytuacja była odwrotna, ja by poszedł do sądu. Ale nie jest."
Wracając do sytuacji finansowej klubu, Rosell powiedział, że polityka zaciskania pasa jest trudna dla wszystkich, ale nie ma wpływu na relacje jakie łączą go z Pepem Guardiolą. "Nie są to relacje jak z najlepszym przyjacielem. Ale są bardzo dobre", skwitował.
"Ciężko jest być sknerą, bo traci się przyjaciół. Cierpimy z tego powodu. Zlikwidowaliśmy oficjalne obiady, kolacje, ograniczyliśmy liczbę ochroniarzy. To jest niedogodność. Nawet nie mamy pieniędzy, by robić kolorowe wydruki. Teraz wszystkie kopie są czarno-białe i oszczędzamy tonery", dodał Rosell.
Na końcu prezydent Dumy Katalonii powiedział, że zajął twarde stanowisko w sprawie oskarżeń o rasizm, skierowanych w kierunku Sergio Busquetsa, mówiąc, że "takie rzeczy nie zdarzają się w tym klubie."
[źródło: TotalBarca]
W programie Agora, Rosell wyjaśnił - raz jeszcze - że kataloński klub nie będzie skłonny wydać astronomicznych sum za Fábregasa i bez znaczenia będzie to, jak bardzo chce on wrócić do swego macierzystego klubu.
"Nie wiem czy złożymy ofertę za Ceska czy nie. Jedyne czego jestem pewien to to, że chce on bardzo powrotu do Barçy. Guardiola wie, że każdy piłkarz ma swoją wartość, a wartość Ceska jest mniejsza niż 40 mln. Zaoferujemy mniej niż 40 mln euro, a jeśli Arsenal nie zaakceptuje takiej oferty, to Cesc nie przejdzie. Pep wie, że klub jest w nie najlepszej kondycji finansowej", powiedział sternik Dumy Katalonii.
Powtarzając punkt widzenia, który wygłosił w trakcie zeszłotygodniowej konferencji prasowej, prezydent stwierdził, że klub nie zrobi dla nikogo wyjątku - nawet Ceska - ponieważ musi zabezpieczyć obsługę kontraktów innych zawodników. "Mamy 45 milionów na transfery plus to co uzyskamy ze sprzedaży w ciągu kolejnych pięciu lat. Nie ma więcej pieniędzy."
"Kiedy obejmowaliśmy klub zobaczyliśmy, że zadłużenie jest większe, niż o tym mówiono. Musieliśmy renegocjować pożyczki korporacyjne, aby wypłacić pensje zawodnikom, które zostały przełożone o niemal miesiąc. Były opóźnienia, ale teraz mamy porządek", powiedział prezydent, ilustrując jak zła była kondycja finansowa klubu, gdy go obejmował.
Zapytany o to czy zakontraktowanie młodego chilijskiego zawodnika, Alexisa Sáncheza, rzeczywiście zostało sfinalizowane, Rosell okazał jawną niecierpliwość mówiąc: "nic nie zostało zamknięte w sprawie Sáncheza. Kontynuując, stwierdził, że "tylko jeden zostanie zakontraktowany", mając na myśli duet Rossi-Sánchez.
Mówiąc o obecnych już w klubie piłkarzach, Sandro zakomunikował, że francuski internacjonał, Éric Abidal otrzymał propozycję przedłużenia kontaktu, którą przedłożył mu klub i nie widzi żadnych problemów, aby obie strony miały nie dojść do porozumienia. "Abidal nie podpisał jeszcze kontraktu. Leży na jego biurku. Kiedy wróci z wakacji porozmawiamy o tym."
O delikatnej kwestii, relacji z Realem Madryt, Rosell powiedział, że nie otrzymał żadnych przeprosin od Florentino Peréza i dystans jaki dzieli obu panów się nie zmniejszył. "Nie rozmawiałem z Florentino Perézem od finału, a nasze relacje pozostają bez zmian. Nie ma zimnej wojny, ale są rany, które muszą się zagoić."
Zapytany o to czemu tak długo zwlekał z reakcją, na werbalne ataki Realu, Rosell powiedział, że powstrzymywał się z tym do czasu nadejścia najwłaściwszego momentu. "Prawdopodobieństwo, że spotkamy się z Realem w finale Ligi Mistrzów było bardzo wysokie, więc jeśli wcześniej zabrałbym głos, w sprawie niezrozumiałych ataków, potraktowane zostałoby to jako wyzwanie."
Dyskutując o trenerze Realu Madryt, José Mourinho, Rosell wyjaśnił, że osobiście nie ceni talentu Portugalczyka, tak jak czynią to inni i dodał, że temperament madryckiego trenera najwidoczniej zbyt często go zawodzi, co było widoczne podczas konferencji prasowej po półfinale Ligi Mistrzów. "Nie jest najlepszym menadżerem na świecie. Nagroda UEFA jest generalnie dla Interu Mediolan...wszystko zaczyna się od pracowników, ale musi być Zarząd i prezydent, który musi umieć to zatrzymać", wyjawił Sandro.
Wypowiadając się o oskarżeniach Cadena Cope, na temat rzekomego dopingu w szeregach Barçy, Rosell na antenie TV3 powiedział, że wierzy, iż w jego klubie żadne nielegalne praktyki nie są stosowane, a ze strony Realu Madryt nie padły żadne na to dowody. "Real Madryt nie zaprzeczył doniesieniom Cadena Cope. Fakty pokazują jasno, że ludzie nie ufają słowom Florentino Peréza, ale większość mogłaby uwierzyć, gdyby Real złożył pozew przeciwko tej radiostacji. Zawsze staram się wejść w sytuację innych. Gdyby sytuacja była odwrotna, ja by poszedł do sądu. Ale nie jest."
Wracając do sytuacji finansowej klubu, Rosell powiedział, że polityka zaciskania pasa jest trudna dla wszystkich, ale nie ma wpływu na relacje jakie łączą go z Pepem Guardiolą. "Nie są to relacje jak z najlepszym przyjacielem. Ale są bardzo dobre", skwitował.
"Ciężko jest być sknerą, bo traci się przyjaciół. Cierpimy z tego powodu. Zlikwidowaliśmy oficjalne obiady, kolacje, ograniczyliśmy liczbę ochroniarzy. To jest niedogodność. Nawet nie mamy pieniędzy, by robić kolorowe wydruki. Teraz wszystkie kopie są czarno-białe i oszczędzamy tonery", dodał Rosell.
Na końcu prezydent Dumy Katalonii powiedział, że zajął twarde stanowisko w sprawie oskarżeń o rasizm, skierowanych w kierunku Sergio Busquetsa, mówiąc, że "takie rzeczy nie zdarzają się w tym klubie."
[źródło: TotalBarca]
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (63)