Argentyna żegna się z Copa América!
Po dramatycznym i zaciętym spotkaniu podopieczni Sergio Batisty odpadli z turnieju o mistrzostwo Ameryki Południowej. Messi i spółka, grając większą część meczu z przewagą jednego zawodnika, nie potrafili wykorzystać swojej szansy i dalsze rozgrywki będą się toczyć już bez udziału gospodarzy.
16 lipca 1950 roku miała miejsce największa tragedia w historii brazylijskiego futbolu. Tego dnia Urugwaj, wbrew wszelkiej logice, pokonał w finale Mistrzostw Świata wielką Brazylię, która w dodatku grała u siebie. Świadkami tego zdarzenia było blisko 200 000 zgromadzonych na słynnej Maracanie fanów. 61 lat później ten sam Urugwaj sprawił podobną niespodziankę: wyeliminował gospodarza turnieju, Argentynę, z walki o tytuł mistrza Ameryki Południowej, dokonując tego na stadionie, nazywanym... cmentarzyskiem słoni.
Selekcjoner Albicelestes, Sergio Batista, zdecydował się wystawić tę samą jedenastkę, która kilka dni wcześniej pokonała Kostarykę. Teraz zadanie było jednak o wiele trudniejsze, ponieważ na drodze Argentyny stanął Urugwaj. Pierwszym godnym odnotowania faktem meczu jest brzydki faul Diego Péreza na Mascherano, za który Urugwajczyk zobaczył żółty kartonik, co będzie miał duże znaczenie kilkanaście minut później. Jednak już w 5. minucie goście niespodziewanie objęli prowadzenie. W pole karne dośrodkował Forlán, strzał Cáceresa sparował Roberto, a do piłki dopadł Pérez, pakując ją wślizgiem do pustej bramki. Urugwajczycy jednak, tak jak szybko objęli prowadzenie, tak szybko je stracili. Magia Leo Messiego sprawiła, że już po kilkunastu minutach od straty bramki gospodarze wyrównali stan meczu. Gracz Barcelony wspaniale zagrał na głowę do Higuaina, który nie miał kłopotów z pokonaniem Mueslery.
Ta sama para piłkarzy postarała się o bramkę chwilę później. Znów dośrodkowywał Messi, znów strzelał Higuain, piłka znów zatrzepotała w siatce. Problem w tym, że zawodnik Realu w momencie podania znajdował się na pozycji spalonej i dalej było 1:1. W 38. minucie, za kolejne zbyt ostre wejście, drugim żółtym kartonikiem ukarany został Pérez. Wydawało się, że będzie to przełomowy moment meczu, a osłabieni Urugwajczycy prędzej czy później stracą siły i przy okazji bramki.
Tak się jednak nie stało. Jeszcze przed przerwą w poprzeczkę trafił Lugano, po dośrodkowaniu wszędobylskiego Forlána. Po zmianie stron Argentyńczycy chcieli co prawda atakować, ale spotkali się ze znakomicie zorganizowaną obroną Urugwaju oraz z Fernando Muslerą - bezsprzecznie bohaterem spotkania, któremu Urugwaj zawdzięcza awans. W 64. minucie zatrzymał on strzał Messiego, był górą nawet piętnaście minut później, kiedy instynktownie zatrzymał uderzenie Higuaina. Urugwaj sam również atakował, czemu dał wyraz na dziesięć minut przed końcem spotkania. Oko w oko z Roberto stanął Forlán, ale nie dał rady pokonać golkipera Argentyny.
Aktywny Messi dryblował, podawał i strzelał, jednak niestety dla Argentyny nie przyniosło to żadnego skutku. W 89. minucie zawodnik Barcelony został sfaulowany w odległości ok. 25 metrów od bramki Muslery. Jak z armaty huknął wprowadzony przed chwilą Tévez, piłkę po rykoszecie we wspaniały sposób odbił Muslera, a Higuain będąc dwa metry przed bramką nie trafił do siatki, bo na drodze stanął mu... Muslera. Urugwajczyk pokazał tą interwencją, że rozgrywa właśnie mecz życia i pokonać go będzie piekielnie ciężko. W ostatniej minucie regulaminowego czasu gry szansę mieli jeszcze goście, ale po akcji Luisa Suáreza głową piłki do siatki nie skierował Diego Forlán. Rzeczą godną odnotowania jest także czerwona kartka dla Mascherano, przez co wyrównał się stan zawodników na murawie.
Dogrywkę lepiej rozpoczął Urugwaj. W 94. minucie Pereira popisał się potężną bombą, ale jego strzał minimalnie minął bramkę Roberto. Najlepszą szansą Albicelestes był strzał Higuaina, który jednak pechowo wylądował na słupku. Druga część dogrywki należała już zdecydowania do gospodarzy, pragnących rozstrzygnąć losy meczu bez serii rzutów karnych. Strzelał Messi, ale za słabo jak na tak dysponowanego Muslerę. Chwilę później Messi wcielił się w rolę asystenta, piłkę przyjął Higuain i mocno uderzył, ale znów czujny był bramkarz Urugwaju. Ostatnią i chyba jedną z lepszych szans meczu miał Leo Messi w 116. minucie. Argentyńczyk znalazł się niemalże w sytuacji sam na sam z Muslerą, ale i tym razem nie był w stanie pokonać broniącego jak w transie golkipera.
Serię rzutów karnych rozpoczął Leo Messi, pewnie wykorzystując jedenastkę. Wyrównał Forlán, na prowadzenie Argentyńczyków wyprowadził Burdisso. Do stanu 2:2 doprowadził Suárez, a w trzeciej kolejce pomylił się Tévez. Mimo ofiarnych interwencji, Romero nie był w stanie obronić żadnego ze strzałów i niespodzianka stała się faktem: Argentyna wyeliminowana z Copa America na własnym terenie!
Argentyna 1:1, k. 4:5 Urugwaj
Argentyna: Romero; Zabaleta, Burdisso, Milito, Zanetti; Mascherano, Gago, Di María; Messi, Agüero i Higuaín.
Urugwaj: Muslera; M. Pereira, Lugano, Víctorino, Cáceres; Diego Pérez, Arévalo, González, A. Pereira; Luis Suárez i Forlán.
[źródło: Sport/MD/Własne]
16 lipca 1950 roku miała miejsce największa tragedia w historii brazylijskiego futbolu. Tego dnia Urugwaj, wbrew wszelkiej logice, pokonał w finale Mistrzostw Świata wielką Brazylię, która w dodatku grała u siebie. Świadkami tego zdarzenia było blisko 200 000 zgromadzonych na słynnej Maracanie fanów. 61 lat później ten sam Urugwaj sprawił podobną niespodziankę: wyeliminował gospodarza turnieju, Argentynę, z walki o tytuł mistrza Ameryki Południowej, dokonując tego na stadionie, nazywanym... cmentarzyskiem słoni.
Selekcjoner Albicelestes, Sergio Batista, zdecydował się wystawić tę samą jedenastkę, która kilka dni wcześniej pokonała Kostarykę. Teraz zadanie było jednak o wiele trudniejsze, ponieważ na drodze Argentyny stanął Urugwaj. Pierwszym godnym odnotowania faktem meczu jest brzydki faul Diego Péreza na Mascherano, za który Urugwajczyk zobaczył żółty kartonik, co będzie miał duże znaczenie kilkanaście minut później. Jednak już w 5. minucie goście niespodziewanie objęli prowadzenie. W pole karne dośrodkował Forlán, strzał Cáceresa sparował Roberto, a do piłki dopadł Pérez, pakując ją wślizgiem do pustej bramki. Urugwajczycy jednak, tak jak szybko objęli prowadzenie, tak szybko je stracili. Magia Leo Messiego sprawiła, że już po kilkunastu minutach od straty bramki gospodarze wyrównali stan meczu. Gracz Barcelony wspaniale zagrał na głowę do Higuaina, który nie miał kłopotów z pokonaniem Mueslery.
Ta sama para piłkarzy postarała się o bramkę chwilę później. Znów dośrodkowywał Messi, znów strzelał Higuain, piłka znów zatrzepotała w siatce. Problem w tym, że zawodnik Realu w momencie podania znajdował się na pozycji spalonej i dalej było 1:1. W 38. minucie, za kolejne zbyt ostre wejście, drugim żółtym kartonikiem ukarany został Pérez. Wydawało się, że będzie to przełomowy moment meczu, a osłabieni Urugwajczycy prędzej czy później stracą siły i przy okazji bramki.
Tak się jednak nie stało. Jeszcze przed przerwą w poprzeczkę trafił Lugano, po dośrodkowaniu wszędobylskiego Forlána. Po zmianie stron Argentyńczycy chcieli co prawda atakować, ale spotkali się ze znakomicie zorganizowaną obroną Urugwaju oraz z Fernando Muslerą - bezsprzecznie bohaterem spotkania, któremu Urugwaj zawdzięcza awans. W 64. minucie zatrzymał on strzał Messiego, był górą nawet piętnaście minut później, kiedy instynktownie zatrzymał uderzenie Higuaina. Urugwaj sam również atakował, czemu dał wyraz na dziesięć minut przed końcem spotkania. Oko w oko z Roberto stanął Forlán, ale nie dał rady pokonać golkipera Argentyny.
Aktywny Messi dryblował, podawał i strzelał, jednak niestety dla Argentyny nie przyniosło to żadnego skutku. W 89. minucie zawodnik Barcelony został sfaulowany w odległości ok. 25 metrów od bramki Muslery. Jak z armaty huknął wprowadzony przed chwilą Tévez, piłkę po rykoszecie we wspaniały sposób odbił Muslera, a Higuain będąc dwa metry przed bramką nie trafił do siatki, bo na drodze stanął mu... Muslera. Urugwajczyk pokazał tą interwencją, że rozgrywa właśnie mecz życia i pokonać go będzie piekielnie ciężko. W ostatniej minucie regulaminowego czasu gry szansę mieli jeszcze goście, ale po akcji Luisa Suáreza głową piłki do siatki nie skierował Diego Forlán. Rzeczą godną odnotowania jest także czerwona kartka dla Mascherano, przez co wyrównał się stan zawodników na murawie.
Dogrywkę lepiej rozpoczął Urugwaj. W 94. minucie Pereira popisał się potężną bombą, ale jego strzał minimalnie minął bramkę Roberto. Najlepszą szansą Albicelestes był strzał Higuaina, który jednak pechowo wylądował na słupku. Druga część dogrywki należała już zdecydowania do gospodarzy, pragnących rozstrzygnąć losy meczu bez serii rzutów karnych. Strzelał Messi, ale za słabo jak na tak dysponowanego Muslerę. Chwilę później Messi wcielił się w rolę asystenta, piłkę przyjął Higuain i mocno uderzył, ale znów czujny był bramkarz Urugwaju. Ostatnią i chyba jedną z lepszych szans meczu miał Leo Messi w 116. minucie. Argentyńczyk znalazł się niemalże w sytuacji sam na sam z Muslerą, ale i tym razem nie był w stanie pokonać broniącego jak w transie golkipera.
Serię rzutów karnych rozpoczął Leo Messi, pewnie wykorzystując jedenastkę. Wyrównał Forlán, na prowadzenie Argentyńczyków wyprowadził Burdisso. Do stanu 2:2 doprowadził Suárez, a w trzeciej kolejce pomylił się Tévez. Mimo ofiarnych interwencji, Romero nie był w stanie obronić żadnego ze strzałów i niespodzianka stała się faktem: Argentyna wyeliminowana z Copa America na własnym terenie!
Argentyna 1:1, k. 4:5 Urugwaj
Argentyna: Romero; Zabaleta, Burdisso, Milito, Zanetti; Mascherano, Gago, Di María; Messi, Agüero i Higuaín.
Urugwaj: Muslera; M. Pereira, Lugano, Víctorino, Cáceres; Diego Pérez, Arévalo, González, A. Pereira; Luis Suárez i Forlán.
[źródło: Sport/MD/Własne]
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (194)