Subiektywnie: najlepsze, najgorsze

IceMan

22 września 2011, 00:19

71 komentarzy
W meczu na szczycie 5 kolejki Primera Division, FC Barcelona zremisował na Estadio Mestalla z Valencią 2:2. Katalończycy nie wykorzystali wpadki Realu Madryt w Santander i nie powiększyli przewagi nad głównym rywalem w walce o mistrzowski tytuł. Bramki dla zespołu Mistrza Hiszpanii zdobyli Pedro Rodriguez oraz Cesc Fábregas.

Najlepsze: Szczerze? Sam nie wiem, co napisać. Ciężko po takiej grze pisać o jakichkolwiek pozytywnych aspektach. Cieszyć z całą pewnością może zdobyty punkt, co po tragicznej grze zespołu w pierwszej połowie wydawało się niemożliwe. Pozytywne było również 20 ostatnich minut pojedynku, jednak mecz piłkarski trwa 90 minut, nie 20. I nikt w Hiszpanii przed Barceloną klękał nie będzie, na zwycięstwa trzeba sobie zasłużyć. Barça dziś nie zasłużyła.

Najgorsze: Gra, niewykorzystana szansa na odskoczenie Realowi, postawa defensywy i Pep Guardiola. Ale zacznijmy od początku. Szkoleniowiec Barcelony na trzecią siłę Hiszpanii wyszedł ustawieniem 3-4-3. Szybko okazało się, iż zbytnia pewność siebie zgubiła zespół Mistrza Hiszpanii. Wszak Valencia to nie Osasuna czy inna Almería. Pierwszego gola dla Valencii zdobył w 13. minucie... Éric Abidal po fatalnym błędzie w defensywie. Komunikacja pomiędzy Francuzem, a Valdésem wyglądała tak, jakby grali ze sobą pierwszy raz i nie porozumiewali się w jednym języku, czego efektem był pierwszy ligowy gol Abidala w Barcelonie. Szkoda, że nie do tej bramki, co trzeba. Późniejsze wyczyny doświadczonego defensora w linii obrony również wypadałoby skomentować słowami nieparlamentarnymi, czego sobie oszczędzę ze względu na szacunek dla tegoż jegomościa.

Szybko, bo już minutę później gola wyrównującego strzelił Pedro i wydawało się, że wszystko wraca do normalności. Nic bardziej mylnego. Gracze Valencii, co chwila przeprowadzali groźne ataki prawą flanką na której wyraźnie brakowało Daniego Alvesa, ustawionego bardzo ofensywnie. W 23. minucie drugiego gola dla Valencii strzelił Hernández, po raz kolejny po fatalnym zachowaniu defensywy. Niestety i druga bramka niczego nie nauczyła Barcelonistów i Guardioli, którzy nie zmienili ustawienia. Tylko cud sprawił, iż Duma Katalonii w pierwszej części gry straciła TYLKO dwie bramki, bo postawa katalońskich defensorów wołała o pomstę do nieba. Podziękować należy także Robertowi Soldado, który najwyraźniej założył się z Fernando Torresem o to, kto efektowniej zepsuje sytuację... nie do zepsucia. Piłkarze Valencii ośmieszali defensywnych graczy Barçy, nie potrafili jednak dobić i wykorzystać wyraźnej słabości faworyzowanego rywala. Dlaczego tak utalentowany szkoleniowiec jak Guardiola nie potrafił wyciągnąć wniosków ze słabej gry swoich podopiecznych? Zbytnia pewność siebie bywa zgubna, a że rywala się nie lekceważy pokazał już pamiętny pojedynek w Sociedad. Wniosków z tego niestety nie wyciągnięto.

Nieskuteczność. Kolejna bolączka Blaugrany w pojedynku na szczycie. Jeśli nie idzie, jeśli ma się okazję, na takim poziomie... po prostu trzeba ją wykorzystać. Sytuacji sam na sam nie wykorzystał w kluczowych momentach ani Messi ani Villa. Sprawiedliwości stało się jednak zadość, bo na wygraną Barcelona po prostu nie zasłużyła.

Boli również fakt, iż Barcelonie nie udało się wykorzystać wpadki odwiecznego rywala w Santander. Los Blancos zagrali katastrofalnie, jednak postawa zawodników Pepa w pierwszej połowie wyglądała tak jakby... chwilę wcześniej oglądali wyczyny Cristiano i spółki na żywo w swojej szatni.

[źródło: własne]
REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (71)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze