Pla: Jeśli są takimi przyjaciółmi, niech płaci Guardiola!
W piątek mija termin wpłaty zabezpieczenia na poczet poręczenia bankowego wynoszącego przez każdego z ośmiu byłych członków zarządu pozwanych przez Vicença Pla (każdy z nich ma zapłacić po 2,9 mln euro). Pep Guardiola przyznał, ze nie chciałby by do tego doszło, ale Pla nie zamiesza się wycofać.
Vicenç Pla, mieszkaniec Premià de Mar, nie chce być w centrum uwagi, ale wokół niego trwa prawdziwe trzęsienie ziemi wywołane przez media. Od czasu zabrania głosu w tej sprawie przez Guardiolę, dziennikarze znów zainteresowali się katalońskim socio. Choć Pla pragnie spokoju, przyznał, że "z pewnością nie zamierza wycofać pozwu".
Słowa Guardioli nie wzbudziły w nim współczucia. Wręcz przeciwnie. "Niech płaci Guardiola, jeśli jest takim przyjacielem Laporty", powiedział socio, którego boli to, że prawi się mu wykłady dotyczące moralności z sali prasowej na Camp Nou. "To, co mówi Guardiola, jest mi obojętne. On ma dużo pieniędzy, a jest wiele osób, które głodują". Vicenç Pla uważa, że "to temat, który nie należy do trenera. Jego obowiązki są na boisku".
W odniesieniu do byłego prezydenta, jasno mówił, że podczas jego kadencji podawano "wielkie przysmaki. Jeśli nie płacisz możesz wziąć sobie wermut z owocami morza. A ja mogę spożywać to z ziemniakami tylko raz w miesiącu". Pla nie chciał powiedzieć więcej na ten temat i powtórzył: "nie obchodzi mnie, co mówi Guardiola".
Socio uważa, że zarząd Barcelony z 2006 roku powinien wnieść poręczenie bankowe w wysokości 60 milionów euro, z których 42 miliony to 15% budżetu na sezon 2006/07, a reszta to straty w sezonie 2002/03.
Byli członkowie zarządu, którzy do piątku muszą zapłacić po 2,9 miliona euro to Joan Laporta, Alfons Godall, Joan Boix, Rafael Yuste, Josép Cubells, Alfons Castro, Albert Perrín i Jaume Ferrer.
Muszą oni stawić czoła delikatnej sytuacji. Kwota do zapłaty jest duża i może poważnie wpłynąć na ich majątki. Jeśli nie będą mogli wpłacić żądanych pieniędzy, grozi im konfiskata majątku.
[źródło: Sport]
Vicenç Pla, mieszkaniec Premià de Mar, nie chce być w centrum uwagi, ale wokół niego trwa prawdziwe trzęsienie ziemi wywołane przez media. Od czasu zabrania głosu w tej sprawie przez Guardiolę, dziennikarze znów zainteresowali się katalońskim socio. Choć Pla pragnie spokoju, przyznał, że "z pewnością nie zamierza wycofać pozwu".
Słowa Guardioli nie wzbudziły w nim współczucia. Wręcz przeciwnie. "Niech płaci Guardiola, jeśli jest takim przyjacielem Laporty", powiedział socio, którego boli to, że prawi się mu wykłady dotyczące moralności z sali prasowej na Camp Nou. "To, co mówi Guardiola, jest mi obojętne. On ma dużo pieniędzy, a jest wiele osób, które głodują". Vicenç Pla uważa, że "to temat, który nie należy do trenera. Jego obowiązki są na boisku".
W odniesieniu do byłego prezydenta, jasno mówił, że podczas jego kadencji podawano "wielkie przysmaki. Jeśli nie płacisz możesz wziąć sobie wermut z owocami morza. A ja mogę spożywać to z ziemniakami tylko raz w miesiącu". Pla nie chciał powiedzieć więcej na ten temat i powtórzył: "nie obchodzi mnie, co mówi Guardiola".
Socio uważa, że zarząd Barcelony z 2006 roku powinien wnieść poręczenie bankowe w wysokości 60 milionów euro, z których 42 miliony to 15% budżetu na sezon 2006/07, a reszta to straty w sezonie 2002/03.
Byli członkowie zarządu, którzy do piątku muszą zapłacić po 2,9 miliona euro to Joan Laporta, Alfons Godall, Joan Boix, Rafael Yuste, Josép Cubells, Alfons Castro, Albert Perrín i Jaume Ferrer.
Muszą oni stawić czoła delikatnej sytuacji. Kwota do zapłaty jest duża i może poważnie wpłynąć na ich majątki. Jeśli nie będą mogli wpłacić żądanych pieniędzy, grozi im konfiskata majątku.
[źródło: Sport]
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (18)