Xavi: Gryzę trawę albo nie gram

Lelu

17 lipca 2005, 15:00

Brak komentarzy
Przedstawiam przekład wywiadu, jakiego Xavi Hernández udzielił dziennikowi La Vanguardia po meczu z Valladolid. Wywiad jest długi, ale warto go przeczytać. Zawodnik opowiada w nim w Van Gaalu, Rijkaardzie, Laporcie, Figo, o Ronaldinho i, oczywiście, o sobie.

Stadion Valladolidznów przyniósł szczęście Barcelonie...

To zwycięstwo było bardzo cenne. Wcześniej zremisowaliśmy na Camp Nou. Strzeliliśmy gola po dwóch meczach bez bramki, pobiliśmy rekord zwycięstw na wyjeździe, Iniesta strzelił swojego pierwszego gola w lidze. Możemy być zadowoleni.

Teraz kluczowym spotkaniem jest mecz z Betisem

To będzie ciężki mecz, ale najważniejsze, że jesteśmy wysoko, chociaż musimy czekać, aż przegra Valencia i Real.

Możemy wygrać Ligę, czy nie ?

Wszystko jest w naszych rękach. Możemy zakończyć bardzo dobrze, albo jeszcze lepiej. Jak osiągniemy pierwszy cel, to w przyszłym sezonie będą wielkie nadzieje. Nie wykluczam niczego, nawet mistrzostwa, zwłaszcza jeśli wygramy w Sewilli, ale Valencia ma doskonały kalendarz. Myślę, że Valencia ma teraz łatwiej niż my.

Obecny sezon był bardzo dziwny, pełen przeszkód

Zaczęliśmy bardzo źle, trener nie znał zawodników, ale w końcu znalazł stały system. Teraz system działa, ale dlatego, bo go dobrze wykorzystujemy. Było też tak, że trener miał obsesję na punkcie zmian, bo nie wychodziło nam wiele rzeczy. A przecież uczenie gracza co tydzień nowego systemu było bardzo niebezpieczne.

Trener nauczył się w trakcie sezonu?

Prawdopodobnie dojrzał. Dostrzegł, że stały system na dłuższą metę jest o wiele lepszy.

W których meczach mieliście wrażenie, że system działa?

W spotkaniu na Mestalla i przede wszystkim na Riazor, również na EL Sadar, gdzie włożyliśmy dużo pracy w to, by wygrać. Masz takie wrażenie, że musieliby cię zabić, żeby nas pokonać. Jesteśmy lepsi od przeciwników do tego stopnia, że mówisz sobie: "Nawet nie patrzę na to jak grają, kiedy oglądam ich wystepy na video."

Czy Rijkaard jest trenerem idealnym?

Tak, bo rozumie zawodnika i nie chce być głównym bohaterem. To podstawa, bo bohaterem jest zawodnik. Trener nie robi nic, nic. Grzechem Van Gaala było to parcie do odgrywania głównej roli, pomimo tego, że był wspaniałym trenerem, wymagającym. Wielki facet, który cię rozumiał, ale potem chciał być kimś więcej. I to go zgubiło.

Trener bardzo was chroni, prawda?

Do niedawna sam był zawodnikiem i wie, że zawodnik musi mieć spokój. Jesteśmy mu bardzo wdzięczni, że często po przegranym meczu tłumaczy nas, a kiedy gramy dobrze potrafi nam publicznie pogratulować. Myśli dużo o zawodnikach.

To już 13 meczów bez porażki

Tak, ale nie popisaliśmy się w pierwszej rundzie, kiedy straciliśmy 21 punktów u siebie.

Mając do tego publiczność po swojej stronie

Jasne, było naprawdę dobrze. W pierwszych pięciu meczach mieliśmy wielkie oczekiwania, ale nie wygraliśmy. I ludzie się trochę zawiedli.

Ale nie wyciągnęli chusteczek

Kiedy je wyciągali, nie robili tego przeciwko nam, tylko przeciwko trenerowi i kierownictwu. Myślę, że ludzie rozumieją, że to jest rok przejściowy. Choć brzmi to dziwnie, mówimy o przejściowym roku, po 4 bez zdobycia jakiegokolwiek tytułu. To trudne chwile dla Barçy.

W tym sezonie po raz pierwszy usiadł pan na ławce

Dwa mecze. Zacząłem jak ktoś, kto wie, że będzie w podstawowym składzie. Nie chodzi o to, że taki byłem zadufany , czy przyzwyczaiłem się, ale mówiłem sobie: "Zagram niezależnie od trgo, czy będzie jeden, dwóch czy trzech rozgrywających", ale albo ładujesz baterie, albo nie grasz. Wyszedłem na boisko w meczu z Murcją, a trener mi mówi: "Chcę ruchliwości". Pomyślałem sobie: "Albo będę gryzł trawę, albo więcej nie zagram" Wyszedłem i strzeliłem. Możesz czuć się podstawowym zawodnikiem, ale zawsze musisz być ambitny. W przeciwnym razie, nie możesz grać w Barsie.

Nigdy nie lubił pan hokeja na trawie?

Nie, nigdy, pomimo tego, że w szkole niektórzy go uprawiali. Ale moja rodzina zawsze była bardzo culé. W moim domu oddychało się futbolem, nawet moja matka jest kibicem.

Kto jest pan największym krytykiem?

Mój ojciec. Według brata, zawsze gram dobrze, nigdy mi nie powiedział, że zawiodłem. Tak samo moja matka. Mój ojciec mówi mi co robię dobrze, a co nie.

Co krytykuje przede wszystkim?

Mówi, że powininem bardziej grać dla siebie, że powinienem być trochę egoistą, i że powinienem więcej strzelać na bramkę.

Zadebiutował pan w wieku 18 lat. Czy tak młody gracz potrzebuje stałości?

Jest niezbędna, bo przyjść jest łatwo, trudniej się utrzymać. Muszą cię chwalić i dobrze tobą pokierowć, bo w takim momencie nie wiesz, gdzie jesteś, kim jesteś i gdzie się zatrzymasz. Pomógł mi ojciec

Czy Van Gaal robi wrażenie, jak się go poznaje?

O, tak. Bo poza jego fizycznymi rozmiarami, jest bardzo wymagający i gestykuluje w taki sposób, i mówi ufff. Lubię, kiedy się mnie chwali, a on często był złośliwy, jest to coś, co może cię zniszczyć, jak nie jesteś wystarczająco silny

Van Gaal, Xavi, Valladolid

Tak, ale ja również nie pamiętam, żebym dobrze wtedy grał, ale ludzie pamiętają, że uratowałem wtedy Van Gala. Nie mam zbyt dobrych wspomnień. To był mój pierwszy gol w lidze, jedyny, jakiego strzeliłem z główki w Barcelonie.

Na pewno są jakieś przełomowe momenty w pana karierze, których się nie pamięta, a które pan pamięta doskonale

Nigeria, Mundial U- 20 w roku 1999. Od tamtego momentu zaczęto na nas zwracać uwagę, również dlatego, że właśnie widziało się pierwsze efekty prawa Bosmana. Pokazaliśmy, że jesteśmy coś warci. Reprezentacje młodzieżowe naprawdę pokazują, że grają żeby zdobywać tytuły.

Brakuje tylko tego najważniejszego...

Myślę, że ludzie muszą w to bardziej uwierzyć. Zbliżające się ME mogą być "hiszpańskie".

Z Barçą dzieje się w ostatnich latach to samo co z reprezentacją. Ludzie muszą uwierzyć w klub?

Cóż, w ostatnich latach w klubie zdarzyło się mnóstwo rzeczy, i prawie nie pamięta się wydarzeń piłkarskich. Ludzie pamiętają bardziej to, co zrobiono złego w gabinetach, a kiedy tam wszystko idzie źle, piłkarze na to reagują. Dzienniki rozprawiały więcej o pieniądzach, o prowizjach, z kolei teraz, otwierasz gazetę i wszystko jest poświęcone sprawom sportowym. Nowe kierownictwo, wniosło do klubu poczucie wspólnoty. Robią wszystko lepiej lub gorzej, ale kiedy mówi jeden z dyrektorów, mówi jeden, nie 24. My jesteśmy spokojniejsi i czujemy się głównymi bohaterami. Wcześniej przegrywaliśmy i winili prezydenta, albo trenera. A teraz, jak przegrywamy, to my jesteśmy odpowiedzialni.

Ale tamta sytuacja was chroniła...

Tak, ale tylko dlatego, że Van Gaal bardzo chciał mieć główną rolę. Nie pozwalał na to, żeby ktoś był przed nim.

W klubie wszyscy widzieli pana jako "czwórkę". W tym sezonie, gra pan bardziej z przodu, wyszedł pan z cienia Guardioli ?

Tak, bo "czwórka" jest zaszufladkowana Skrzydłowy i boczny obrońca mogą wymieniać się pozycjami, ale "czwórka" Z kim? Miałem być statyczny, a czasami prosiło się aż, żebym poszedł do przodu. W tej chwili gram na swojej idealnej pozycji. Najbardziej lubię widzieć zawodników przede mną, uwielbiam podawać. Potrzebuję skrzydłowego, takiego jak Luis García. Saviolę, Ronaldinho. Przedtem nie mogłem tak grać.

Jak opuszczał pan swoją pozycję, obrona zostawała bez żadnej pomocy

Jasne, dla Van Gala futbol to gra pozycyjna. Mówiłem mu: "Mogę pójść do przodu, ktoś mnie zastąpi", a on na to: "Nie, bo nie ma kto wykonać twoich zadań".

Czy w szatni jest lepsza atmosfera ?

Atmosfera zawsze była dobra. Nowością jest to, że jest tyle młodych. Mam Gerarda, Gabriego, Quaresmę, Saviolę, Oskara Lopeza, Oleguera. Wychodzimy razem na kolację, na drinka, albo do kina. Dlatego właśnie jest lepsza atmosfera. To właśnie robota szkółki, uczysz się rzeczy, które gdzie indziej są nie do pomyslenia. Popatrz na Oleguera. Dwa lata był tylko w szkółce, i w skoczył do składu.

Oleguer błyszczy...

Jest superzdolny. W minutę uczy się rzeczy, których inni uczą się w dwa lata. Jest bardzo racjonalny, dobrze rozumie sytuację i do niczego nie przykłada większej wagi. Jest ty i mówi: "W tym roku jestem tutaj, a w następnym zobaczymy".

Czy to ważne, żeby zawodnik inteligentnie wychodził na imprezy?

To podstawa. Wyobraź sobie, że przegrałeś u siebie z kimkolwiek. Nie możesz wyjść. Nie mówię o porażce z Realem, bo jeżeli idziesz na imprezę w dniu, w którym przegrałeś z Realem, to do widzenia! Musisz uważać na ciuchy, jakie nosisz. Jak wychodzisz, to nie ty wychodzisz, tylko zawodnik klubu FC Barcelona. Ale młody człowiek nie może siedzieć zmknięty w domu. Dla piłkarza jest bardzo ważne wyjść i się rozładować.

Czuje się już pan weteranem?

Weteranem, nie... Czuję, że mam inną rolę. Na przykład, jak gramy w dziada, nigdy nie idę do środka. Teraz nie jestem z tych starszych, ale owszem jednym z tych, którzy są najwięcej lat w klubie. Na przykład, kiedy nam nie szło, Luis García, który jest dwa lata starszy, był "młody", a ja byłem "świętą krową". Strasznie się z tego śmialiśmy.

Czy czuje się w drużynie głód trofeów?

Tak (wzdycha). Z Puyolem i Gabrim bardzo często o tym rozmawiamy. Mówimy sobie, że dobrze nam w klubie, i że nas się docenia, ale wyobraź sobie, co by było gdybyśmy coś wygrali, nawet gdyby to był tylko Puchar UEFA, albo Puchar Króla. Ludzie by nas (wzdycha) To by była rewelacja.

Czy myślał pan kiedyś, że żeby zdobywać tytuły, musi pan zmienić klub ?

Nie, nie. Jestem bardzo uparty. To jakiś defekt, jestem uparciuchem. Jak tak dalej pójdzie, to zdobędziemy tytuły.

W pierwszym roku zdobył pan tytuł, potem nic.

Nie można na to pozwolić w Barsie. Mój pierwszy sezon był bardzo dobry, w drugim nie wygraliśmy nic, ale byliśmy drudzy, w półfinale LM. To co nas osłabia, to sprawa Figo, bardzo nas osłabia, był kapitanem, idolem, który zbierał owacje nawet wtedy, kiedy na pozostałych z nas gwizdano. Osłabia nas, i czyni jeszcze większymi rywalami. Dwa lata o tym myśleliśmy.

Patrzy pan na tabelę, jak wam źle idzie?

Ja tak, ale jak jesteś 12 albo 13, mówisz: "Matko Święta"

Są gracze, którzy twierdzą, że nie czytają dzienników ani nie oglądają telewizji

Mówię za siebie. Jasne, że oglądam wiadomości piłkarskie, to moja pasja. Nie może być tak, że zawodnik nie ogląda meczów rywali, ani nie zna rezultatów.

Czy wpływają na zawodników oceny wystawiane przez media?

Czytam je, ale nie wpływają na mnie w żaden sposób. Idę tunelem do szatni i wiem czy zagrałem świetnie, czy fatalnie.

Jak jest jakiś trudny moment, przestaje się pan bawić na boisku?

Tak, bywają momenty, kiedy czujesz dużą presję. Kiedy idzie ci bardzo źle, myślisz, że cię zabiją, albo że nie będziesz mógł wyjść z domu. Dobra gra zmienia życie futbolisty. W ubiegłym roku nie mogliśmy wyjśc na kolację do miasta. Gorzknialiśmy.

Co zdziwiło pana bardziej, wyeliminowanie Realu, czy zakwalifikowanie się Deportivo?

Zwycięstwo Deportivo. Chociaż, nie, obie te rzeczy. Jadłem kolację w mieście i nie widziałem meczu Realu, bo myślałem, że sparwa jest przesądzona. Zresztą tak samo było z Deportivo.

Dziwne, że taka druzyna jak Real przegrała w taki sposób, jak to zrobiła w Pucharze i LM

Posiadanie najlepszych zawodników, niczego ci nie gwarantuje. Czasem lepiej mieć dobry blok, dobrą grę całego zespołu. Gwiazdy muszą wnieść swoje umiejętności do wspólnej gry. Pod tym względem Ronaldinho jest doskonały bo odwala kawał roboty. Z kolei Ronaldo, jak strzela, jest Bogiem, ale jak zespół przegrywa, kibice Realu nawet go nie widzą, bo nie pokazuje swoich umiejętności w grze zespołu.

Zaskoczył pana Ronaldinho?

Tak, jako ktoś kto, łączy wszystkich, ktoś, kto wnosi radość. Jas bardzo przyjacielski. Interesuje sie tobą. Czasasami zamyslisz się, a on pyta: "Co jest? Co ci jest?", a ty mu mówisz: "Nic, zamyśliłem się", a on: "Jedziemy, do przodu!". Interesuje go cała reszta. Jako, że jest Bardzo pewny siebie, może myśleć o innych. Ten transfer jest szarzałem w dziesiątkę.

Ilu takich Ronaldinho, musi zatrudnić Barça, żeby podnieść poziom?

Ani jednego, nie ma takiego drugiego. Musimy zatrudniać graczy zaangażowanych i walecznych. W ten sposób Barça będzie wielka. Wiadomo, że muszą też prezentować dobry poziom gry, tak jak Luque albo Trezeguet.

Z Luque nie będzie problemów

Znam go dobrze i wiem, że dałby się pokroić za Barcelonę. Luque robi, co trzeba, ale jego ojciec, to jest dopiero culé!

Wspomniał pan Trezegueta. Myśli pan, że czasami brakuje drużynie gola?

Nie, to raczej sprawa presji psychicznej. Na przykład, kiedy widzę trenującego Saviolę, zdaję sobie sprawę z tego, że mało kto ma taki instynkt strzelecki jak on. Sprawa Kluiverta to też raczej kwestia psychiki. Gdyby nikt o tym nie mówił, byłoby więcej goli, ale trzeba umieć radzić sobie z ta presją. Jak tego nie umiesz, nie możesz grać w drużynie takiej jak Barça.

Myśli pan, że morale Kluiverta jest bardzo niskie?

Myślę, że nie. Sądzę, że media bardzo go atakują. On dobrze wie, czy zrobił cos dobrze, czy źle. Może to sprawy bardziej osobiste, niż drużynowe. Nie wiem, jak wygląda jego życie osobiste.

Nauczył się pan, że w Barcelonie nie wszystko jest takie piękne?

Jasne. Ale nie możemy na nic narzekać. Płacą ci za grę, czyli za coś, co najbardziej lubisz w życiu. Wstajesz rano i idziesz na trening. Czego chcieć więcej?

Czy Davids jest takim samotnikiem, na jakiego wygląda?

Skądże. Zawsze się głośno śmieje (udaje śmiech), tak głośno, że słychać go w całej szatni.

[źródło: La Vanguardia]
REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (0)

Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze