Okiem Cule: Wielki znak zapytania

Makaj

30 marca 2008, 23:06

Brak komentarzy
Rozpacz. Beznadzieja. Pusty śmiech. Nie wiem ile jeszcze można mnożyć określeń odnoszących się do obecnej sytuacji w Barcelonie. Nie wiem. Długo w tym sezonie wahałem się czy napisać taki właśnie tekst. Przełknąłem porażkę na Camp Nou z Realem. Przebolałem odpadnięcie z Pucharu Króla. Potrafiłem zrozumieć dwie porażki z rzędu i frajersko zremisowany mecz z Almerią. Ale tej przegranej przeżyć nie mogę. Przelała się czara goryczy. I nie chodzi tu o to, że nawet większe prowadzenie można roztrwonić...

La Liga. Jedna z najsilniejszych w Europie. Być tutaj mistrzem to naprawdę coś. Wyobrażacie sobie, drodzy fani Blaugrany, że nasza drużyna mogąc być na tronie, rezygnuje z tego zaszczytu? Ja nie mogę tego pojąć, ale spójrzmy na fakty. Poprzedni sezon był przegraną na całej linii. Tak wiele było głupich spotkań, przegranych bądź zremisowanych w ostatnich sekundach... Pomyślałem sobie - w porządku. Każdemu może się zdarzyć. W końcu człowiek uczy się na błędach. Ale patrząc na poczynania Barcelonistów wiem, że nie. Uważam wręcz, że zamiast wyciągnąć lekcję, popełniane są koszmarne błędy. Ciężko tutaj rozsądzić, kto ponosi winę. Trener, piłkarze, prezes, sztab medyczny... Może jednak winowajcą jesteśmy my, kibice, którzy wywieramy nieludzką presję? Trudno to stwierdzić, ale zajmijmy się teraz czymś innym. Winni zawsze się znajdą. Mnie zastanawia, jak można mieć tak fantastyczny zespół, złożony ze znakomitych, nieprzeciętnych, nietuzinkowych, a zarazem pracowitych graczy i grać takie dno... dno! Jak inaczej nazwiemy grę Barçy w minionych kilku(nastu) tygodniach?! Kiedy ostatnio zagraliśmy dobry mecz? Z Valladolid ? Dobry to był, ale wynik. Gra może tez, ale miernikiem gry Barçy nie może być outsider. To musi być drużyna na europejskim, światowym poziomie. Z takimi na ogół grała Blaugrana rozpaczliwie, usiłując pokazać resztki swojej dawnej potęgi. A przecież miało być dobrze. Przecież Laporta obiecywał sukces. A przecież... Nie męczą Was ciągłe spekulacje? Gwiazda Barçy, Ronaldinho w Interze, Henry w USA, Deco w Manchesterze United, Samuel Eto'o w Chelsea... Dlaczego jeden z drugim nie wystąpią i nie określą się konkretnie. Dlaczego Eto'o czy Ronaldinho nie powiedzą: "Skończcie z tym. Zostajemy w Barcelonie!" Albo inaczej: "Odchodzimy po sezonie. Jesteśmy zmęczeni Barçą". Nie byłoby lepiej? Ewentualnie nie wypowiadać się wcale. No cóż, każdy lubi być w centrum uwagi...

Kolejną postacią bardzo mnie zadziwiającą jest Bojan. 17-letni dzieciak, który nie może nawet wyskoczyć z chłopakami na piwko, jest postacią, od której ostatnio zaczyna się ustalanie składu Barcelony. Tej wielkiej Barcelony! Nie neguje tutaj umiejętności Hiszpana; śmiem twierdzić, że to cudowne dziecko futbolu. Chcę tylko uświadomić Was, drodzy Przyjaciele, że nie jest dobrze, kiedy o obliczu drużyny decyduje tak młody piłkarz. On jest jeszcze dzieckiem! Czy uważacie, że może grać na takich samych obrotach co doświadczony Ronaldinho czy ograny Puyol? Poza tym, skoro takie są fakty, to po co sprowadzać drogich graczy zza granicy, skoro w szkółce Barçy mamy tyle talentów? Pedrito, Vazquez, Assulin... Oni też potrafią grać i w obecnej formie ‘cracków' Barçy bez trudu ich zastąpią.

Ciągłe spekulacje transferowe i zamieszania w życiu prywatnym naszych gwiazd z pewnością nie pomagają im w grze. Ale czemu odpowiedzialność, cała odpowiedzialność spoczywa na barkach 2 osób - Bojana i Messiego ? Takie odnoszę wrażenie, kiedy obserwuję obecny sezon. Bez Argentyńczyka Barça traci 80 % swojej wartości. Nikt nie zauważa braku Ronaldinho, Márqueza czy Deco. Bo tylko Messi ciągnie grę Barcelony. Aż strach pomyśleć co by się stało, gdyby z gry wypadł Krkić...

Ale wróćmy do poprzednich rozważań. Pewne wygrane z Valladolid, Levante czy Mallorcą mogą wzbudzić entuzjazm... wśród kibiców Recreativo Huelva. Natomiast w środowisku fanów Blaugrany takie mecze mogą być tylko potwierdzeniem dobrej formy. Sukcesów należy szukać nie w meczach z przeciętniakami czy wręcz słabeuszami. Należy to robić podczas potyczek z Realem, Sewillą czy Valencią. A te, jak dobrze wiemy, obnażały tylko problemy i słabości Barçy... OK, trudno. Przynajmniej powygrywamy sobie z tymi gorszymi. Na pocieszenie. Figa! Słabe Bilbao - remis, przeciętna Almeria - głupi remis, cieniutki Betis - najgłupsza porażka na świecie! I jak już pisałem wcześniej - nie chodzi tu o to, że nie taki straty (0-2) można odrobić. Chodzi tu o sytuację w jakiej Betis tę stratę odrobił. Barça walczy o bezcenne punkty, ma dużą szansę dogonić Real w wyścigu o fotel lidera (mizernym wyścigu szczerze mówiąc) i daje sobie w dziecinny sposób wydrzeć 3 punkty. Nawet w takiej sytuacji, kiedy nasi piłkarze mają nóż na gardle, nie potrafią wrócić z tarczą, choć byli tego tak bliscy...

W duchu mówiłem sobie: "spoko, nie martw się. W następnym meczu będzie lepiej". Mówiłem tak po meczu z Realem, Athleticiem, Valencią, Sevillą, Almerią, Villarreal czy Atlético. Sporo tych szans, ale OK. Będzie lepiej. Tym razem tak nie powiem. Nie mogę. Chociaż wiem, że Real i tak straci sporo punktów. Villarreal pewnie też (nie zapominajmy o nim, bo też liczy się w grze). Ale nie mogę już powiedzieć, że będzie lepiej.

Rysiek Rynkowski śpiewał kiedyś: "nawet z dna co nie ma dna potrafisz wstać". Czy Barcelona podniesie się po tak okrutnych ciosach? Nie wiem. Chcę w to wierzyć. Chcę, bo jestem jej kibicem, jednocześnie obiektywnie patrzącym na wydarzenia rzeczywistości. Ale tak jak w tytule, ciągle pozostaje jeden wielki pytajnik. Znak zapytania odnosi się nie tylko do formy, jaką w najbliższych tygodniach zaprezentuje nam FC Barcelona. Odnosi się także do przyszłości tego klubu, która obecnie nie rysuje się w różowych barwach. Wielką niewiadomą jest w tym roku kondycja naszej Barçy. I konia z rzędem temu, który potrafi ją przewidzieć.
REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (0)

Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze