W Santpedor pamiętają, że nigdy nie rozstawał się z piłką. Dzisiaj pod jego dom zajeżdżają wycieczki wielbicieli z całego świata. W reportażu przybliżamy sylwetkę tej interesującej postaci.
Życzeniem Guardioli jest "być tylko trenerem”, jak zdeklarował na jednej z ostatnich konferencji prasowych. Jednak jego osoba to coś znacznie więcej. Josep Guardiola i Sala, urodził się 18.01.1971 w Santpedor, w prowincji Barcelona. Dzięki swojej ciężkiej pracy stał się najlepszym trenerem w historii Barçy i osiągnął to w trzy sezony, zdobywając dwanaście na piętnaście możliwych tytułów. Jeśli dodamy do tego wykształcenie, skromność i kulturę osobistą, jego postać nabiera jeszcze dodatkowego blasku.
Wielu członków Zgromadzenia Barçy, na niedawnym spotkaniu, poparło pomysł promocji Fundacji Katar, "ponieważ Guardiola dał błogosławieństwo”. A kiedy Vicenç Pla domagał się przejęcia dóbr Joana Laporty i innych siedmiu osób z kierownictwa, Guardiola wstawił się za nimi i ich rodzinami. Te fakty mówią same za siebie. Także dzięki jego sławie, miasteczko Santpedor jest znane nie tylko w Hiszpanii, ale i na całym na świecie. "To najlepszy ambasador, jakiego mogliśmy mieć” – mówi burmistrz.
Trener Barçy przyćmił swoją osobą inną legendarną postać z tej gminy, Isidre Llussà i Casanovas, znanego także jako "Bębniarz z Bruch”. Według historycznych podań, w wieku szesnastu lat brał on udział w walce przeciwko francuskiej armii Napoleona na początku dziewiętnastego wieku. Echo jego bębna rozchodzące się w górach tak przestraszyło Francuzów, że się wycofali. Byli bowiem przekonani, że wróg ma znaczną przewagę. "Bębniarz przestraszył Francuzów, a Pep dał radę nastraszyć Real Madryt” - wyjaśnia z dumą jeden z mieszkanców Santpedor, szukając podobieństw między tymi dwoma postaciami. "Bębniarz” doczekał się pomnika, a imieniem Pepa nazwano miejscowy stadion piłki nożnej.
Tak jak Bojan przyćmiewa swoją osobą Josepa Maria Fusté w Linyola, tak Guardiola, chcąc nie chcąc, zrobił to samo z Jordi Vila w Santpedor (napastnik Barçy “Pięciu Pucharów”, który zmarł w styczniu tego roku). Zainteresowanie Pepem jest tak wielkie, że zarząd miejski organizuje wycieczki, podczas których turyści mogą zobaczyć, gdzie mieszkał, uczył się i grał Guardiola do trzynastego roku życia, kiedy to wstąpił do La Masia. Gorączka jaką wywołuje Pep wśród swoich fanów nie zna granic. “Jednego dnia pod dom podjeżdża autokar, innego pojawiają się wielbiciele z Izreala i wszyscy mają tylko jedno życzenie – zobaczyć gdzie wychował się Pep” – opowiada ojciec Guardioli.
Na tę chwilę wielka kolekcja wycinków z prasy, zdjęć, koszulek, tytułów zbieranych przez rodziców Guradioli pozostaje w zaciszu domowym. Niewykluczone, że któregoś dnia zostanie utworzone na jego cześć muzeum.
Oczami ojca
Dwadzieścia siedem lat temu jako młody chłopiec, Guardiola przeniósł się z Santpedor do Barcelony. Tutaj nie tylko spełnił swój sen o grze dla Barçy, ale przerósł także najśmielsze oczekiwania rodziny, stając się najlepszym trenerem w historii klubu. Jego ojciec Valentí Guardiola przyznaje: “Nikomu się nawet nie śniło, że zajdzie tak daleko. Kiedy poszedłem z nim, żeby go przyjęli, usłyszałem, że są "tylko” zainteresowani. Zabrzmiało to tak, że jeśli cokolwiek pójdzie źle, odeślą go do domu”. Według ojca, podstawą sukcesu Pepa są dwie rzeczy: "Po pierwsze praca, po drugie talent”. Wyjaśnia też, że wszystkim swoim dzieciom starał się wpoić podstawowe wartości: „być uczciwym i walczyć o swoje ideały”. Jako przykład Valentí przytacza historię, kiedy to Pep został oskarżony we Włoszech o zażywanie sterydów: "To było prawdziwe piekło. Ja nie wytrzymałbym takiej presji, ale Pep walczył do końca. Wydał mnóstwo pieniędzy, żeby udowodnić swoją niewinność”.
Jako dziecko był osobą dość zamkniętą w sobie. Przeprowadzka z małego miasteczka do Barcelony sprawiła, że zamknął się w sobie jeszcze bardziej. "Nigdy nie prosił nas o radę. Jako dziecko dawał nam tylko powody do dumy, choć nie ukrywam, że chcielibyśmy, żeby mówił nam o swoich problemach” – opowiada Valentí. "Kiedy Pep pracował jako trener w szkółce, chcąc dać mu radę, po jednym z meczów, powiedziałem, że jeden z zawodników jest dość wolny”. A on odpowiedział zniecierpliwiony: "Nic nie mów tato, nic nie mów, ty nic nie rozumiesz”. Dzisiaj ten zawodnik gra w podstawowej drużynie i jest mistrzem świata -wspomina z uśmiechem Valentí.
Wychwala też syna za to, że bardzo szanuje przyjaźnie z innymi ludźmi. "Kiedy Pep grał w Katarze, zmarł jego przyjaciel, poeta Martí Pol. Pep natychmiast wsiadł do samolotu, żeby być na pogrzebie, po czym wrócił do drużyny". Wiele osób wierzy, że na koniec kariery Guardiola zostanie prezydentem Barçy, a może nawet wejdzie do świata polityki. Valentí jednak zaprzecza. Przekonuje, że Pep nie ma takich aspiracji.
Komentarze (20)