Villa pojawił się w Barcelonie rok temu. Mówi się, że gra "w cieniu Messiego". Jest jednak najlepszym strzelcem drużyny narodowej (49 goli), a mecz przeciwko Szkocji będzie jego 80 występem dla La Furia Roja.
Jak wyglądało miejsce, w którym dorastałeś?
Mieszkałem w blokowisku w małym miasteczku Tuilla w Asturii. Dorastałem tam, grając w piłkę na ulicy. Gdziekolwiek się dało, robiliśmy prowizoryczne bramki z dwóch kamieni. Kiedy patrzę na moje córki, widzę, że mają rzeczy, o których ja mogłem tylko pomarzyć. Dzisiaj trudno sobie wyobrazić, że mogłyby się wychowywać na ulicy, tak jak ja.
Czym pachniało twoje dzieciństwo?
Szczęściem.
W czym te mecze z dzieciństwa przypominały prawdziwy futbol?
Zawsze chciałem być piłkarzem. Osiągnąłem coś, o czym nawet nie marzyłem. Kiedyś to była tylko zabawa. Teraz są wymagnia. Nie sprawdza się już zasada, że najważniejsze to uczestniczyć w grze. Teraz zawsze wychodzisz z celem, żeby wygrać.
Mówi się, że uwielbiasz futbol do tego stopnia, że nie potrafisz się wyłączyć.
Kiedy jestem z moimi córkami, potrafię. To prawda, że na myślenie o piłce poświęcam o wiele więcej czasu niż powinienem, dużo więcej niż na treningi, mecze czy podróże. Ale ja to naprawdę lubię. Całe szczęście, że mam córki. Gdybym miał chłopców, pewnie byłoby jeszcze trudniej. Chociaż przyznam, że moja starsza córka lubi oglądać mecze i chodzić na stadion.
Fakt, że twoja żona grała w piłkę pomaga, prawda?
Zna mnie od tylu lat! Całe życie jest ze mną. Rozumie mnie. Wie, że to mój zawód i potrafi się tym cieszyć. Sama grała do piętnastego roku życia.
Potrafi cię skrytykować?
Nie, nie wtrąca się. To nie w jej stylu. Jednak kiedy widzi, że przechodzę przez jakieś trudne chwile, jest zawsze przy mnie.
Jak wasze nowe mieszkanie?
Pałace buduje się powoli (śmieje się). Pewnie Xavi poprosił cię, żebyś mnie o to spytał. No cóż, jakoś to idzie. Zajmuje się tym moja żona, ufam jej. Ma lepszy gust, a poza tym chcę, żeby wszystko było zrobione tak, aby jej się podobało. Mam nadzieje, że uda nam się szybko z tym uporać.
Kupiliście mieszkanie w Barcelonie. Czy to oznacza, że jesteście już tu dobrze zaaklimatyzowani?
Bardzo nam się tu podoba. Myślę, że mamy szczęście. W Walencji żyło nam się świetnie. Zmiana miejsca zamieszkania zawsze wiąże się z ryzykiem, ale teraz jesteśmy bardzo zadowoleni.
A jak odnajdujesz się wśród Katalończyków?
Dobrze. Znałem ich zwyczaje, te z klubu…Wiedziałem czego się spodziewać i nic mnie nie zaskoczyło. A nie, chwila! Była jedna rzecz. Co oni jedzą z tym sosem... los calçots! (długie cebule, przpominające pory). Któregoś dnia powiedzieli mi: „Idziemy na calçotada” (katalońskie święto podczas którego spożywa się tę odmianę cebuli). A ja nie miałem pojęcia, o co im chodzi. Ale poza tym, to nic mnie nie zaskoczyło. Mieszkając w Walencji przyzwyczaiłem się nawet do języka.
Masz wrażenie, że hiszpański w Katalonii jest spychany na margines?
Nie, tu jest mniej więcej tak, jak w Walencji. Ludzie mają swój język, swoją kulturę i ten kto przybywa z zewnątrz powinien się dostosować. Ja nie miałem żadnych problemów. Mówienie po katalońsku sprawia mi trudność, ale ponieważ długo mieszkałem w Walencji, rozumiem wszystko.
Zmiana klubu pociąga za sobą zmianę nawyków, łącznie z tymi na boisku…W twoim przypadku jest to bardzo widoczne.
Tak. Mam teraz inne obowiązki. W defensywie wszystko się dla mnie zmieniło. Jestem dumny z tego, że dobrze się zaaklimatyzowałem. Mogę cieszyć się grą, z tej kompletnie jeszcze do niedawna, nieznanej mi pozycji. W ofensywie jest tak samo: przemieszczam się, jestem czujny, otwieram pole i unikam obrońców...Całe życie musiałem unikać potyczek z obrońcami z powodu mojego wzrostu i budowy ciała. Tak więc wygrywam na wolnym polu.
Czy jesteś teraz lepszym piłkarzem?
Powiedziałbym raczej, że bardziej kompletnym, nie lepszym. Być może mniej dochodzę do piłki, ale za to mam większą frajdę.
Wykańczasz mniej akcji, ale więcej wypracowujesz.
Tak, mam okazje do oddawania strzałów, ale o wiele bardziej włączam się do gry.
W Walencji grałem wysunięty, sam. Moja gra polegała na szukaniu wolnego pola i okazji do oddania strzału.Teraz ze skrzydła wchodzę do środka. To jest coś bardziej kompletnego. Najtrudniejsze jednak było chyba odnalezienie się w obronie.
Wcześniej mniej pracowałeś na boisku?
Nie. Jestem tutaj dlatego, że pracowałem bardzo dużo. To dla mnie oczywiste. Nigdy nie byłem napastnikiem, który bezczynnie czeka. Gdybym tak grał, nic bym nie osiągnął. To jest kwestia koncepcji: wiedzieć kiedy wywierać nacisk, kiedy bronić... Kiedy robisz wszystko lepiej, w odpowiednim czasie, zdajesz sobie sprawę, że biegasz mniej. Jak mówiłem przy wielu okazjach, Pedro bardzo mi pomógł. Obserwowałem go. Kiedy się gubiłem, patrzyłem co robi Pedrito po drugiej stronie i to on mnie ”naprowadzał”.
Mówi się też, że Abi daje ci wskazówki.
Tak. Abi ma lepszą perspektywę i większe doświadczenie. Pomaga mi się ustawiać. Najlepiej widzi bramkarz. My napastnicy nie widzimy tego, co widać z linii obrońców. Abi bardzo mi pomógł i jestem zadowolony z tego, jak to wszystko teraz wychodzi.
A jak ci pomógł Pep Guardiola?
Nie wierzę, że mógłbym się tutaj odnaleźć, gdyby nie on. On i jego pomocnicy bardzo mnie wspierali. Ten zespół naprawdę ciężko pracuje. To już nie jest tylko kwestia talentu zawodników. Mister jest tym, który potrafi to wszystko połączyć w całość. Praca w Barçy jest zupełnia inna od tego, co znałem dotychczas. Począwszy od treningu, a skończywszy na przygotowaniu do meczu.
Komentarze (30)