Wczorajsze spotkanie było czwartym ligowym z rzędu dla Davida Villi, które rozpoczął on na ławce rezerwowych. El Guaje musiał ustąpić miejsca Alexisowi Sánchezowi i młodziutkiemu Isaacowi Cuence.
Ostatni raz 90 minut Villa zaliczył w pojedynku o Puchar Króla z Hospitalet. Było to niedawno, więc teoretycznie Asturyjczyk nie ma powodów do obaw, zwłaszcza że później w pełnym wymiarze czasowym zagrał w towarzyskich meczach reprezentacji - z Anglią i Kostaryką. Efekt "wirusa FIFA" uzasadniał, by Guaje rozpoczął wczorajsze spotkanie ławce, ale nie może ukryć ogólnej tendecji w tym sezonie. A jego liczby nie kłamią - David nie znalazł się w wyjściowej jedenastce w sześciu z dwunastu ligowych meczów. W pozostałych sześciu wybiegał od pierwszej minuty strzelając trzy gole (dwie Osasunie i jedną Atlético). Dopiero w sobotę udało mu się umieścić piłkę w siatce po wejściu z ławki.
Sytuacja może być o tyle niepokojąca, że przez blisko dwa miesiące nie grał Alexis, a w spotkaniau z Athletic Bilbao zabrakło również Pedro, a Guaje również w tym meczu nie wybiegł na boisko w wyjściowym składzie. Pep Guardiola wolał postawić na Adriano, a na drugim skrzydle wystawić Iniestę.
Villa przyznał niedawno, że gra pomimo bólu w piszczelu. Jeśli jednak ma być to usprawiedliwieniem, to dlaczego piłkarz regularnie występuje w reprezentacji i to w spotkaniach towarzyskich? Wystarczy przypomnieć sobie początek zeszłego sezonu, aby zobaczyć, że tendencja się zmieniła. Asturyjczyk wybiegał wówczas w podstawowym składzie Barcelony w jedenastu pierwszych ligowych kolejkach, nie mogąc zagrać w kolejnej tylko z powodu czerwonej kartki, jaką otrzymał w Bilbao.
Pierwszy raz rezerwowym był dopiero w 27. kolejce la Liga, mimo że przed sezonem rozgrywane były Mistrzostwa Świata, w których Hiszpania rozegrała największą możliwą liczbę meczów. Tymczasem latem 2011 roku nie było przecież żadnego turnieju, piłkarze mieli więc dłuższe wakacje.
Komentarze (33)