Gdy w nocy z wtorku na środę wybiła północ, pomiędzy największymi klubami Europy przestały krążyć helikoptery, faksy i nadszedł czas na podsumowanie zimowego okienka transferowego. Wielu kibiców może być zaskoczonych faktem, że znów najbardziej rozrzutne okazały się kluby Premier League. Nikt natomiast nie będzie zdziwiony tym, że najmniej wydano w Hiszpanii.
Kłopoty finansowe wielu hiszpańskich klubów sprawiły, że bilans transferowy w La Liga wygląda najmarniej od lat. Rok temu zima w Hiszpanii zamknęła się wydatkami o łącznej wartości 37 milionów euro. W zimowym okienku 2012 suma ta była czterokrotnie niższa.
Real i Barça tej zimy oszczędzają
Statystyki te są tym bardziej jaskrawe, że tegoroczne okienko zostało zupełnie zignorowane przez liderujące tabeli Real Madryt i FC Barcelonę. Największe kluby Hiszpanii oszczędzają jak wszyscy. Przy odrobinie dobrej woli, za wyjątek można tu uznać przesunięcie do pierwszej drużyny "Dumy Katalonii" Isaaka Cuenki, z którym podpisano nowy kontrakt. Kolejny talent z Camp Nou otrzymał z tej okazji koszulkę z numerem 23 zamiast wcześniejszej "39-ki".
Przykład Cuenki przytaczam trochę na siłę, tym bardziej, że po pierwszych obiecujących występach młokosa pod wodzą Guardioli i coraz głośniejszemy wymienianiu jego nazwiska na transferowej giełdzie (Manchester United, Chelsea, Arsenal), nikogo ten ruch nie zdziwił. Hiszpańskim fanom pozostało tym razem emocjonować się transferami za pięć groszy i wypożyczeniami.
Transfer nr 1: J. A. Reyes
Podczas gdy rok temu na rynku nie brakowało ani transferów drogich (Elias za 7 mln z Corinthias do Atlético), ani naprawdę głośnych nazwisk (Adebayor do Realu, Medel i Rakitić do Sevilli, Demichelis i Baptista do Málagi oraz Afellay do Barcelony), to tym razem numerem jeden w obu tych kategoriach jest przejście José Antonio Reyesa z Atlético do Sevilli. Hiszpański piłkarz wrócił do klubu, w którym się wychował, po ośmiu długich latach. W barwach Los Colchoneros rozgrał co prawda najwięcej spotkań, ale nie zapominajmy, że piłkarz uznawany niegdyś za największy hiszpański talent spędził też udane okresy w Arsenalu, Realu Madryt i Benfice. Nazwisko wciąż znane, w ostatnich latach jedna z większych indywidualności cierpiącej na ich deficyt ligi, no i najwyższa suma transferu - choć 3,5 miliona euro to "rekord" akurat na miarę swoich czasów i kondycji finansowej hiszpańskiej piłki.
Poza Reyesem i kilkoma mniej lub bardziej anonimowymi "wynalazkami" po 1-2 mln euro, hiszpańskie kluby kontraktowały albo za darmo, albo na zasadzie wypożyczeń. Mając swoją kartę zawodniczą w ręku, Carlos Kameni przeniósł się na ławkę Málagi, Arranda wybrał ofertę Saragossy, a Óscar Serrano - Levante.
Wypożyczony, wypożyczony i... wypożyczony!
Hiszpańskie kluby mocno rozglądały się też po całej Europie, kogo by tu wypożyczyć. Pedro Botelho - brazylijski lewy obrońca Arsenalu, od 2007 roku regularnie oddawany kolejnym chętnym - z Rayo przeniósł się do Levante, Betis wzmocnił obronę Brazylijczykiem Paulão (Saint-Etienne), a Villarreal w odbijaniu się od dna ma wspomóc wychowanek River Plate, Alejandro Martinuccio. W sprowadzeniu młodego napastnika upatrywano zastępstwa dla Nilmara, ale Brazylijczyk ostatecznie pozostał w zespole "Żółtych Łodzi Podwodnych".
Poza Villareal, inne zespoły niepewne na półmetku sezonu ligowego bytu, też wybierały wypożyczenie jako najczęstszą formę wzmocnienia kadry. Ostatnia w tabeli Saragossa wypożyczyła z Malagi Apoño, Adrián Colunga do maja zamienił Getafe na Gijón, Racing Santander sprowadził reprezentanta Senegalu do lat 20, Khoumę Babacara (Fiorentina).
Korzystano też na tym, że z wcześniejszych wypożyczeń wracano: 22-latek Cala otrzyma kolejną szansę w Sewilli (wcześniej AEK), przeżywający kłopoty ze skutecznością napastników Real Sociedad nakazał powrót z 'Nàstic Tarragona swemu wychowankowi Borja Viguerze, a Getafe zatrzyma na wiosnę Javiera Arizmendi. Trudno stwierdzić, czy klub z przedmieść Madrytu stęsknił się za swoim byłym skrzydłowym, ale jego poprzedni klub - szwajcarskie Neuchâtel Xamax - wziął i zbankrutował.
Transfery z Barceloną w tle
Zimowe okienko 2012 nie pozostało bez wpływu na losy piłkarzy związanych z FC Barceloną. Za 3,5 miliona euro barwy PSG "zasilił" Maxwell. Za porozumieniem stron klub rozwiązał kontrakt z Alaksandrem Hlebem. Białoruski pomocnik nie znalazł póki co nowego pracodawcy. Pomimo różnych pogłosek, Keirrison i Henrique Buss pozostają na dotychczasowych wypożyczeniach (odpowiednio: Cruzeiro i Palmeiras), klub zmienił zaś Martín Cáceres. Sevilla FC wypożyczyła byłego obrońcę Barcy za 1,2 mln euro Juventusowi, gdzie Urugwajczyk grał już w sezonie 2009/2010. Z kolei Fran Mérida, wychowanek Barcelony i były gracz Arsenalu, którego karierę straciliśmy ostatnio trochę z pola widzenia - wrócił z wypożyczenia do portugalskiej Bragi, witając się ponownie z szatnią stołecznego Atlético. Po opuszczeniu Londynu Katalończyk nadal szuka formy, zobaczymy czy odnajdzie ją tej wiosny z powrotem w ojczyźnie.
Espanyol królem darmowego polowania
W tych ciężkich dla hiszpańskiej piłki czasach, królem polowania zdecydowanie został lokalny rywal FC Barcelony. Oszałamiającą sumę 3 milionów euro ze sprzedaży Jesúsa Dátolo, władze Espanyolu starały się zainwestować w możliwie największą ilość wzmocnień. Abstrahując od kosztów kontraktów, trzech co najmniej solidnych piłkarzy "kupiono" za 0 euro.
Trudno co prawda określić mianem wielkiego wzmocnienia, sprowadzonego właśnie przez Espanyol kolejnego piłkarza o przeszłości w barwach Azulgrana - mowa o Víctorze Sánchezie - ale zakontraktowanie na Cornellà-El Prat kolejnego rozbitka z bankrutującego Neuchâtel Xamax, Kalu Uche, i wypożyczenie z Interu Philippe Coutinho wyglądają na poważne posiłki w szatni piątej obecnie siły La Liga. Duet Uche-Coutinho może dać Espanyolowi niejeden punkt wiosną, co może okazać się kluczowe w kontynuowaniu walki przez tę drużynę o miejsce w europejskich pucharów. Dogonienie już w tabeli Levante przy szybkim zgraniu nowych nabytków z resztą zespołu, pozwala fanom Periquitos marzyć nawet o eliminacjach Ligi Mistrzów!
Nie potwierdziły się natomiast plotki o przejściu z Benfiki do Espanyolu Joana Capdevily.
Reszta Europy - też bez szaleństw
O dwumiesięcznym wypożyczeniu Thierry'ego Henry na Emirates Stadium już donosiliśmy. Z innych wieści, w Premier League najaktywniejsza na transferowym rynku była ponownie Chelsea FC. Klub z Londynu wydał na wzmocnienia blisko 20 milionów euro. Z rezerw São Paulo kupiono Lucasa Piazóna, zaś z Boltonu trafił na Stamford Bridge jeden z najlepszych obrońców ligi - Gary Cahill; na którego pożądliwym wzrokiem spoglądał też Arsene Wenger. W przypadku Arsenalu na spoglądaniu się skończyło, Chelsea po prostu zabrała się do rzeczy i sięgnęła do kasy. Roman Abramowicz znalazł też środki na jednego z najbardziej utalentowanych piłkarzy ligi belgijskiej, Kevina de Bruyne (8 milionów euro), lecz natychmiast wypożyczyła 21-latka jego poprzedniemu klubowi. Ofensywny pomocnik wiosnę spędzi zatem jeszcze w Genk, a w Londynie spodziewany jest latem. Z szatnią The Blues pożegnali się Nicolas Anelka (gratis do chińskiego klubu o ślicznej nazwie "FC Kwiat Szanghaju") i brazylijski obrońca Alex (PSG, 5 mln euro).
Atak Newcastle zasili Papiss Demba Cissé z Freiburga (12 mln), a Tottenhamu - Louis Saha (darmowy transfer z Evertonu). Znacznie mniej rozrzutni niż zwykle byli szejkowie z Manchesteru City. Ich najgłośniejszy ruch to wypożyczenie z Romy Davida Pizarro. Za darmo. Znany bardziej ze spraw pozaboiskowych niż występów w kadrze, niechciany w City Wayne Bridge przystał na ofertę wypożyczenia i będzie grał wiosną w Sunderlandzie. Gra będzie dla niego miłą odmianą po wystąpieniu jesienią w jednym tylko meczu i to... we wrześniu. Sir Alex Ferguson oficjalnie wrócił kadrze emerytowanego Paula Scholesa, za to oddał (jak inaczej nazwać kwotę transferu w wysokości 600 tys. euro?) Evertonowi Darrena Gibsona. Klub z Liverpoolu kupił też z Glasgow Nikicę Jelavicia oraz wypożyczył rekordzistę amerykańskiej kadry, Landona Donovana (LA Galaxy), i Stevena Pienaara z Tottenhamu. Nie próżnowali też nowi właściciele Queens Park Rangers, którzy sprowadzili aż 12 nowych graczy, w tym Djibrila Cissé (5 mln euro), reprezentanta Anglii Booby'ego Zamorę (5,8 mln euro), Neduma Onuohę z City (4,7 mln euro), a także Sambę Diakité, Federico Machedę i Taye Taiwo z Milanu (wypożyczenia).
Nie żałowała grosza tradycyjnie oszczędna Ligue 1, choć z wysupłanych tej zimy przez francuskie kluby 55 milionów euro, większość stanowiły wydatki bliskowschodnich krezusów z Paris Saint Germain. Poza wymienionymi już Maxwellem i Alexem do stolicy Francji trafił też Thiago Motta, największa sensacja ostatnich godzin okienka transferowego. Brazylijskiego wychowanka Barcelony chciał za wszelką cenę zatrzymać Claudio Ranieri, ale władze Interu nie były tak wybredne i zadowoliły się kwotą 11 milionów euro. Innym szeroko komentowanym transferem stycznia we Francji było przejście Mevlüta Erdinça z PSG do Stade Rennais za 7,5 miliona euro. Bardziej kibiców w Polsce niż we Francji interesowała zaś saga z Ludovikiem Obraniakiem w roli głównej. Reprezentant Polski opuścił szeregi mistrza Francji na rzecz Bordeaux. Kwota transferu: 1 milion euro.
Za ten sam milion euro Inter wypożyczył z FC Porto Fredy Guarina. Od sprawdzenia się Kolumbijczyka we Włoszech, mediolańczycy uzależniają ewentualny transfer definitywny latem. Generalnie rzecz biorąc, w Serie A także nie szastano kasą i jedyny porządny wyjątek to de facto FC Genoa. Zajmujący dziś dziewiąte miejsce w tabeli genueńczycy wymienili aż jedenastu członków drużyny i liczą na to, że świeżo sprowadzeni m.in. Alberto Gilardino (z Fiorentiny; 8 mln euro), Cesare Bovo (Palermo) i Ciro Immobile (Juve) pozwolą im wrócić do walki o miejsca pucharowe.
Jak niedawno informowaliśmy, do Milanu na zasadzie wypożyczenia z Catanii przeprowadził się były zawodnik FC Barcelony, Maxi López. Niedawny lider włoskiej ligi wzmocnił się też Sulleyem Muntarim z lokalnego rywala, Interu. W miejsce wspomnianego Cisse, do Lazio trafił z Liverpoolu Emiliano Alfaro. Juventus kupił z Atalanty Simone Padoina i wypożyczył z Romy Marco Borriello. Słynniejsze nazwiska Turyn opuściły: Luca Toni wyemigrował do katarskiego Al Nasr, Amauriego za 0,5 miliona euro kupiła Fiorentina, a Vincenzo Iaquinta trafił na wypożyczenie do beniaminka z Ceseny. Z innych wartych wzmianki zakupów we Włoszesch warto tylko wspomnieć, że do Lecce wrócił Waleri Bożinow po nieudanej próbie podbicia Portugalii.
W Bundeslidze obkupił się Wolfsburg, lecz wśród zawodników kupionych łącznie za 30 milionów euro, wielkich sław nie uświadczymy. Młody napastnik z Wybrzeża Kości Słoniowej, Ibrahim Sissoko, 19-letni 4-krotny reprezentant Szwajcarii Roberto Rodriguez i nowa twarz w kadrze Czech, Petr Jiráček - to najbardziej znani z całej ósemki. Z innych ciekawych transferów, wypada wspomnieć, że VfB Stuttgart za 4,5 miliona euro kupił z Hoffenheim Bośniaka Vedada Ibisevicia (zastąpił sprzedanego Fulham Pawła Pogrebniaka), Bayer wypożyczył z Tottenhamu Vedrana Ćorlukę, a Mohamed Zidan zamienił Borussię na FSV Mainz za "jedyne" 400 tys. euro.
Jednym z droższych transferów w całej niemieckiej lidze, okazało się przejście Ariela Borysiuka do Kaiserslautern (2 mln euro). Barwy 'Lautern zasilił też były piłkarz Polonii Bytom, Jakub Świerczok, który w pierwszym swoim występie zdążył się już pokazać z dobrej strony.
Podsumowanie zimowego okienka transferowego w ligach Europy:
Premier League: 82,08 mln euro
Ligue 1: 55,00 mln euro
Bundesliga: 54,00 mln euro
Serie A: 52,59 mln euro
Primera Divisón: 9,20 mln euro
Championship (II liga angielska): 8,52 mln euro
Jupiler Pro League (Belgia): 7,20 mln euro
Eredivisie: 4,50 mln euro
Primeira Liga (Portugalia): 3,00 mln euro
Szwajcarska Axpo Super League : 2,53 mln euro
Bundesliga (Austria): 1,84 mln euro
Polska Ekstraklasa (okienko trwa): 1,45 mln euro
Grecka SuperLeague: 1,27 mln euro
Komentarze (15)