Gianfranco Zola: Kiedy oglądam grę Barcelony, uśmiecham się - wywiad

Makaj

10 lutego 2012, 14:52

Mundo Deportivo

13 komentarzy

Po długiej i wspaniałej karierze w Napoli, Parmie, Chelsea i Cagliari, niski wzrostem ale wielki duchem Gianfranco Zola próbuje swoich sił jako trener. Najpierw pracował jako asystent Pierluigi Casiraghiego we włoskiej kadrze U-21, następnie zaś jako szkoleniowiec West Ham United. Obecnie wciąż się uczy, robiąc to od najlepszych czyli od FC Barcelony.

Gianfranco Zola przebywał w stolicy Katalonii, gdzie przyglądał się pracy Pepa Guardioli. Z dziennikarzami Mundo Deportivo Zola spotkał się w barcelońskim hotelu Princesa Sofía. Hiszpańscy żurnaliści pokazali Włochowi dwie fotografie z pamiętnego rewanżu Barcelona – Chelsea w 2000 roku. W ¼ finału Barça przegrała na Stamford Bridge 1:3, ale w rewanżu odrobiła straty i po dogrywce pokonała londyńską ekipę 5:1. Zola na widok tych fotografii ukrył twarz w dłoniach…

Mundo Deportivo: Czy to jedno z pańskich najgorszych wspomnień w piłkarskiej karierze?

Gianfranco Zola: Tak. Zaraz chyba się rozpłaczę… To bardzo złe wspomnienie. To również jeden z najgorszych meczów, jakie rozegrałem zarówno ja, jak i Chelsea. Możesz przegrać, ale nie możesz nie być sobą. Chodzi mi głównie o pierwszą połowę. Zagraliśmy zbyt defensywnie. W zespole Barcelony bardzo dobrze zagrał Figo, ‘Pepo’ (Guardiola) świetnie kierował drużyną. Pamiętajcie, Barcelona doprowadziła do dogrywki zaledwie kilka minut przed końcem regulaminowego czasu gry. To dopiero było zabójcze!

Z Londynu ma pan też miłe wspomnienia. Został pan wybrany przez kibiców najlepszym graczem tego klubu w historii.

To niewiarygodne. Dostałem to wyróżnienie ja, cudzoziemiec, który nigdy nie wygrał Premier League. To ogromne wyróżnienie, biorąc pod uwagę wielki graczy, którzy grali i grają na Stamford Bridge. Kiedy wróciłem do Włoch, na mecze Cagliari przyjeżdżały grupy kibiców Chelsea.

Jaki wpływ miał na pana Diego Maradona?

Jestem przekonany, że gdyby nie Diego, byłbym zupełnie innym piłkarzem. Trenując u jego boku, wiele się od niego nauczyłem. Zaczynałem w Napoli jako dzieciak, a on był dla mnie niczym starszy brat. To wielki przywilej.

Maradona czy Messi?

Nie można porównywać zawodników z różnych pokoleń. Messi jest nieporównywalny do nikogo. Ja grałem z Maradoną, który był i jest nadal jednym z najlepszych piłkarzy w dziejach. Widziałem co robi z piłką, ale sposób, w jaki gra Leo, jest nieosiągalny dla innych. Wyjątkowa jest jakość tych zagrań i szybkość, z jaką są wykonywane.

Pan był bardziej podobny do Andrésa Iniesty.

I tak, i nie. Chociaż czasem gra jako napastnik, bardziej niż ja gra na pozycji środkowego pomocnika. I jest lepszy ode mnie (śmiech). Iniesta jest wspaniały, po prostu niesamowity. To mózg drużyny, podobnie jak Xavi. To oni decydują w jaki sposób gra Barça

Co pan najbardziej podziwia w obecnej Barcelonie?

Wiecie co? Kiedy oglądam grę Barcelony, uśmiecham się. Jestem uśmiechnięty przez cały mecz. Świetnie się bawię, oglądając ich poczynania. Myślę, że tylko piłkarz może ocenić najwyższy poziom tej ekipy. Śmieję się również dlatego, że wyobrażam sobie siebie w przeciwnej drużynie, kiedy jak szalony biegam za piłką. Ta drużyna wygląda jak z Play Station. Wszystko robi tak szybko i tak dobrze… Nie wiem, czy kiedykolwiek jakiś zespół będzie w stanie to powtórzyć. Widziałem już bardzo dobre drużyny w historii: Ajax czy Milan. Ale tak dobrej jak Barcelona nigdy.

Jaki jest sekret Barçy?

Są dwa. Po pierwsze, ci ludzie cieszą się grą. To ważne w każdej dziedzinie życia. Druga sprawa to grupa ludzi. Jeśli spojrzymy wstecz, rdzeń świetnych zespołów zawsze stanowili wychowankowie, grupa przyjaciół, która gra z sobą od najmłodszych lat. Śmieją się razem, płaczą razem, jedzą razem i przede wszystkim grają razem. Przykładem niech będą drużyny Ajaxu lub Bayernu z lat 70. bądź też Milan Arrigo Sacchiego z Baresim, Tassottim, Costacurtą, Maldinim, Evanim, Donadonim… Inne przykłady: madrycka ‘Quinta’ (Butragueño, Sanchís, Martín Vázquez, Míchel, Miguel Pardeza – Makaj), Manchester United z Beckhamem, Giggsem, Scholesem i braćmi Neville. I teraz Barcelona w wieloma wychowankami. To zespół nie do powstrzymania.

Co pan sądzi o najmłodszych piłkarzach Barcelony?

Bardzo dobrze, że grają w wielkim zespole. Czy ktoś może powiedzieć ile lat ma Tello? Gdzie jeszcze niedawno był Cuenca? I ta niesamowita historia Busquetsa i Pedro, którzy stali się mistrzami świata ze swoją reprezentacją. Widziałem również wychowanków Barcelony, którzy grają w Anglii. Młodzi zawodnicy są fantastyczni i mają szczęście, że trenuje ich Guardiola. Podziwiam Pepa i jego odwagę w sięganiu po wychowanków. Być może ławka rezerwowych jest krótka, ale Pep ufa młodym graczom.

Jeśli miałby pan porównać dwóch trenerów, który z nich jest lepszy: Pep czy Sacchi?

Nie widzę porównania do Pepa, nawet ze strony Sacchiego. Arrigo był ostrożny w grze defensywnej, na tym opierał się cały jego projekt. To chyba najlepszy trener w historii jeśli chodzi o grę obronną. Pep natomiast opiera swoją filozofię na posiadaniu piłki. Ranieri, Bigon czy Bianchi… ci z kolei opierali się na kontratakach. Barcelona broni się, długo rozgrywając piłkę. A kiedy ją straci, przystępuje do błyskawicznego pressingu. Ten zespół nie daje ci dużo czasu do zorganizowania się. Mierzyć się z Barceloną to bardzo trudne zadanie.

Czy inne zespoły mogą grać tak jak Barcelona? Mamy na myśli AS Romę, która zakontraktowała Luisa Enrique.

Mam nadzieję, że można. Trudno jednak być tak dzielnym jak ‘Pepo’. Ważne jest jednak, że inni trenerzy próbują podążać tą drogą. Sukces Enrique w Rzymie jest dla mnie bardzo ważny, ponieważ włoska piłka tego potrzebuje. Futbol w Italii odwraca się od młodych ludzi, stawiając na siłę i taktykę. Technikę odstawia się na boczny tor. Widać to nawet w reprezentacji, która przez to cierpi. Sukces Romy byłby dobrą wiadomością dla tych, którzy lubią ofensywną piłkę.

Dlaczego zdecydował się pan na zakończenie kariery we Włoszech?

Ponieważ kieruję się bardziej sercem niż rozumiem. Mogłem grać w Lidze Mistrzów z Chelsea i przyjąć duże pieniądze od Abramowicza, ale całe życie grałem poza Sardynią i na koniec kariery chciałem wrócić do Serie A. To było wspaniałe uczucie, którego nie da się zastąpić żadnymi pieniędzmi.

Kiedy znów zobaczymy pana na ławce?

Mam nadzieję, że już niedługo, być może w przyszłym sezonie. Na razie mam przerwę, by podnieść moje umiejętności. Uczę się od najlepszych: ‘Pepo’ to wyjątkowy trener, który pozwolił mi zrozumieć, że aby być wielkim trenerem nie wystarczy tylko piłkarska przeszłość. Musisz nauczyć się żyć w szatni, być psychologiem, umieć motywować swoich ludzi. Guardiola to numer jeden w tym aspekcie.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (13)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze