Oceny za mecz z Osasuną

Challenger

14 lutego 2012, 16:55

85 komentarzy

Przypominamy zasady jakimi kierujemy się podczas wystawiania not: kryterium oceny graczy.

Pamiętajcie ponadto, że przekonująca argumentacja zawsze może wpłynąć na zmianę ocen. Jednocześnie wypada zaznaczyć, że słowa "przekonująca" i "argumentacja" nie są równoznaczne z "dla mnie Alexis 7, a Pedro 3,5". Jedynie spokojne i rzeczowe komentarze będą brane pod uwagę.

 


Oceniający: Challenger, Ściah, Szumi, Blazeq.


Valdes - 3 - W zasadzie miał jedną dobrą interwencję przez 90 minut, a niepewna gra w przekroju całego spotkania miała swą kulminację w 56. minucie. Gospodarze nie raczyli zmarnować piłki podarowanej po okropnym kiksie Valdesa. Co gorsza, równie zaskoczeni co rywale, byli też koledzy Victora z defensywy, co obrodziło istnym dominem spóźnień, błędów i zagapień. Dopiero po nich Garcia z zimną krwią umieścił piłkę w siatce. Przy dwóch golach z pierwszej połowy Valdes nie miał wiele do powiedzenia (choć przy pierwszym golu Lekicia nasz portero złamał czołową regułę bramkarskiego rzemiosła i zaniedbał kąt strzelca), jednak zawiódł drużynę w najgorszej możliwej chwili - gdy golem kontaktowym odzyskiwała ona wreszcie inicjatywę i morale. Jak okazało się po meczu, błąd w tak "strategicznym" momencie mocno wykreował wynik końcowy, co każe tym surowiej ocenić bezwzględną w skutkach chwilę dekoncentracji VV. Bledną przy tym jego udane wyjścia do dośrodkowań i stałych fragmentów, tym bardziej, że gra nogami szwankowała u Victora częściej niż ten jeden raz. Tłumaczenia stanem murawy puszczamy mimo uszu - Andrés Fernández takich wpadek unikał, a grał na tym samym boisku.

Alves - 5 - Znów zagrał słaby mecz pod nieobecność Xaviego. Thiago "nie czuł" gry swojego rodaka tak dobrze jak Xavi, więc podczas wycieczek ofensywnych prawy obrońca Barcy często nie miał z kim "poklepać" w środku pola. Częściej niż zwykle wybierał zatem sprint pod linię końcową i większość takich okcja określa słowo „bezradność”. Hurtowo popełniał dośrodkowania „do nikogo”. W ataku Blaugrany od czasów Ibry nie ma nikogo, kto mógłby strącać takie piłki, więc Messi z Alexisem po wielokroć obserwowali piłkę od dołu. Efekty nie dziwią: aktywna postawa Alvesa tym razem nie przełożyła się w grze ofensywnej zespołu na wiele więcej niż 9 strat. Co do gry obronnej Brazylijczyka – też nie była doskonała (m.in. nazbyt ospale zareagował na piłkę od Valdesa przed golem nr 3), ale z pewnością wyglądała relatywnie lepiej. Dani gdy zdążył, to naprawiał błędy kolegów, no i ambitnie biegał za każdym rywalem, który tylko wpadł mu w pole widzenia. Nie mógł być w kilku miejscach jednocześnie, lecz postawa w obronie jednak winduje mu ocenę do porządnej „5-ki”.

Puyol - 4 - Wyjątkowo źle szła mu komunikacja z Pique, ale Puyol popełniał także swoje błędy. Wyraźnie spóźnił się za kilkoma akcjami Osasuny, grzeszył też nie raz błędnym ustawieniem, zostawiając sporą wyrwę na środku barcelońskiej obrony, Valdesowi tuż przed nosem. Gracze Osasuny skwapliwie to wykorzystywali. Kłopotów Puyolowi dostarczała też fizyczna gra Lekicia. Gdy Puyol dwa razy w prostych sytuacjach nie trafił dobrze w piłkę - i ta w efekcie pofrunęła w aut - Pep podjął decyzję o zdjęciu go z boiska. Mimo takiej, a nie innej postawy przed przerwą, końcowy wynik można poniekąd uznać za efekt nieobecności Kapitana w drugiej połowie – Puyol prezentował się słabo, ale nie tak słabo jak Pique.

Pique - 1 - "Człowiek-katastrofa", jak ochrzcili go wychodzący z Reyno de Navarra nieliczni cules. Przy każdym golu dla Osasuny, Geri był graczem, który popełniał kluczowe błędy, ponadto przez cały mecz nieustannie gubił piłki i krycie. Co jeszcze gorsze – w jego grze widzieliśmy w sobotę zero determinacji. W wielu momentach meczu na boisku zdawał się być wyłącznie ciałem, bo takiej dekoncentracji nie da się tłumaczyć czymkolwiek innym. Wszelkie inne argumenty na rzecz tej oceny... oddaje wynik. Przy pierwszej bramce meczu zupełnie nie patrzył jak rozbiegają się napastnicy Osasuny tracąc z oczu Lekicia, przy drugiej - odpuścił Serba kompletnie, na koniec dał się ubiec Garcii, gdy wydawało się, że piłka jest już w jego zasięgu! Dwie bramki zawalił zatem Pique unisono, za trzecią dzieli odpowiedzialność ze swym kolegą spomiędzy słupków. Marne to jednak pocieszenie dla drużyny, trenera i kibiców, skoro efekt oddaje tabela. Tych 10 punktów przewagi dla tak grającego Realu to więcej niż luksus... Katalończyk próbował angażować się w końcowej fazie meczu w odrabianie strat, ale nie było to efektywne. Wpadki gniotą wszelkie pozytywy występu Pique w Pampelunie, więc ocena jest tylko konsekwencją ich sumy i kalibru.

Abidal - 3 - Jego gra przypominała wahadło Foucaulta – od ekstremum do ekstremum, i tak w kółko. Świetne interwencje przeplatał banalnymi stratami, niestety to efekty tych drugich były bardziej „widowiskowe”. Przed ryzykownym i nieudanym zgraniem główką do Valdesa (31. minuta gry), był przecież drugi gol dla Osasuny. Przed tym jak piłka zatrzepotała w siatce, Abi podarował futbolówkę Cejudo. Francuz do niedawna był symbolem zachowania „zimnej krwi” w dowolnej boiskowej sytuacji – tym razem każda chwila pressingu ze strony gospodarzy powodowała w grze Erica donośny alarm. Zamiast naprawiać błędy słabo dysponowanych kolegów, francuski obrońca przysparzał drużynie dalszych kłopotów. Na lewej stronie co rusz zostawiał przestrzeń wielkości lądowiska - nic dziwnego, że atakujący Osasuny też się tam pomieścili. Do litanii jego błędów należy na koniec dodać ten najmniej spektakularny, tj. złamanie linii spalonego przy golu nr 1. Mecz do zapomnienia.

Mascherano - 4 - Cóż, on też nie miał swojego dnia, choć zanotował dwa różne mecze - w środku pola i po przejściu na środek obrony. Jako defensywny pomocnik nie ustawiał się najlepiej, co dobrze było widać przy pierwszym golu Lekicia. Javiera nie było na miejscu by przeciąć akcję gospodarzy w jej wczesnej fazie. Po zejściu Puyola i przesunięciu się do środka obrony grał skuteczniej w odbiorze, ale niestety nie zdołał uchronić już drużyny od niekorzystnego wyniku. Niezależnie od zmiany pozycji w przerwie, całość występu Argentyńczyka cechowały niedokładność w dystrybucji piłek, bezradność wobec umiejętnie grających piłką rywali i błędy w ustawieniu (inna sprawa, że wynikające przeważnie z dublowania pozycji mylących się kolegów). Mało przekonującego występu tym razem nie ratuje "Szefowi" nawet statystyka: 7 odbiorów "rekompensuje" wynikająca ze wspomnianej niedokładności w grze podaniem, liczba 6 strat. Jego oceny nie podwyższa też otrzymana w tunelu po meczu czerwona kartka, stawiająca obronę Barcelony w mało sympatycznej sytuacji przed meczem z Valencią. Dla walecznego Argentyńczyka wyprawa do Nawarry okazała się zatem wyjątkowo gorzkim doświadczeniem.

Thiago 7 - (ZM*) - Najlepszy w zespole Guardioli, w każdym aspekcie gry. Jak na siebie, wyjątkowo odpowiedzialnie obchodził się z piłką, kierując podania ze sporą precyzją (tylko 3 straty w 90 minut). Umiejętnie nakręcał ataki zespołu (niekiedy wręcz "zabierał" innym piłkę - ale w dobrym tego słowa znaczeniu), raz po raz rozciągał grę, niestety w skuteczności pod bramką "Osy" zastąpić napastników już nie zdołał. Brakowało mu czasem ostatniego podania, w kilku akcjach można było odnieść wrażenie, że zagrywał zbyt zachowawczo - było to jednak konsekwencją zestawienia kadrowego drużyny, a raczej braku Xaviego i/lub Iniesty. Pamiętając najlepsze z podań i wejść Thiago (np. "zrobienie" akcji na 2:1 gdy dogrywał do Cuenki), równie głośno musimy go wyróżnić za ambicję i skuteczność w grze defensywnej! Ochoczo i z poświęceniem wspierał kolegów w defensywie, trochę nie wiadomo kiedy młody rozgrywający uzbierał aż 8 przechwytów! Tym razem w pojedynkę nie zdołał odwrócić losów meczu, ale to kolejny mecz po którym wiemy, że Brazylijczyk z hiszpańskim paszportem z każdym tygodniem jest coraz bliżej takiego statusu w drużynie. Niuanse od wyższej oceny, bardzo mocna "7".

Sergi Roberto - 3 - Zmrożone boisko i zdeterminowany rywal, w dodatku prowadzący po pierwszej połowie dwoma bramkami – to było za dużo jak na Sergiego Roberto. Trudno winić juniora, po prostu trener nie wybrał mu najlepszych okoliczności na ligowe 90 minut. W najlepszej swojej akcji odebrał piłkę od obrońcy na skrzydle i dograł do Messiego, który nie zdołał trafić z ok. 11 metrów. Co do Sergiego - im bliżej bramki Fernandeza, tym mniej zachowywał pewności siebie, co nie pomagało drużynie w drodze do remontady... W drugiej połowie próbował rehabilitować się za słabe pierwsze 45 minut; czynnie uczestniczył w kilku miłych oku akcjach, jednak wynik wymagał efektów, a z tymi było już gorzej. Zdyscyplinowana obrona Osasuny tym razem nie pozwoliła młodemu pomocnikowi poszaleć. W przeciwieństwie do Thiago, Roberto posuchę w kreacji Barcy raczej współkreował niż gasił - toteż pod nieobecność Xaviego i/lub Iniesty jego błędy były tym bardziej widoczne. Oceniając go jak piłkarza pierwszego składu najlepszej drużyny świata - nota nie może być inna. Jakieś osobne, "specjalne", kryteria po prostu nie mają sensu.

Alexis - 6 - Nie wahał się uderzać na bramkę Osasuny gdy miał okazję, ale drużynie znacznie bardziej przydałyby się jego udane akcje indywidualne. A tych nie było wielu. Alexis gubił piłki na potęgę (14 strat), lecz jego aktywność w kreacji, wzajemną grę "w tempo" i chętne dzielenie się piłką musimy docenić. Przy kulejącej tego dnia ofensywie Barcy, Alexis długimi fragmentami meczu był największą nadzieją cules na zmianę wyniku - zabrakło niewiele (słusznie gwizdnięty spalony po muśnięciu piłki przez S. Roberto). Mimo wszystkich plusów jego występu, w końcowej fazie meczu Chilijczyk dopasował się do reszty drużyny – w najważniejszym momencie (sytuacja sam na sam na koniec meczu!) spisawszy się poniżej oczekiwań. Pomimo zdobytej bramki, przedsezonowe nadzieje cules o zakresie wartości dodanej, jaką do PepTeamu wniesie ten transfer - trzeba chyba zweryfikować.

Messi - 5 - Podczas gdy Alexis mógł zdobyć nawet trzy bramki, o Messim można powiedzieć krótko: aktywny, ale nieskuteczny. Kilkoma akcjami (piłka meczowa do Ceska) mógł rozstrzygnąć losy meczu, ale zawodził go celownik lub koledzy. W polu karnym kilka razy przeciskał się w gąszcz nóg gospodarzy zamiast (po prostu!) odegrać; dwukrotnie miał też możliwość oddania strzału zza pola karnego, lecz niepotrzebnie zwlekał 38’, 86’). W 10. min bardzo ciekawa próba lobu i bramkarz z najwyższym trudem przeniósł piłkę na poprzeczką. Kolejny mecz, w którym kiepska postawa Messiego świadczy przede wszystkim o jego rosnącym z biegiem sezonu zmęczeniu. Na dodatkowy plus wypada mu zaliczyć relatywnie niską liczbę strat (7), Argentyńczyk w tym meczu rzeczywiście unikał bezsensownych dryblingów i dzielił się piłką chętniej niż bywało to na wcześniejszych etapach sezonu. Skłonności do egoizmu nie wyzbył się jednak do końca - i świadczy o tym akcja dwójkowa z Sanchezem mogąca zmienić losy meczu, w której było wszystko prócz... ostatniego podania do wychodzącego na pustą bramkę Chilijczyka. Zamiast tego widzieliśmy anemiczny strzał Messiego. Szkoda.

Pedro - 0 - Pique zagrał, jak zagrał (zresztą, w morzu błędów pojedynczych udanych interwencji mu nie odmawiamy), ale jak tu podsumować występ Pedro? Otrzymawszy po raz pierwszy od dłuższego czasu szansę od pierwszych minut w ważnym meczu, skrzydłowy okazał się najlepszym piłkarzem... Osasuny. Z rzadka brał w ogóle udział w akcjach Barcelony, toteż niewiele można powiedzieć o jakiejkolwiek boiskowej efektywności. Pedro nie ma nic wspólnego z zawodnikiem jakiego pamiętamy sprzed kilku miesięcy. Na murawie Reyno de Navarra nie stworzył kompletnie nic, piłka odskakiwała mu przy najprostszych przyjęciach, nieustannie notował straty. Nawet gdy otrzymał podanie, z którego wystarczyło dobrze odegrać do Alexisa by stworzyć sytuację bramkową - kopnął w nogi rywala. Podsumowaniem tragicznego w jego wykonaniu spotkania był "strzał" z 30. minuty - nikłe szanse powodzenia, a na dodatek gracz Barcy nawet nie trafił czysto w piłkę! Kryzys skrzydłowego się pogłębia, co jest kiepską wiadomością dla drużyny i Pepa przed najważniejszymi meczami u progu wiosennej kampanii.


Rezerwowi:

Cuenca - 7 - Jego wejście dało drużynie wiele energii i tylko kolegów może winić o to, że nie miało to większego przełożenia na wynik. Non-stop ośmieszał kryjących go rywali, dostarczając Messiemu i reszcie okazji na zmianę wyniku. Najlepszej z nich nie zmarnował Alexis, ale tego dnia nie wystarczyło to na Osasunę. Cóż, w beczce pampeluńskiego dziegciu, postawę barcelońskiej młodzieży z pewnością należy uznać za solidną łychę słodkiego miodku. To zaprocentuje, wcześniej czy później.

Tello - 7 - Tello nie jest piłkarzem, który wymyśli Barcelonie proch, ale jego gra na pewno jest ożywczym powiewem w drużynie, gdzie coraz więcej piłkarzy zmęczonych jest trudami najintensywniejszych 3,5 lat w historii Klubu. Tello znów wszedł z ławki i zrobił swoje – zdobył bramkę, i to w bardzo efektownym stylu. Miał też szansę na drugą, ale po palcach Fernandeza piłka wyszła na rzut rożny. Udanie podłączał się pod akcje i precyzyjnie dzielił się piłką. Zwracamy uwagę na tylko 1 (!) stratę młodego skrzydłowego w 45+2 minuty gry.

Fabregas - 4 - Najstarszy i najsłabszy z ławkowiczów – to nie jest podsumowanie, z którego można być dumnym. Zbyt rzadko brał na siebie ciężar gry w decydującej fazie meczu. Zamiast tego chował się gdzieś za szybkimi podaniami lub wychodzeniem do piłek, które nie nadleciały. W zaproponowanej przez Guardiolę kombinacji personaliów chyba do końca nie wiedział gdzie się podziać, tym bardziej, że rywale kryli go bliziutko gdy tylko w górę wystrzeliła tablica zmiany z numerem "4". Na ten pressing już do ostatniego gwizdka sędziego nie znalazł recepty. Wszystkie jego próby akcji indywidualnych kończyły się stratami. Szkoda ostatniej akcji, choć pozycja z pewnością nie była wymarzona do zdobycia bramki. Kibice z pewnością liczyli, że jego pojawienie się na boisku da drużynie więcej.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (85)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze