Andrés Iniesta staje się specjalistą od trudnych zadań. Wczoraj osłabionej brakiem kluczowych zawodników Barcelonie mecz wybitnie się nie układał, ale z pomocą przyszedł ten, an którego w takich sytuacjach zawsze można liczyć.
Kto nie pamięta cudownego gola Iniesty ze Stamford Bridge w półfinale Ligi Mistrzów. Kto mógłby zapomnieć o jego bramce w finale mundialu 2010, która dała Hiszpanii pierwszy w historii tytuł mistrzów świata. Jest specjalistą od najtrudniejszych zadań, także wtedy, gdy wartości dodanej potrzebuje drużyna, a nie patrzy na nią akurat cały piłkarski świat. Tak było wczoraj w spotkaniu ze Sportingiem Gijón.
Barcelonie, osłabionej brakiem Abidala, Busquetsa i Messiego, mecz się nie układał. Iniesta dał co prawda prowadzenie swojej drużynie, ale tuż po przerwie z boiska wyleciał Piqué, a chwilę później goście wyrównali. Grająca w dziesiątkę Barcelona musiała radzić sobie z "autobusem" przeciwnika, który postawił on na czterdziestym metrze od swojej bramki. Andrés serwował jednak otwierające podania, których Alexis, Cuenca i Tello nie potrafili wykorzystać. Ostatecznie popisał się świetną asystą do Xaviego, który ustalił wynik na 3:1.
Iniesta zdobył wczoraj swoją piątą w tym sezonie bramkę w barwach Barçy. Zajmuje obecnie drugie miejsce w klasyfikacji graczy, którzy w la Liga nie przegrali kilkudziesięciu spotkań z rzędu. Zawodnik Dumy Katalonii ma już na koncie 48 takich meczów, a wyprzedza go jedynie Butragueño (50). Kolejne pozycje zajmują Chendo (47) i David Villa (44).
Komentarze (38)