Bramka Ronaldinho Gaúcho sprawiła, że Barcelona przez nieco ponad pół godziny była w ćwierćfinale Ligi Mistrzów. Cudowny gol Iniesty był natomiast furtką do triumfu w tych rozgrywkach.
Kibice FC Barcelony mają w pamięci dwa wspaniałe trafienia piłkarzy Barçy na Stamford Bridge. Przeciwnikiem klubu ze stolicy Katalonii była nie tylko drużyna Chelsea, ale również zgotowane przez londyńskich fanów prawdziwe piekło. W przypadku Ronaldinho się nie udało, ale gol Iniesty dał Barcelonie awans.
Mówiąc o trafieniu Brazylijczyka, trzeba niestety ująć go w ramach wielkiego rozczarowania. 8 marca 2005 roku Barcelona walczyła o awans do ćwierćfinału, który miał być początkiem pięknej drogi po tytuł najlepszej drużyny w Europie. Wcześniejsze lata to pasmo porażek, jeden z najsłabszych okresów w najnowszej historii klubu jeśli chodzi o zdobywane trofea. Po wygranej w pierwszym meczu 2:1 (bramki Maxi Lópeza i Samuela Eto’o), drużynę z Katalonii czekał jeszcze rewanż w Londynie.
Początek był dla podopiecznych Rijkaarda piorunujący. Prowadzona przez Mourinho Chelsea w dwadzieścia minut dosłownie rozklepała obronę gości, wbijając bezradnemu Valdésowi trzy gole. Jedynym zawodnikiem, który mógł odwrócić losy spotkania, był nie kto inny jak tylko Ronaldinho Gaúcho. Brazylijczyk najpierw wykorzystał rzut karny, później zaś zadziwił cały piłkarski świat, ukazując szczyptę swojego geniuszu. Ronnie otrzymał piłkę przed polem karnym Chelsea i nic nie robiąc sobie z asysty kilku obrońców niezwykle precyzyjnym strzałem czubkiem buta umieścił piłkę w bramce zaskoczonego Petra Čecha. Wynik 2:3 sprawiał, że w kolejnej rundzie rozgrywek była Barcelona.
Śmiertelny cios nadszedł jednak na kwadrans przed końcem. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego celnie główkował John Terry, ustanawiając wynik spotkania na 4:2. Przy golu angielskiego obrońcy fatalny błąd popełnił Pierluigi Collina, który nie zauważył ewidentnego przewinienia Carvalho na Valdésie. Barcelona opuściła Londyn na tarczy, miała jednak świadomość, że jest w stanie rywalizować z największymi drużynami Starego Kontynentu. Dwa miesiące po tym wydarzeniu klub sięgnął po pierwsze w erze Rijkaarda mistrzostwo Hiszpanii, a już rok później Barcelona cieszyła się ze zwycięstwa w Lidze Mistrzów, eliminując po drodze właśnie londyńską Chelsea. Do dziś pamiętamy dobrze rywalizację młodziutkiego Messiego z Asierem Del Horno.
Historia przyniosła jednak jeszcze bardziej niezapomniany wieczór na Stamford Bridge. 6 maja 2009 roku Barça walczyła o finał Ligi Mistrzów, w którym miała szansę zdobyć trzecie trofeum. Wcześniej piłkarze Guardioli zakwalifikowali się do finału Pucharu Króla i upokorzyli na Santiago Bernabéu madrycki Real, wygrywając aż 6:2. Kilka dni później wydawało się jednak, że klub pożegna się z europejskimi pucharami.
Po bezbramkowym remisie w pierwszym spotkaniu, w którym to Barcelona chciała grać w piłkę, doszło do rewanżu na Stamford Bridge. Trzeba jednak uczciwie przyznać, że na Camp Nou to goście mieli najlepszą okazję do zdobycia bramki, a bohaterem klubu ze stolicy Katalonii został Valdés, wygrywając pojedynek sam na sam z Drogbą.
Wracając do rewanżowego spotkania, Barcelona zanotowała jeden z gorszych występów w Lidze Mistrzów natomiast Chelsea, która wyszła na prowadzenie w pierwszej połowie, miała jeszcze kilka okazji bramkowych. Kiedy wydawało się, że goście pożegnają się z pucharami, nastąpił cud. Prawie dwie dekady po „cudzie w Kaiserslautern” i golu Bakero w ostatniej minucie jego wyczyn skopiował Andrés Iniesta. Kapitalny strzał Hiszpana zza pola karnego dał Barcelonie upragniony remis, który dawał ekipie z Półwyspu Iberyjskiego promocję do finału. W rzymskim finale Barça rozegrała jedno z najlepszych spotkań w historii klubu i po raz kolejny sięgnęła po Puchar Europy.
Wygrana krajowego pucharu, mistrzostwa ligi oraz Ligi Mistrzów dała Barcelonie szansę gry o trzy inne puchary, które również padły łupem Barçy. Wygrana Pucharu Króla, ligi hiszpańskiej, Ligi Mistrzów, Superpucharu Hiszpanii, Superpucharu Europy oraz Klubowych Mistrzostw Świata na zawsze wpisała drużynę Guardioli na karty historii futbolu.
Komentarze (116)