Obrońca Barcelony zaryzykował otwarcie starych ran przed dzisiejszym starciem w półfinale Ligi Mistrzów. Trzy lata temu Katalończycy wyeliminowali Chelsea, ale Alves twierdzi, że taki stan rzeczy spowodowany był nie tyle efektem kontrowersyjnych decyzji Tom Henning Øvrebø, co po prostu brakiem odwagi graczy ze stolicy Anglii.
Barça wraca na Stamford Bridge, gdzie zmierzy się z piłkarzami, którzy wciąż pamiętają tamten mecz. 12 z 18 graczy tamtejszej ekipy Guusa Hiddinka pozostało w klubie i pała żądzą zemsty.
Wspomnienia norweskiego arbitra wciąż pozostają w Londynie żywe. Øvrebø nie podyktował na przykład czterech rzutów karnych dla Chelsea. Alves w wywiadzie dla The Guardian uważa jednak, że awans Barcelony po golu Andrésa Iniesty nie wynikał z błędów sędziowskich, ale z błędów londyńskiej drużyny. „Nie ma żadnych wątpliwości – to był dla nas najtrudniejszy mecz jaki graliśmy. Wszystko było zagrożone i jeden moment zmienił wszystko” – stwierdził Brazylijczyk, dodając: „Ludzie mówią, że Chelsea mogła wygrać, ale przeszkodził jej w tym sędzia. To jednak nie nasz problem, ponieważ nie kontrolujemy arbitrów. Jesteśmy po to, by grać w piłkę, by rywalizować i by osiągać finały. Co możemy zrobić w przypadku sędziów?”
„Chelsea nie osiągnęła finału z powodu strachu. Drużyna, która gra z przewagą jednego zawodnika, wygrywa i występuje u siebie powinna więcej atakować. Ale oczywiste jest, że jeśli nie masz tak ofensywnej taktyki jak Barcelona, zostajesz w tyle i odpadasz. Musisz pójść do przodu. Zostajesz w tyle – przegrywasz. Atakujesz – wygrywasz. Myślę, że Chelsea zabrakło po prostu odwagi, by zrobić krok do przodu i zaatakować nas. Zapłacili za to” – powiedział były gracz Sevilli.
Dani Alves dodał, że zawodnicy Barcelony byli zaskoczeni takim obrotem sprawy: po usunięciu z boiska Érica Abidala Chelsea wcale nie kwapiła się do ataku. „W tym momencie zdaliśmy sobie sprawę, że wyrzekli się gry. Zrozumieliśmy, że wynik 1:0 w pełni ich satysfakcjonuje. Zapomnieli jednak, że 1:1 daje awans nam i tak właśnie się stało. Ich taktyka sprowadzała się do jednego: zdobyć piłkę i wybić jak najdalej od własnej bramki. Masz piłkę tutaj? Wybij ją daleko. Masz piłkę tam? Wybij ją daleko! Ani razu nie zaatakowali. Innymi słowy oddali nam piłkę. A najgorszą rzecz, jaką możesz zrobić grając z Barceloną, to oddać jej piłkę”.
Chelsea przystępuje do meczu z Barceloną z dobrym bilansem. W ostatnich pięciu meczach z katalońską drużyną Londyńczycy ani razu nie doznali porażki. Drużyna Roberto Di Matteo odniosła dziewięć zwycięstw w 12 meczach, ostatnie z nich miało miejsce w niedzielę w meczu pucharowym z Totenhamem (5:1). Zwycięstwo okupione zostało urazem Davida Luiza, który nie zagra w obu meczach z Barceloną. Klub ze Stamford Bridge monitoruje stan zdrowia Didiera Drogby, Ashleya Cole’a oraz Ryana Bertranda. Gary Cahill, który zmagał się z urazem stopy, trenował już normalnie i ma wypełnić lukę po kontuzjowanym Luizie.
Obrońca rodem z Brazylii przeszedł w poniedziałek badania i nie zagra przez najbliższe dwa tygodnie. Na początku obawiano się, że Luiza zabraknie w najważniejszym momencie sezonu. Z gry wyłączony jest na razie też Branislav Ivanović, który za uderzenie przeciwnika w meczu z Wigan został zawieszony na trzy mecze: z Tottenhamem, Arsenalem i Queens Park Rangers. Zawieszenie nie obejmuje spotkań w europejskich pucharach, dlatego też Serb bez przeszkód będzie mógł wystąpić w meczu z Barçą.
Z kolei Didier Drogba, który za wybuchową reakcję po meczu w 2009 roku został zawieszony przez komisję UEFA na trzy mecze, stwierdził: „To było kilka lat temu, wiele się zmieniło, ale pragnienie jest takie same – wyeliminować Barcelonę. Będzie ciężko, ale jesteśmy gotowi. Mamy przecież z nimi nie tylko złe, ale również dobre wspomnienia. Jak już mówiłem, to będzie trudny dwumecz, oni są uważani za najlepszą ekipę na świecie i mają w swoim składzie najlepszego piłkarza świata (Leo Messiego). Gramy jednak dwa mecze i wszystko może się zdarzyć”.
Napastnik Wybrzeża Kości Słoniowej mógł kiedyś zostać klubowym kolegą Alvesa. W 2007 roku, zanim Barcelona ściągnęła go do siebie, Brazylijczykiem interesowała się londyńska Chelsea, prowadzona wtedy przez Mourinho. Dani Alves chciałby zostać przy boku Pepa Guardioli, ale nie wyklucza gry w Premier League. „Nie sądzę, by gra na angielskich boiskach była dla mnie trudniejsza” – stwierdził. „Jestem graczem, który szybko dostosowuje się do nowych okoliczności i nie myślę, bym miał z tym problem na Wyspach Brytyjskich. Musiałbym jedynie trochę więcej bronić niż atakować”.
„Jeśli któregoś dnia zagram w Anglii, chciałbym zmienić nieco ich koncept gry. Chodzi mi o ideę obrońców, którzy mają za zadanie tylko bronić. Zawsze musisz zostawiać sobie uchylone drzwi, ponieważ nigdy nie wiesz co wydarzy się jutro. Obecnie jestem w najlepszym klubie na świecie i kiedy osiągasz taki poziom chcesz zostać w tym miejscu. Musisz być jednak otwarty na propozycje, ponieważ w futbolu służysz jakiemuś celowi tak długo, jak długo trener na tobie polega. Jeśli przestaje, nie grasz już dla jakiegoś celu i musisz poszukać czegoś innego”.
Komentarze (30)