Gran Derbi odchodzi w zapomnienie. To co stało się w sobotę jest już przeszłością, której nie da się zmienić. Marzenia o dogonieniu Madrytu w 90 minut prysły jak bańka mydlana. Nadszedł czas na kolejny mecz o wszystko, z Chelsea, również w Świątyni Futbolu. Wierzymy!
Por que?
Barca wygrywa na Camp Nou z Realem Madryt i zmniejsza stratę do lidera do zaledwie jednego oczka. Katalończycy wygrywają cztery kolejne spotkania, które pozostały do końca sezonu. Blancos tracą punkty na San Mames i dosłownie w ostatniej chwili tracą mistrzowski tytuł po 3 sezonach posuchy. Mourinho i jego drużyna znów zostaje upokorzona. Traci przewagę, która była nie do zmarnowania. Blaugrana po raz czwarty z rzędu zasiada na tronie La Liga. Guardiola odnosi największy sukces w dotychczasowej karierze. Zdobycie tytułu w okolicznościach jakie spotkały Dumę Katalonii w obecnych rozgrywkach wydawałoby się wyczynem wręcz niesamowitym. Piękne prawda? Marzyłem od tym w sobotę przed godziną 20. Niestety to było zbyt piękne, by było możliwe.
Od pierwszych chwil objęcia stanowiska trenera przez Guardiolę, Azulgrana zachwycała cały piłkarski świat. Z czasem przyzwyczaiła nas do wspaniałych zwycięstw, sukcesów i gry nieosiągalnej dla innych. Gladiatorzy Mistera grali na poziomie, który dla całej reszty był sferą marzeń, które po prostu się nie spełniają. Zostaliśmy rozpieszczeni do granic możliwości, żyjemy w czasach największej Barçy w historii. Jednak w podświadomości każdy z nas doskonale zdawał sobie sprawę, iż prędzej czy później to Real będzie górą, nie można wygrywać w nieskończoność. Madryt po kilku sezonach ciągłych upokorzeń wreszcie się odgryzł i w praktyce zapewnił sobie mistrzowski tytuł na terenie odwiecznego rywala. Camp Nou zostało zdobyte.
Czy byłem zły? Było mi przykro, ale rozpacz nie trwało długo. Patrząc na poczynania Dumy Katalonii w obecnym sezonie La Liga odniosłem wrażenie, iż Messi i spółka chcieli przyzwyczaić nas do tego, iż nadszedł ten moment w którym to my znajdziemy się na drugim miejsce. W sobotę widziałem brak iskry, świeżości, Barcelona była bezradna, co na Camp Nou zdarza się bardzo, bardzo rzadko. Real nie był Wielki, ale nie musiał być. Zagrał mądrze, cholernie mądrze i na wygraną oraz mistrzowski tytuł jak najbardziej zasłużył. Nie wstydzę się tego przyznać. Przegrywać też trzeba umieć. Gratulacje Madrycie.
Najgorszy aktor w katalońskiej Świątyni
Nie mam pretensji do Mistera za posadzenie na ławce rezerwowych Piqué i Alexisa, nie mam pretensji, że Tello w pierwszym składzie się nie sprawdził, nie jestem zły na Puyola, Mascherano czy Valdésa za zawalone gole. Wręcz przeciwnie, byłem dumny. Dumny patrząc na postawę pokonanych, którzy pokazali Klasę przez duże K. Pogratulowali lepszym, uścisnęli dłonie. Każdy z nas doskonale pamięta, co się działo, gdy przegrywał Real. Wstyd było mi tylko z jednego powodu. Ten powód nazywa się Dani Alves. Patrząc na jego teatralne pady, bezradne rozkładanie rąk po każdej stracie czy wreszcie żałosne zachowanie w stosunku do Cristiano Ronaldo sprawiło, że było mi wstyd, że tego dnia ten zawodnik nosi herb Barçy na piersi. Barca to duma, honor, szacunek do rywala i fair play bez względu na wszystko. Dani był tego dnia żenującym aktorem. Przykro mi to przyznać. Nie chcę oglądać najlepszego prawego obrońcy świata w takiej „formie”. Nigdy więcej. Przegrywać trzeba umieć, Messi, Pep i reszta dali temu przykład.
Som i Serem!
W 65. minucie sobotniego meczu boisko opuścił Xavi. To był znak, że Guardiola się poddał, odpuścił i w głowie miał już tylko Chelsea. Powiecie, że nie odpuścił? Nie zmienia się na 25. minut przed końcem zawodnika, który z piłkarzy obecnych na boisku był jedynym oprócz Messiego i Iniesty, który w pojedynkę potrafi odmienić losy meczu. Mister zdał sobie sprawę, iż strata punktów z Madrytem oznacza koniec marzeń o obronie tytułu, w głowie pojawiła się jedna myśl – Wtorek, bitwa o Monachium.
Jak zagra Barca? Rzuci się na rywala niczym wygłodniały lew, walcząc o każdy metr boiska, na śmierć i życie. Wiem, że na zielonej murawie Świątyni Futbolu zostawią swoje serca, by znów uszczęśliwić swoich wiernych kibiców. Duma katalońskiego zespołu została urażona, a lwa drażnić nie wolno. Przegraliśmy Ligę, ale sezon nie jest jeszcze stracony. Nikt w historii Ligi Mistrzów nie wygrywał trofeum dwa razy z rzędu. Kto ma zrobić, jak nie Barca? Chelsea na Camp Nou czeka piekło o którym nie śnili w swoich najczarniejszych koszmarach.
Jak zagra Chelsea? Nie bądźmy naiwni. Czytając wypowiedź Di Matteo ogarnął mnie pusty śmiech. Prędzej wygram szóstkę w totka niż The Blues zagrają na Camp Nou ofensywnie i będą dążyć do zdobycia pierwszego gola. Było już kilku takich chojraków, którzy do Świątyni Futbolu przyjechali z zamiarem gry otwartego futbolu, gotowych na wymianę ciosów. Efekty pewnie pamiętacie. U siebie się dosłownie „zamurowali”, a w Barcelonie postawią na atak? Niezły żart. Chelsea grając ofensywnie zostanie pożarta, Di Matteo nie jest głupi i doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Dlatego jestem pewien, że wicemistrz Anglii zagra takim samym ustawieniem jak przed sześcioma dniami. Kto nie oglądał, 1-9-0-1. Chociaż zastanawiam się czy ta jedynka na końcu jest w dobrym miejscu, bo Drogba pod swoim polem karnym był widziany równie często jak krążąca wokół niego piłka.
Powód do obaw jest tylko jeden. Skuteczność, a raczej jej brak. Pierwszy mecz na Stamford został przegrany na własne życzenie. Ubóstwiam Barcelonę, ale mecz w którym ma się 6 stu procentowanych sytuacji, przy jednej rywala, 23 strzały przy 4 rywala czy posiadanie piłki na poziomie 74% przegrać mogą tylko nasi ulubieńcy. W środę zabrakło szczęścia i wykończenia, miejmy nadzieję, że dziś będzie inaczej. Jesteśmy lepsi i trzeba to udowodnić. Krytykujecie grę Anglików? Za jakiś czas nikt nie będzie pamiętał stylu w jakim The Blues ograli Barçę. W pamięci zostanie tylko wynik, to on pójdzie w świat.
Bordowo-granatowi rycerze zrobią wszystko, by znów nas zachwycić, ograć Chelsea i zagrać na Allianz Arena. By wygrać potrzebują naszego wsparcia - "Zaprowadzili nas do Rzymu, doprowadzili do Londynu, teraz nasza kolej, aby zabrać ich do Monachium!" Vamos Barca!
Londyński autobus zatrzyma Barçę?
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (164)