FC Barcelona Regal doznała bolesnej porażki w Palacio De Deportes w Madrycie (59:85) w trzecim spotkaniu finałowej rywalizacji fazy play-off Ligi Endesa. Real Madryt w całej serii prowadzi 2:1 i do zdobycia mistrzostwa Hiszpanii brakuje Królewskim już jedynie jednego zwycięstwa.
Barça Regal przegrywając wczoraj w Madrycie w meczu numer trzy bardzo skomplikowała sobie drogę po obronę mistrzowskiego tytułu. Katalończycy nie mają już żadnego marginesu błędu i aby obronić tytuł muszą pokonać w środę (13.06) rywala w stolicy, a następnie triumfować w decydującym meczu numer pięć w Palau Blaugrana. Droga po trofeum jest zatem bardzo długa i wyboista, jednak na szczęście w końcowym rozrachunku nie liczą się rozmiary porażki w poszczególnych spotkaniach. Na szczęście jutro wszystko zacznie się od zera, na nowo.
O tym spotkaniu koszykarze Barcelony muszą jak najszybciej zapomnieć. Real Madryt, niesiony żywiołowym dopingiem ponad 13-tysięcznej publiczności w Palacio De Deportes w Madrycie, rozegrał niemal perfekcyjny mecz, dominując zespół Xaviego Pascuala w każdym aspekcie gry. Królewscy zwłaszcza przeważali na tablicach notując w całym meczu aż 48 zbiórek (w tym 13 ofensywnych), przy zaledwie 23 zebranych piłek Katalończyków. Drugim kluczowym elementem była gra zespołowa - Madryt zanotował aż 19 asyst, przy sześciu Barcelony. Co ciekawe w tym perfekcyjnym spotkaniu drużyna trenera Laso zanotowała znaczny spadek skuteczności rzutów trzypunktowych. Wczoraj trafiła zaledwie 3/16 'trójek' (19%), przy 53 procentach trafionych rzutów w pierwszym meczu i 65 procentach w drugim.
W początkowej fazie meczu nic nie wskazywało na tak wielkie 'lanie' gości ze stolicy Katalonii. Drużyna Pascuala, która wyszła na to spotkanie z Sadą i Navarro na obwodzie, liderami Mickealem i Lorbekiem na pozycjach 3 oraz 4 i Vazquezem w roli centra weszła dobrze w spotkanie. Co prawda w pierwszej kwarcie szalał Jaycee Carroll, który rzucił aż 12 punktów, ale Katalończycy potrafili odpowiedzieć., stąd wynik 23:25 po dziesięciu minutach gry.
Prawdziwy koszmar rozpoczął się w drugiej kwarcie, kiedy Real zaczął grać koncertowo, zwłaszcza za sprawą Sergio Llulla i Felipe Reyesa. Królewscy wygrali drugą 10-minutówkę aż 21:9, co pozwoliło im osiągnąć komfortową przewagę przed zejściem na przerwę (32:46, 20 m.). Po przerwie obraz gry nie uległ zmianie. Barça Regal starała się nadrabiać straty, ale niecelne rzuty z czystych pozycji z początku kwarty Marcelinho i Eidsona tylko pogrążały zespół. Czarę goryczy przelała 'awantura' pomiędzy Mickealem i Suárezem, za co Barça Regal otrzymała przewinienie techniczne. Po chwili Real Madryt prowadził już 69:42 dobijając zdruzgotaną i bezradną drużynę z Katalonii.
W ostatniej kwarcie jednak Barcelona potrafiła zachować twarz. Seryjnie zaczął zdobywać punkty CJ Wallace, zaś Chuck Eidson trafił swoją pierwszą 'trójkę' w całej finałowej rywalizacji. Marne pocieszenie. Jednak ostatecznie drużyna Xaviego Pascuala minimalnie wygrała czwartą kwartę (17:16) i przegrała całe spotkanie 59:85. W tym momencie najważniejsze jest odbudowanie się moralne i psychiczne przed jutrzejszym meczem numer cztery w Madrycie. Jutro wszystko zacznie się od zera i trzeba zapomnieć o przeszłości. Trzeba wyjść i wygrać, ponieważ finał nie jest jeszcze rozstrzygnięty.
REAL MADRYT 85
FC BARCELONA REGAL 59
Real Madryt: (25+21+23+16): Llull (12), Suárez (2), Singler (4), Velickovic (3), Tomić (8) - wyjściowa piątka - Reyes (15), Carroll (17), Begić (5), Pocius (1), Mirotić (12), Rodríguez (6).
FC Barcelona Regal (23+9+10+17): Sada (4), Navarro (8), Mickeal (9), Lorbek (9), Vázquez (2) - wyjściowa piątka - Wallace (13), Ndong (0), Huertas (4), Ingles (4), Rabaseda (3), Eidson (3).
Sędziowie: Juan Carlos Arteaga, Antonio Conde, J.R. García Ortiz.
Komentarze (8)