W ciszy stadionu. Hiszpania 2012 - Barça na smyczy

Karol Chowański 'Challenger'

22 lipca 2012, 12:41

25 komentarzy

Pamiętne 1-3 z Interem w 2010 roku czy tegoroczny remis z Chelsea na Camp Nou do dziś odbijają się Culés gorzką czkawką i długo będą. Mecze wyryte w pamięci skuteczniej niż inicjały hodowcy

krowim zadzie. Pogodzenie się z porażką to jedno, ale... wystarczyłoby przecież poprzestawiać kilka taktycznych klocków w historii tych meczów by dla „Dumy Katalonii” potoczyły się zupełnie inaczej.

W innej drużynie w równym stopniu opartej na zawodnikach Barcelony, Vicente del Bosque poprzestawiał te klocki na naszych oczach. Hiszpanii, którą obserwowaliśmy na EURO, klęski takie jak wspomniane wyżej – nie grożą. Don Vicente zaimpregnował swoich piłkarzy na wszelkie zagrożenia towarzyszące na wielkim turnieju w drodze po puchar. Inna, odświeżająca filozofia gry. Drużyna świadoma własnych ograniczeń dbająca przede wszystkim o to, by bramki nie stracić, z cierpliwością długodystansowca wyczekująca dogodnego momentu do „ukłucia” rywala.

Przebieg i zakończenie EURO 2012 w wykonaniu Hiszpanów przypomniały rywalom i kibicom, że turniej rządzi się swoimi prawami, a właściwym momentem na włączenie w grze piątego biegu może być dopiero druga połowa meczu finałowego przy dwubramkowym prowadzeniu w zanadrzu.

Ściąga dla Barcelony

Piłkarska tożsamość Barçy polegająca na ciągłym atakowaniu rywala, skrajnie ofensywna postawa Guardioli niezależnie od wyniku, a w pewnym sensie nawet ten wynik zaniedbująca – to z pewnością rzecz chwalebna i godna szacunku, ale z łatwością wskażemy momenty, gdy brutalnie wychodziła Katalończykom bokiem. Barça wypoczęta jest w stanie roznieść każdego rywala i wtedy frontalny atak jest jak najbardziej wskazany, ale dwumecze fazy pucharowej Ligi Mistrzów lub monotonia wyjazdów na niegościnne areny ligowe to już co innego. Dodajmy do tego kilka kontuzji lub napięty grafik i... kłopoty gotowe. Intensywność sezonu przy posiadaniu w składzie grona kadrowiczów zwiedzających ze swymi reprezentacjami pół świata i spędzających wakacje na Mundialu lub mistrzostwach kontynentu – powinno weryfikować aspiracje do epickiej gry przez pełne 10 miesięcy bez przerwy. Trzeba uwzględniać okoliczności. Dojrzała drużyna umie grać pięknie, ale potrafi też kalkulować. Ostatnie  cztery lata pokazały, że Barcelona i Pep nie zawsze to potrafili. La Roja z EURO 2012 pokazuje drogę.

Takie mecze, jak zremisowane na życzenie starcie z Arsenalem, przykre 1-1 z Osasuną w 2009, lekkomyślne 3-1 z Sevillą w Superpucharze 2010, niemalże samobójcza postawa w drugiej połowie ćwierćfinałowego rewanżu CdR 2012 z Realem, frajerskie skasowanie trzech goli z Interem zamiast chronienia luksusowego prowadzenia, tegoroczny rewanż z Chelsea i cały szereg wpadek w Lidze 2011/2012 to przykłady, gdy Barcelona w swym zamiłowaniu do tkania kolejnych misternych akcji zaczepnych kompletnie traciła z pola widzenia wynik. Efekt: problemy, których całkiem łatwo można było uniknąć. Wystarczyło trochę wyrachowania, boiskowego cwaniactwa, mądrości. Pokazał to dobitnie team del Bosque.

W zapamiętałości ofensywnego rozmachu Barça przypomina czasami jeźdźca bez głowy. Chce za wszelką cenę zdobyć kolejną bramkę, ignorując fakt, że z minuty na minutę gra lepiej się klei się rywalom i czas zatroszczyć się chwilę o wsparcie dla Valdésa. Opuszczona garda i rywal albo to wykorzystywał (Inter, Chelsea i inni), albo nie (Real w CdR). Przy tak wyrównanej rywalizacji jak wiecznie depczący po piętach Real w lidze albo mocni, czyhający w decydujących rundach LM na każdy błąd rywale, wymagałoby się od Blaugrany większej odpowiedzialności za wynik, wyrachowania, cynizmu wręcz w grze polegającego na świadomości, kiedy i z kim na otwartą grę sobie pozwalamy, a kiedy trzeba dać na luz i spokojnie czekać, dbając o „zero z tyłu”. To ważna lekcja od del Bosque i mam nadzieję, że Xavi, Iniesta, Pedro, Fàbregas i Tito wyciągną z niej wnioski.

Futbol wyrachowany

W mojej opinii nie podlega dyskusji, że „La Roja” zawdzięcza swoją grę w największym stopniu FC Barcelonie. Nie tylko liczebnie i jakościowo stanowią piłkarze Blaugrany fundament La Selección od lat. Kombinacja, mobilność, wymienność pozycji, nieprzewidywalność – Hiszpania pełnymi garściami czerpie ze stylu Barcelony. Gra jak Barca... tylko trochę inaczej. Z hamulcem ręcznym stale pod ręką, nie szafując siłami ani fajerwerkami technicznymi bez potrzeby. Odpowiedzialnie w obronie i częściej niż w przypadku Barcelony wykorzystując posiadanie piłki do zamęczenia rywala i zabrania mu minut gry niż faktycznego kreowania akcji. Trwale opleść rywala pajęczą siecią, zabrać mu piłkę, czas oraz klarowne sytuacje na gole i cierpliwie czekać na własne, które dzięki wspaniałemu zgraniu i indywidualnym umiejętnościom Iniesty, Fàbregasa, Silvy, Xaviego i Torresa przyjdą same, wcześniej czy później. Bramkowy bilans 12:1 stanowi praktyczne uzupełnienie tych spostrzeżeń.

Piłka zaprezentowana przez La Selección przez większość turnieju nie była ani trochę efektowna, ale to jest turniej – kto powiedział, że musi taką być? Tu rozlicza się z efektu końcowego. Po wyjściu z grupy, odpaść można w każdej chwili, więc warto oszczędzać siły i bez pośpiechu wyprowadzać ciosy. Grający w przekroju całego turnieju z dużo większym rozmachem Niemcy okazali się bezradni w starciu z Włochami i finał oglądnęli w domach. Hiszpanie zagrali niezwykle dojrzałą, skrajnie wyrachowaną piłkę, z pełną odpowiedzialnością za wynik. Wydawało się, że mają wszystko pod kontrolą, rywale walą głową w mur (Chorwacja, Francja, Portugalia; Włochom zabrakło na to umiejętności, sił i zmian), a zwycięski gol dla podopiecznych del Bosque pozostaje tylko kwestią czasu. Podobnie jak dwa lata temu, Hiszpania pokazali, że zwycięstwo jedną bramką jest na wielkim turnieju równie dobre jak każde inne. Takim rozstrzygnięciem skończyło się starcie z Chorwatami i, w pewnym uproszczeniu, z Francją też. Gratisowy karny nie zmienił tak naprawdę niczego, bo Francuzi nie byli przed nim ani trochę bliżej półfinału dowożąc „znowu to 0-1” do 90. minuty.

Na pokazy magii (akcja bramkowa w remisie z Włochami, mecz z Irlandią, asysta Iniesty z Chorwacją, festiwal w finale przy jakże bezpiecznym wyniku 2:0) kadrowicze del Bosque pozwalali sobie rzadko. Dawkowali je nam i sobie niezwykle oszczędnie, lecz nikt tu nie stracił nagle umiejętności gry porywającej tłumy – oglądaliśmy grupę dojrzałych piłkarzy świadomych w każdej chwili każdego meczu o jaką stawkę grają. Nic dziwnego, że po nienajlepszej postawie w starciu z Chorwacją, nikt nie cieszył się z wyjścia z grupy. Dla nikogo w tej drużynie wyjście z grupy nie stanowiło celu samego w sobie – ten leżał dopiero o trzy mecze później.

Od wielkich meczów są finały

Patrząc dopiero z perspektywy wygrania finału przez Hiszpanów – i to w jakim stylu – zrozumiałe staje się, że to oni dotarli do finału bardziej wypoczęci niż rywale. Francuzi byli bezbronni i bezradni, a przecież "La Roja" ani przez chwilę nie grała w tym meczu wielkiej piłki! W tym również dostrzegam dojrzałość, wielkość tej drużyny, że zupełnie nie musi tak grać żeby wygrać. Zwykły, normalny mecz – ćwierćfinał odhaczony, Francuzi do domu. To samo z Portugalią: ani przez chwilę rywale nie byli bliżej finału, majestat Casillasa w bramce w decydującym momencie wystraszył nawet Cristiano, a pewność siebie bijąca od Hiszpanów podczas festiwalu karnych pozwoliłaby im pokonać każdego, nawet piekielne zastępy. Od wielkich meczów są finały; to co po drodze trzeba po prostu bez żadnych większych ceremonii wziąć i wygrać.

Dla uczciwości trzeba dodać, że taktyka trzymania rywali na dystans i stronienia od dywanowych ataków wcale nie musiałaby się udać gdyby w bramce Hiszpanii stał ktoś inny niż Iker Casillas. Sezon klubowy miał jaki miał, ale na EURO spisał się wybornie. Posługując się ponownie analogią do Mundialu w RPA, w każdej wymagającej tego sytuacji, bramkarz Realu znów fenomenalnie stawał na wysokości zadania. Z taką polisą ubezpieczeniową, gra się o wiele bardziej komfortowo, a pomyłki Xaviego, Torresa czy odosobnione wpadki obrońców nie kosztują automatycznie opuszczenia turnieju.

Świadomi własnych słabości

Niezależnie od wszystkiego, Hiszpania może i bardzo chciała grać spektakularnie, rozstawiając kolejnych przeciwników po kątach. Wcale nie wykluczone. Rzecz w tym, że nie mogła.

Nieobecność Villi i nieobecność formy Torresa zmusiła trenera Hiszpanów do improwizacji. Zmęczony sezonem Llorente też nie prezentował odpowiedniej na ten poziom dyspozycji, Negredo zawiódł, a lis pola karnego Soldado nie jest typem napastnika jakiego potrzebuje ten zespół. Vicente już jako trener Realu pokazał, że umie z klasą dostosować się do każdej sytuacji – bez żadnych usprawiedliwień wymyślił zaskakujący autorski system gry bez napastnika w składzie. Na wzór Barçy, Messim „La Roja” mianowany został Fàbregas. Katalończyk nie był w tej roli szczególnie przekonujący, ale swoje zrobił i w ostatecznym triumfie ma niebagatelny udział. Ukłony dla del Bosque za pomysł i konsekwencję w jego realizacji.

Tak krawiec kraje jak mu materiału staje. Kolejną z bolączek trenera był Arbeloa – kreowany w Realu na obrońcę zorientowanego ofensywnie, ale często zaniedbujący swoją strefę defensywy i notującego spóźnienia za dynamicznymi rywalami. Del Bosque nakazał zawodnikowi „Królewskich” grę dużo bardziej zachowawczą niż  klubie, tu jedynym bocznym obrońcą z paszportem na hulanie po połowie rywali był Jordi Alba – którego odkrycie dla kadry (choć stosunkowo późne – przed turniejem zaliczył ledwie 3 mecze) również trzeba uznać za świetny wybór trenera.

Ostatnią ze „słabości” Hiszpanów moim zdaniem silnie determinujących ich formę i zachowawczy sposób gry było szybkie zorientowanie się del Bosque, w jakiej formie przyjechał na zgrupowanie mózg tej drużyny, czyli Xavi Hernández. Od pierwszego meczu nie zachwycał. Potrzebna kolejna improwizacja. To nie przypadek, że „twarzą” La Roja na polsko-ukraińskim turnieju okazał się Iniesta. Myślę, że w reakcji na spostrzeżenie, że niewolny od problemów zdrowotnych Xavi jest zmęczony wyczerpującym sezonem bardziej niż koledzy, trener „liderem” mianował Andrésa. To oczywiście określenie umowne, ale nie ma wątpliwości, że jego rola była najbardziej eksponowana w drużynie, on też trzykrotnie został zawodnikiem meczu i wreszcie graczem turnieju. Creus wspierał klubowego kolegę jakby z boku, „z drugiej linii”. Przez cały turniej bardzo brakowało jego firmowych prostopadłych piłek, w jednym czy drugim meczu uznawano go za najmniej wydajnego na boisku, no i wymowne było ściągnięcie Xaviego z placu gry z Portugalią, ale wielkość drużyny określa też świadomość własnych słabości. W meczach z trudnościami, wspierali go w rozegraniu Iniesta, Xabi Alonso i Fàbregas, zawsze ubezpieczał Creusa Busquets. Mniej widoczny przez dużą część turnieju, podobnie jak koledzy, Xavi wszystko, co miał najlepsze, zostawił na finał. W wielkim stylu "przebudził się" z Włochami notując dwie asysty i prowadząc kolegów do historycznego zwycięstwa.

Hiszpania zwycięska

Na koniec wypada stwierdzić, że Hiszpania okazała się silna słabościami rywali. Przechodzący pokoleniową zmianę i redefiniujący swoją grę Włosi nie mieli żadnych argumentów w finale, Portugalii też brakowało napastnika, ale nie znalazła na to recepty, Francuzi i Anglicy grali bez pomysłu, a Niemcom w decydującym momencie zabrakło determinacji i chyba doświadczenia. Wygrała drużyna del Bosque i wygrała zasłużenie, dopisując kolejny fascynujący rozdział w swojej historii. Historii napisanej tak jak cztery i dwa lata temu w ogromnym stopniu przez barcelonistów.

Taki futbol nie każdemu przypadnie do gustu, ale okazał się diabelnie skutecznym. Na tym poziomie rywalizacji ochrona dostępu do własnej bramki musi być priorytetem, wystarczy spojrzeć dokąd dojechała Holandia, która w eliminacjach przejechała się po wszystkich rywalach jak walec. „Ludzie, którzy nazywali naszą grę nudną... moim zdaniem nie rozumieją piłki nożnej”, stwierdził po finale Fàbregas. „To wspaniałe uczucie, jeden z najcudowniejszych dni w moim życiu. Wygrać trzy wielkie turnieje z rzędu? Nikt nie dokonał tego w całej historii futbolu.”

„Nudna Hiszpania”? Nie, Hiszpania zwycięska.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (25)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze