García-Valdecasas: Abidal ma ogromną chęć do walki

Makaj

22 lipca 2012, 23:57

La Vanguardia

20 komentarzy

Dyżuruje w klinice. W maleńkim pokoiku ma biurko, komputer i regały pełne książek. Właśnie tam doktor Juan Carlos García-Valdecasas udzielił wywiadu dziennikarzowi La Vanguardii. Tematem rozmowy była piłka nożna, profesja lekarza oraz jego ostatni słynny pacjent, Éric Abidal, któremu trzy miesiące temu doktor przeszczepił wątrobę. García-Valdecasas jest fanem futbolu, podziwia Xaviego Hernándeza, ale nie jest socio żadnego klubu.

Jego ulubionym sportem w czasach studencki był hokej na trawie i squash. Jak sam mówi, „był całkiem przyzwoitym zawodnikiem”, dopóki posłuszeństwa nie odmówiły kolana. Obecnie dba o formę, biegając kilka razy w tygodniu po sześć kilometrów. Jego prawdziwa forma jest jednak w głowie i w dłoniach, które pozwalają mu robić to, co robi. Stoi na czele ważnego zespołu medycznego i do swojej pracy podchodzi zarówno z pokorą, jak i zamiłowaniem.

La Vanguardia: Kilka dni temu Abidal odwiedził swoich kolegów. W rozmowie z TV3 powiedział pan, że Francuz może wrócić do gry w przeciągu trzech miesięcy.

Nie, nie wszystko jest tak jak pan to zinterpretował. Zapytano mnie: „Czy Abidal wróci do gry?”, a ja powiedziałem, że nie jest to wykluczone, chociaż wszystko zależy od jego zdolności. Zazwyczaj ludzie, którzy nie uprawiają sportu ani zawodowo, ani amatorsko, wracają do zdrowia w przeciągu 3-6 miesięcy, czasem trwa to rok. I takie widełki dotyczą wszystkich ludzi. Abi jest świetnym facetem, pod względem fizycznym ma wielkie zdolności i ogromną chęć do walki.

Czy te gorące pragnienia Abidala dają zatem powód do optymizmu?

Oczywiście. Postawa pacjenta jest niezbędna w przypadku pełnego powrotu do zdrowia.

Wydaje się niemożliwe, by po transplantacji wątroby wrócić do profesjonalnej gry.

Nie mogę odpowiedzieć na to pytanie. Powtarzam, pierwsze 3-6 miesięcy są najważniejsze. Ważne, by nie złapać infekcji. Ja lub pan nie złapiemy zakażania tak łatwo jak to się ma w przypadku osoby po przeszczepie. Chcemy, by Abi w spokoju wracał do zdrowia we własnym domu, zachowując wszelkie środki ostrożności.

Życie jak w bańce?

Nie, nie o to chodzi. Te mechanizmy ochronne są bardzo proste. Środkiem ostrożności jest na przykład niekorzystanie z publicznego basenu, niedotykanie ziemi, niedotykanie zwierząt, niejedzenie surowej żywności, zwłaszcza w restauracjach. Dajemy naszym pacjentom broszurę, która wszystko wyjaśnia. Człowiek po przeszczepie może cieszyć się normalnym życiem, nie przyjmując tak wielu leków.

Mówi się, że dawca ponosi większe ryzyko niż biorca.

Ryzyko jest zawsze i naszym obowiązkiem jest wyjaśnić to dawcy. Na świecie zdarza się bardzo niewiele zgonów w takich przypadkach, śmiertelność wynosi 0,3 %. Ryzyko nigdy nie jest większe niż u biorcy. W rzeczywistości dawcy to bardzo zdrowe, dokładnie badane osoby. Naszym największym zadaniem jest sprawienie, by zarówno dawca, jak i biorca opuścili salę operacyjną w jak najlepszej kondycji.

Co najbardziej imponuje panu w Abidalu?

Jego osobowość. To bardzo odpowiedzialna osoba, która potrafi pozytywnie patrzeć na okoliczności, w jakich się znalazła. Darzę go wielką sympatią i kiedy Barcelona zdobyła Puchar Króla i udekorowała go koszulką Abidala, w pełni utożsamiałem się z tym zachowaniem. Znajdował się w trudnej sytuacji, która trwała rok, ale dzięki przyjaciołom potrafił ją przezwyciężyć.

Jest pan zaskoczony konsekwencjami operacji?

Myślę, że i FC Barcelona, i doktor Ramon Canal zrobili wiele dobrego i szanowali prywatność Abidala. To nam się udało. Trzeba zrozumieć, że dla pacjenta po transplantacji stosuje się inne kryteria niż dla pacjenta po operacji wyrostka. To długi proces i trzeba być bardzo ostrożnym. Teraz jesteśmy spokojniejsi i wierzymy, że wszystko poszło bardzo dobrze. Mamy nadzieję, że będzie coraz lepiej. Czasami media zachowują się poprawnie, czasami jednak ich wpływ jest szkodliwy.

Czy pańska praca jest dobrze płatna? Można porównać zarobki do tych, które dotyczą piłkarzy?

Kiedy czytam, ile zarabiają niektórzy sportowcy, to aż się uśmiecham. Lekarze są jednak w o tyle dobrej sytuacji, że istnieje prawo do ochrony zdrowia. To indywidualna kwestia każdego kraju. Trzeba jednak powiedzieć, że pensje europejskich lekarzy nie są tak wysokie jak na przykład w Stanach Zjednoczonych.

To zaskakujące, że człowiek taki jak pan, który ratuje życie innych, nie ma nawet połowy uposażenia piłkarza.

My, lekarze, mamy to szczęście, że medycyna daje nam dużo satysfakcji. Jesteśmy pokoleniem lekarzy, którzy czują się uprzywilejowani. W Hiszpanii poczyniliśmy ogromne zmiany w kontekście ochrony zdrowia, zmieniliśmy chirurgię. Przeszczepy wątroby, wcześniej postrzegane jako niemożliwe do wykonania, dzisiaj kończą się naprawdę dobrymi wynikami i jakość życia pacjentów po przeszczepie jest nadzwyczajna. Kiedy kończyłem studia nie sądziłem, że moją przyszłość zwiążę z transplantologią. Ludzie mówią o powołaniu, a nam otuchy dodaje widok naszych pacjentów, którzy cieszą się zdrowiem. Są jednak w tej pracy i frustracje, i rozczarowania.

Utrzymanie tak wysokiego poziomu będzie bardzo trudne, biorąc pod uwagę cięcia budżetowe.

Kiedy rozmawiamy o ochronie zdrowia, możemy być bardzo dumni, ponieważ służba zdrowia w Hiszpanii stoi na wysokim poziomie i jest to widoczne na świecie. Nie przypadkiem prezydentem Światowego Stowarzyszenia Transplantacji Wątroby jest Hiszpan. Zostałem nim, ponieważ pracuję w zespole specjalistów wysokiej klasy, którzy pokazują bardzo dobry wizerunek na zewnątrz kraju. Jednak ludzie w tej grupie liczą już 55-56 lat i powoli kończą operować. Zapominamy czasem o ludziach i o lekarzach. Po cięciach będzie znacznie trudniej. Łatwo jest przeprowadzić takie cięcie, ale z całym szacunkiem uważam, że powinny one dotyczyć wszystkich tych ambasad w Barcelonie, Valencii, Andaluzji czy Asturii. Opieka zdrowotna w Hiszpanii należy do tanich, a poziom leczenia jest bardzo wysoki, jednak lekarze nie są dobrze wynagradzani. Absolutnie nie plasujemy się tutaj na poziomie angielskim, francuskim czy niemieckim.

Czy pan jest numerem jeden?

Nie powiedziałbym tak. W Hiszpanii jest wielu lekarzy, którzy są świetni w tym, co robią. Jestem dumny z faktu, iż nasza medycyna jest o dziesięć punktów przed innymi krajami.

Czy zespół jest naprawdę taki ważny?

Operacja to wysiłek zbiorowy. Potrzebujesz koordynatora, dyrektora, ale gdybym nie miał tych chirurgów, których mam przy sobie, doktora Fustera czy doktora Fondevili, operacje trwające 11-12 godzin skończyłyby się naprawdę źle. Trzeba wymienić też pozostałych lekarzy, anestezjologa, pielęgniarkę oraz administrację. Przeszczep to wysiłek podejmowany przez około 25 osób, potrzebujesz więc skutecznej grupy. Z tego właśnie jestem najbardziej dumny.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (20)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze