Kapitan Barcelony Carles Puyol jest jedynym środkowym obrońcą w drużynie, który awansował z Barçy B. Następny w kolejce, Marc Bartra, wciąż czeka na swoją szansę.
„Bartra posiada jakość wystarczającą do gry z nami i skoro jest w pierwszej drużynie, to znaczy, że tego chce trener i uważa, że osiągnął wystarczający poziom”. Takimi słowami przedstawił sytuację Marca Bartry Tito Vilanova przed pojedynkiem Barcelony z Granadą. Ale zarówno w tamtym, jak i w trzech następnych spotkaniach, młody wychowanek nie znalazł się w planach szkoleniowca.
Marc Barta (ur. w San Jaime dels Domenys, prowincja Tarragona; 21 lat) jest ostatnim z obszernej listy środkowych obrońców, którzy czekają na swoją szansę od trenera pierwszego zespołu Barcelony. Wychowanek przeszedł trzy etapy szkolenia po dwóch latach w Barçy B i dwóch okresach przygotowawczych przepracowanych z pierwszym zespołem znajduje się na liście tuż za Markiem Muniesą i Andreu Fontásem.
Ten ostatni nie jest brany pod uwagę przez sztab szkoleniowy pomimo przedłużenia kontraktu w zeszłym sezonie i wyleczenia poważnej kontuzji więzadła krzyżowego w kolanie, którego doznał rok temu na boisku Osasuny. Przegapił swoją szansę, która mogła zmienić jego pozycję w drużynie. Podobnego pecha teraz ma Marc Muniesa, który wróci do gry dopiero w przyszłym sezonie.
Pomimo tego, że dwójka czołowych środkowych obrońców na świecie, Carles Puyol i Gerard Piqué, szkoliła się w La Masíi, to szkółka Barcelony nie wychowała wielu piłkarzy tego typu, którzy na stałe zagościli w pierwszej drużynie. Ogromna odpowiedzialność jaka spoczywa na tej pozycji wydaje się hamować rozwój młodych.
De facto, jedynie Carles Puyol, aktualny kapitan zespołu, faktycznie awansował do pierwszego zespołu grając wcześniej w Barcelonie B. Co ciekawsze, początkowo grał na pozycji bocznego obrońcy i dopiero z czasem został przesunięty na środek obrony.
Guardiola, Vilanova i tak samo Rijkaard w swoim czasie szukał różnych wychowanków, którzy dobrze rokowali na przyszłość, ale żaden z nich nie zagrzał dłużej miejsca oprócz Piqué, który jednak w dorosły futbol wchodził jako zawodnik Manchesteru United. Był jeszcze Oleguer, który zadebiutował za Van Gaala dziewięć lat temu, a pod wodzą Franka Rijkaarda grał w paryskim finale Ligi Mistrzów w 2006 roku.
W trakcie najbardziej pomyślnego okresu, w którym La Masía „wypuszczała” nowych zawodników nie trafił się ani jeden wychowanek na tę pozycję. Tą drogą podążał wspomniany wcześniej Fontás, wciąż liczący na zmianę swojej sytuacji w drużynie, a także inni, którzy znaleźli swoje miejsce poza Camp Nou. Botía, Marc Valiente, Olmo, Rodri, Fali, Martros czy Tortolero nie zostali na stałe, acz udało im się zadebiutować w barwach Barçy.
Jak do tej pory Blaugrana preferowała szukać piłkarzy na tę pozycję poza swoim podwórkiem. Żaden jednak nie sprawdził się na tyle, by nie przyprawiać momentami o ból głowy. Czyhrynski, Milito czy Cáceres raczej stali w ogniu krytyki niż blasku chwały. Inni jak Abidal, Keita, Mascherano czy Busquets musieli się dopasować do tej pozycji, by wypełnić lukę w krytycznych momentach.
La Masía charakteryzuje się szkoleniem piłkarzy bardzo technicznych i być może z tego powodu cięzej jest o wykreowanie solidnego środkowego obrońcy. Jednakże, gdy już takowi się pojawią, to nawet najodważniejsi trenerzy pozostają ostrożni przy wystawianiu ich w składzie. Mówi się, że nie można obciążać zawodnika na początku zbyt dużą odpowiedzialnością, gdyż ewentualny błąd w ważnym meczu może go zniszczyć psychicznie.
Przy kontuzjach Puyola, Piqué i Abidala oraz w perspektywie korzystny kalendarz (spotkania z Celtikiem, Rayo i Celtą) nadarza się okazja, którą wręcz trzeba wykorzystać. Barta powinien dostać swoją szansę, by móc ją wykorzystać, bo jak pokazuje historia może być ciężej o lepsze okazje. Poza tym, tuż za nim w kolejce ustawia się już kolejna dwójka z Barçy B (Sergi Gómez i Planas), którzy mogą próbować swoich sił, jeśli jemu się nie powiedzie.
Komentarze (25)