– Co teraz, Leo? – pyta w przedwczorajszym artykule Marti Perarnau, zerkając słowem tam, gdzie wielu ani myśli sięgać jeszcze myślą. Dalej niż rekordy, niż obecna rola Leo w drużynie, dalej niż „dziś” kariery Argentyńczyka i dużo dalej niż jej „jutro”.
– Jaki będzie następny krok? Jak rozwinie się jego rola w drużynie? – stawia kolejne znaki zapytania Perarnau. Poprzestaje na osaczeniu sedna sprawy z różnych stron, mnogością mniej lub bardziej zasadnych domysłów. Zamiast kropką, woli zakończyć znakiem zapytania. Choć na drabinie do historii nigdy nie brakuje stopni, wielki znawca fcbarcelońskiego mikrokosmosu nie udziela żadnej jednoznacznej odpowiedzi.
Wobec alternatyw nielicznych, wydaje mi się, że nie jest ona żadną zagadką. Nadejdzie w Barcelonie dzień, w którym Leo Messi zostanie pomocnikiem.
Napastnik po latach
Napastnicy starzeją się brzydko. Atuty gry erodują im w pierwszej kolejności. Szybkość nie ta, zwrotność nie bardzo, kondycha i krzepa - też, jak to starszym panom, oklapną z czasem. Będąc przez całą karierę na pierwszej linii frontu, to oni narażeni są najbardziej i najczęściej na kuksańce obrońców. Najbardziej wymagająca fizycznie pozycja na boisku, najmocniej narażona na przewlekłe urazy. Nic dziwnego, że wkrótce po 30 urodzinach wiele organizmów odmawia dalszej współpracy.
Grają mniej, trafiają rzadziej, popadają w statystyczną i wizualną przeciętność. Częściej i częściej lądują na ławce. Trudno, by przychodziło to lekko byłym bożyszczom tłumów - chętni na więcej minut dogorywają więc piłkarsko w klubach urągających ich wcześniejszym dokonaniom lub odcinają kupony od dawnej sławy w MLS, Australii lub na Bliskim Wschodzie.
Pod względem zdobywanych ostatnio bramek Leo pasuje do czasów w futbolu minionych pół wieku temu. Może prócz statystyk weźmie też przykład z ówczesnych napastników, którzy masowo kończyli kariery w środku pola.
W Barcelonie dobrze wiedzą, jak dbać o Leo - nie twierdzę, że grozi mu przyspieszona emerytura. Niemniej, to nie jest napastnik w typie Teddy’ego Sheringhama ani tym bardziej Pippo Inzaghiego - przy intensywności, raptowności, dynamice, na których opiera swą grę Messi-napastnik - ile może potrwać jego kariera na poziomie zbieżnym z ambicjami Barçy? Do 32-ich, 33-ich urodzin? Przesunięcie go na mniej wymagającą fizycznie pozycję, to przedłużenie jego kariery o minimum 2 lata.
Dlatego można spodziewać się dnia, w którym obserwując pierwsze objawy piłkarskiej demencji u najlepszego piłkarza świata, ktoś w klubie zastanowi się nad tym, jak by tu ją maksymalnie przedłużyć. Wieczna młodość nie grozi żadnemu napastnikowi - pod tym akurat względem, Messi nie jest żadnym wyjątkiem.
Misja: przejęcie schedy po Xavim
System gry Barçy z otwartymi ramionami przyjmie na pełen etat takiego rozgrywającego, jakim już dziś w określonych okolicznościach boiskowych potrafi być "nr 10”. Złożone z Xaviego, Iniesty, Busquetsa i Fàbregasa otoczenie nie wymaga od Leo szczególnej aktywności w tym względzie, ale nawet „z doskoku” Messi świetnie odnajduje się w pomocy Blaugrany. Umiejętności panowania nad piłką, zgranie, piłkarska inteligencja, zdolność do rejestrowania w mig 360 stopni boiskowych zdarzeń - cechy, których niektórzy pomocnicy nie potrafią nabyć latami, Messi ma już od dawna grając o jedną formację bliżej bramki przeciwnika.
Co oczywiste, drużynie też byłby taki scenariusz bardzo na rękę. Z każdym kolejnym miesiącem i rokiem, staje się dla nas coraz brutalniej jasne, że drugiego takiego jak Xaviego, nie ma ani jednego. Innym zawodnikiem jest Fabs, jeszcze inną charakterystykę ma Thiago. A Iniesta to Iniesta i basta. Z zawodników w całym współczesnym futbolu o charakterystyce choćby zbliżonej do Creusa, na myśl przychodzi tylko Wesley Sneijder, może Pirlo i... kropka. Czemu spadkobiercą wszystkiego, co po Xavim zostanie na Camp Nou - nie uczynić Messiego?
Jest w tym wszystkim coś jeszcze. Przecież poznaliśmy już Messiego-pomocnika. Na najwyższym poziomie z możliwych, całkiem niedawno. Na Mundialu.
Ale to już było
Prócz wielu zawodów, jakich dostarczył Maradona Argentynie z ławki selekcjonera narodowej kadry, przesunięcie Leo do pomocy było jednym z niewielu świeżych, trafionych pomysłów. OK, taki urodzaj w napadzie zmusił go do kombinacji alpejskich, ale mogąc posadzić tego czy owego na ławie, wybrał inne rozwiązanie. Na pozycji ofensywnego pomocnika Leo rozegrał kilka wcześniejszych meczów i cały Mundial, co wyraźnie widać na schematach ustawień w meczach Albicelestes z powyższego linku. Leo występuje w nich jako najbardziej wysunięty w 4-osobowej pomocy, czterokrotnie mając za plecami tego samego piłkarza, z którym podobny układ pewnego dnia mógłby tworzyć na Camp Nou - Javiera Mascherano.
„Boski Diego” miał kaprys uformować środek pola w diament, ale przecież dobrze pamiętamy, że wychowanek Barçy nieustannie wracał się w tamtych spotkaniach pod linię środkową. Poza katastrofalnym w wykonaniu całej drużyny ćwierćfinałem z Niemcami, Messiemu nie robiło różnicy, kto akurat biegał przed nim. Współpraca szła mu dobrze niezależnie od tego, z kim przychodziło grać. Diego Milito, Kun, Higuaín, Tevez lub Palermo - co za różnica.
Przy bramkach trzech ostatnich Messi zaliczył asysty. Asyst niedoszłych nikomu nie chciało się liczyć, przeklinano tylko jak świat długi i szeroki marnujących je na wyścigi napastników.
Kiedy?
Skoro 27-28 lat to najlepszy wiek dla piłkarza, kiedy możemy się spodziewać przekwalifikowania „Atomowej Pchły” na pomocnika-rozgrywającego? Obstawiałbym czas pomiędzy jego 29. a 30. urodzinami. Do tego czasu pobije pewnie wszystkie bramkowe rekordy, jakie jeszcze mu zostały. To jednocześnie wystarczająco długi czas, by Messi zdążył się nasycić i nacieszyć swoją obecną rolą w zespole, a z drugiej strony - zatęsknić za nowymi wyzwaniami.
Transformacji Messiego do roli gracza środka pola spodziewam się jako systematycznego, powolnego procesu. Żadne „wielkie bang”. Nie, Leo stanie się nim tak po prostu, naturalnie. Trochę sam z siebie, ale głównie w wyniku logicznego ciągu wszystkich zmian typowych dla ewolucji wielkiej drużyny na przestrzeni lat.
Ciągłe poszukiwanie miejsca na boisku, gdzie może dać najwięcej drużynie zaprowadziło Messiego do roli środkowego napastnika w czasach, gdy żadna topowa drużyna nie miała „9-ki” o tak kieszonkowych gabarytach. Ewolucja geniusza - niezależnie od jego „branży” - to proces ciągły, nieustanne doskonalenie, szukanie nowych wyzwań. Leo dnia wczorajszego był prawoskrzydłowym, zupełnie innym piłkarzem. Strzelającym mniej bramek, o diablo mniejszym wpływie na obraz i wyniki zespołu. Skoro „Leo dziś” jest tak diametralnie inny od chłopaka, który ledwie kilka lat temu zaczął w tym klubie odgrywać co ważniejszą rolę, dlaczego „Leo jutra” miałby nagle zatrzymać się w rozwoju?
Niemożliwe. Nie on. Kandydat na najlepszego w historii dyscypliny nigdy nie był minimalistą.
Komentarze (36)