Minął rok od urazu Villi

Dominika Gawron

16 grudnia 2012, 11:39

Mundo Deportivo

62 komentarze

Z pewnością wiele obrazów przewinęło się wczoraj przez głowę Davida Villi. Minął dokładnie rok odkąd 15 grudnia 2011 roku Guaje przeżył najgorszy dzień w całej swojej karierze sportowej - w półfinale Klubowych Mistrzostw Świata w Japonii przeciwko katarskiemu Al-Sadd złamał kość piszczelową w lewej nodze.

Powinien odpoczywać od futbolu jedynie cztery-pięć miesięcy, czas rehabilitacji wydłużył się jednak one do ośmiu. Cztery kolejne były z kolei pasmem wzlotów i upadków, co wystawiło na próbę jego psychikę.

W szpitalu Quirón pojawiła się liczna reprezentacja szatni Barçy, doktor Cugat, fizjoterapeuta Emili Ricart (z którym Villa spędził długie godziny na ciężkiej pracy), a także żona Patricia, która była u jego boku w najcięższych momentach, nie pozwalając na żadne załamanie.

Pierwsze wydawane prognozy obejmowały pięciomiesięczny okres rehabilitacji i przewidywały powrót Villi na mistrzostwa Europy, a nawet kilka minut w ostatnich spotkaniach Champions League. I chociaż lekarze robili wszystko, co było w ich mocy, nie udało się.

22 maja, po treningu z drużyną Juvenil A, David wykonał telefon do Vicente del Bosque, by oznajmić swoją decyzję, że rezygnuje z udziału w zgrupowaniu reprezentacji. "To była najuczciwsza rzecz, jaką mogłem zrobić" - komentował sprawę Asturyjczyk. Przegrał pierwszą bitwę, ale nie wojnę. Przez całe wakacje ciężko pracował na Ibizie, ćwicząc w pocie czoła z Ricartem i oswajając się z piłką z Movillą i byłym piłkarzem, Javim Moreno, tak by rozpocząć presezon już w jak najlepszej formie.

Temat jego powrotu pojawił się znowu w kontekście nadchodzącego Pucharu Gampera, jednak jak się później miało okazać, Tito zadecydował, że Villa na boisku pojawi się już tydzień wcześniej, w Bukareszcie. Rozegrał tam kilka minut, a następnie zrobił to dopiero w pierwszym meczu ligowym z Realem Sociedad. Strzelonego wówczas gola zadedykował swojej żonie Patricii i córkom Zaidzie i Olalli, a celebrował go w serdecznym uścisku z Ricartem.

Ten błyskawiczny powrót nie miał jednak swojego ciągu dalszego i to mimo spektakularnych statystyk: 8 goli, 5 w lidze, 3 w Pucharze. Napastnik "grzał" ławkę rezerwowych i nawet w pojedynku z Betisem Tito, by zmienić kontuzjowanego Cesca, wpuścił na boisku Alexisa zamiast El Guaje, który wciąż nie grał.

Spotkanie z Atlético będzie zatem kluczowe: bez Fàbregasa, jednego z jego dublerów, szanse Villi na występ rosną. Ale jeśli Asturyjczyk ponownie zostanie na ławce rezerwowych, kto wie, czy ta decyzja Tito nie będzie decydująca dla przyszłości zawodnika.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (62)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze