Atlético Madryt znakomicie rozpoczęło spotkanie, mimo to na koniec przegrało 1:4. Prezentujemy analizę taktyczną niedzielnego meczu na szczycie hiszpańskiej Primera División.
Tito Vilanova w niedzielnym hicie ligi hiszpańskiej postawił na Alexisa Sáncheza, kosztem Davida Villi, oraz na Adriano, który zastąpił na prawej stronie obrony swojego rodaka Daniego Alvesa. Diego Simeone postawił na sprawdzony system gry, który zawiódł w derbach Madrytu, ale dał zwycięstwo 6:0 nad Deportivo kolejkę wcześniej. Miejsce Diaza w środku obrony zajął Miranda.
Atlético znakomicie rozpoczęło spotkanie nie popełniając żadnych błędów, naciskało piłkarzy Barcelony, zostawiając im jednocześnie mało przestrzeni w ataku. Koniec końców wszystko się rozpadło.
4-4-2
Diego Simeone zastosował elementy taktyczne, które wcześniej mogliśmy obserwować przy okazji konfrontacji Barcelony z Celtikiem. Diego Costa grał za plecami Falcao, cały czas naciskając na Sergio Busquetsa. Pozostali pomocnicy Atlético zostali ustawieni bardzo wąsko w środku boiska, zostawiając przestrzeń na rozegranie piłki środkowym obrońcom Barcelony, ale zabierając ją takim piłkarzom jak Andrés Iniesta czy Leo Messi. Środkowa linia gości od początku starała się zawężać pole gry, kiedy jeden z czwórki pomocników wychodził do przodu (najczęściej Mario Suárez naciskający na Xaviego), pozostała trójka zamykała rywalowi możliwość rozegrania piłki.
Przez pierwsze 30 minut pierwszej połowy ustawienie Atlético działało bardzo efektywnie. Leo Messi był na boisku niemal niewidoczny, mając mało przestrzeni, musiał wycofywać się na 40 metr od bramki Thibaut Courtois, co spowodowane było wysokim ustawieniem obrony i linii pomocy drużyny z Madrytu. FC Barcelona do czasu bramki kolumbijskiego napastnika Falcao nie była w stanie stworzyć żadnej sytuacji podbramkowej.
Busquets
Minęło kilkanaście minut zanim FC Barcelona poradziła sobie z pressingiem graczy z Madrytu. Kluczem do sukcesu okazał się Sergio Busquets, który wzorowo, wręcz perfekcyjnie, przemieszczał się po boisku - zawsze starając się unikać krycia ze strony Diego Costy. Defensywny pomocnik kilkukrotnie wychodził do przodu, pozostawiając w głębi pola miejsce do gry dla Xaviego, jednak dużo częściej Busquets cofał się, tworząc linię obrony z Puyolem i Piqué.
Takie ustawienie wychowanka Barçy obserwowaliśmy wielokrotnie na przestrzeni ostatnich lat. Pierwsza taka sytuacja miała miejsce pod wodzą Guardioli, lubiącego eksperymentować ustawieniem z trzema obrońcami. W wyjazdowym meczu z Atlético, kiedy Sergio Busquets grał bardziej jako jeden ze środkowych obrońców, a nie jako defensywny pomocnik, pozwalało to na wyższe ustawienie i rozszerzenie pola gry przez bocznych obrońców. Podobnie było w niedzielę, przeciwko 4-4-2 rywala. Im bardziej Sergio Busquets wycofywał się do Piqué i Puyola, tym wyżej grali Jordi Alba i Adriano, co pozwalało na lepszą i bardziej różnorodną grę Barcelony w ataku.
Prowadzenie Atlético
To goście z Madrytu objęli prowadzanie w tym meczu. Od początku najgroźniejszy na boisku był Radamel Falcao, który już na początku spotkania trafił w słupek, po typowym dla siebie strzale głową. Później, dzięki swojej szybkości, która jest u niego bardzo niedoceniania, był jeszcze groźniejszy. Po prostych prostopadłych piłkach z głębi pola, Kolumbijczyk tworzył duże zagrożenie pod bramką Barcelony, w końcu wyprowadzając swój zespół na prowadzenie po cudownej podcince nad Víctorem Valdésem.
To zmieniło nastawienie Barcelony, która do momentu utraty gola grała bardzo rozważnie, nie podejmując specjalnego ryzyka, na co pozwalała im sytuacja w tabeli ligi hiszpańskiej. Oczywiście nie można tutaj umniejszać zasług piłkarzy Atlético, którzy nie pozwalali gospodarzom na szybszą grę. Barcelona starała się grać uważnie, co nie oznaczało postawienia autobusu i zamknięcia się na własnej połowie, ale utrzymywanie się przy piłce, zwalnianie gry i kontrolę wydarzeń na placu gry.
Atlético Madryt swoją bramkę strzeliło zbyt wcześnie. Stracony gol podziałał na Katalończyków niezwykle motywująco, od tego momentu Barça naciskała na rywala zdecydowanie bardziej, podejmując w swojej grze większe ryzyko. Nie tworząc wielu sytuacji podbramkowych, Barcelona wyrównała dzięki niesamowitej bramce z dystansu Adriano, a następnie wyszła na prowadzenie po trafieniu Busquetsa, który wykorzystał zamieszanie w polu karnym po rzucie rożnym. Pierwsza bramka oczywiście była nieprzewidywalna, druga to efekt fatalnego krycia gości przy stałych fragmentach gry. Taktyka Simeone, jeżeli chodzi o otwartą grę, była bez zarzutu.
Druga połowa
Druga połowa to totalna dominacja Barcelony. Atlético Madryt zaczęło zapominać o swoich założeniach taktycznych, Cata Diaz musiał zastąpić kontuzjowanego Filipe, zmuszając Juanfrana do zmiany stron, co na pewno nie pomogło drużynie. Później, kiedy dominacja Barçy powiększała się, a Atlético miało coraz większy problem z posiadaniem piłki, Diego Simeone zdecydował się na wprowadzenie kolejnego napastnika, Adriano Lopeza kosztem Mario Suáreza. Koke zszedł do środka pola, natomiast Adriano grał na skrzydle. Leo Messi szybko podwyższył na 3:1, a szkoleniowiec drużyny z Madrytu zrobił zmianę odwrotną do poprzedniej, Tiago zmienił Costę i goście wrócili do ustawienia z początku meczu.
3:1 i totalna dominacja Barcelony po godzinie gry było rozczarowującym końcem emocji w tym spotkaniu.
Podsumowanie
4:1 wygląda jak prawdziwe lanie, ale pierwsza bramka to cudowny strzał z dystansu, druga to błąd krycia przy stałym fragmencie gry, natomiast czwarta padła po niewytłumaczalnym błędzie obrońcy. W grze Atlético było co podziwiać - ustawienie i sama gra linii obrony była naprawdę dobra, zawężanie pola gry przez czwórkę pomocników, przy połączeniu z wysokim pressingiem zasługują na pochwały. Messi miał bardzo mało miejsca, momentami kompletnie niewidoczny, a mimo to zdobył dwie bramki. Znowu.
Atlético nie najgorzej wyglądało również w ataku. Tworzyło spore zagrożenie przez wysokie ustawienie i wrzutki w pole karne na Falcao. Można się przyczepić do stałych fragmentów gry gości, które powinny być zdecydowanie lepsze. Podsumowując, podejście do gry było trafne, zadecydowały jednak błędy indywidualne i geniusz graczy Barcelony, którzy potrafili wykorzystać pół sytuacji na bramkę. Ustawienie 4-4-1-1 z wysoko i wąsko ustawioną linią pomocy, okazało się sensownym przykładem na to, jak można grać z FC Barceloną na Camp Nou.
Komentarze (78)