Boczny obrońca Barçy w tym roku będzie ponownie przeżywać święta Bożego Narodzenia w barwach Blaugrana Zupełnie tak samo, jak gdy był jeszcze dzieckiem i stawiał swoje pierwsze piłkarskie kroki w Ciutat Esportiva.
Nieobecność Érica Abidala spowodowana chorobą zmusiła tego lata zarząd Barcelony do poszukania alternatywy na pozycji lewego obrońcy. Klub postawił na zawodnika „z domu", przystępnego finansowo oraz mającego przed sobą obiecującą przyszłość. Ale chyba nikt nie przypuszczał, że jego wejście do drużyny będzie aż tak spektakularne i że w ciągu 4 miesięcy stanie się kluczowym zawodnikiem w maszynie Blaugrana. Jordi Alba świetnie rozpoczął ten sezon i ma nadzieję zakończyć go ze wszystkimi tytułami na koncie.
Czy to możliwe żeby rok 2013 był lepszy niż 2012?
Myślę, że zawsze może być lepiej. Idzie nam dobrze i oby tak pozostało.
W tym sezonie przed panem nowe wyzwania na poziomie sportowym, jak np. Liga Mistrzów. Czy to był główny powód, dla którego przeszedł pan do FC Barcelony?
Do tej pory nie miałem okazji wygrać żadnego wielkiego trofeum na poziomie klubowym. Przybyłem do najlepszej drużyny świata, żeby walczyć o najwyższą stawkę. Oby udało nam się wygrać wszystkie tytuły. Nie skupiam się na żadnym konkretnym, bo dla mnie wszystkie są tak samo ważne.
Ma pan na myśli tryplet?
Tak, chciałbym wygrać wszystko. Wiemy, że będzie to trudne, ale ta drużyna jest w stanie tego dokonać. Taki klub jak Barça mierzy we wszystkie możliwe tytuły.
Podczas mistrzostw Europy powiedział pan, że jedną z atrakcji gry w Barcelonie jest dzielenie szatni z kimś takim jak Messi. Jakie są pana wrażenia jeśli chodzi o Leo?
To jest odjazd. Mam szczęście, że mogę grać w najlepszej drużynie świata, u boku najlepszych piłkarzy oraz tego jednego, najlepszego, czyli Leo. To sama przyjemność.
Z zewnątrz ma się wrażenie, że pan i Messi szczególnie przypadliście sobie do gustu. Czy rzeczywiście tak jest?
Bardzo się lubimy. Nie znałem go przed przybyciem do Barçy i okazał się świetnym facetem. Jest bardzo skromny, zarówno wewnątrz, jak i poza szatnią.
Dlatego nie powinniśmy wierzyć, w obraz "boskiego Leo", który usiłuje rozpowszechnić madrycka prasa?
On w żadnym wypadku nie jest piłkarzem zwracającym na siebie uwagę. Postrzega siebie jako równego innym, chociaż wszyscy doskonale wiemy, że jest tym, który robi różnicę. Ja osobiście nie uważam, żeby chce być ponad resztą. Przeciwnie, on zawsze służy pomocą.
No dobrze, czyli to nie on decyduje o ustawieniu i nie dowodzi wami...
Ludzie spoza szatni mogą sobie mówić co chcą. To my codziennie z nim przebywamy i najlepiej wiemy jaki jest.
W szatni jesteście bardzo wyczuleni na to co mówi się o was w różnych mediach?
Oczywiście, gdy czytasz prasę, to widzisz co o tobie piszą i mówią, ale nie przykładamy do tego większej wagi. Ostatecznie nie sądzę, żeby madrycka prasa powiedziała cokolwiek pozytywnego na temat Barçy.
Villa - kolejna osoba z Barcelony, która ostatnio znalazła się w centrum uwagi. Pan grał z nim kiedyś w Valencii. Jak widzi go pan te kilka lat później?
Widzę, że ma się bardzo dobrze, zupełnie jak przed laty w Valencii. Nauczył mnie tam wielu rzeczy i podobnie było tutaj, kiedy przyjechałem. Mam do niego ogromny szacunek.
Pytanie obowiązkowe. Czy Villa dobrze żyje z Messim?
Oczywiście, żyje fenomenalnie, jak ze wszystkimi kolegami, bez wyjątku. Jest wiele komentarzy na temat Messiego , ale ludzie którzy je wymyślają wcale nie chcą, żeby było dobrze w Barcelonie.
Porozmawiajmy o panu. Jakie odnajduje pan różnice na poziomie piłkarskim w porównaniu z Valencią?
Najważniejszą różnicą jest ro, że w Barçy większość czasu to ty jesteś w posiadaniu piłki. Im większe posiadanie, tym więcej masz czasu na odpoczynek. Trener daje nam dużo swobody jeśli chodzi o grę. W moim przypadku, chodzi o wychodzenie do przodu. Zawsze jednak muszę wyrównywać z drugim bocznym obrońcą oraz dopasowywać się do środkowych... normalna sprawa.
Widać, że fizycznie jest pan w wysokiej formie. Ma pan jakiś specjalny plan treningowy?
Trenuję tak, jak pozostali. Rzeczywiście, fizycznie jestem w świetnym momencie, ale nie wykonuję żadnych specjalnych ćwiczeń.
Nigdy się pan nie męczy bieganiem?
Lubię moją pozycję skrzydłowego. Mam sporą łatwość w wychodzeniu do przodu i wracaniu. Lubię biegać.
Jak przebiegła pana integracja w szatni?
Na początku czułem się nieco skrępowany, gdyż nie znałem dobrze klubu oraz niektórych kolegów. Jednak zawsze byłem wesoły i zaadaptowałem się bardzo dobrze. Wszyscy mnie zaakceptowali, zarówno ci których znałem wcześniej, jak i ci których nie nie miałem okazji poznać.
Czy otrzymał pan jakieś rady od Érica Abidala?
Mówiono mi o nim same dobre rzeczy. To wielka radość móc znowu widzieć go na treningu. Za nim ciężki czas i wspiera nas wszystkich. To wiele szczęście, że możemy wysłuchać jego opinii.
Kto był dla pana wzorem jako boczny obrońca?
Zawsze podobała mi się gra Evry z Manchesteru United.
Zmieniając temat, stawiał pan pierwsze kroki w Ciutat Esportiva, w sekcjach Futbol Base. Czy pamięta pan coś z tego dnia?
Mam w domu dużo zdjęć z tego dnia. Był wyjątkowy. Było mnóstwo dzieci z cantery, ale wybrano mnie, zupełnie nie wiem czemu. Przypadek. Los chciał, żebym zaczął tutaj, a następnie powrócił.
To Van Gaal był wtedy trenerem. Pamięta pan, co panu wtedy powiedział?
Ja strzelałem karnego, a na bramce stał Ramallets. Van Gaal powiedział mi: „Strzelaj w środek." Z czasem coraz bardziej doceniam ten dzień i jestem dumny, że mogłem w tym uczestniczyć.
Dzisiejszy Jordi Alba zmienił się z upływem czasu?
Cały czas jestem przy swojej rodzinie i z przyjaciółmi. Utrzymuję kontakt z kolegami, których poznałem, kiedy byłem mały. Nie mogę robić dokładnie tych samych rzeczy co kiedyś, ale ciągle chodzę do kina, na spacer. Nie jestem osobą statyczną, żyję normalnie, z tym że mam to szczęście, że mogłem poświęcić się piłce nożnej
Mówią, że od małego był pan bardzo psotny.
Od małego lubiłem żarty. Powie ci to każdy kto ze mną grał. Taki mam charakter.
Taksówkarz, który pana woził, mówi, że pan był najgorszy ze wszystkich. Podobno ciągle biliście się z Montoya...
To wszystko było dla żartów. Byliśmy dziećmi i trochę napsuliśmy krwi taksówkarzowi, ale dobrze się przy tym bawiliśmy. Mam świetne wspomnienia związane z canterą Barcelony.
Czy ta radość jest zalecana w świecie futbolu?
Zawsze spędzaliśmy z kolegami wiele czasu razem. Żeby ciężko pracować potrzebne jest dobre otoczenie. Dla mnie bardzo ważna jest ta radość w szatni. Rozgrywamy wiele meczów i powinniśmy sobie jakoś z tym radzić.
Alba: Gra z najlepszymi to odjazd!
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (133)