Jordi Alba stał się wielką rewelacją Barcelony. Wystarczyło mu 5 miesięcy po powrocie do klubu, aby stać się jednym z podstawowych elementów zespołu Tito. Tym samym potwierdził, że zakupienie go za 14 milionów euro było bardzo dobrą inwestycją.
Alba korzysta z przerwy świątecznej w otoczeniu rodziny i przyjaciół, którzy są dla niego najważniejsi w życiu. Mimo tego, znalazł czas, aby podsumować ten niezapomniany rok 2012 i z ambicją spojrzeć na 2013, w którym marzy o „wygraniu wszystkiego".
Stałeś się jedną z rewelacji w drużynie. Też jesteś zaskoczony swoją przydatnością dla Barçy?
Nie wiem czy zaskoczony. Oczywiście, cieszę się, że jestem w Barcelonie, z tych minut, które dostaję oraz z tego jak się układają sprawy, zarówno w kwestiach indywidualnych jak i zespołowych. Po meczu z Sevillą, udało mi się pokonać grypę i odnalazłem swój rytm. Mam nadzieję, że utrzymam go aż do końca.
Sprawiasz wrażenie, jakbyś nigdy nie odszedł z Barçy...
Tak naprawdę to przyszedłem do zespołu idealnego dla mnie, patrząc na moje cechy. Poza tym, tu się łatwo gra ze względu na jakość drużyny.
Szatnia wygląda tak, jak to sobie wyobrażałeś od dziecka?
Kiedy jesteś w niższych kategoriach wiekowych, myślisz, że ciężko jest wejść do pierwszej drużyny. Jest wielu, którzy, tak jak ty, o tym marzą, a nie ma miejsca dla wszystkich. Chociaż od kilku lat jest więcej możliwości, by się tam dostać. Kiedy odchodzisz do innego klubu, zdajesz sobie sprawę z wielkości Barçy, tym bardziej, gdy tu wracasz. Spotkałem się z szatnią, która przyjęła mnie fenomenalnie.
Co najbardziej cię zaskoczyło?
Kibice, którzy nas wspierają. Zauważam to idąc ulicą, cały świat daje ci wsparcie. Również gdy wyjeżdżamy poza Katalonię i podczas podróży w Lidze Mistrzów. To niesamowite, ilu ludzi przyciąga Barça.
A czy któryś z kolegów?
Wszyscy. Nie mogę wyróżnić tylko jednego, bo wszyscy mają niebywałą jakość. To, co najbardziej przykuło moją uwagę, to chęć wygrywania, którą wciąż mają po tym wszystkim, co osiągnęli oraz jedność w drużynie. Sprawili, że zarówno Song, jak i ja, od razu poczuliśmy się jak część tej ekipy.
Teraz wszystko wydaje się różowe, ale jak przyjąłeś to, że mając 14 lat powiedziano ci w Barcelonie, że nie biorą cię pod uwagę?
Szczerze mówiąc, przyjąłem to dobrze. Od małego jedyne, o czym myślę, to gra w piłkę. Marzyłem, żeby trafić do pierwszego zespołu, ale w żadnym momencie nie miałem do nikogo pretensji. Miałem wiele chęci do grania w piłkę w innym miejscu, bo wierzyłem w siebie i, szczerze mówiąc, nigdy nie wyobrażałem sobie, że będę mógł wrócić.
Droga powrotna była długa. Kto najbardziej wspierał cię w tej podróży?
Wielu ludzi. Moja rodzina, mój ojciec i brat, którzy zawsze byli przy mnie. Tak samo moi agenci, którzy bardzo mi pomagali, kiedy byłem w Valencii i wciąż to robią.
A w kwestiach piłkarskich, kto miał na ciebie największy wpływ?
Tak naprawdę, trenerzy, których miałem w canterze Barçy bardzo mi pomogli, tak samo César Ferrando, gdy byłem w Nàstic, on bardzo we mnie wierzył. Może Emery był tym, który najbardziej na mnie wpłynął, ponieważ kiedy nie było dla mnie miejsca w ataku Valencii, przekwalifikował mnie na bocznego obrońcę, bym mógł grać. Dzięki tej zmianie dziś jestem tu, gdzie jestem.
Teraz wciąż grasz jako boczny obrońca, ale nie przypominasz obrońcy...
Bycie bocznym obrońcą w Barcelonie to przyjemność, dzięki temu możesz uczestniczyć w posiadaniu piłki, włączać się do ataku, tworzyć kolejną możliwość zaskoczenia rywala. Tito wymaga tego od nas, przede wszystkim, kiedy rywale zamykają się pod własną bramką. Naprawdę nie wyobrażałem sobie powrotu do Barçy, tym bardziej jako boczny obrońca.
Rok 2012 będzie ciężki do zapomnienia, prawda?
To był bardzo piękny rok dla mnie, naprawdę nie mam się na co skarżyć. Byłem wiodącą postacią w Valencii, mogłem dołączyć do reprezentacji, wygraliśmy Mistrzostwa Europy, podpisałem kontrakt z klubem mojego życia, wróciłem do domu... Ponadto jesteśmy liderem. O więcej prosić nie mogę.
Po tym wszystkim, czego można oczekiwać w 2013 roku?
Żeby wciąż iść tą ścieżką i, jeśli się da, żeby był to jeszcze lepszy rok.
Wyobrażasz sobie, by Barça zdobyła sześć tytułów, jak w sezonie 2008/09?
Mamy wiele możliwości, teraz nawet więcej. Jestem w najlepszej drużynie świata, która gra najlepszy futbol. Tak uważałem przed przyjściem i nadal tak twierdzę. Ci, którzy lubią piłkę nożną, czerpią radość z oglądania Barcelony. Barça może się ubiegać o wszystkie te tytuły. Ja chcę wygrać je wszystkie, ale twardo stąpając po ziemi, krok po kroku.
***
Jordi Alba o...
Tito Vilanovie - „To był dla mnie ciężki cios, ale on dodał nam otuchy"
W przeciwieństwie do swoich kolegów, za wyjątkiem Songa, taka przykra wiadomość w szatni zespołu była dla niego czymś nowym. „To był ciężki cios dla mnie i dla wszystkich", mówi o chwili, w której dowiedzieli się o nawrocie choroby Tito. „Jednakże on był pierwszym, który dodał nam dużo otuchy", dodaje. Alba życzy trenerowi, żeby „wkrótce mógł być razem z nami". Obrońca wyznaje: „Tito, poza tym, że jest wielkim trenerem, jest też niesamowitą osobą, skromną i pracowitą. Mnie osobiście pomógł bardzo w adaptacji i jestem bardzo zadowolony z jego osiągnięć w tym sezonie".
Realu Madryt - „To normalne, że nie mówią dobrze o Barcelonie"
Jordi Alba to culé od kołyski, przyszedł do Barçy w wieku 10 lat i nie ukrywa, że cieszy go 16-punktowa przewaga nad Realem. „Jestem culé i ta różnica punktowa bardzo mi się podoba", zaznacza. Jednak szybko dodaje: „Nie możemy się relaksować, do końca jeszcze daleko".
Przewaga nad Królewskimi jest zauważalna i nie podlega żadnym dyskusjom. Alba jednak rozumie tych, którzy wcześniej próbowali podważać sukcesy Barçy, zarzucając jej doping i pomoc ze strony sędziów. „To normalne, że tam mówią niezbyt dobre rzeczy o nas, ale my na to nie zwracamy uwagi. Mało mnie to obchodzi", mówi, dając do zrozumienia, że szatnia skoncentrowana jest na swojej pracy.
Éricu Abidalu - „Zastąpienie go to jest odpowiedzialność, ale nie presja"
W oczekiwaniu na powrót Abidala do gry, Jordi Alba ma za zadanie zastąpić Francuza. Alba uważa, że „bycie zastępcą Érica to odpowiedzialność, bo on grał świetnie przez wiele sezonów, ale nie jest to żadna presja". Jordi darzy uwielbieniem Abidala, ale bardzo wierzy w swoje możliwości.
***
Dowiedział się o swoim kontrakcie dwa dni przed finałem
Chociaż przed rozpoczęciem Euro 2012 przekazał agentom swoje preferencje dotyczące przyszłości, poprosił, aby nie informowali go o niczym, dopóki kontrakt z Barçą nie będzie oficjalny. W rzeczywistości, pomimo że kontakty Barcelony z Valencią były coraz częstsze, Jordi dowiedział się o swoim kontrakcie z Blaugraną na dwa dni przed finałem mistrzostw Europy. „Zawsze będę wdzięczny Valencii, że na mnie postawiła, ale gra dla Barçy była wyjątkową szansą, bo to najlepszy zespół na świecie i w dodatku to mój dom", wyjaśnia obrońca.
***
Szybki test
Muzyka: flamenco i rumba
Jedzenie: ryż po kubańsku
Serial: La que se avecina (hiszpański serial komediowy - przyp. red.)
Miejsce do życia: L'Hospitalet
Miejsce, w którm można się zatracić: L'Hospitalet
Hobby: chodzenie do kina
Idol: Stoiczkow
Wartość: dwie - praca i skromność
Marzenie: zdobycie wielu tytułów z Barçą
Inny sport: padel lub tenis
Książka: "Chłopiec w pasiastej piżamie"
Samochód: jestem w trakcie robienia prawa jazdy
Komentarze (18)