Mecz na La Rosaleda, którym Barcelona potwierdziła swój awans do kolejnej rundy Pucharu Króla, chwilami był futbolem totalnym. Poczynając od udanych parad Pinto, poprzez rozgrywającego swój najlepszy mecz w tym sezonie Daniego Alvesa, autora dwóch asyst, a kończąc na czterech zdobywcach goli. To właśnie każdy z tej „fantastycznej czwórki": „Django" Iniesta, „Tatuś" Piqué, „SuperPedro" i Messi „Dojrzały" z rozmaitych powodów stał się bohaterem pewnej anegdoty.
„Iniesta - Unchained"
3 stycznia tego roku Andrés Iniesta wyjawił na profilu na Twitterze swoje uwielbienie dla kina Quentina Tarantino oraz podzielił się chęcią obejrzenia jego ostatniego filmu pt. „Django - Unchained". Jak dotąd pomocnik Barçy nie powiadomił, czy już zapoznał się z marzycielskimi przygodami pewnego czarnoskórego niewolnika, który po uwolnieniu z łańcuchów, stał się łowcą głów. Jednak tym, co z pewnością ma okazję oglądać cały świat jest to, jak Iniesta oswobodzony z innych więzów, w tym przypadku taktycznych, raz po raz daje pokaz niezwykłych, futbolowych umiejętności. Nie inaczej było w Máladze, gdzie niektóre z jego zagrań otrzymały aplauz od lokalnych kibiców. Znajduje się w szczytowej formie, która objawia się zdobywaniem tak ważnych goli, jak ten na 3:2 w meczu na La Rosaleda, po niesamowitej, kombinacyjnej akcji z Ceskiem.
Po tej bramce wręcz eksplodował z radości, którą zarażał wszystkich dookoła. To dowód na to, że już w pełni cieszy się grą na pozycji, która na początku go nie przekonywała. Zadania „fałszywego lewoskrzydłowego" mające m.in na celu zrobienie w środku miejsca Cescowi przy Xavim i Busquetsie, do niedawna uciskały go psychicznie. Andrés czuje się lepiej jako środkowy. Ale Tito Vilanova przekonał go, rozruszał, a rozmowa z Fàbregasem na temat wymiany pozycji dała mu więcej swobody. Zupełnie jak uwolnionemu Django.Gdy Iniesta strzela gola, Barça nie przegrywa - na 44 takie spotkania, drużyna odniosła 40 zwycięstw i zanotowała 4 remisy.
Szczęściarz Piqué
To, że nad Gerardem Piqué wisi jakaś wyjątkowa aura, potwierdziło się w tym tygodniu. Odnosi sukcesy jako środkowy obrońca, pomimo że posiada duszę napastnika. We wtorek narodził się jego pierwszy syn - Milan, a już w czwartek, przy pierwszej możliwej okazji, piłkarz mógł zadedykować mu gola. I to w niezwykle ważnym, zwycięskim meczu przeciwko Máladze. Przykładowo Leo Messi nie miał tyle szczęścia i 3 listopada nie mógł podarować gola pierworodnemu Thiago, który przyszedł na świat dzień wcześniej. Barça wygrała z Celtą 3:1, ale Argentyńczyk nie potrafił wykorzystać swoich okazji. A ciężko sobie przypomnieć mecz w ciągu ostatnich kilku lat, w którym „10" Barcelony nie zdobyłaby bramki. Jednak tego dnia los mu nie dopisał i nie mógł wyjąć smoczka, który przez cały mecz trzymał schowany w getrze. Kiedy już strzelił, w kolejnym, przegranym 1:2 meczu z Celtikiem, nie miał zbytnio czasu na dedykacje. Śpieszył się do odrabiania strat, których ostatecznie odrobić się nie udało. „Zostało jeszcze wiele meczów na dedykowanie goli Thiago", powiedział wtedy z rozsądkiem. Szczęściarzowi Piqué wystarczył jeden.
„SuperPedro"
Fotografie wyjściowej „jedenastki", klasyk prasy poprzedniej epoki, już od dawna zanikały z szablonu dzienników sportowych. To całkowicie zrozumiałe, że wolimy oglądać zdjęcia z akcji meczowych niż te pozowane. Jednak sam rytuał przetrwał. Drużyny wciąż przed każdym meczem ustawiają się w dwóch rzędach, czekając na fotografa, zupełnie jak za starych czasów. I czasami, przez przypadek, wydarzy się coś niespodziewanego. Coś, co sprawi, że tej właśnie „oldschoolowej" chwili zostanie poświęcone więcej uwagi niż zwykle. Tak oto w ten czwartek Pedro (1,69 m wzrostu) chciał wydać się nieco wyższym na ów fotografii i znajdując się w drugim rzędzie, w tym celu stanął na palcach, żeby zupełnie nie zniknąć za plecami Pinto (1,85 m).
Dla kibiców Barcelony kanaryjski napastnik nie musi stosować żadnych zabiegów estetycznych żeby być „gigantem". Minęły całe 4 miesiące odkąd w sierpniu, w pierwszej ligowej kolejce strzelił gola Realowi Sociedad, a następnie Realowi Madryt w rewanżowym meczu o Superpuchar, aż do niedawnego dubletu w meczu z Espanyolem. Jednak wszyscy wykazali anielską cierpliwość. Piłkarz zasłużył na nią swoją ogromną pracą na boisku, co teraz procentuje. Wraz z trafieniem przeciwko Máladze, ma na swoim koncie już 4 gole w 5 meczach, jakie rozgrał od początku 2013 roku.
Odpowiedzialny Messi
Leo Messi zszedł z boiska po raz pierwszy od 111 meczów, po tym jak w innym pucharowym spotkaniu zastąpił go Jeffren. Na zegarze widniała wtedy 85. minuta. Było to dokładnie 12 stycznia 2011 roku, w wygranym 5:0 pierwszym ćwierćfinałowym meczu z Betisem, który praktycznie rozstrzygnął sprawę awansu do półfinału. Dokładnie tak samo jak teraz. Tamtego dnia zawodnik grający z numerem „10" na koszulce pokazał publiczności swoją Złotą Piłkę przyznaną mu za rok 2010, a następnie strzelił 3 gole. W ten czwartek, w Máladze było inaczej. Już sama zmiana była sporym zaskoczeniem, jednak wiadomość, że poprosił o nią sam, znaczy coś więcej. Nie jest bowiem żadną tajemnicą, że Argentyńczyk chce grać zawsze do końca. To sekret jego szczęścia.
Mimo że kontuzje mięśniowe z pierwszych lat w Barcelonie są już, na szczęście, tylko przeszłością, trzeba podkreślić, że Messi sam wezwał lekarza po tym, jak otrzymał całą gamę, wszelkiego rodzaju kopnięć. Jest to pokaz dojrzałości i odpowiedzialności. Nie prosił o zmianę zanim nie zdobył gola na 2:4. Krótką chwilę grał odczuwając ból, ale nie chciał zejść z murawy La Rosaleda bez trafienia, które ostatecznie przypieczętowałoby awans. Są rzeczy ważne i ważniejsze. Był to jego piętnasty z rzędu mecz z bramką, w którym wybiegł na boisko od pierwszej minuty. Stratosferyczny wynik.
Komentarze (34)