Siostra Lucía Caram: Nie być fanem Barçy to grzech

Ola

14 lutego 2013, 18:27

Mundo Deportivo

85 komentarzy

Siostra Lucía Caram nie jest zwyczajną zakonnicą. Urodziła się 46 lat temu w Tucumán, najmniejszej prowincji Argentyny. Jest dominikanką kontemplacyjną, która zamiast zamknąć się w zakonie, uczyniła ze świata swój dom, dzieląc swą szczodrość pomiędzy najbardziej potrzebujących. To sprawia, że jest szczęśliwa. To i Barça.

Co to znaczy dominikanka kontemplacyjna?

To jest zakonnica, która poświęca się modlitwie.

Więc co robi ona tutaj ze mną?

Dla mnie kontemplacyjne jest wszystko, co się znajduje wokół mnie. Przez pięć lat przebywałam w zakonie w Walencji. To jest mój fundament, ale prawie 20 lat temu zamieszkałam w Manresie (miasto w Katalonii - przyp. red.) i tutaj postanowiłam zaangażować się bardziej w to, co mnie otacza (ludzie biedni, dzieci...).

To panią uszczęśliwia. I Barça, z tego co słyszałem...

Barça to taki spadochron. Potrzebujemy punktów odniesienia i ten klub tym jest, jeśli chodzi o fair play i skromność. Barça to szkoła dobrych wartości. Nie być jej kibicem to grzech.

Co panią łączy z klubem?

Moje relacje z klubem narodziły się dzięki przyjaźni z Gerardem Guiu, który jest szefem gabinetu prezydenta Sandro Rosella. Pewnego dnia zobaczył mnie z Jordim Évole w programie Salvados i do mnie zadzwonił. Powiedział, że chciał ze mną porozmawiać i zaczęliśmy tworzyć kampanię SOS Bebé z Pepem Guardiolą. Od tego się zaczęło. Znam również prezydenta Rosella, to osoba o ogromnej bystrości i przejrzystości. Umie wysłuchać.

Kiedy zaczęła się pani interesować piłką nożną?

Podczas Mundialu w Argentynie w 1978 roku, kiedy miałam 12 lat. Te mistrzostwa połączyły wszystkich Argentyńczyków w epoce dyktatury militarnej.

A FC Barceloną?

Kiedy przyjechałam do Manresy 19 lat temu. Piłka nożna to jedno, a Barça to drugie.

Jak to?

Widziałam na żywo Messiego grającego z reprezentacją Argentyny i to nie to samo. Tam są bardzo egoistyczni. Nie umieją grać drużynowo. Barcelona, wręcz przeciwnie, jest altruistycznym zespołem.

Śledzi pani mecze?

Kiedy tylko mogę, oglądam w telewizji. Jeśli nie, to na Twitterze albo w Internecie. Kibice również wysyłają mi wiadomości. Nie jestem socia, ale bardzo kibicuje Barcelonie. Dzięki mnie Gerard Guiu bardziej interesuje się piłką nożną. I siostra Neus!

Kim jest siostra Neus?

Dużo starsza zakonnica, która już zmarła. Pewnego dnia Guiu mi powiedział: „Siostro Lucío, proszę się modlić za Barçę". A siostra Neus, która to słyszała: „Kim jest ten pan, za którego mamy się modlić?" Ha ha ha! Potem wciągnęłam ją w kibicowanie.

Nie jest przesadą modlić się za Barçę?

Można się modlić za Barçę. Modlitwa to otworzenie serca i proszenie. Ja nie tyle modlę się, co rozmawiam z Bogiem, proszę. Nie trzeba rezygnować z humoru w naszej duchowości. Trzeba z pasją przeżywać wszystko, co robimy każdego dnia. Barcelonie udało się zjednoczyć cały kraj. Barça to styl bycia, postępowania, życia, myślenia...

Niektórzy mówią, że Messi to Bóg...

Messi, kiedy gra, robi to tak idealnie, że ociera się o boskość. To odbicie perfekcyjności. Jako ludzie musimy żyć perfekcyjnie.

Co pani daje Leo Messi?

Wiele wartości. Jest dowodem na to, że można być najlepszym, będąc skromnym. Poza tym pokazał swoją wierność klubowi, przedłużając kontrakt.

Miała pani okazję go poznać?

Spotkałam go pewnego dnia w Ciutat Esportiva. Powiedziałam mu, że jego siostra uczyła się u dominikanek w Rosario. Uśmiechnął się. Ale nic nie powiedział. Bardziej się denerwował niż ja! Mam nadzieję, że będę miała szansę się z nim spotkać. Podziękuję mu, że nas tak uszczęśliwia.

Czy można nienawidzić Cristiano Ronaldo?

Nikogo nie można nienawidzić. Ale nie mieć sympatii do jakiegoś piłkarza to może być zaleta, ponieważ on uosabia przeciwieństwo Messiego: wyniosłość i pychę. Mimo wszystko nie można go oceniać, bo nie znamy jego historii, genealogii, środowiska...

Nie uważa pani, że zarobki piłkarzy są niemoralne?

Wydaje mi się, że interesy wokół futbolu są wyolbrzymione. Inną sprawą jest postawa piłkarzy i jak z tym żyją. Nie można się z tym obnosić, bo możesz obrazić wielu ludzi. Ale rzeczywistość jest, jaka jest i piłka nożna generuje dużo pieniędzy. Ja wybrałam życie w prostocie i niczego mi nie brakuje, ale nie potępiam nikogo. Inną kwestią są banki... Trzeba ratować ludzi, a nie organizacje finansowe! W tym miejscu trzeba wyróżnić FC Barcelonę, klub, który jest zaniepokojony kryzysem i szuka sposobów, angażuje się za pośrednictwem fundacji w solidarne projekty w Katalonii.

Kończy pani pisać Moim zakonem jest świat. A kiedy książka o Barcelonie?

Ha ha ha! Już mam na koncie ponad 17 książek. Pierwszą była Ewangelia w krzyżówkach! Nie zamykam drzwi na żadną możliwość.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (85)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze