La Liga – coraz bliżej mety
Na krajowym podwórku Barcelona już jest zwycięzcą. Wiem, że jako przykładny kibic nie powinienem ferować wyników, bo ”dopóki piłka w grze..”, jednak nie wyobrażam sobie innej sytuacji niż triumfu w lidze. Przede wszystkim dlatego, że do końca zostało 10 kolejek. Barcelona ma do rozegrania tylko jedno bezpośrednie spotkanie z rywalem mającym jeszcze hipotetyczne szanse, by ją dogonić. Atlético Madryt, bo o nim mowa, nie jest już zespołem pokonującym regularnie kolejnych rywali. Wydaje się więc, że odrodzona Barça nie będzie miała żadnego problemu, by rozprawić się z tym przeciwnikiem.
Do tego spotkania z Realem zostały już rozegrane i w bezpośredni sposób odwieczny rywal zagrozić już nie może. Barcelona jest zależna od siebie. Odjechała rywalom już dawno i swojej przewagi oddać nie może. Właściwie jedyną motywacją w tej lidze jest walka o rekordy. Jak wiadomo, Real w zeszłym sezonie zaliczył fantastyczny wynik. Zdobył 100 punktów, strzelił 121 bramek. Barça ma w tej chwili 74 punkty i jak wspomniałem wcześniej, 30 punktów do zdobycia, czyli jak najbardziej, utrzymując tę systematyczność do której nas w tym sezonie przyzwyczaiła, ma szansę ustanowić nowy rekord. I to powinno być motywacją dla zawodników, gdyż zmusi ich do walki o kolejne zwycięstwa, a nic nie podnosi tak morale zespołu jak seria meczów bez porażki. Plusem może być także pstryczek w nos dla zespołu z Madrytu, gdyż ich osiągnięcie uznano za kosmiczny wynik, a jednak znalazł się zespół, który jest jeszcze lepszy.
Największym błędem dla drużyny byłoby wyjście z założenia, że w lidze jest pozamiatane. Wtedy może to skomplikować sytuację, nie tyle na krajowym podwórku, bo myślę, że zawodnicy są na tyle odpowiedzialni, że spokojnie dowiozą to prowadzenie do końca, ale w Lidze Mistrzów. Seria porażek mogła by, odpukać, wywołać konflikt w zespole, a tego żaden kibic, a tym bardziej piłkarze, czy sztab, by nie chcieli. Trzeba więc z precyzją godną chirurga eliminować kolejne cele, zdobywać kolejne punkty i napędzać tę przyspieszającą katalońską lokomotywę. Lokomotywę, która niedawno broniła zaciekle swoich skarbów i straciła przy tym wiele, bo aż jeden z nich – Puchar Króla. Nie oddała jednak Ligi Mistrzów, chociaż wagon, był już prawie odłączony. Wszyscy jednak, zarówno kibice, jak i piłkarze, wspólnymi siłami trzymali wagon tak mocno, że nie udało się go odebrać.. Teraz pozostało go obronić przed kolejnymi niebezpieczeństwami i dowieźć do celu bezpiecznie. A strata pucharu może w ogólnym rozrachunku na koniec sezonu być zrekompensowana przed dwa inne, o znacznie większym prestiżu.
Europejskie pole bitwy
Najbardziej prestiżowe i zarazem toczące się o niezwykle wielką stawkę spotkania czekają Dumę Katalonii w Lidze Mistrzów. Na pokład niedługo powróci kapitan, więc dowodzenie swoimi podwładnymi w bezpośredni sposób umożliwi im wspięcie się na wyżyny swoich umiejętności. Pierwszym przeciwnikiem będą Francuzi z Paryża, wspomagani przez baronów z Azji. PSG to na pewno nie najsilniejszy przeciwnik na jakiego Barcelona mogła trafić, ale niewątpliwie nie wolno ich lekceważyć. Ekipie Ancelottiego zarzuca się, że nie potrafią grać w ataku pozycyjnym, co takiemu zespołowi nie przystoi. Doskonale odnajdują się za to w kontratakach. I to właśnie może być ich siłą, gdyż z Barceloną najlepiej grać właśnie z kontrataku, o czym niejednokrotnie się przekonaliśmy. Do tego PSG ma doskonałych wykonawców. Zawodnicy kupieni przed sezonem za bajońskie sumy tacy jak Ibrahimovic, Lavezzi, czy Thiago Silva, a niedawno nawet David Beckham na pewno nie oddadzą awansu bez walki. Teraz wszystko w rękach sztabu. Taktyka musi zostać przygotowana wzorcowo. Klarowna sytuacja w lidze znacznie ułatwia spokojne szlifowanie założeń taktycznych, które zostaną wykorzystane w dwumeczu z PSG. Za Barceloną stoi przede wszystkim doświadczenie, a także fakt, że rewanż rozegrają na Camp Nou. U siebie zespół pokazał już kwintesencję futbolu w spotkaniu z Milanem, czas na to, by potwierdził swoją formę w dwumeczu, tak by nie dopuścić po raz kolejny do nerwówki w drugim spotkaniu. Do finału na Wembley zostało dwie rundy, czy jak kto woli, cztery mecze. Trzeba w nich zagrać tak jak zawodnicy nas już zdążyli przyzwyczaić. Przede wszystkim z lekkością, szczyptą finezji, idealnie wykonaną pracą taktyczną i skuteczną i solidną grą w obronie. Właśnie ta formacja wydaje się być w tym sezonie najsłabszą w szeregach Blaugrany. Przeciwnicy praktycznie w każdym meczu strzelają gola, a strata bramki na tym szczeblu rozgrywek może okazać się bardzo bolesna, dlatego trzeba zadbać o to, by nie dopuścić rywali do swojej bramki. Do tej pory członkowie sztabu z Rourą i Vilanovą na czele zapewniali, że pracują nad poprawą jakości w grze obronnej. Liczmy na to, że znajdą złoty środek, a drużyna zrobi swoje. Moje barcelońskie serce mówi mi, że w tym sezonie czeka nas jeszcze wiele pięknych chwil z głównymi nagrodami w maju. Vamos!
Komentarze (32)