Dziś druga część wywiadu z Sandro Rosellem, który został przeprowadzony przez dziennikarzy Mundo Deportivo. Prezydent wypowiedział się m.in. na temat sytuacji ekonomicznej klubu oraz ostatnich problemów z kibicami.
Jaka wygląda majątek Barçy w porównaniu do początku pańskiej kadencji?
Jest dużo lepszy. Odkupiliśmy działkę w Sant Joan Despí, którą sprzedał poprzedni zarząd. To było coś bardzo ważnego. Odnowiliśmy także La Masíę, która coraz bardziej się rozwija. Poza tym, zburzyliśmy Picadero i znajduje się tam obecnie hala przynosząca dochody i służąca kibicom, poprawiły się także szatnie... Dużo się zmieniło i jest to jednoznaczne ze zwiększeniem majątku.
Klub znajduje się w lepszej sytuacji ekonomicznej?
Tak, w dużo lepszej. W tym roku dojdziemy do 130 milionów redukcji długu od początku naszej kadencji. Stworzyliśmy podstawy nowych inwestycji, osiągnęliśmy rekordowe zyski, a banki darzą nas zaufaniem, ponieważ płacimy na czas...
A czy w klubie kseruje się już w kolorze?
Jeszcze nie...
A pod kątem społecznym, jak się ma klub?
Tutaj odpowiedź już jest subiektywna, ale ja uważam, że również lepiej. Jest kryzys, ale pośród dramatycznej sytuacji, jaka dotyka ludzi z ulicy, można powiedzieć, że Barça jest bańką spekulacyjną, bo wyrejestrowało się bardzo niewielu socios. Nie podnieśliśmy cen karnetów, ani tego nie zrobimy aż do końca mandatu. Na poziomie światowym wzrosło zainteresowanie kibiców. Przodujemy na serwisach społecznościowych, np. na Twitterze i na Facebooku. Przeprowadzono badania, które dowodzą, że na świecie jest 350 milionów kibiców Barçy. Dla tylu ludzi Barcelona jest ulubionym klubem.
Żałuje pan, że chciał pan stworzyć Trybunę Wsparcia?
Nie żałuję, bo wciąż uważam, że bardzo fajnie byłoby ją mieć. Myślałem tak jako dziecko, nastolatek, dorosły i jako prezydent też tak myślę. Sądzę, że bardzo dobrze byłoby mieć trybunę wsparcia tak zorganizowaną, jak mają wielkie kluby europejskie. Ale niestety do tego nie doszło, już powiedziałem, że temat jest zakończony i jeśli kolejne zarządy będą chciały do niego powrócić, bardzo proszę. Na pewno popełniliśmy błędy, bo gdyby tak nie było, nie byłoby takiego sprzeciwu. Teraz uważamy, że lepiej jest zlikwidować ten pomysł zanim zaczniemy żałować.
Jednym z błędów było przyznanie, że nie podpisał pan żadnego dokumentu z Boixos, podczas gdy w rzeczywistości było na odwrót.
Jednym z błędów było niepotwierdzenie tego dokumentu, który stworzyliśmy z grupami wsparcia. Pomyłką było, że go nie potwierdziliśmy, bo był to bardzo dobry dokument dla klubu. Umowa, w której jednoczyliśmy wszystkie grupy wsparcia, odrzucając ich indywidualną tożsamość, nie akceptując żadnych aktów przemocy, zgadzając się na wspólne kibicowanie. Ale z jakiegoś powodu, popełniliśmy błąd nie wyjaśniając tego wtedy. Teraz to zrobiliśmy i ludzie widzą, że była to dobra rzecz, ale w okresie wyborczym czasami mówi się różne rzeczy w sposób demagogiczny i przeciwny od tego, co jest w rzeczywistości i nie wyjaśniliśmy tego. To najprawdopodobniej największy błąd, jaki popełniliśmy, bo gdybyśmy odpowiednio to przedstawili, cały świat byłby za tym, co chcieliśmy zrobić w dobrej wierze. Bo była to akcja korzystna dla klubu.
Dlatego nie przyznał pan, że podpisano dokument? Z obawy przed demagogią wyborczą?
Obawa nie jest dobrym słowem. Chodzi o to, że byłem prawie pewny, iż wykorzystano to przeciwko nam, kiedy było to coś pozytywnego dla klubu. Wiem, jak funkcjonowała demagogia w takich wypadkach i dlatego pomyśleliśmy, że lepiej będzie wyjaśnić to później. To był błąd, bo gdybyśmy to wtedy wyjaśnili, wszyscy by zrozumieli. Ale postanowiliśmy o tym nie mówić i stało się...
Niedawno pojawiła się raca na stadionie...
Źle to wyszło, to było smutne, bo to jedyny incydent, jaki nam się przydarzył przez te trzy lata. Mamy najbezpieczniejszy stadion. Jak pamiętam, byłem w zarządzie w 2003 roku, kiedy zdecydowaliśmy się zlikwidować Boixos, to znaczy tych porywczych, i ja również byłem za.
Już pan wie, kto rzucił racę?
Nie wiemy. Policja również nie. Ale jeśli zidentyfikują tą osobę, powiedzą nam kto to i jeśli okaże się, że to socio, zostanie natychmiast wyrzucony. To znaczy, ostateczną decyzję podejmie Komisja Dyscypliny, bo nie może o tym zadecydować jedynie prezydent. Ale zaproponuję Komisji, aby go natychmiast wyrzucono na ulicę.
Jak to się stało, że nie został zidentyfikowany?
Kontrola nad 180 kamerami na stadionie zależy od policji. Nie dowiemy się, kto to jest, jeśli oni nam tego nie powiedzą. Camp Nou jest własnością klubu, ale największym autorytetem w kwestii bezpieczeństwa jest policja.
Uważa pan za normalne sprzedawać bilety zorganizowanym grupom po niższej cenie?
W wielu klubach jest to normalne.
Jakie są kryteria usuwania transparentów z trybuny?
Istnieje pięć powodów: gdy zasłaniają widok kibicom, zawierają wizerunek któregoś ze sponsorów, mogą być usunięte z powodów religijnych, kiedy namawiają do przemocy i obrażają kogokolwiek. Usuwane są wszystkie, które są obraźliwe.
Hasło „Cmentarz blaugrana, dziękujemy wszystkim" nie jest obraźliwe?
To zależy od subiektywnej interpretacji. Policja i ludzie odpowiedzialni za bezpieczeństwo w klubie go widzieli, dokonali własnej interpretacji i stwierdzili, że nie obraża nikogo.
Ale inny, który wzmiankował o panu, został usunięty. Dlaczego?
Dowiedziałem się o tym następnego dnia, kiedy zobaczyłem ten transparent w Mundo Deportivo.
Nikt do pana nie dzwonił, aby skonsultować, co należy z nim zrobić?
Oczywiście, że nie. Takie są reguły i postępowali według nich. Śledzą protokół i nie pytają. Pamiętam, że jedyny raz dzwoniono do mnie przed pożegnaniem Pepa na stadionie. Przeczuwano, że będzie dużo transparentów i niektórym sponsorom może to przeszkadzać. Powiedziałem, rzecz jasna, żeby zostały na swoich miejscach. Chodziło o podziękowanie. To był bardzo szczególny przypadek i partnerzy to zrozumieli.
To nie wy decydujecie o tym, który transparent zostaje, a który należy usunąć?
To nie praca zarządu, tylko służb bezpieczeństwa, które przestrzegają wytycznych, o których mówiłem wcześniej. Chcę przypomnieć, że za naszej kadencji usunięto także transparent obrażający Joana Laportę.
Transparent, który jest usuwany zdobywa większy rozgłos niż ten, który zostaje na miejscu...
Odpowiedzialni za bezpieczeństwo kierują się wewnętrznymi zasadami i nie mają na uwadze innych okoliczności. Ale ja wciąż uważam, że każdy transparent obraźliwy dla prezydenta, członków zarządu, byłego prezydenta, socio, czy jakiejkolwiek osoby, ktokolwiek by nią nie był, powinien być usunięty.
Niepokoją pana informacje pochodzące z Brazylii? Pojawiło się nowe doniesienie, które dotyczy bezpośrednio pana...
Boli mnie, że oskarżają mnie o coś, co nazywają „ograniczeniami technicznymi", kiedy chodzi o firmę, która od dwudziestu lat organizuje eventy. Resztą się nie przejmuje. Wydarzenie miało miejsce w 2007 roku i odniosło duży sukces. Wszystko było zdecydowanie legalne. Prawa do obu reprezentacji, które uczestniczyły w meczu (Brazylia i Portugalia) były nasze. Rozpoczął się już proces cywilny, który został całkowicie odwołany. Jedyną drogą, żeby wrócić do sprawy była droga karna, ale to absurd, że oskarżono mnie o ograniczenia techniczne, kiedy od 20 lat organizuję wydarzenia sportowe na całym świecie. Wszystko to uważam za walkę polityczną przeciwko burmistrzowi Brasilli, nie przeciwko mnie. Nie rozumiem, dlaczego jest takie zainteresowanie sprawą, która miała miejsce zanim zostałem prezydentem Barçy.
Jak pan uważa, jak zakończy się ta sprawa i jak pan by chciał, żeby się zakończyła?
Jak uważam? Nie wiem i nie lubię też spekulować na temat przyszłości, szczególnie kiedy chodzi o proces sądowy i jest sędzia, który podejmuje decyzję. Jak bym chciał? Chciałbym, żeby to się już skończyło, byłoby najlepiej dla klubu.
Co jest najlepsze dla klubu?
To, co postanowi sędzia.
Co pan uważa o sprawie szpiegostwa?
Według mnie to paskudna sprawa ,naprawdę.
Co klub z robi w związku z tym?
Będzie współpracować z władzą sądową, jeśli będą chcieli się dowiedzieć co się stało zarówno z agencją Método 3, jak i z Intelligence Bureau.
Ma pan informacje, czy pana również szpiegowano?
Tak, wiele razy.
Za prezydentury Laporty?
Tak, ale nie wiem, czy on był na bieżąco w tym temacie. To co jednak wiem, to to, że szpiegowano mnie z polecenia kogoś z ówczesnego zarządu.
Kto przeglądał faktury, które opłacano tym agencjom?
W tamtym momencie wiceprezydent ds. finansów. Co ciekawe, wszystkie faktury były na kwotę 49 999 euro. W sumie 2 miliony 300 tysięcy euro.
Rozmawiał pan z socio Vicençem Pla na temat poręczeń?
Nie, jeszcze nie. Chcę poczekać aż minie Wielki Tydzień. Potrzebuję spokoju, aby dobrze to przemyśleć.
Mówiło się i pisało, że w rzeczywistości Pla i pan jesteście razem uwikłani w tę historię...
Chodzi o socio, którego w ogóle nie znam, z którym nigdy w życiu się nie widziałem. Nigdy.
Denerwuje pana krytyka pańskiej kadencji?
Nie, podchodzę do tego normalnie, ale również mam na względzie, że to co się publikuje to jedno, a opinia socios to drugie i czasem te dwie rzeczy nie mają ze sobą nic wspólnego. „Pakty z mediami", które tak lubi Real Madryt, nie interesują mnie. To, co dla mnie jest fundamentalne to podejmowanie decyzji w zgodzie z tym, co czujesz.
Jak pan znosi krytykę?
Myślę, że dosyć dobrze. To jasne, że nikt nie lubi być krytykowany bez poznania przyczyn, szczególnie kiedy robi się to w obraźliwy sposób, ale uważam, że każdego dnia znoszę ją lepiej. Skóra się uodparnia i robi się coraz grubsza.
Co odpowiedziałby pan Joanowi Colletowi, który poprosił, by skorygował pan swoje słowa, że mówienie po katalońsku jest kolejnym dowodem na to, co oznacza Barça?
Bronimy i będziemy bronić katalońskiego języka. Barça to klub, który integruje, a kataloński to również język integrujący. To zawsze szło ze sobą w parze i są to dwa narzędzia integracji. To, co chciałem powiedzieć, to, że Barça i mówienie po katalańsku, myślę, że pomagają dzieciom, które przyjeżdżają z innych krajów do Katalonii. I to nie umniejsza nikomu, ani nie mówię, że Barça ma na oto wyłączność. Chcę powiedzieć, że większość dzieci na świecie to fani Barçy i mówią w takim języku, w jakim ich rodzice chcą, by mówili.
Johan Cruyff powiedział, że w klubie rządzi tylko prezydent, a reszta to pracownicy...
Prezydent rządzi w tych kwestiach, które do niego należą, ale tak naprawdę rządzi zarząd. Ja moją władzę przekazuje zarządowi i dyrekcji. Również, zależnie od sprawy, ostatnie słowo należy do mnie.
Co Sandro Rosell musi jeszcze zrobić w Barcelonie?
Zbudować duży stadion albo przebudować ten, co mamy i oddać jako nowy. To czeka w kolejce, ale będziemy mogli to zrobić tylko wtedy, gdy będziemy mieć pieniądze w kieszeni. Nie zaryzykujemy modelu ekonomicznego ani sportowego dla nowego stadionu.
Będzie trzeba zmniejszyć dług?
Tak lub poszukać alternatywnych źródeł finansowania.
Znaleźć więcej takich sponsorów, jak Qatar?
Oby.
Trzeba będzie umieścić w nazwie nowego stadionu nazwę sponsora?
Postaram się, żeby stadion nigdy nie zmienił nazwy. Chcę, by zawsze to było Camp Nou.
Co jeszcze musi pan zrobić?
Wciąż walczyć, aby zjednoczyć barcelonismo, chociaż wydaje się to utopijne.
Będzie pan kandydował w następnych wyborach?
To już niedługo, ale jeśli wszystko będzie szło jak do tej pory, to tak.
Jakby pan w jednym słowie opisał swoje obecne uczucie jako prezydenta Barçy?
Szczęście. Jestem szczęśliwy będąc prezydentem FC Barcelony.
Komentarze (72)