Wiadome jest, że Víctor Valdés postanowił nie przedłużać kontraktu z Barceloną, ale nie przeszkadza mu to wcale w przeżywaniu meczów swojej drużyny, jak gdyby miał zostać w klubie do końca kariery.
Urodzony zwycięzca zezłościł się po meczu ćwierćfinałowym z PSG w Paryżu, ponieważ uważał, że drużynie zabrakło intensywności w defensywie. Barça mogła ten mecz wygrać, gdyby nie straciła bramki w końcówce spotkania.
Valdés nie ukrywał swojej ogromnej złości, zarzucając niektórym ze swoich kolegów, że nie byli tak skoncentrowani, jak wymagał tego mecz i w efekcie Barça straciła bramki. Szczególnie chodzi tu o tę zdobytą przez Matuidiego.
Bramkarz jest szczególnie wyczulony na gole, które w tym sezonie traci jego drużyna. Jest ich zbyt wiele w porównaniu do poprzednich lat. Valdés stara się zmotywować swoich partnerów, aby utrzymywali na boisku jak największe skupienie.
Wychowanek Barçy, którego wydajność w tym sezonie jest średnia, zagrał na Parc des Princes praktycznie jeden z najlepszych swoich meczów, niejednokrotnie chroniąc zespół przed utratą bramki przy bardzo dobrych sytuacjach paryżan.
Szczególnie wartościowe były jego interwencje przeciwko Zlatanowi Ibrahimoviciowi. Najpierw obronił bardzo silny strzał z rzutu wolnego, a następnie wygrał z nim w sytuacji sam na sam.
Lavezzi i Pastore również żałowali, że weszli mu w drogę, ale to Matuidi, po tym jak bez żadnego problemu otrzymał zagranie z prawej strony, popsuł wieczór Víctorowi Valdésowi.
Zmartwienie bramkarza jest tak naprawdę podzielane przez pozostałych zawodników i Tito Vilanovę, który, gdy tylko wrócił z Nowego Jorku, rozmawiał z obrońcami i prosił ich o większą uwagę.
Komentarze (90)