Nabrać wiatru w żagle

Challenger

13 kwietnia 2013, 20:23

402 komentarze

Spotkanie rewanżowe ćwierćfinału Ligi Mistrzów z Paris Saint-Germain dostarczyło człowiekowi tylu sprzecznych emocji, co upojna noc z sympatią najlepszego kumpla. Paryżanie przyjechali na Camp Nou bez presji i mieli ogromną szansę na zdobycie przepustek do półfinału. Po takim meczu uśmiechem fortuny i kalendarza jest starcie z ligowym średniakiem, które daje szansę na odzyskanie skuteczności i dobrego samopoczucia.

Perspektywa pojedynku z Realem Saragossa spełnia te kryteria niemal doskonale. „Niemal” – bo z punktu widzenia Barçy jeszcze przyjemniej byłoby rozgrywać niedzielny pojedynek na Camp Nou. Podobnie jak Real Madryt, Barcelona stawiana jest w roli faworyta każdego ligowego pojedynku, który nie jest „Klasykiem”. Tak też będzie w przypadku wyjazdu „Dumy Katalonii” do pobliskiej Aragonii.

Niedzielny rywal podopiecznych Tito Vilanovy i Jordiego Roury rozgrywa obecnie swój 58. sezon w Primera División. Założony w 1932 roku klub spędził w najwyższej klasie rozgrywkowej Hiszpanii zdecydowaną większość swojej historii. Aragończycy wywalczyli sobie przepustki do I ligi już po czterech latach istnienia. Co ciekawe, musieli czekać na debiut aż trzy długie lata – od lipca 1936 do 1.04.1939 roku w Hiszpanii trwała wojna domowa. Wszelkie rozgrywki piłkarskie były oczywiście zawieszone.

Złotym okresem w historii Realu Saragossa są lata 1961-1970. Klub tylko raz zakończył wówczas sezon w drugiej połówce tabeli, aż 8-krotnie dojeżdżał do ligowej mety w top 5. Najwspanialsze wspomnienia z tego okresu kryją oczywiście „zdobycze” w klubowych gablotach: dwa Puchary Króla (1964 i 1966), Puchar Miast Targowych 1964 (w finale wygrany bratobójczy pojedynek z Valencią) i dwa brązowe medale za finisz na trzecim miejscu w 1961 i 1965 roku. Tamten zespół prezentował się tak dobrze, że w całym kraju zyskał zasłużony przydomek Los Magníficos. Najsłynniejszym spośród „Wspaniałych” był z początku Joaquín Murillo, zdobywca 20 goli w sezonie 1960/1961. Miał nawet szansę na trofeum Pichichi, ale przegrał tę rywalizację m.in. z Puskásem i Alfredo Di Stéfano.

To, co nie udało się Murillo, osiągnął rok później Peruwiańczyk Juan Seminario. Z 25 trafieniami wyprzedził o 5 Puskása i słynnego Brazylijczyka Evaristo, zaś o 8 goli – Kocsisa. W tym miejscu wypada dodać, że jeśli komuś z Was nazwisko Juana Seminario z jakiegoś powodu kojarzy się z wycieczką do muzeum na Camp Nou – macie rację. Wychowanek Deportivo Municipal grał w stolicy Katalonii w latach 1964-1967. Pozostałymi współtwórcami największych sukcesów klubu z Saragossy byli m.in. Marcelino, Juan Manuel Villa, Canário, Eleuterio Santos i Carlos Lapetra. W tym kontekście ciekawostką jest, że najlepszy ligowy wynik klubu ze stolicy Aragonii (wicemistrzostwo) przyszedł wiele lat po tych sukcesach, w sezonie 1974/1975. Klub łącznie 6 razy zdobył Puchar Króla i 5-krotnie grał w finałach tych rozgrywek.Ostatnie znaczące wyniki Saragossy to Puchary Króla 2001 i 2004 oraz 4. miejsce w lidze na koniec sezonu 1999/2000. W latach dwutysięcznych Real Saragossa dwukrotnie spadał z Primera División, ale w obu przypadkach (2003 i 2009) po roku zapewniał sobie promocję „powrotną”. Od czasu ostatniego powrotu do elity aragoński klub odgrywa rolę typowego zespołu środka tabeli, który jest za słaby by walczyć o miejsce w pierwszej dziesiątce i jednocześnie za mocny by spaść.

Sytuacja ta może zmienić się diametralnie w obecnym sezonie, ze względu na katastrofalną w wykonaniu tego klubu rundę wiosenną. Zespół Manolo Jimeneza (u steru od 1 stycznia ubiegłego roku) najlepszy okres tego sezonu ma dawno za sobą. Najwyższe miejsca piłkarze Saragossy zanotowali jesienią, kiedy wspięli się nawet na dziewiąte miejsce po dziewiątej kolejce po zwycięstwie 2:1 u siebie z Sevillą. Tyle dziewiątek naraz musiało się bardzo nie spodobać bogom futbolu, bo od tego czasu Aragończycy systematycznie lecą w dół tabeli. Od połowy lutego rozsiedli na ostatnim „bezpiecznym”, dającym utrzymanie w Primera, miejscu w tabeli i okupują je po dziś dzień. Najgorszy moment przeżyli w styczniu (3 porażki z rzędu), ale od tego czasu regularnie dostarczają fanom obaw o przyszłość tego sezonu. Happy endu może nie być.

Szczególnie w takiej formie, jaką prezentują ostatnio podopieczni Jimeneza. Utrzymanie tej zaszczytnej pozycji Saragossa zawdzięcza przede wszystkim nieudolności sąsiadów z tabeli. Najbliższy rywal FC Barcelony podchodzi do niedzielnego meczu na fali… trwającej już 13 meczów serii bez zwycięstwa! Ostatnie 3 mecze Aragończyków to bilans bramkowy 3:8 w efekcie – kolejno – klęski 0:4 w Sewilli, remisu u siebie z Realem Madryt i porażki 2:3 w A Coruñi.

W starciu z „Królewskimi” Saragossa zagrała bez kompleksów i zrobiła bardzo dobre wrażenie, co po Celcie stanowi kolejną „przypominajkę” nie tylko dla Barcelony, ale przede wszystkim nas, fanów, że w Hiszpanii nawet drużyna z najgłębszych dołów tabeli może sprawić problemy faworytom. Z kolei szalony mecz w Galicji należał do szlagierów całej poprzedniej kolejki, a skrót tego spotkania prezentujemy poniżej, bo warto. Pomimo zdobycia bramki na 1:2, Paredes i spółka nie zdołali dowieźć prowadzenia do końca i ostatecznie pełną pulę zgarnęli gospodarze z Galicji.

Uwzględniając wszystkie rozgrywki, zespół Manolo Jimeneza ostatni raz wygrał 9 stycznia (rewanżowe zwycięstwo z Levante w 1/8 Pucharu Króla), ale szczęście Aragończyków nie trwało w tych rozgrywkach długo. Zostawili wyeliminowani przez Sevillę (0:4 w dwumeczu) już w kolejnej rundzie.

Saragossa gra w tym sezonie niemal wyłącznie systemem 4-2-3-1. Jej najgroźniejsze żądła to portugalski internacjonał Helder Postiga, Apoño oraz sprowadzony w styczniu z Granady Carlos Aranda. Na skrzydłach „straszą” (gruby to cudzysłów) Paco Montañés i wypożyczony z Colo Colo Argentyńczyk Lucas Wilchez. Relatywnie silny punkt Saragossy stanowią dwaj fizyczni gracze środka pola – 38-letni José Movilla oraz 40-krotny reprezentant Wybrzeża Kości Słoniowej, Koffi N’dri Romaric. Wszyscy oni są zdrowi i do dyspozycji trenera.

Co do ustawienia taktycznego Saragossy, jedyny wyjątek miał miejsce w pamiętnym ze względu na 3 bezpośrednie czerwone kartki (Romaric, González i Barrada) październikowym meczu na la Rosaleda z Getafe. Postiga i Aranda zaczęli wówczas obok siebie. Pech Saragossy polegał na tym, że 4-4-2 rychło zamieniło się w 4-3-2, kiedy już po 10 minutach sędzia Muniz Fernández wyrzucił za brutalny faul wspomnianego Romarica. Po godzinie gry goście z Getafe wyszli na prowadzenie dzięki trafieniu Diego Castro z rzutu karnego, a wynikająca z tej samej sytuacji druga czerwona kartka dla gospodarzy bynajmniej nie ułatwiała pogoni za wynikiem. Trzydzieści minut i jedną czerwoną kartkę później wynik się nie zmienił, a trener Manolo Jimenez nie próbował już więcej tego systemu.

Jeśli tylko Blaugrana zagra na swoim optymalnym poziomie, to w niedzielnym meczu Aragończycy spiszą się zgodnie z przedmeczowymi oczekiwaniami – zarówno pod kątem taktyki, jak i wyniku.

Ostatnie pojedynki:

17.11.2012 FC Barcelona 3:1 Real Saragossa
07.04.2012 Real Saragossa 1:4 FC Barcelona
19.11.2011 FC Barcelona 4:0 Real Saragossa
05.03.2011 FC Barcelona 1:0 Real Saragossa
23.10.2010 Real Saragossa 0:2 FC Barcelona

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (402)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze