Kataloński Sport przeprowadził wywiad z Thiago Alcântarą, w którym młody pomocnik wypowiedział się m.in. na temat swojej historii, stylu gry, a także spraw związanych z FC Barceloną.
Co zostało z Thiago, który grał na plażach w Barra da Tijuca?
To są moje korzenie. To miejsce, do którego jesteśmy najbardziej przyzwyczajeni, którym najbardziej się cieszymy. Rio to miasto, gdzie ludzie są bardzo weseli. Ze względu na klimat, ze względu na styl bycia. Sprawia, że wszystko jest trochę bardziej radosne.
Jakie masz wspomnienia z piłki plażowej?
Piłka to sport, który gra się na plaży przez cały rok, bo w Brazylii każdy miesiąc jest ciepły. To sport, w który wprowadzasz się powoli. Im jesteś starszy, tym masz więcej doświadczenia. Z czasem zaczynasz grać z chłopakami w twoim wieku, aż do momentu, kiedy możesz się zmierzyć ze starszymi od siebie.
Zawsze w wakacje?
Tak. Każdego lata. Wyjazd do Brazylii był zasadniczy w kontekście tego, jakim jestem dzisiaj piłkarzem i osobą. Możliwość grania w futsal, gdzie musisz być dobrym technicznie i szybkim, ma duże znaczenie. To zmieniło bardzo mój sposób postrzegania futbolu.
Przez ile czasu udało ci się nie dotykać piłki?
Myślę, że każdego dnia mojego życia miałem piłkę lub coś okrągłego przy nodze. Nie ma takiego najdłuższego czasu bez piłki. Każdego dnia mam ją przy nodze. Każdego dnia mogę grać w zwykłych adidasach. Piłka nożna zawsze jest obecna w moim życiu.
Twoja mama mówiła, że używałeś butów jako słupków, aby grać...
Ja zawsze chodziłem oglądać treningi mojego ojca, kiedy mogłem ominąć lekcje. I wszystko, co robiłem w domu było jakby małą repliką tego, co widziałem. Ustawiałem krzesła, buty, nieraz tłukłem wazony... Dzięki temu, że tata zabierał mnie na treningi, mogłem się bawić w domu, a potem dało mi to dużą wyobraźnię.
Jaki wpływ miało na ciebie życie na walizkach ze względu na pracę ojca
Cóż, to ma dobre i złe strony. Częsta zmiana miejsca zamieszkania nie jest też dobra, bo ostatecznie dziecko chce grać ze swoimi przyjaciółmi, zawsze z tymi samymi osobami. Tylko z tego powodu żałuję tych przeprowadzek. Dobre aspekty są takie, że poznajesz świat, ludzi, musisz stać się ważny dla samego siebie. Przede wszystkim i co najważniejsze, obserwujesz różne kultury, różny futbol. Jest wiele sposobów na grę. Przede wszystkim wyjazdy pozwoliły mi poznać niektóre języki. Poznać ludzi z różnych stron.
Ile języków znasz?
Portugalski, hiszpański, angielski, kataloński i galisyjski.
A włoski, język kraju, w którym się urodziłeś?
Nie, wyjechaliśmy stamtąd, gdy miałem półtora roku.
Jest takie nagranie, gdzie pytają cię co cię odróżnia od ojca, a ty odpowiadasz z galisyjskim akcentem: „Ja strzelam dużo bramek"...
(śmiech) Myślę, że w dzieciństwie każdy piłkarz zdobył sto bramek. Młodzi chłopcy nie mają określonej pozycji. Grasz tylko dla zabawy i każdy podąża za piłką. Ten, który jest w najlepszej pozycji, kopie piłkę i strzela bramki (śmiech).
Twój ojciec się tobą chwalił?
Nieee. Myślę, że mój tata był dumny widząc, że idę w jego ślady. Widział, że jego synowie lubią piłkę nożną. Ale nie chodziło o przechwalanie się. Po prostu widział, że to nam się podoba i namawiał nas, byśmy dalej grali.
Miałeś wtedy tupet, by wyjść na przerwę i grać w piłkę?
Nie. Każda osoba inaczej postrzega futbol. Jednym podoba się ten zawodnik, innym tamten. Są ludzie, którzy - cholera! - lubią odbierać piłkę i ci, którzy wolą podawać. Ja od małego widziałem futbol dla siebie, który był mój. Czułem, że piłka nożna jest moja. I od tamtej pory starałem się trwać w tym wyobrażeniu.
Dla Xaviego najlepszym momentem dnia jest, gdy przyjeżdża na trening. Dla Messiego - sjesta. A dla ciebie?
Człowieku, móc budzić się każdego dnia i przyjeżdżać tu szczęśliwy, że robię to, co uwielbiam... to coś bardzo dobrego, ale dla mnie cały dzień jest dobry. Muszę być wdzięczny życiu, że pozwoliło mi wybrać zawód, który zawsze chciałem wykonywać.
Teraz cieszysz się grą w Barcelonie, gdzie jesteś wielką nadzieją, ale miałeś kilka nierównych występów... Nigdy nie wątpisz?
Nie. Ja zawsze miałem całkowitą wiarę w siebie samego i w moich kolegów. A oni zawsze okazywali mi swoje zaufanie do mnie. Myślę, że piłka nożna się zmienia. Futbol daje ci możliwość każdego tygodnia, by móc poprawić błędy z poprzedniego meczu. Za kilka dni już się nie będzie mówić o spotkaniu z Saragossą. Będzie się mówić o meczu z Levante. Ja uważam, że piłka nożna nie jest przeszłością; ludzie zawsze szukają czegoś nowego i to, co się zrobiło do tej pory nie ma dużego oddźwięku.
Czujesz, że przypatrują ci się przez lupę?
Nie, ale podoba mi się, że ludzie wymagają ode mnie zarówno w obszarze zawodowym, jak i osobistym. Ja czuję moją piłkę, mam jasno określony styl gry i to, o co mnie proszą, więc jestem bardzo spokojny.
Jak oceniasz swoją rolę w drużynie?
Widzę siebie jako kolejnego zawodnika w kadrze Barçy. Piłkarza, który w chwili, gdy będzie miał zagrać od początku, będzie do tego gotowy. A kiedy będzie miał usiąść na ławce, będzie gotowy, by wejść na kilka minut, jeśli dostanie szansę. Jestem gotowy, by robić to, co jest najlepsze dla zespołu.
Odkąd doszedłeś do pierwszej drużyny, mówi się, że Thiago powinien zmienić swoją grę. Przeszkadza ci to?
Ale dlaczego mam zmieniać? Co powinienem zmienić? Chcecie mnie przekonać, że mam się zmienić?
Nie... to jest bardziej związane z niecierpliwością kibiców czy też wymaganiami Camp Nou.
Cóż, ja też byłem cierpliwy, aby grać we wszystkich kategoriach i dotrzeć do pierwszej drużyny z moim stylem gry. Wszyscy mamy cierpliwość. A ten styl gry, co powtarzam zawsze, doprowadził mnie do tego miejsca.
Faktem jest, że jesteś teraz bardziej dojrzałym Thiago. Wcześniej twoim pierwszym ruchem, gdy dostawałeś piłkę, było zatrzymanie jej przy podłożu, teraz trochę szybciej nią operujesz...
Zatrzymanie piłki to jest piłkarski ruch. Sposób na przyjęcie. Wiele razy starasz się przyjąć wewnętrzną częścią stopy, a piłka ucieka. Przyciskając ją do podłoża, masz gwarancję, że piłka zostanie na miejscu. Mogłem opanować piłkę i posłać ją tam, gdzie chciałem. To bardzo pomocny środek. Prawda, że trochę hamuje to grę, bo piłka nie idzie tak szybko, ale to tylko metoda przyjęcia, nic więcej.
W zeszłym tygodniu twój ojciec powiedział, że musisz więcej grać, aby pojechać na Mundial. Jesteś na dobrej drodze?
Cóż, ja teraz gram, aby pomóc drużynie. Teraz to jest mój priorytet.
I nic więcej?
Nic więcej.
A twój plan na następny sezon?
Mam kontrakt do 2015 roku i idę mecz po meczu. Jestem tu bardzo szczęśliwy.
Odnoszę wrażenie, że ty zawsze byłeś spokojniejszy niż twoje środowisko...
Cóż, moje środowisko jest super spokojne. Myślę, że wiele razy wyciąga się rożne słowa z kontekstu. Ale wszyscy jesteśmy spokojni i mamy jasno określone to, co chcemy robić.
Tryumfować w Barcelonie?
Tak.
Nie ma innych rzeczy, które chodzą ci po głowie?
Nie. Nie ma innych rzeczy.
Jak wpłynęła decyzja Valdésa na drużynę?
Na początku był to szok dla wszystkich. Dla wszystkich osób, które są związane z Barçą.
Nic wam nie powiedział?
Cóż... ja uważam, że rzeczy, o których mówi się w szatni, powinny zostać w szatni. Ale to zawodnik historyczny i to dotknęło wszystkich, zarówno kibiców, jak i nas, którzy jesteśmy z nim każdego dnia. Bardzo dotknęło.
Mówi się, że w tym sezonie Barça gra bardziej dynamicznie.
Człowieku, drużyna potrzebuje bardzo szybkich zawodników i uważam, że mamy takich z przodu. Alexis, Tello, Pedro... wszyscy! A potem są jeszcze boczni obrońcy, którzy też są bardzo szybcy. Kiedy się włączają, gra staje się jeszcze bardziej dynamiczna.
Jak wygląda Tito po powrocie z Nowego Jorku?
Bardzo dobrze. Zobaczymy, czy się poprawi. Ale leczenie poszło dobrze i jego powrót był wielką radością. Wrócił z wielką siłą i wszystkich nas zaskoczył. Ma dużo chęci. To wielka radość dla wszystkich.
Kiedy Messi mówi coś w szatni, zapada cisza?
Wszyscy szanują głos któregokolwiek z kolegów. To zawodnik, który zdobył szacunek na całym świecie. Piłkarz z czteroma Złotymi Piłkami i to nie jest kwestia milczenia, gdy on mówi. Po prostu słucha się zawodnika, który osiągnął wiele i który może pomóc ci się rozwinąć.
Komentarze (31)