FC Barcelona wygrała 2:1 na Vicente Calderón z Atlético Madryt i zachowała szansę na sto punktów w Primera Divisón. Podopieczni Tito Vialnovy oba gole strzelili grając w dziesiątkę, bowiem w drugiej połowie gry nie był w stanie kontynuować Leo Messi.
W pierwszej połowie nie działo się w zasadzie nic ciekawego. Barça prowadziła grę, ale wszystko "jako tako" układało się tylko do pola karnego Atlético. Im bliżej było bramki Courtoisa, tym gorzej świeżo upieczonym mistrzom Hiszpanii przychodziło wymyślenie czegoś kreatywnego. Dużo było niedokładności i strat po obu stronach, co powodowało, że oglądaliśmy niezbyt ciekawy mecz. Brakowało też ostatniego podania, które celnym strzałem mógły wykończyć któryś z napastników. Jedyną naprawdę godną odnotowania sytuacją był firmowy strzał Tello prawą nogą w samej końcówce pierwszej części gry, po którym piłka minimalnie minęła słupek bramki Atlético.
Po przerwie działo się zdecydowanie więcej, choć nie można powiedzieć, że obie drużyny rozgrywały imponujący mecz. W 52. minucie prowadzenie Atlético dał Falcao, który celnym strzałem zakończył kontratak, sprokurowany złym podaniem Bartry. Stracona bramka nie zmieniła obrazu gry aż do momentu zejścia Leo Messiego w 68. minucie. Argentyńczyk nie był w stanie kontynuować gry, a ponieważ Vilanova wykorzystał wcześniej wszystkie zmiany, Barça zmuszona była radzić sobie w dziesiątkę.
I o dziwo, w osłabieniu zagrała lepiej. W 72. minucie dwójkową akcję Fàbregas - Alexis wykończył Chilijczyk, dając tym samym Barcelonie remis. Osiem minut później Katalończycy wyprowadzili szybszy atak, Tello pociągnął do linii końcowej, oddał piłkę Villi, którego nieczysty strzał nieudolnie próbował zablokować Gabi, trafiając do własnej bramki. Barça wyszła na prowadzenie, którego mimo kilku prób gospodarzy nie oddała już do końca meczu.
Oprócz Messiego, meczu nie dokończył również Dani Alves, który miał problemy z plecami. Brazylijczyk został zmieniony już w pierwszej połowie ze względów ostrożności. Co ciekawe, drużyna prezentowała się lepiej po zejściu Messiego, co wyraźnie pokazuje, że Argentyńczyk wciąż nie jest w pełni sił. Świeżo upieczony mistrz Hiszpanii wygrał kolejny ligowy mecz, a jak wiadomo zwycięzców się nie sądzi. Przynajmniej nie dziś i nie jutro, gdy ulicami Barcelony przejedzie mistrzowska kawalkada.
Komentarze (1712)