4:1 z Málagą na koniec "Ligi Rekordu"

Challenger

2 czerwca 2013, 01:47

902 komentarze

FC Barcelona

FCB

Herb FC Barcelona

4:1

Herb FC Barcelona

Málaga CF

MGA

  • David Villa 4'
  • Cesc Fabregas 14'
  • Martin Montoya 16'
  • Andrés Iniesta 52'
  • 56' Pedro Morales 

Trafienia Villi, Fàbregasa, Montoi i Iniesty zapewniły Barcelonie zdecydowane zwycięstwo na koniec ligowego sezonu. Dominująca przez większość drugiej połowy ekipa gości zdołała udokumentować świetną momentami grę tylko jednym trafieniem. Najważniejsza wiadomość dnia dotyczy oczywiście gospodarzy: 100 punktów "pękło"!

Jeśli ktoś z nadmiaru emocji w ostatnich dniach, nie spodziewał się po dzisiejszym meczu niczego szczególnego, to mocno się zdziwił widząc skład, jaki Tito Vilanova desygnował do gry. Pinto w bramce! Nieobecność na boisku Víctora Valdésa w kontekście jego niepewnej przyszłości w klubie można było odebrać z ogromnym zaskoczeniem.

Takie samo zaskoczenie mogło towarzyszyć oglądaniu Barçy w minutach otwierających mecz. W porównaniu do nieciekawego, sennego obrazu gry z Atlético, Valladolid, Espanyolem i długich fragmentów pojedynku z Betisem - od pierwszego gwizdka sędziego Ayzy Gámeza w grze Blaugrany "się działo".

Gospodarze zaczęli z animuszem, pewnie zainstalowali się na połowie Málagi i objęli prowadzenie... już po trzech minutach gry. Fenomenalna prostopadła piłka od Iniesty przefrunęła nad głowami całej linii obrony Andaluzyjczyków. Przytomnie przyjął ją Pedro, schodząc do boku pola karnego i tyleż precyzyjnie, co altruistycznie, podał wszerz "szesnastki" do Davida Villi. Asturyjczyk miał przed sobą pustą bramkę i skierował ją tak, że wpadła do siatki ponad nogami desperacko interweniującego obrońcy. 1:0 dla Barcelony!

Błyskawiczne otwarcie wyniku zupełnie rozbiło podopiecznych trenera Pellegriniego. Málaga oddała inicjatywę i piłkę Barcelonie. A to nigdy nie jest dobry pomysł. Mijała 10. minuta po bramce "El Guaje" gdy w pole karne Málagi wtargnął z lewej flanki Cesc Fàbregas. Przemknął obok Diego Lugano, zagrał "klepkę" z Iniestą, minął Welligtona i uderzył nie do obrony na bramkę gości. Bezradny Caballero i Barça podwoiła prowadzenie.

Defensywa Málagi była tego dnia bardzo dziurawa, a na kolejny dowód nie trzeba było długo czekać. Po szybko rozegranym rzucie rożnym przez Barcelonę goście nie nadążyli za piłką, która znalazła się przy przeciwległym rogu pola karnego pod nogami Martína Montoi. Zastępujący tego dnia Alvesa wychowanek "Dumy Katalonii" przymierzył i precyzyjnie uderzył z ok. 20 metrów tuż przy słupku. Jeśli ktoś włączył transmisję z 16-minutowym opóźnieniem, to miał czego żałować.

Pierwsze trzy strzały w meczu i było 3:0... FC Barcelona spuściła potem z tonu i do przerwy praktycznie nie zagroziła już bramce strzeżonej przez Wilfredo Caballero. Jedyna godna odnotowania sytacja to strzał Gerarda Piqué z 6 metrów w 39. minucie. Niecelny. Po trafieniu Montoi Málaga odzyskała kontenans na zasadzie "gorzej już nie będzie". Los Boquerones coraz częściej gościli na połowie Barcelony i było z tego znacznie więcej efektów. Po dwudziestu minutach gry Roque Santa Cruz nie trafił w światło bramki po główce z bliskiej odległości (dośrodkowywał z rożnego Joaquin), a uderzenie Julio Baptisty (29') zostało zablokowane przez Piqué. Efektowna akcja Málagi była najlepszą okazją na zmniejszenie dystansu przed przerwą. Ostatni kwadrans pierwszej odsłony upłynął obu drużynom na wzajemnym "obszczekiwaniu się", z którego niewiele wynikało. Barcelona miała pewne prowadzenie, więc czekała aż mecz dobiegnie końca, a zrezygnowana Málaga... spoglądała na wynik i czekała, aż mecz się skończy. Jeden spalony Davida Villi i kilka rzutów rożnych później arbiter wysłał obie drużyny na przerwę.

Druga połowa zaczęła się od żywszej gry gości. Atakowali Isco, Baptista i Joaquin, ale bez powodzenia. Nawet gdy w przypadku próby tego ostatniego bezsilny był Pinto - piłkę z linii bramkowej wybił Gerard Piqué. Zapędy Málagi zostały wnet skarcone przez Xaviego i Iniestę. Pierwszy asystował, drugi egzekwował i Caballero po raz czwarty tego wieczora musiał sięgać po piłkę do sieci. Paradoksalnie, po czwartym golu gospodarzy, goście zaczęli grać jak króliczki Duracell na nowych bateriach. Częściej i częściej zapędzali się pod pole karne Blaugrany i regularnie niepokoili bramkę Pinto strzałami: Morales w 53. (dobra interwencja portero Barçy), Isco w 54., Morales w 64. czy Nacho Camacho w 73. Przy takim bombardowaniu nie da się zachować 100-procentowej skuteczności, więc i Pinto wreszcie skapitulował. Po asyście od Jesúsa Gámeza cudownym uderzeniem popisał się Pedro Morales i na pół godziny przed końcem zrobiło się 4:1.

Wydarzenia pod bramką Caballero przyspieszyły na nowo gdy w 78. minucie Villa ustąpił na murawie miejsca Alexisowi Sánchezowi. Chilijczyk wyglądał jakby wciąż gnał po autostradzie swoim kilkusetkonnym wozem, bo rywali mijał jak slalomowe tyczki. Pomimo krótkiego występu zdecydowanie zasłużył na swoje trafienie, ale nie udało się. W kolejnym sezonie. Ostatnimi występami może być o to spokojny, zresztą deklaracja klubu w tej sprawie była jasna.

Nim sędzia dmuchnął w gwizdek po raz ostatni, po drugiej stronie boiska miał jeszcze okazję do wykazania się José Manuel Pinto. Dwie świetne interwencje w 80. minucie po strzałach Julio Baptisty wywołały burzę oklasków na trybunach Camp Nou.

Nie była ona ani pierwsza, ani najgłośniejsza. Ten dzień należał do Érica Abidala, dla którego kwadrans z Málagą był ostatnim występem w bordowo-granatowych barwach. Za nikim nie będziemy tęsknić tak ja za "Królem Erikiem". Nawet ta konfitura 100 punktów, za którą Barcelona goniła przecież całą wiosnę - ma kwaśny, ani trochę słodki, smak.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (902)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze