Cesc Fàbregas nie ma wątpliwości: reprezentacja wciąż cierpi na głód zwycięstwa. Pomocnik Barcelony w rozmowie z Marcą wypowiedział się na temat reprezentacji, swojej gry, Barçy i Neymara. Mówił również o tym, co dało mu bycie u boku Abidala i Tito w tym sezonie oraz jak wyglądać będzie jego przyszłość.
Pytanie: Karny we Włoszech w 2008 roku, asysta w 2010, karny z Portugalią w 2012. Nadchodzi kolejna faza finałowa. Ma pan już gotowy strój superbohatera?
Odpowiedź: Nie, superbohatera nie. To rozgrywki, które wydają się mieć mniejsze znaczenia, ale dla nas są bardzo ważne. Czuję się bardzo dumny i identyfikuję się z tym, czego dokonaliśmy, ale trzeba iść naprzód. Ta drużyna nigdy się nie zadowala tym, co ma. Chcemy wygrać Puchar Konfederacji. To pokolenie zasługuje na wszystkie tytuły.
Co robicie, by głód zwycięstw nie zanikał?
Jest na odwrót. Im więcej wygrywasz, tym więcej chcesz, tym cele stają się bliższe. Mamy tę przewagę, że wiemy, jak ciężko się wygrywa, co to znaczy zwyciężać. Drużyna jest gotowa, by iść do przodu.
Mimo wszystko nie wydaje się, żeby Cesc był bezdyskusyjnym podstawowym zawodnikiem reprezentacji.
Ja jestem bardzo zadowolony. Podczas ostatnich mistrzostw Europy grałem praktycznie w każdym meczu. Wydawało się, że nikt na mnie nie liczy i zacząłem grać. Potem były debaty nad „dziewiątką" i wielu z was chciało mnie usunąć. Udało wam się to [śmiech]... Myślę, że dobrze wyglądałem w meczach, w których grałem. Podczas EURO czułem się bardzo ważnym zawodnikiem.
Powiedział pan kiedyś, że gdy pan gra na „dziewiątce", to nie jest „fałszywa dziewiątka".
Nie, nie. Powiedziałem, że staram się, nie że tak jest. Ja mam swoją opinię, gdzie jestem bardziej pożyteczny.
Jaka jest ta opinia?
Bez znaczenia, najważniejsze jest, by grać.
Co dla pana znaczy Brazylia?
To kraj, z którego pochodzi wielu istotnych dla historii futbolu piłkarzy. Pamiętam, że kiedy byłem mały, przywieźli mi z Nowego Jorku koszulkę Ronaldo.
Jakiś brazylijski idol?
Rivaldo. Był świetny.
A Maracaná?
To jeden z mitycznych stadionów, na których chcesz kiedyś zagrać.
Na tym historycznym obiekcie Hiszpania może być faworytem?
Nigdy nie potrafiłem rozróżnić, czy jesteś faworytem czy nie. W rozgrywkach może się wydarzyć mnóstwo rzeczy, szczegółów, które to wszystko zmieniają. Musimy wziąć na siebie rolę, jaką nam dadzą. Wszystko się okaże na boisku.
Ale jasne jest, że to słowo nie jest dodatkowym obciążeniem dla Hiszpanii.
Bo my nigdy tak na to nie patrzymy. To słowo, które lubi prasa i tyle. Ono nic nie znaczy. Jeśli nie grasz dobrze, na nic się to zda. A czasem nie grasz dobrze, a to wystarcza. Tutaj wygrywa tylko jeden.
Hiszpania wciąż cieszy się grą, po wygraniu tylu tytułów?
Bardzo, inną sprawą jest, że sprawiamy radość ludziom, ale grając, jako piłkarz, cieszymy się tym niezmiernie. W Hiszpanii powstała ta istota posiadania piłki, dbania o nią...
W jakich sytuacjach odbija się to na was niekorzystnie?
Kiedy atakujemy, jest strata i idzie kontra. Wtedy cierpimy, bo nie jesteśmy zawodnikami, którzy lubią biegać z powrotem. Ja w Arsenalu grałem bardziej jak Real, niż jak Barça i też się cieszyłem. Lubię obie formuły i to bogactwo, że mamy je obie w reprezentacji.
Bez Xabiego jesteście bardziej drużyną, która biega w tę i we w tę?
Jeśli grasz z Xabim, Busquetsem i Xavim możesz być mniej wertykalny, ale masz tę przewagę, że masz zapewnione posiadanie piłki i równowagę w drużynie.
Przeżywa pan szczególny okres, jeśli chodzi o dojrzałość?
Uważam, że to był bardzo dobry sezon dla mnie. Grałem wiele minut, wiele meczów. Brałem udział w dziesięciu spotkaniach reprezentacji w tym sezonie.
Czy od Cesca wymaga się więcej niż od innych?
Nie sądzę.
A nie zauważa pan czasem braku sympatii?
Nie zauważyłem tego. Może nie byłem tak bliski prasy jak wtedy, gdy grałem w Arsenalu, ale nic poza tym.
W tym tak dobrym roku został pan też ojcem.
To bez wątpienia najlepsze doświadczenie w moim życiu.
Mówiąc o doświadczeniach. Co panu dało dzielenie szatni z Abidalem?
Był świetny. Wielki smutek ze względu na to, co się stało, a potem niesamowita radość z ponownego spotkania, z jego wyjścia ze szpitala, powrotu do drużyny, do gry... To była lekcja tego, co to znaczy czegoś chcieć, mieć siłę, aby przeskoczyć wszystkie przeszkody, jakie kładzie ci życie.
W czym to panu pomogło na poziomie osobistym?
W docenieniu rzeczy takich, jakie są. Czasami złościmy się z byle powodu. Ja prawie zawsze wkurzam się po treningach, prawie nigdy nie wracam zadowolony. Patrzysz na to i to dobrze, że od siebie wymagasz, ale powinieneś doceniać to, co masz. Abidal przeszedł wiele bardzo złych dni i udało mu się wyjść z tunelu. Zobaczyć go ponownie to było wyzwolenie, po pierwsze dla niego i jego rodziny, ale również dla nas.
Tito, Éric... dużo musiała przejść ta drużyna.
Ta szatnia jest wspaniała. Ja to przeżyłem na własnej skórze. Niesamowita jest siła mentalna zespołu, który wygrał już wszystko. Odszedł najlepszy trener w historii, przyszedł szkoleniowiec, który nigdy nie był pierwszym trenerem i zachorował, sprawa Abidala... Nie widziałem czegoś podobnego.
Jak długo Barça będzie jeszcze górować?
Długo. Mamy wciąż wielką jakość, dobrych zawodników. Podstawy są, wciąż mamy najlepszego piłkarza, dochodzą młodzi, liderzy jak Xavi czy Puyol są wciąż z nami i wydaje się, że się nie starzeją.
Mecze z Bayernem to była lekcja, ostrzeżenie, zmiana?
W piłce wygrywa tylko jeden. Trzeba być gotowym i zjednoczonym w takich sytuacjach. Podejmowanie decyzji na gorąco to najgorsze, co może się przytrafić. Trzeba przeanalizować rzeczy, wiedzieć, że Bayern z nami wygrał i to w dobrym stylu, że nie zagraliśmy na dobrym poziomie i potem dopiero podejmować decyzje. Nie sądzę, by drogą do dalszych zwycięstw było myślenie, że przez to, co się stało z Bayernem już nic się nie liczy i jesteśmy beznadziejni.
Pierwszy do drużyny dołączył Neymar.
Na poziomie medialnym jest to boom. Ja widziałem go tylko dwa razy jak grał, w finale KMŚ z nami i w finale Igrzysk Olimpijskich. To, co widziałem na Youtube wydaje mi się super. Tak naprawdę, kiedy w Brazylii grają mecze, to ja śpię [śmiech].
Wielu ludzi wątpi, że będzie mógł współgrać z Messim na boisku i poza nim.
To dwaj świetni zawodnicy. Leo był najlepszy przez te wszystkie lata i będzie chciał nadal taki być. Neymar również będzie chciał być najlepszy, jak wszyscy. Najważniejsze to wiedzieć, że liderem drużyny jest Messi i wszyscy, którzy go otaczamy musimy mu pomagać, aby drużyna była konkurencyjna. Leo zawsze zdobywał wszelkie tytuły i nadal tak będzie.
Uważa pan, tak jak Piqué, że za Mourinho bardziej będą tęsknić dziennikarze niż zawodnicy?
Nie wiem. Nie wiem, jaka jest relacja między prasą z Madrytu i Mourinho. Wiem, że jest świetnym trenerem, udowadniał to w wielu drużynach. Cykle się kończą, tak jak to było z Pepem. Teraz zobaczymy, jak mu pójdzie.
Jego zachowanie wpłynęło na relacje w reprezentacji?
Być może był okres, kiedy relacje były napięte, ale teraz wszystko jest bardziej uporządkowane.
Jeśli szatnia Barçy jest wspaniała, to jaka jest szatnia kadry?
Bardzo dobra. Oczywiście, nie masz takiej styczności, jak z kolegami z klubu i te relacje są inne. Jak mam źle żyć z Sergio? Znam go odkąd miał 17 lat, dzieliliśmy pokój w reprezentacji U-21, biliśmy się poduszkami... Mam tutaj wielu przyjaciół.
Valdés czy Casillas? Jest wątpliwość.
Ona zawsze była, nie co do miejsca w reprezentacji, bo ono zawsze należało do Ikera, ale co do tego, kto jest lepszy. To debaty dla prasy, tak jak te o Messim i Cristiano, czy teraz o Leo i Neymarze.
Nie ma dnia, żeby nie pojawiała się wiadomość o tym, że odejdzie pan z Barçy.
Zawsze mówiłem, że jestem zadowolony w Barcelonie. Ten, kto mówi, że odchodzę, nie zna mnie i nigdy ze mną nie rozmawiał. Ani też z moim agentem, bo on wie, że nie chcę, by rozmawiał z ludźmi o mnie. Ja jestem bardzo skryty i nawet z rodziną o tym nie dyskutuję. Jeśli ktoś mówi coś o tym, że nie chcę grać w Barcelonie, to jest to kompletny absurd.
Komentarze (47)