Jak podaje dzisiejszy SPORT Florentino Pérez w dalszym ciągu nie może pogodzić się z porażką, jaką poniósł przy transferze Neymara. Brazylijczyk miał być dogadany z madryckim klubem już latem 2011 roku, ale ostatecznie „uciekł” do stolicy Katalonii, co jest faktem trudnym do zaakceptowania przez sternika stołecznego klubu.
Pomimo dopięcia transferu Garetha Bale’a, o którym mówi się w środowisku piłkarskim, że ma być odpowiedzią na kupno Brazylijczyka przez Barcelonę, Pérez ma nie zaprzestawać w działaniach przeciwko Blaugranie. Hiszpański dziennik pisze, że próbuje przekonać grupę DIS(która miała 40% praw do zawodnika), by pozwała trzy strony zaangażowane w transfer: Santos, jako sprzedawcę, Barcelonę, jako kupującego i Neymara, który był aktywem tej transakcji.
Od ponad dwóch miesięcy DIS grozi pozwem, ponieważ wg ich rozumienia poza kwotą 17,1 miliona euro (z których 40% przypadło im) Santos i Barça szukali alternatywnych sposobów na opłacenie transferu piłkarza. Miałaby to być organizacja dwóch meczów towarzyskich (Puchar Gampera, który już się odbył i jeden w Brazylii latem 2014 lub 2015) oraz prawo pierwokupu trzech młodych, obiecujących piłkarzy Santosu: Víctor Andrade, Giva i Gabivol, za których zapłacili 7,9 miliona euro. To jest wizja DIS i Madrytu.
Z punktu widzenia Barcelony scenariusz wygląda nieco inaczej. Dobra atmosfera, jaka powstała między katalońskim klubem i Santosem w trakcie negocjacji transferu Neymara zaowocowała uzgodnieniem dodatkowych porozumień, które nie miały nic wspólnego z kupnem młodego Brazylijczyka.
W maju br. Florentino dowiedział się zarówno od agenta piłkarza Wagnera Ribeiro, jak i ojca Neymara, że piłkarz nie zamierza przejść do Realu. Mimo tego Florentino nie wycofał się chcąc „storpedować” całą operację podwyższając jej wartość. W tym celu miał użyć zarówno agenta Neymara, jak i grupy DIS. Badał także opcję samego Santosu, ale zauważył, że nie chcieli grać na jego zasadach.
Wagner Ribeiro miał zachęcić DIS obietnicą dużej premii, jeżeli wywindowaliby cenę do 40 milionów euro. To jest detal, który grupa pomijała w wielu wywiadach, jakie udzielała katalońskim mediom. Jeżeli DIS wspomagał Real, to z powodów czysto ekonomicznych. Grupa jest firmą, która ma osiągać zyski z wcześniej kupionych piłkarzy. W tym przypadku transfer Neymara do Realu gwarantował większą kwotę odstępnego ponieważ oferowali więcej niż 17,1 miliona euro, które zapłaciła Barcelona.
Kataloński klub miał inne podejście do całej transakcji. W 2011 roku Sandro Rosell skontaktował się z Luisem Álvaro Oliveirą, aby poprosić o zgodę na negocjowanie z zawodnikiem, podczas gdy Madryt szedł na skróty chcąc zapłacić klauzulę odstępnego w wysokości 45 milionów euro. Latem tego roku, gdy doszło do finalizacji transakcji Barcelona negocjowała jedynie z Santosem i miała nie kontaktować się z inwestorami posiadającymi prawa do piłkarza DIS (40%) i TEISA (5%). To miało bardzo wzburzyć tych pierwszych i w efekcie doprowadzić do chęci zemsty.
Komentarze (168)