Podsumowanie La Liga: 11. i 12. kolejka

n00stress, Eoren

4 listopada 2013, 23:58

533 komentarze

Siedem dni i aż trzy kolejki ligowe. Takie tempo wytrzymują tylko najlepsze drużyny, które na koniec będą walczyć o najwyższe pozycje. Ostatni tydzień dał nam chyba ostatecznie odpowiedź, że Primera División to nie tylko Barcelona i Real Madryt. Atlético nie zamierza odpuszczać i ma wszystko, żeby zagrozić madrycko-barcelońskiemu duopolowi. Ernesto Valverde po spotkaniu na Vicente Calderón po raz pierwszy przyznał: „różnica między wielką trójką, a resztą jest bardzo duża". No właśnie - „wielką trójką"...

Ostatnie dwie kolejki przyniosły nam wiele kapitalnych spotkań i kilka zaskakujących rezultatów. W Madrycie w końcu „odpalił" Gareth Bale, który nie tylko strzela bramki, ale również asystuje. W Barcelonie czaruje nie Leo Messi, a Neymar. Brazylijczyk po derbach na Camp Nou został nazwany magikiem. W Atlético króluje duet David Villa - Diego Costa. Szczególne pochwały zbiera ten ostatni, który już wkrótce zadebiutuje w reprezentacji Hiszpanii. W Valencii posadę Miroslava Djukicia uratował Dorlan Pabón, a dotychczasowa czerwona latarnia ligi - Almería, odniosła drugie zwycięstwo z rzędu, dzięki bramce Rodriego strzelonej ręką, którą uznał... nasz ulubieniec, Muñiz Fernández.

Derby Andaluzji dla Málagi

W derbach Andaluzji spotkały się dwie drużyny, które w tym sezonie przede wszystkim zawodzą. Betis w pierwszych dziesięciu kolejkach wygrał zaledwie dwa razy i aż sześć razy przegrał. W drużynie Pepe Mela widoczny jest brak Rubena Castro, który prawdopodobnie wróci dopiero na pojedynek z Sevillą 24 listopada. Słabo gra również Joan Verdu. Pozyskany z Espanyolu pomocnik miał być następcą Benata, który odszedł do Athletiku, ale Katalończyk nie może złapać formy. Niewiele lepiej w Primera División radzi sobie Málaga. Ekipa Boquerones w dziesięciu kolejkach również wygrała zaledwie dwa razy i pięć razy przegrała. Trzeba jednak pamiętać, że to podopieczni Bernda Schustera mieli trudniejszy terminarz.

W 11. kolejce oba zespoły po raz kolejny zawiodły. Betis zremisował na własnym stadionie bezbramkowo z Levante, a Jorge Molina nie wykorzystał rzutu karnego. Takim samym rezultatem zakończył się pojedynek Málagi z Espanyolem na Cornellà-El Prat.

Powołania na mecz z Betisem od Bernda Schustera tym razem nie dostał Bartek Pawłowski, który nie znalazł się nawet na ławce rezerwowych. W zespole Verdiblancos od pierwszej minuty zagrał Damien Perquis. Niestety na początku drugiej połowy obrońca zderzył się z Olingą i stracił przytomność. Reprezentant Polski został odwieziony do szpitala, gdzie stwierdzono podwójne złamanie szczęki, co oznacza minimum cztery tygodnie przerwy. Po meczu ładnie zachował się sam Olinga, który razem z Pawłowskim i Casado, odwiedził polskiego obrońcę.

Same derby Andaluzji nie zawiodły i od początku były kapitalnym widowiskiem. Goście dwukrotnie doprowadzali do wyrównania, a zwycięstwo Máladze dopiero w doliczonym czasie gry zapewnił rezerwowy Samuel. Strzelanie już w 13. minucie rozpoczął Roque Santa Cruz, który wykończył kontrę gospodarzy. W 33. minucie w końcu przebudził się Joan Verdu. Katalończyk kapitalnie przymierzył z rzutu wolnego.

W drugiej połowie oglądaliśmy równie emocjonujące spotkanie. Po godzinie gry Málaga przeprowadziła kolejną piękną akcję, po której bramkarza Betisu pokonał Portugalczyk Eliseu. Radość gospodarzy trwała bardzo krótko, ponieważ 120 sekund później pięknie z rzutu wolnego dośrodkował Juan Carlos, a wyrównał Jordi Figueras. Wynik w pięknych derbach Andaluzji ustalił rezerwowy napastnik Málagi, Samuel, dla którego było to pierwsze trafienie w Primera División.

W spotkaniu dwóch drużyn, które miały się przełamać, wygrała Málaga. Drużyna Bernda Schustera przynajmniej na tydzień oddaliła się od strefy spadkowej. Do niej spadł z kolei zawodzący na całej linii Betis. A w następnej kolejce na Benito Villamarín przyjeżdża Barcelona...

Muñiz Fernández, czyli człowiek, któremu należy się osobny akapit

Rok do emerytury, znajomości w hiszpańskiej federacji, czyli życie jak z bajki - szkoda tylko, że cierpią na tym piłkarze i kibice. Muñiz Fernández może popełniać tyle błędów, ile tylko zapragnie, a i tak dalej będzie sędziować. Po meczu Almeríi i Realu Valladolid po raz kolejny znalazł się na ustach wszystkich...

Nie sposób wymienić wszystkie błędy naszego bohatera, ale skupmy się na tych największych. Najpierw

target="_blank">nie uznał prawidłowej bramki Cali w meczu Barcelony z Sevillą na Camp Nou, a środkowy obrońca Fernando Navarro po końcowym gwizdku mówił o „kradzieży". Następnie Muñiz Fernández zapewnił trzy punkty Realowi Madryt, przedłużając mecz z Elche i dyktując bardzo wątpliwy rzut karny. To nie był koniec popisów „doświadczonego" arbitra. W spotkaniu Levante z Espanyolem
target="_blank">podyktował dla gospodarzy rzut karny, mimo że faul miał miejsce przed szesnastką.

W ostatniej kolejce Muñiz Fernández po raz kolejny został bohaterem dla jednych i przekleństwem dla drugich. W spotkaniu Almeríi z Realem Valladolid w 39. minucie Rodri zdobył bramkę otwierającą wynik spotkania. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że najskuteczniejszy strzelec beniaminka zdobył tego gola... ręką (

target="_blank">tutaj - od 1:01). Dla Muñiza nie ma jednak takich rzeczy jak reguły gry w piłkę i uznał bramkę, co niezwykle zdziwiło gości.

Po tym spotkaniu Carlo Suárez, prezydent Realu Valladolid, zasugerował hiszpańskiemu arbitrowi szybszą emeryturę, ale to chyba się nie wydarzy...

Atlético i Barcelona nie zwalniają tempa...

Nie ma najmniejszych wątpliwości, że Atlético Madryt do końca będzie rywalizować z Barceloną i Realem Madryt o czołowe lokaty w lidze. Podopieczni Diego Simeone wygrywają mecz za meczem, a jedyną wpadkę zaliczyli na Cornellà-El Prat. Bardzo szybko się jednak po niej otrząsnęli. Jeżeli dodamy do tego pewne prowadzenie w swojej grupie Ligi Mistrzów, to wyłoni nam się obraz drużyny kompletnej, która wyciągnęła wnioski z poprzedniego sezonu.

W środku tygodnia Atlético wyszło zwycięsko z bardzo trudnego, wyjazdowego spotkania z Granadą. Zespół Diego Simeone wygrał dzięki dwóm rzutom karnym, wykorzystanym kolejno przez Diego Costę i Davida Villę. Wynik na 1:2 w doliczonym czasie gry ustalił Odion Ighalo. Warto dodać, że Rojiblancos kończyli mecz w dziesiątkę, po dwóch żółtych kartach Filipe Luisa. Zespół ze stolicy Hiszpanii tym razem nie zachwycił, ale mógł sobie doliczyć kolejne trzy oczka.

W niedzielę Atlético mierzyło się w hicie kolejki na Vicente Calderón z Athletikiem Bilbao. Spotkanie z baskijskim zespołem miało być prawdziwym testem wytrzymałościowym piłkarzy Diego Simeone. Jeżeli miał to być test, to gospodarze zdali go celująco. Atlético całkowicie zdominowało wydarzenia na boisku, kontrolując mecz od pierwszej do dziewięćdziesiątej minuty. Goście w całym spotkaniu oddali zaledwie dwa niecelne strzały. Na domiar złego, Athletic od 79. minuty kończył mecz w dziesiątkę po drugiej żółtej, w efekcie czerwonej, kartce rezerwowego Erika Morana.

Zwycięstwo gospodarzom dał zabójczy duet Villa - Costa. Warto przede wszystkim odnotować kapitalną formę El Guaje. Były piłkarz Barcelony otworzył wynik spotkania w 32. minucie, a w końcówce pierwszej części gry na 2:0 podwyższył Diego Costa, dla którego było to 13. trafienie w Primera División w tym sezonie. Atlético pewnie wygrało, potwierdzając wysoką dyspozycję, a kolejną dobrą informacją dla kibiców Rojiblancos jest coraz lepsze porozumienie pomiędzy Davidem Villą i właśnie Diego Costą.

Atlético w tabeli Primera División ustępuje tylko o jeden punkt Barcelonie, która również wygrała oba ostatnie ligowe spotkania. Zespół Gerardo Martino nie prezentował w ostatnim tygodniu wielkiej formy, ale dobra dyspozycja Fàbregasa, Neymara i przede wszystkim Alexisa wystarczyła na pokonanie Celty Vigo i Espanyolu w derbach Barcelony.

Na szczególną uwagę zasługuje Alexis Sánchez, którym w całym poprzednim sezonie strzelił osiem bramek, a w obecnym już po dwunastu kolejkach ma na koncie siedem trafień. Dodatkowo gole Chilijczyka dały trzy punkty w ważnych meczach z Sevillą, Realem Madryt i Espanyolem. Błyszczy również Neymar. Jedyny transfer Barcelony w letnim okienku transferowym nie zawodzi, a co najważniejsze - rozkręca się z meczu na mecz. To właśnie Brazylijczyk w derbi catalán popisał się kapitalną asystą, która dała Blaugranie trzy oczka.

...A Real Madryt dotrzymuje kroku

Gareth Bale „odpalił", a Cristiano Ronaldo znowu jest zabójczo skuteczny - to chyba dwie najważniejsze informacje dla kibiców Królewskich po spotkaniach z Sevillą i Rayo Vallecano. Ale po kolei...

Najpierw w środku tygodnia zawodnicy Realu Madryt i Sevilli urządzili sobie prawdziwą kanonadę na Santiago Bernabéu. Królewscy wygrali aż 7:3, mimo że bardzo szybko wyszli na prowadzenie 3:0. Niefrasobliwa obrona sprawiła, że w przeciągu trzech minut goście najpierw strzelili na 3:1, a chwilę później na 3:2. W drugiej połowie piłkarze nie zwalniali tempa, co zakończyło się rzadko spotykanym wynikiem. Kapitalne zawody zagrał Gareth Bale, który do dwóch ładnych bramek dołożył dwie asysty i niezwykle efektowną symulkę, którą starał się wymusić jeszcze jeden rzut karny dla Realu, tak jakby Królewskim było mało jedenastek. Jako ciekawostkę można dodać, że Galacticos otrzymują najwięcej karnych w pięciu największych ligach Europy. Na uznanie zasługuje również trafienie Ivána Rakiticia na 5:3, które z pewnością jest jednym z kandydatów na najpiękniejsze golazo ostatnich dwóch kolejek. 

Co do Cristiano Ronaldo, to w meczu z Sevillą skompletował swój 18. hat-trick w Primera División, z czego w aż jedenastu przypadkach jedną z bramek zdobywał z rzutu karnego. Dla porównania, Leo Messi, który w La Liga ma na koncie siedemnaście hat-tricków, tylko trzykrotnie pomagał sobie golem z jedenastego metra. 

Po zwycięstwie 7:3 nad Sevillą, w ostatniej kolejce przyszła pora na małe derby Madrytu, czyli pojedynek z Rayo Vallecano. Królewscy po raz kolejny kapitalnie rozpoczęli, prowadząc po 48 minutach 3:0, dzięki dwóm golom Cristiano Ronaldo i jednej Karima Benzemy, ale znowu w przeciągu 180 sekund stracili dwie bramki. Tym razem obie z rzutów karnych, które pewnie wykorzystywał Jonathan Viera. Od tego momentu podopieczni Paco Jémeza byli stroną zdecydowanie przeważającą, wykorzystując fatalną postawę defensywy Realu. Na całe szczęście dla Królewskich po raz kolejny kapitalnie bronił Diego López, który do spółki z arbitrem uratowali trzy oczka dla zespołu Carlo Ancelottiego. Sędzia Álvarez Izquierdo na pewno nie miał swojego dnia. Żeby nie wypominać mu wszystkich błędów, wspomnimy tylko o braku czerwonej kartki dla Carvajala... Mimo porażki postawa Rayo Vallecano była godna podziwu, a Real Madryt ma jeszcze wiele do poprawy, jeżeli chodzi o grę w obronie.

Real Sociedad w gazie

Po nie najlepszym początku sezonu coraz lepiej wygląda gra Txuri-Urdin, rewelacji poprzedniego sezonu Primera División. Real Sociedad najpierw w środku tygodnia zremisował na wyjeździe z Realem Valladolid 2:2, mimo prowadzenia 2:0, a następnie w ostatni weekend pokonał Osasunę aż 5:0. W ostatnich czterech kolejkach drużyna z San Sebastián zdobyła aż dziesięć punktów i dwanaście bramek. To na pewno zwiastun lepszych czasów.

Na szczególne wyróżnienie zasługuje Antoine Griezmann, który w czterech ostatnich meczach zdobył sześć bramek, będąc kluczowym zawodnikiem dla Realu Sociedad. To właśnie dzięki kapitalnej grze utalentowanego francuskiego skrzydłowego Txuri-Urdin osiągają coraz lepsze rezultaty. Niezwykła skuteczność Griezmanna sprawiła, że po dwunastu kolejkach zajmuje jedną z czołowych lokat w walce o Pichichi.

Bramkarze w roli głównej

W ostatnim czasie bardzo głośno było o bramce, jaką puścił Artur Boruc. Polski bramkarz został pokonany przez golkipera Stoke, Asmira Begovicia, a głównym winowajcą okazał się wiatr, który uniemożliwił skuteczną interwencję. Na pocieszenie dla reprezentanta Polski, również w Hiszpanii popełniają błędy, których nie można tłumaczyć pogodą.

Zaczęło się od spotkania 11. kolejki pomiędzy Villarrealem i Getafe.

target="_blank">Już w 5. minucie Sergio Asenjo popełnił fatalny błąd, który wykorzystał Ciprian Marica. Dla Rumuna było to pierwsze trafienie na hiszpańskich boiskach. Żółta Łódź Podwodna była stroną przeważającą, grała dużo lepiej, ale szczęście tamtego dnia sprzyjało tylko i wyłącznie Getafe. Rewelacja obecnego sezonu ostatecznie wygrała 2:0, ale to chyba właśnie trafienie z początku było decydujące.

Wyzwanie bramkarzowi Villarreal rzucił Beto. Golkiper Sevilli popełnił fatalny błąd w starciu z Celtą Vigo, która w środku tygodnia uległa Barcelonie. Pomyłkę bramkarza gospodarzy z zimną krwią wykorzystał Alex López (