W Katalonii na dobre rozgorzała dyskusja na temat nadwątlonej kondycji FC Barcelony. To zrozumiałe, zważywszy na fakt, że Barça ma za sobą dwa nieudane spotkania, w których rywale obnażyli jej braki w sposób aż nadto widoczny. Nie był to bawarski dramat w siedmiu aktach, ale asumpt do dyskusji o obecnym stylu gry drużyny, formy kluczowych piłkarzy, Messi-zależności oraz faktycznych przymiotów trenerskich Gerardo Martino.
Warto pochylić się nie tylko nad aktualnym stanem faktycznym, ale również nieubłaganie zbliżającą się batalią o „sześć punktów". 12 stycznia dziś wydaje się datą odległą, ale dla podopiecznych Martino nadejdzie szybciej niż się wydaje. Tego dnia Blaugrana zmierzy się w Madrycie z najsolidniejszym z rywali w wyścigu o Mistrzostwo Hiszpanii. Jak należy zagrać z Atlético?
Zacznijmy od personaliów, wzmocnionych powrotami podstawowych zawodników - bramkarza, bocznych obrońców i napastnika.
Víctor Valdés wyglądał ostatnio jakby na odchodne chciał raz jeszcze przypomnieć o swoim niezaprzeczalnym kunszcie. Doskonała postawa Katalończyka ratowała Barcelonie skórę w przypadkach niemal beznadziejnych. Każe to przypuszczać, że właśnie na ostatni sezon Valdésa w barwach Barçy przypadł szczyt jego umiejętności. Już dziś jestem przekonany, że ktokolwiek nie zastąpi Valdésa między słupkami Blaugrany - przynajmniej na początku - nie udźwignie ciężaru oddechu legendy na plecach, a na wspomnienie parad Katalończyka wszyscy culés będą zalewać się rzewnymi łzami.
Na środku obrony przeciwko Atleti powinien wystąpić duet Gerard Piqué - Javier Mascherano. Z zastrzeżeniem, że należy powielić zabieg z ostatniego Gran Derbi. Geri winien więc wystąpić bliżej lewej strony, natomiast Argentyńczyk zająć strefę obok prawego defensora. Dlaczego? Powyższy manewr Gerardo Martino sprawił, że w założeniu schodzący do środka ze strzałem Cristiano Ronaldo i Gareth Bale zostali „wyblokowani" i zepchnięci do bocznych sektorów boiska. Tam, podwajani przez asekurację stoperów i nominalną robotę skrajnych defensorów, nie mieli miejsca ani czasu, aby się „rozbujać".
Podobnie rzecz winna wyglądać w przypadku lubiących „łamać" akcje do środka Ardy Turana, Davida Villi i Jorge Koke. Istotne będzie również skrupulatne pilnowanie ruchliwego Diego Costy, który swoją aktywnością bez piłki nie tylko szuka wolnych przestrzeni, ale również „holuje" za sobą rywali. Oby Piqué i Masche potrafili przekazywać sobie krycie „dziewiątki" Atlético i wymieniać pozycjami, wzajemnie asekurując.
Costa to przedziwny napastnik - doskonale radzi sobie w powietrzu, świetnie walczy w parterze, a do tego z zabójczą skutecznością kończy nawet „pół sytuacji". Nie sprawia mu problemu operowanie piłką obiema nogami - spośród 15 goli strzelonych w Primera División 10 zdobył prawą nogą, 4 lewą, a 1 głową. Dlatego też Barça potrzebuje na ten mecz dwóch, odmiennych typów stoperów - jeden wysoki, dobrze zbudowany, świetny „w piętrze" (Piqué), drugi zaś zwinny, szybki, dobrze grający na wyprzedzenie (Mascherano). Costa, jako źródło największego zagrożenia, musi być pilnowany bardzo blisko, z ciągłym kryciem, szybkim odbiorem i niejednym „kuksańcem".
Na prawej stronie defensywny przydatny będzie Dani Alves. Brazylijczyk już dawno nie przypomina jednego z najlepszych prawych obrońców świata, ale nadal przyzwoicie wywiązuje się z zadań obronnych. Wobec zwrotności, gibkości ciała oraz zadziorności Daniego Arda Turan powinien mieć sporo problemów. To godni siebie rywale, dlatego też uważam, że w założeniach ofensywnych Blaugrana powinna oddać skrzydła Rojiblancos. Umożliwi to skrupulatne pilnowanie nie tylko Koke, Turana i Villi, ale również ofensywnie usposobionych Juanfrana (2 asysty w tym sezonie) i Filipe Luísa (3). Kiedy pomocnicy Atlético usilnie pchają się do środka, ich skrajni obrońcy podłączają się do akcji zaczepnych, aby stworzyć przewagę liczebną i próbować dośrodkowania, klepki lub „wjazdu" w pole karne rywala.
Naprzeciw tak grającego rywala, Alves powinien wcielić się w rolę Érica Abidala z najlepszych lat - przydatny w ofensywie, ale nie decydujący, z wyczuciem wybierający rzadkie momenty ewentualnego podłączenia się skrzydłem. Podobna uwaga dotyczy Jordiego Alby, który musi wyłączyć z gry Juanfrana. Warto wspomnieć, że były piłkarz Valencii był ostatnio bardziej decydujący w strefie obronnej rywala aniżeli Alves. W związku z tym powinien zagrać wyżej od Daniego, m.in. dlatego, że Juanfran jest nieco słabszy w destrukcji od Filipe Luísa.
Przed czwórką obrońców powinien wystąpić duet Alexandre Song - Sergio Busquets. Długo wyczekiwane „bivote" nie do końca sprawdziło się w meczu z Celtą Vigo, ale tylko jeden ligowy sprawdzian nie może być brany jako pewnik (meczu z Cartageną nie należy traktować jako miarodajny czynnik). Należy sprawdzić podobne ustawienie w meczach z Celticiem Glasgow, rewanżu z Cartageną czy Elche. Idzie o to, aby zabezpieczyć środkową strefę boiska, gdzie Atlético jest wyjątkowo produktywne i agresywne. Sezon życia rozgrywa rzeczony Jorge Koke, który do trzech goli z tego sezonu dorzucił jeszcze 10 (!) asyst. To piłkarz trudny do upilnowania, potrafiący jednym, prostopadłym zagraniem zgubić całą formację. Ścisłe krycie i utrudnianie życia Hiszpanowi powinno być zadaniem Songa, który chyba jak nikt inny w Barcelonie potrafi odebrać piłkę rywalowi w sposób agresywny, ostry i zdecydowany.
Jeśli ktoś ma wątpliwości co do charakteru gry Rojiblancos, niech zerknie na mecze tegorocznego Superpucharu Hiszpanii. To w środku pola toczyć się będzie prawdziwa bitwa. Tak, bitwa. Żadne chłopięce przeciąganie liny. W okolicach koła środkowego Duma Katalonii potrzebuje charakteru, determinacji i stanowczego odzyskiwania futbolówki. Jeśli zaś idzie o rolę Busiego - jego występy m.in. z Realem Sociedad, Milanem (wyjazdowy i domowy) oraz Ajaxem (na Camp Nou) nie pozostawiają złudzeń - Martino częściej wykorzystuje Busquetsa w działaniach ofensywnych. Skutkuje to świetną dystrybucją piłki, przyspieszeniem wymiany podań oraz „tiki-taką" przeniesioną z okolic koła środkowego na 20., 22. metr. W układzie Song-Busi Katalończyk zostałby nieco odciążony z zadań defensywnych na rzecz pierwszego rozegrania; jakże ważnego, gdy na boisku nie ma speca od tego elementu, czyli Xaviego. Co ważne, w ostatnim czasie, przy wysokim pressingu zakładanym przez rywali, Blaugrana gubiła się przy wyprowadzaniu piłki spod własnej bramki. Okazało się, że jeden, podchodzący pod stoperów pivot nie wystarczy. Obecność Busquetsa i Kameruńczyka zwiększa możliwości „Blaugrany" w początkowej fazie konstrukcji akcji i stanowi polisę ubezpieczeniową na powtarzające się niespotykane dotąd głupie starty Iniesty czy Messiego.
Nie można mieć wątpliwości, co do koniecznej obecności na boisku Cesca Fàbregasa. Pomocnik z Arenys de Mar doskonale spisuje się w drugiej linii, tracąc swoje walory niemal w całości w chwili, gdy występuje w „napadzie". Jako „fałszywa dziewiątka" Fabs zdobył w tym sezonie 1 gola. Łącznie ma 7 bramek i aż 15 asyst. Te liczby nie kłamią. W chwili obecnej były piłkarz Arsenalu Londyn jest najbardziej produktywnym zawodnikiem drugiej linii „Dumy Katalonii". Należy umieścić Cesca na optymalnej dla niego pozycji i pozwolić cieszyć się futbolem. W myśl zasady „najlepsi piłkarze powinni grać w środku pola" partnerem Cesca musi być Andrés Iniesta, który po słabym początku sezonu powoli odzyskuje wigor. Nawet w przegranych przez Barcelonę meczach był postacią wyróżniającą się. I choć liczby Andrésito nadal nie powalają na kolana, to jednak w nielicznych momentach można doszukać się charakterystycznej dla Bladej Twarzy magii. Wraz z Fàbregasem powinien stworzyć produktywną maszynkę w środku pola, która będzie kreowała sytuację piłkarzom ustawionym nieco wyżej. W fazie defensywnej Andrés może zbiegać na lewą stronę, zaś Cesc na prawą flankę, co obu już się zdarzało (Fabsowi w Arsenalu).
Przed Iniestą i Fàbregasem, w styczniowym starciu z Rojiblancos, powinien wystąpić powracający do zdrowia Leo Messi. To tam - w centrum, za plecami napastnika - był najbardziej decydujący, bramkostrzelny i olśniewający, to tam stał się najlepszym piłkarzem świata. Nieprzypadkowo Pep Guardiola przesunął Argentyńczyka do strefy, gdzie nie tylko odbywa się kreacja akcji, ale również potencjalny początek ulubionych zagrań Atomowej Pchły. Zadaniem Taty Martino jest przywrócenie Barcelonie najlepszej wersji Leo, dlatego też - przy jednoczesnym przyznaniu, że powtórne przesunięcie Leo na prawe skrzydło było ważną składową wygranego Gran Derbi - należy zwrócić Messiemu jego optymalną pozycję i zakres boiskowej władzy.
Obecność Leo na pozycji „fałszywej dziewiątki" jest również uzasadniona ostatnim z delegowanych na boisko piłkarzy. Na desancie powinien wystąpić Alexis Sánchez, który doskonale trzyma się na nogach, jest silny, zadziorny i bardzo agresywny w pressingu. Trudny do upilnowania Chilijczyk, który lubi dużo biegać bez piłki, jest idealnym materiałem na zawodnika rozbijającego duet stoperów madrytczyków - Diego Godín i Miranda. Obaj defensorzy Rojiblancos nie przebierają w środkach, grając krótko przy rywalu. Alexis - ze swoją niewysoką, ale „zbitą", masywną sylwetką - wydaje się właściwym oponentem. Co ważne, były piłkarz Udinese Calcio potrafi doskonale „ściągać" uwagę defensorów rywala, głównie przez swoją mobilność i ruchliwość. A tego Messi potrzebuje najbardziej. Warto w tym względzie przypomnieć jego współpracę z Davidem Villą w roli środkowego napastnika. Atomowa Pchła nie może tracić czasu i energii na wdawanie się w pojedynki ze skądinąd mało zwrotnymi, elastycznymi obrońcami Atleti. Co innego Alexis, który względem poprzedniego sezonu zdecydowanie poprawił skuteczność.
Blaugrana w fazie defensywnej powinna grać w ustawieniu 5 - 1 - 3 - 1, z Songiem wspomagającym stoperów, Busquetsem w roli pivota, Iniestą bliżej lewej strony, Ceskiem na pozycji prawego pomocnika, Messim w kole środkowym i Alexisem na desancie. To sprawia, że przy odpowiedniej realizacji zadań ofensywnych, Barça byłaby w stanie nie tylko zdominować środek pola, ale również bezpiecznie przyjmować zawodników Atlético grających w bocznych sektorach. Skończyły się czasy, w których do zwycięstwa wystarczyła Barcelonie lojalność względem siebie. Teraz należy dostosowywać personalia oraz taktykę do specyfiki gry rywala.
Powyższe założenia przesuwają środek ciężkości w okolice centrum boiska. Należy zawęzić pole gry z uwzględnieniem charakternego, zadziornego podjęcia rękawicy rzuconej przez piłkarzy Diego Simeone. Barcelona potrzebuje na boisku wojowników, co akurat gwarantuje obecność w składzie takich postaci jak Mascherano, Alves, Song, Busquets, Cesc czy Alexis. Z kolei zestawienie w środku boiska Busiego, Cesca na pozycji Xaviego, Iniesty oraz Messiego - tworzy kreatywny, błyskotliwy diament „tiki-taki", będący swoistym świadectwem serca La Masíi i hołdem tożsamości Barcelony. Nie można zapominać o „Xavim Atlético", czyli Gabim, oraz Raúlu Garcíi, który potrafi fantastycznie przymierzyć z dystansu.
W moim przekonaniu można pozwolić sobie na ewentualne „odpuszczenie" Tiago Mendesa i Mario Suáreza. Wypchnięci daleko od pola karnego „Blaugrany" oraz zniechęceni męską walką pozostaną raczej bez wpływu na wynik spotkania. Poza wcześniej wymienionymi walorami, obecność na placu gry Piqué, Songa i Busquetsa poprawia również barcelońskie możliwości walki w powietrzu. To ważne, zważywszy na fakt, że stałe fragmenty gry to silna broń w orężu Rojiblancos.
A jeśli nie wypali?
A co jeśli powyższe założenia nie sprawdzą się? W przypadku niezadowalającego przebiegu meczu lub wyniku, należy szybko dokonać zmian, być może już w przerwie. Naturalną „ofiarą" ewentualnego niepowodzenia powyższego eksperymentu wydaje się Song, który powinien ustąpić miejsca w składzie Neymarowi. Szybki, błyskotliwy, świetnie dryblujący Brazylijczyk stanowi kluczowy element „planu B". Wówczas Barça może wrócić do tercetu (Busi, Cesc, Iniesta) w pomocy oraz Neya, Messiego i Alexisa w szeroko rozstawionym ataku.
Łatwo wyobrazić sobie skutki rywalizacji „świeżego", głodnego gry Neymara z nieco zmęczonymi przebiegiem spotkania defensorami z Madrytu. W okolicach 60. minuty będą już odczuwali trudy meczu z - przynajmniej w założeniu - ruchliwą, agresywną i ekspansywną Dumą Katalonii. Tym bardziej, że powyższa propozycja zakłada sporego kalibru element zaskoczenia. Jeśli zaś wynik będzie korzystny dla Barcelony, właściwe będzie wprowadzenie Xaviego, który jak nikt inny potrafi regulować tempo akcji i kontrolować przebieg gry, gdy tablica wyników jest Blaugranie życzliwa.
Atleti to zespół bardzo wydajny, solidny i waleczny. Madrytczycy potrafią grać z kontry, wykorzystując przy tym aktywność skrajnych obrońców. Nieźle operują piłką, tylko przez krótką chwilę oddając ją rywalowi. Odbiór Rojiblancos jest wręcz imponujący. W razie niepowodzenia, podopieczni El Cholo doskonale ustawiają się w obronie, w czym pomaga im błyskawiczny powrót na pozycje. Organizacja gry Atlético, tak w ofensywie, jak i defensywie, budzi respekt największych tuzów futbolu. Należy uniemożliwić im strzały z dystansu, wymianę krótkich podań, efektywną grę bez piłki oraz atak przez środek boiska. Sądzę, że przy odpowiednim ustawieniu, zaangażowaniu oraz doborze optymalnych personaliów Barcelona jest w stanie wygrać ten mecz.
W końcu to Barça. Zasługuje na nasze zaufanie.
Komentarze (70)