W ostatnim czasie Gerardowi Piqué bliżej było do okrytego wątpliwą sławą „Pikeja" aniżeli znanego w środowisku barcelonismo „Piquénbauera". I choć stoper Barçy ciągle nie wrócił do dyspozycji z lat 2008-2011, to jednak pojedyncze jaskółki z bieżącego sezonu mogą świadczyć o tym, że wiosna w formie „Geriego" zbliża się wielkimi krokami. Panie i Panowie, „Piquénbauer" powraca!
Był 3 kwietnia 2008 roku, kiedy katalońskie media po raz pierwszy poinformowały o możliwości zakupienia przez FC Barcelonę Piqué. Rozmowy z agentem Gerarda trwały od kilkunastu miesięcy, kiedy pomimo udanego wypożyczenia do Realu Saragossa, Katalończyk ciągle ugniatał ławkę rezerwowych Manchesteru United. W sumie, w barwach „Czerwonych diabłów" zanotował raptem 22 mecze. Sir Alex Ferguson chciał go zatrzymać, ale piłkarz uznał, że zasłużył na więcej występów. Nie dość, że doskonale prezentował się na La Romareda, to jeszcze miał za sobą pokaźne sukcesy w reprezentacjach juniorskich Hiszpanii. Wreszcie „Mundo Deportivo" poinformowało, że Gerard podpisał z FC Barceloną 4-letni kontrakt. Całość operacji wyniosła 5 mln euro. Co ciekawe, to 250 tys. euro mniej od kwoty, jaką w lipcu 2004 roku wyłożyli za Piqué przedstawiciele angielskiego giganta. „Geri" opuścił wówczas klub swojego życia, ponieważ Barça Joana Laporty potraktowała młodego piłkarza przedmiotowo i pretensjonalnie. Drobne problemy, jakie pojawiły się w trakcie negocjacji nowej umowy sprawiły, że culé i socio Barçy od dziecka musiał opuścić Les Corts.
Po czterech latach tułaczki Gerard wrócił do domu. Początkowo Katalończyk miał być piątym stoperem do gry, po Carlesie Puyolu, Gabrielu Milito, Martínie Cáceresie i Rafaelu Márquezie. - Moje marzenia się spełniły. Wspaniale jest powrócić do Barcelony. Kiedy odchodziłem, wiedziałem, że bardzo trudno będzie znów znaleźć się na Camp Nou. W zasadzie nie było dnia, bym o tym nie myślał. Z Manchesterem wygraliśmy Ligę Mistrzów. Mam nadzieję, że osiągnę to również w barwach Barcelony - powiedział „na dzień dobry" Gerard.
Udało się. I to już w pierwszym sezonie występów na Camp Nou. Piqué błyskawicznie wdarł się do wyjściowej „jedenastki" Pepa Guardioli, a meczem przeciwko Anglii zadebiutował w seniorskiej reprezentacji Hiszpanii. Młody stoper stał się rewelacją kampanii 2008/09. Obsypany deszczem drużynowych i indywidualnych nagród nie zatrzymywał się. Kroczył dalej, czyniąc kolejne postępy. W sezonie 2009/10 zanotował pięć goli i cztery asysty. Jako dwudziestopięciolatek mógł pochwalić się zdobyciem Mistrzostw Świata i Europy, a także trzema triumfami w Lidze Mistrzów. O zwycięstwach na krajowych podwórkach nie warto nawet wspominać. Był na szczycie, tak w FC Barcelonie, jak i reprezentacji pełnił funkcję lidera. Niemal na każdym kroku manifestował swoje przywiązanie do tożsamości „Blaugrany", głośno mówiąc to, co inni tłamsili jedynie w myślach. Kibiców przyzwyczaił do regularnych złośliwości pod adresem Realu Madryt, co na Camp Nou jest szczególnie cenione. Wkurzał jednak nie tylko rywali, ale również kolegów z drużyny. Anegdoty opisujące dowcipy Gerarda obrosły już politurą legendy. Na początku 2009 roku o nieco uszczypliwej naturze obrońcy opowiedział Thierry Henry. W wywiadzie dla magazynu „Loaded" francuski snajper wyznał: „Piqué jest czasem jak wrzód na tyłku. Jest zabawny, ale momentami trudno wytrzymać jego żarty. Zawsze udaje mu się mnie oszukać. Jest śmieszny, ale nieco uciążliwy". Guardiola ujął to wprost: „Gerard jest cudownym chłopakiem, ale czasami brakuje mu piątej klepki w głowie".
W związku z nawiązaniem bliskiej relacji z Shakirą Piqué stał się jeszcze bardziej popularny. Nigdy nie miał problemów z mediami i kibicami, o czym świadczyła choćby jego aktywność na portalach społecznościowych. W parze z celebryckim przepychem nie szła jednak dobra postawa na boisku. Do obniżki formy doszły również kontuzje, które wcześniej omijały go szerokim łukiem. W sezonie 2011/12 „Geri" zanotował raptem 22 ligowe spotkania. Mówiło się o konflikcie z Pepem Guardiolą, który rzadziej korzystał z usług Katalończyka. Po przegranym półfinale Ligi Mistrzów z Chelsea Londyn trener z Santpedor poprosił Piqué, aby ten rozśmieszył drużynę. - Teraz sam sobie ich rozśmieszaj - miał odpowiedzieć piłkarz. Później okazało się, że klub śledził Gerarda, zwracając szczególną uwagę na jego przywiązanie do spotkań ze znajomymi oraz gry w pokera i ruletkę. Ponoć „Guardi" zażądał sprzedaży Piqué. Ostatecznie to Pep opuścił Camp Nou, a Gerard był podstawowym obrońcą Barçy Tito Vilanovy. I choć w sezonie 2012/13 „Blaugrana" zdobyła 22. mistrzostwo Hiszpanii, to jednak postawa defensywy wołała o pomstę do nieba. Kwintesencją słabej dyspozycji Piqué i spółki był półfinał Ligi Mistrzów z Bayernem Monachium. Po meczu z Bawarczykami na Camp Nou Gerard powiedział: „Potrzebujemy zmian. Nie możemy stać w miejscu, bo konkurencja nie śpi. To oczywiste, że nie znajdujemy się w dobrym momencie". Następnego dnia Vilanova odparł: „Ten, co wypowiedział te słowa, nie pomyślał, że zmiany mogą dotknąć także jego".
„Liga stu punktów" przykryła powstały smród. Ponadto, znacznie więcej mówiło się wówczas o zdrowiu Tito i Érica Abidala, pladze kontuzji w obronie, odejściu Thiago i Davida Villi oraz potencjalnych wzmocnieniach na nowy sezon. Prawdą jest, że kulała gra destrukcyjna całego zespołu. Mniej efektywna praca w odbiorze, słabszy pressing, zła organizacja gry oraz gorsze przygotowanie kondycyjno-motoryczne sprawiły, że obrońcy „Blaugrany" mieli więcej okazji do potknięć. Więc upadali jak rażeni piorunem. Seryjnie popełniali błędy właściwe początkującym juniorom. Celował w tym zwłaszcza Piqué, który sprawiał wrażenie ociężałego i zniechęconego. Przy jego parametrach wzrostowych konieczne jest niemal maniakalne doskonalenie sprawności ogólnej, w tym motoryki i skoczności. Trudno oprzeć się wrażeniu, że Katalończyk nie trenował właściwie lub z należytym zaangażowaniem. Inna sprawa, że okres bezkrólewia w szatni nie ułatwiał zadania piłkarzom potrzebującym indywidualnego zestawu ćwiczeń oraz szczególnego nadzoru.
Gerardo Martino doskonale zdiagnozował defensywne problemy FC Barcelony. Z miejsca zdecydował o zmianie sposobu krycia przy stałych fragmentach gry. I choć „Blaugrana" nadal ma problemy z tym elementem, to jednak ogólny obraz obrony klaruje się doskonale. Z 32 oficjalnych meczów kampanii 2013/14 drużyna z Les Corts aż 16 zakończyła bez straty gola. To podobne rezultaty do osiągnięć z sezonów 2009/10, 2010/11 oraz 2011/12. Poprawa względem poprzedniej kampanii jest aż nadto widoczna. Duża w tym zasługa Piqué. Zaczęło się od solidnego występu przeciwko Máladze. Potem przyszły słabsze mecze z Valencią i Sevillą. Prawdziwym testem był jednak klasyk przeciwko Realowi Madryt. Gerard wypadł doskonale - był pewny w kryciu i odbiorze, świetnie grał w powietrzu, ponadto zupełnie wyłączył z gry Garetha Bale'a i Cristiano Ronaldo. Zanotował 41 podań i aż 12 odbiorów. Przy trzech stratach to wynik wręcz doskonały. Następnie nadeszły czyste konta z Espanyolem Barcelona i Granadą (ośmieszony bodaj raz, przez Youssefa El-Arabiego). W międzyczasie Katalończyk po mistrzowsku powstrzymał na Camp Nou Ajax Amsterdam (gol i siedem odbiorów), nieźle zagrał z Milanem na San Siro, przyczynił się także do wysokiego zwycięstwa nad Celtikiem Glasgow (gol i aż piętnaście odbiorów). Ba, dwukrotnie asystował przy golach kolegów z reprezentacji - trafienia Xaviego w meczu z Białorusią oraz Maty przeciwko Gruzji. I choć Gerardo Martino nieustannie rotował składem defensywy (dotąd zaprezentował 14 różnych zestawów), to Piqué nie opuścił ani jednego ważnego spotkania. Świetnie spisał się z Villarreal (kluczowe podanie przy golu Neymara z 68. minuty, siedem odbiorów, 97% celności podań przy podejmowaniu prób krzyżowych przerzutów), ale moment kulminacji nadszedł kilka dni temu w rywalizacji z „Rojiblancos".
Do spółki z Mascherano całkowicie wyłączył z gry Diego Costę, potwora straszącego w tym sezonie niemal wszystkie teamy Primera División. Wychowanek imponował w tym meczu spokojem, dynamiką i skutecznością walki w powietrzu. Ponadto, podłączał się do akcji ofensywnych drużyny, a w 35. minucie zaliczył jeden z dwóch celnych strzałów, jakie FC Barcelona oddała w całym meczu. W związku z silnym naciskiem rywala na Sergio Busquetsa, to „Geri" był zmuszony do dystrybucji futbolówki spod własnej strefy obronnej. Stąd też aż 78 kontaktów z piłką. To była jednak dla Katalończyka woda na młyn, ponieważ już w Realu Saragossa pokazał, że potrafi świetnie panować nad piłką, jest dobrze wyszkolony technicznie, odważny we wprowadzaniu futbolówki na połowę przeciwnika, a także dysponuje okazałym krótkim i długim podaniem oraz przeglądem pola. W meczu z armią Simeone Piqué wykonał 56 podań (w tym jedno kluczowe), z których aż 48 było celnych. Ponadto, zanotował 14 interwencji (w tym sześć absolutnie decydujących - w 2., 4., 27., 45., 84. i 91. minucie), 78 kontaktów z piłką i kilka świetnych bloków na wiceliderze klasyfikacji strzelców hiszpańskiej ekstraklasy. Ponownie okazało się, że trudne okoliczności wyzwalają w „Gerim" to, co w nim najlepsze. Znów widzieliśmy jakość, dostojność i skuteczność solidnego stopera porównywanego do Franza Beckenbauera.
W nieszczęsnej rywalizacji z Levante Gerard był jednym z najlepszych zawodników na boisku. W 19. minucie spotkania zmusił do kapitulacji Keylora Navasa, czym nie tylko zapewnił gościom punkt, ale również dopisał na swoje konto trzecią bramkę w sezonie 2013/14. Do końca walczył o zwycięstwo, w końcowej fazie meczu hasał w napadzie. Kiedy sędzia meczu jedną z sytuacji rozstrzygnął na niekorzyść „Blaugrany", Katalończyk głośno zaprotestował. Po spotkaniu Andoni Zubizarreta powiedział: „Gesty Piqué pokazują, jak bardzo zależało mu na wygranej". I choć „Geri" to piłkarz, który popełnia błędy, zarówno na boisku, jak i poza nim, to jego miłość do Barçy sprawia, że już zawsze będzie postrzegany ponad sportowe wzloty i upadki. Zagorzali fani „Blaugrany" chcą postawić mu pomnik, inni woleliby ograniczyć się do skądinąd intrygującej tytulatury „Piquénbauer", ale nikt nie może zakwestionować jego lojalności względem klubu i Katalonii. Obecna drużyna przeminie, na Camp Nou zmienią się pokolenia kibiców, ale Gerard już na zawsze pozostanie na zaszczytnej pozycji w historii klubu.
Komentarze (55)