Podsumowanie La Liga: 21. kolejka

n00stress, Eoren

27 stycznia 2014, 22:07

36 komentarzy

Status quo na szczycie Primera División utrzymany. Real Madryt, Atlético i Barcelona dość zgodnie odprawiły swoich przeciwników, dopisując sobie po trzy punkty i dopiero najbliższa kolejka może wprowadzić zmiany w czołówce. Przypomnijmy, że już w sobotę czeka nas wielki hit, czyli pojedynek Barcelony z Valencią, a dzień później Atlético podejmie Real Sociedad. Królewskich czeka natomiast starcie z Athletikiem na San Mamés, gdzie Baskowie jeszcze nie przegrali.

Dużo ciekawiej było w pozostałych spotkaniach La Liga. Niespodziewaną porażkę zanotowała rozpędzona Sevilla, która uległa na swoim stadionie Levante. Dużym zaskoczeniem była również porażka Villarrealu z Realem Valladolid, który w tym sezonie większość czasu spędza w strefie spadkowej. Kapitalną dyspozycję potwierdza Athletic Bilbao, który jest najpoważniejszym kandydatem do zajęcia czwartego miejsca umożliwiającego grę w Lidze Mistrzów.

Nowy trener, stare porządki

Na Estadio Balaídos spotkały się dwa zespoły, które w tym sezonie głównie zawodzą swoich kibiców. Celta Vigo przed piątkowym spotkaniem miała zaledwie trzy „oczka" przewagi nad strefą spadkową, natomiast Betis to „czerwona latarniaPrimera División, zespół, który już dwukrotnie w tym sezonie zmieniał trenerów, co nie przełożyło się na lepsze wyniki. W piątkowym spotkaniu Verdiblancos po raz pierwszy poprowadził Gabriel Calderón, który zastąpił Juana Carlosa Garrido.

Nowy szkoleniowiec Betisu na pewno szybko będzie chciał zapomnieć o swoim debiucie, chociaż początek był bardzo obiecujący... Już w 17. minucie goście objęli prowadzenie po golu Rubena Castro, który jest prawdziwym katem Celty Vigo. Na odpowiedź gospodarzy nie trzeba było długo czekać. W 21. minucie kapitalnym dośrodkowaniem popisał się Rafinha, a do wyrównania doprowadził Fabian Orellana. Podopieczni Luisa Enrique nie zwolnili tempa, dzięki czemu już 10 minut później było 2:1. Ładną akcję prawym skrzydłem przeprowadził Hugo Mallo, a do siatki trafił Charles, dla którego była to ósma bramka w tym sezonie. Obrona Verdiblancos kolejny popis swojej niefrasobliwości dała tuż przed końcem pierwszej połowy, a Fabianowi Orellanie nie pozostało nic innego jak podwyższyć na 3:1.

W drugiej połowie niewiele się zmieniło. Celta Vigo nadal przeważała, a Betis pokazywał, dlaczego zajmuje ostatnie miejsce w tabeli. W 73. minucie dzieła zniszczenia dopełnił były piłkarz Barcelony - Nolito, dla którego była to czwarta bramka w tym sezonie. Honor gości uratował Ruben Castro. Pięć minut później zmniejszył on rozmiary porażki na 2:4. Trzeba jednak dodać, że hiszpański napastnik w momencie podania był na spalonym.

Kibiców Barcelony z całą pewnością powinna cieszyć świetna forma, jaką prezentuje Rafinha. Młodszy z braci Alcântara jest zdecydowanie najjaśniejszą postacią w Celcie Vigo, przewyższając umiejętnościami swoich klubowych kolegów. Wypożyczony z Barcelony piłkarz zgromadził już trzy gole i trzy asysty, ale jego wkład w grę jest dużo większy. Wkrótce może okazać się, że Bayern Monachium kupił nie tego Alcântarę...

Włoska robota

Madrycki projekt Carlo Ancelottiego z tygodnia na tydzień prezentuje się coraz lepiej, a dobre wyniki sprawiły, że Real Madryt ma tylko jeden punkt straty do Barcelony i Atlético. Królewscy w końcu imponują tylko i wyłącznie na boisko, co w erze José Mourinho było raczej nie do pomyślenia. Ancelotti sprawił, że Real nie tylko kapitalnie atakuje, ale również świetnie się broni. Diego López w sobotnim spotkaniu z Granadą czwarty raz z rzędu zachował czyste konto i nie wyjmuje piłki z siatki już od 388 minut! Tylko golkiper Królewskich może popisać się takim osiągnięciem.

Przed spotkaniem z Granadą Cristiano Ronaldo zaprezentował kibicom Złotą Piłkę, zapraszając do zdjęcia całą drużynę, a Santiago Bernabéu odwdzięczyło się spektakularną kartoniadą. Od samego początku Real Madryt przejął inicjatywę, ale Granada długo opierała się atakom mocniejszego rywala. Najlepszą okazję w pierwszej części gry miał Ronaldo, ale

target="_blank">uderzenie przewrotką Portugalczyka kapitalnie obronił Roberto.

Real Madryt na gola czekał do 56. minuty, kiedy obronę gości przełamał Cristiano Ronaldo. Portugalczyk zabawił się z obrońcami Granady, strzelając swoją 22. bramkę w Primera División. Na 2:0 podwyższył Karim Benzema, który pod wodzą Carlo Ancelottiego w końcu rozwinął skrzydła, coraz bardziej przypominając zabójczo skutecznego snajpera.

Zwycięstwo nad Granadą, kolejny mecz bez straty gola i kilkugodzinne prowadzenie w tabeli La Liga pokazuje, że Real Madryt zbyt wcześnie był skreślany, a projekt Carlo Ancelottiego dopiero teraz nabrał prawdziwego rozpędu.

Z szablami na czołgi

Czyli w wydaniu rodem z La Liga: z Rayo na Atlético. W obliczu kontuzji Alejandro Galveza Paco Jémez na starcie z Atlético wystawił skład jeszcze bardziej ofensywny niż zwykle możemy oglądać w meczach Franjirrojos. W starciu z potentatem La Liga Piraci rozpoczęli spotkanie w swoim stylu (odważnie i brawurowo) i zakończyli je także w swoim stylu (porażką).

Dla Atlético w tym sezonie każdy mecz należy do kategorii must win, nawet ten, w którym Rojiblancos mierzą się z (niemal) „czerwoną latarnią". Dotrzymanie kroku Barcelonie i stałe uciekanie Realowi Madryt nie jest rzeczą prostą, jednak jak na razie podopieczni Simeone nie zawodzą. Tym razem wynik otworzył David Villa, który wykorzystał błąd Baeny. Rayo szybko otrzymało szansę na wyrównanie: po upadku Bueno w polu karnym arbiter podyktował jedenastkę dla gospodarzy, którą jednak zmarnował Jonathan Viera. Wymiana ciosów, na jaką poszło Rayo w meczu z Atlético, musiała skończyć się hokejowym wynikiem. Najpierw na 2:0 rezultat podwyższył Arda Turan, niedługo później kontaktowego gola zdobył (rehabilitujący się za zmarnowanego karnego) Viera. W tym momencie wydawało się, że gospodarze mają jeszcze szansę na remontadę i korzystny rezultat, jednak Atleti szybko pozbawiło ich złudzeń. Sprawy w swoje ręce (czytaj: nogi) po raz kolejny wziął Arda Turan, który skompletował dublet. Wymiaru kary dla Rayo dopełnił Diego Costa, który nareszcie przypomniał sobie, jak należy zdobywać bramki. Chwilę później Larrivey, po dograniu Viery, ustalił wynik na 2:4. Rayo, jak na Piratów przystało, nie poddało się i do ostatniej minuty walczyło o przegraną sprawę, uporczywie atakując bramkę Courtois.

W meczu z Atlético zadebiutował w barwach Rayo, wchodząc z ławki, wychowanek Barcelony - Ruben Rochina. Młody zawodnik został dopiero co wypożyczony z Blackburn Rovers jako wzmocnienie ataku Franjirrojos. W spotkaniu 21. kolejki nie miał jeszcze wielkiego pola do popisu, jednak jeśli Paco Jémez obdarzy go zaufaniem, być może częściej będziemy oglądać Rubena na boiskach Primera División.

Czarny i czarniejszy koń

W ostatniej kolejce ligowej Sevilla i Levante wcieliły się w rolę czarnych koni, które zgodnie podłożyły nogi (kopyta?) obu liderom La Liga. Dzięki jednomyślności drużyn z Andaluzji i Walencji na szczycie tabeli nie doszło do przetasowań. Ironia losu sprawiła, że w 21. kolejce dwa czarne konie trafiły na siebie. Jeszcze większa ironia sprawiła, że po zwycięstwo sięgnął ten, który wydawał się być zdecydowanie czarniejszy - Levante.

Czy Levante wraca do swoich (nie tak dawnych) czasów świetności, gdy wywalczyło sobie awans do europejskich pucharów dzięki sprytnej i zdeterminowanej grze z faworytami? Być może. Jak na razie Żaby kontynuują dobrą passę w lidze, znów urywając punkty silniejszemu rywalowi, który dominuje podczas meczu.

Sevilla objęła prowadzenie, jak najbardziej spodziewane, w 26. minucie dzięki bramce Coke. Chwilę później Fazio sprokurował rzut karny, który wykorzystał Barral, dając Levante wyrównanie. Sevilla pozazdrościła przeciwnikom rzutu karnego i też sobie taki zorganizowała: zatrzymanie piłki ręką przez Simao wystarczyło, by piłkarze z Andaluzji także dostali swoją jedenastkę. Jednak nie sztuka rzut karny dostać, sztuka go wykorzystać. Ivan Rakitić nie podołał temu zadaniu i obił bramkę dobrze interweniującego Kaylora Navasa. Niecałych dziesięć minut później Chorwat wykorzystał okazję do rehabilitacji - i to w jaki sposób! Jego piękna bramka z dystansu znów dała prowadzenie Sevilli. Gdyby w futbolu punkty przyznawano za wrażenia artystyczne, z pewnością powędrowałyby one do piłkarzy z Andaluzji, tak się jednak nie stało. Dwie szybkie bramki Vyntry i Simao, obie po stałych fragmentach gry (wyrobnictwo piłkarskie czystej wody), wysforowały Levante na prowadzenie. Świetna dyspozycja Keylora Navasa między słupkami zapewniła drużynie z Walencji utrzymanie tego prowadzenia do końca i wyrwanie zwycięstwa Sevilli. Tym razem pragmatyzm zdecydowanie zwyciężył z artyzmem.

Zimowy sen Valencii

Nietoperze zasypiają na zimę, to powszechnie znany fakt. Może on tłumaczyć dyspozycję piłkarzy Pizziego i zanotowanie przez nich kolejnego rozczarowującego wyniku. Tym razem Valencia nie dała rady wygrać na własnym stadionie z Espanyolem. Tylko dlaczego ten zimowy sen walenckich Nietoperzy trwa już od lata?

Jhon Córdoba rozpoczął mecz z wysokiego C, przy czym walnie pomógł mu Sergio García. Ten pierwszy zdobył bramkę, drugi zawiązał akcję i zaliczył przepiękną asystę piętą. Obrona Valencii została rozmontowana w takim stylu, że aż chciało się wstać i klaskać. Nietoperze szybko wzięły się za odrabianie strat, ekipa Pizziego przejęła na siebie ciężar gry i już niedługo do wyrównania doprowadził Paco Alcacer. Wynik podwyższył Jonas, jednak na niewiele zdało się to Valencii w obliczu rzutu karnego podyktowanego za interwencję Mathieu. Przy wykonywaniu jedenastki nie pomylił się Sergio García, który w ten sposób zanotował w pełni zasłużoną bramkę w bardzo dobrym w jego wykonaniu meczu.

Senne walenckie Nietoperze zawiodły po raz kolejny, bo z pewnością wynik 2:2 i strata punktów na własnym stadionie sukcesem nie jest, szczególnie dla drużyny, która jeszcze niedawno rościła sobie prawo do tytułu trzeciej siły La Liga. Wydaje się, że z drużyny Pizziego można po tym meczu z czystym sumieniem pochwalić jedynie Pablo Piattiego, który stanął na wysokości zadania i rozegrał naprawdę przyzwoite spotkanie. Trener Espanyolu, Javier Agiurre, przyznał po meczu, że jest zadowolony z wyniku. Trudno się dziwić: utrzymanie status quo na terenie bezpośredniego rywala w tabeli i zachowanie pozycji dającej jeszcze realne szanse na atak strefy pucharowej z pewnością zadowala gości na Estadio Mestalla.

Baskijska masakra

Lwy z Bilbao poszerzają tereny łowieckie. Teraz mordują już nie tylko na własnym terenie murawy Nowego San Mamés, ale zaczynają się wypuszczać coraz dalej. Tym razem dotarły aż na El Sadar, gdzie zmasakrowały ekipę Osasuny.

Pierwszy cios padł już w trzeciej minucie, gdy po mocnym strzale Susaety piłka zatrzepotała w siatce bramki Osy. Dość szybko odpowiedział Armenteros, który z rzutu wolnego pokonał Gorkę Iraizoza. Jak się później okazało, były to jedynie agonalne drgawki upolowanej już przez Basków Osasuny: błąd Andrésa Fernándeza, który nie zdołał utrzymać piłki, z zimną krwią wykorzystał Aduriz. Aritz przypomniał o sobie także w drugiej połowie, gdy podwyższył prowadzenie gości na 3:1, skutecznie uderzając piłkę głową po dośrodkowaniu Herrery. W 76. minucie druga żółta kartka dla Arribasa przesądziła o marnym losie Osasuny. Po bramce dorzucili Ibai Gómez oraz Kike Sola, którzy sprawili, że kolejka goleada baskijskich Lwów w tym sezonie stała się faktem.

Wybierz bramkę kolejki!

Tydzień temu pięknie strzelali tylko zawodnicy Realu Madryt. W ostatni weekend formę potwierdził Cristiano Ronaldo, który po raz kolejny popisał się prawdziwym golazo. Niezwykłą bramkę zdobył Coke, który z całą pewnością będzie rywalizować z Alexisem Sánchezem o miano najpiękniejszego loba sezonu. Trzecim kandydatem jest bomba Markela Susaety. Kto strzelił najładniejszą bramkę minionej kolejki? Wybór pozostawiamy wam!

Kandydat nr 1:

target="_blank">Cristiano Ronaldo vs. Granada

Kandydat nr 2: Coke vs. Levante 

Kandydat nr 3:

target="_blank">Markel Susaeta vs. Osasuna

Komplet wyników 21. kolejki La Liga:

Celta Vigo - Real Betis 4:2 [

target="_blank">skrót]
0:1 Ruben Castro (17')
1:1 Fabian Orellana (22')
2:1 Charles (31')
3:1 Fabian Orellana (39')
4:1 Nolito (73')
4:2 Ruben Castro (78')

Real Madryt - Granada 2:0 [