Podsumowanie La Liga: Baskijska masakra

n00stress, Eoren

25 lutego 2014, 00:19

zdjęcie: ligabbva.com

46 komentarzy

Baskijski dramat Barçy i pogrom na Estadio Reyno de Navarra sprawiły, że dla Realu Madryt był to weekend za dziewięć punktów. Niespodziewane klęski dwóch argentyńskich szkoleniowców - Diego Simeone i Gerardo Martino - sprawiły, że Królewscy znaleźli się na pozycji lidera pierwszy raz od maja 2012 roku, a jeszcze miesiąc temu to zespół Carlo Ancelottiego oglądał plecy dwóch rywali w walce o mistrzostwo Hiszpanii.

Na koniec 2013 roku Barcelona i Atlético miały aż pięć punktów przewagi nad Realem Madryt. O ile w pierwszych 17 spotkaniach sezonu Barça i Atlético straciły jedynie 5 punktów z całej puli, to w ośmiu meczach rozegranych od początku stycznia zdobyły one tylko 14 „oczek" na 24 możliwe. Z drugiej strony są Królewscy, którzy zanotowali niemal perfekcyjny styczeń i równie udany luty. Chwilowy trend czy coraz lepsza gra nowego lidera Primera División? Odpowiedź powinniśmy poznać w najbliższym tygodniach, kiedy najpierw będziemy świadkami ligowych derbów Madrytu, a w niedalekiej przyszłości czeka nas kolejna odsłona El Clásico. Jedno jest pewne... To nie koniec walki o tytuł.

Powrót na tron

W tym sezonie jeszcze nie widzieliśmy podopiecznych Carlo Ancelottiego na pierwszej lokacie w tabeli po zakończeniu ligowej kolejki. Teraz nadszedł ten dzień. Fachowcy Don Carlo załatwili sprawę i odprawili z kwitkiem gości z Elche.

W meczu na Estadio Santiago Bernabéu Franjiverdes niemal nie mieli nic do powiedzenia. Królewscy, którzy obok Valencii są jedyną drużyną w Primera División, która w 2014 roku nie przegrała jeszcze spotkania, potwierdzili swoją wysoką formę przed starciem z Schalke w ramach 1/8 Ligi Mistrzów. Piłkarze Ancelottiego wyjątkowo dobrze radzą sobie pod nieobecnosć Cristiano Ronaldo.

Manu Herrera od początku spotkania miał sporo pracy. W 34. minucie Illarramendi sprawił, że bramkarz Elche w końcu musiał wyjąć piłkę z siatki. Dośrodkowanie z rzutu wolnego, przedłużone przez Pepe, trafiło pod nogi Hiszpana, który uderzył zza szesnastki. Defensorzy Franjiverdes nie zdołali przeciąć strzału i gospodarze wyszli na prowadzenie. Mimo dobrej gry Real Madryt przesądził o losach meczu dopiero w 71. minucie, kiedy to Gareth Bale, po podaniu od Xabiego Alonso, sprezentował kibicom prawdziwe golazo. Na dziesięć minut przed końcem regulaminowego czasu sprawę zakończył Isco, który pojawił się na boisku ledwie chwilę wcześniej. Hiszpan przyjął asystę od Benzemy i wykończył akcję celnym strzałem pod niełatwym kontem. Królewscy pewnie i gładko zwyciężyli 3:0, zgarniając na swoje konto kolejne trzy punkty.

Po nieudanym starcie sezonu ligowego piłkarze Carlo Ancelottiego w końcu dobrnęli na szczyt tabeli. Real Madryt ewidentnie wrzucił wyższy bieg. Już niebawem przekonamy się, czy uda im się dojechać na nim do ostatniej kolejki.

Mordercze Anoeta

A miało być tak pięknie... Kibice Barcelony w końcu doczekali się obecności Leo Messiego oraz Neymara w pierwszym składzie. Jednak cóż z tego, skoro Barça z kretesem poległa na Estadio Anoeta, przegrywając z Realem Sociedad aż 1:3?

Barcelona pojawiła się na trudnym terenie, jakim od dawna jest dla Katalończyków stadion w Donostii, w eksperymentalnym składzie. W linii obrony wyszli między innymi Marc Bartra oraz Montoya, w środku pola zabrakło Xaviego, zamiast niego miejsce obok Busquetsa zajął Song. Formacja z dwoma (tytularnymi) defensywnymi pomocnikami, delikatnie mówiąc, nie sprawdziła się. Nie w tym meczu.

Miał być hit kolejki i był, choć początek meczu go nie zapowiadał. Przebudzenie z letargu, który trwał ponad pół godziny, przyniósł dopiero strzał Elustondo. To trafienie zostało jednak zaliczone jako samobój Aleksa Songa. Odpowiedź Barcelony przyszła niemal natychmiastowo, udzielił jej Leo Messi, który w piękny sposób pokonał Claudio Bravo. Mimo tego zrywu pary i motywacji po straconej bramce nie wystarczyło Katalończykom na długo. Txuri-Urdin ewidentnie znaleźli sposób na zneutralizowanie Barçy tego wieczora. W przerwie nawet opanowanemu Gerardo Maritno puściły nerwy i trener gości został wyrzucony przez arbitra. Druga połowa nie ułożyła się dla przyjezdnych lepiej - wręcz przeciwnie. Najpierw Antoine Griezmann wraz z Carlosem Velą przeprowadził dwójkową akcję i dał piłkarzom Jagoby Arrasate prowadzenie, później Zurutuza zaliczył piękne trafienie po podaniu francuskiego pomocnika, dzięki czemu ustalił rezultat na 3:1. Barcelona miała swoje szanse na wyrównanie po bramce Griezmanna, jednak Leo Messiemu zabrakło wykończenia. Mimo to, biorąc pod uwagę występ obu drużyn, Katalończycy i tak mogą cieszyć się, że nie polegli aż 1:4 po strzale Veli, który, szczęśliwie dla barcelonistów, uderzył w słupek.

Piłkarze Arrasate w stu procentach wypełnili swoje zadanie. W kontekście późniejszego zwycięstwa Athleticu Bilbao trzy punkty piłkarzy z Donostii wywalczone w pojedynku z Barceloną pozwoliły Realowi Sociedad nie zostać z tyłu w baskijskiej walce o Ligę Mistrzów. Jednocześnie, chcąc, nie chcąc, Txuri-Urdin wyciągnęli pomocną dłoń w kierunku Realu Madryt. O ile wyciągnięciem dłoni można nazwać mecz, który był raczej podłożeniem nogi broniącej fotela lidera Barcelonie.

„Znowu w życiu mi nie wyszło..."

...zaśpiewał Paco Jémez i z ciężki sercem poszedł na pomeczową konferencję prasową. „Ani drużyna, ani kibice nie zasłużyli na taki wynik" - powiedział na niej. Cóż, Paco, trudno się nie zgodzić. Rayo rozegrało niezłe spotkanie, które powinno przynajmniej zremisować. Jednak i to znowu nie wyszło...

Pojedynek Rayo Vallecano z Sevillą zapowiadał się jako swoiste derby cierpienia. Zarówno jedna, jak i druga drużyna dobrze zna smak porażki po rozegraniu niezłego spotkania. Ekipie z Vallecas od początku tego sezonu Primera División los rzuca kłody pod nogi. Podopieczni Unaia Emery'ego w okres niemocy wpadli wraz z nadejściem rundy wiosennej.

W meczu na Estadio de Vallecas zadebiutował Razvan Rat, nowo zakontraktowany lewy obrońca gospodarzy, jednak tego pojedynku Rumun raczej nie zaliczy do udanych. Jak na spotkanie dwóch tak ofensywnych ekip zawody zdecydowanie zawiodły. Ciężar prowadzenia gry wzięło na siebie Rayo, jednak ostatnie podanie nadal bardzo kuleje w drużynie ze wschodniego Madrytu. Paco Jémez tuż po przerwie dokonał ofensywnych zmian, wprowadzając na plac gry Adriana i Larriveya. Wejście nowych zawodników nie zdołało przynieść żadnego skutku w ataku Franjirrojos, bowiem już chwilę później, w następstwie stałego fragmentu gry, Coke umieścił piłkę w siatce. Było to jedyne trafienie w tym spotkaniu, które zapewniło Sevilli trzy, wymęczone, punkty. Goście nie ukończyli meczu w pełnym składzie. Na kilka minut przed końcem spotkania Iborra doznał urazu, w związku z którym Emery postanowił dokonać zmiany i wprowadzić na plac gry Trochowskiego. Arbiter uznał jednak, że Iborra zbyt wolno opuszcza boisko i... pokazał mu czerwony kartonik. Rayo nie zdołało wykorzystać przewagi liczebnej, którą mogło cieszyć się zaledwie kilka minut.

Lepiej późno niż wcale

Przepis na remontadę po walencku? Już podaję: weź jednego Paco Alcácera, jednego Rubéna Vezo, wrzuć ich na Estadio Mestalla, dodaj szczyptę dramatyzmu, kroplę młodej krwi prosto z cantery i gotowe. Kibicom Los Ches z pewnością smakowało, prawda?

Przed meczem szkoleniowiec Nietoperzy nie miał łatwo: musiał poradzić sobie pod nieobecność Ricardo Costy oraz Pablo Piattiego. Jednak to właśnie te braki w składzie zaowocowały obecnością na boisku Vezo. Spotkanie na Estadio Mestalla rozpoczęło się od wyrównanej gry obu zespołów, które wzajemnie wymieniały ciosy, jednak obaj bramkarze stanęli na wysokości zadania. W 13. minucie arbiter nie zdecydował się przemienić zagrania ręką Angulo na rzut karny dla Valencii. Tuż przed końcem pierwszej połowy padła bramka dla Granady. Javi Fuego nie poradził sobie z przyjęciem piłki, co sprawiło, że futbolówka trafiła do Pizziego. Ten wykorzystał nadarzającą się sytuację w stu procentach i pokonał Diego Alvesa.

W 64. minucie nadzieję na pomyślny wynik dla Valencii przywrócił Paco, przy wymiernej pomocy Feghouliego. Algierczyk świetnie poradził sobie z rywalami i odegrał fenomenalną piłkę do młodego napastnika. Ten bez problemów pokonał Roberto i doprowadził do wyrównania. Dreszczowiec trwał jednak do ostatniej minuty regulaminowego czasu a nawet dłużej, bowiem dopiero w 1. minucie doliczonego czasu gola na wagę trzech punktów zdobył Vezo. Tym samym młodziutki obrońca zaliczył wymarzony debiut w pierwszej jedenastce, stając się bohaterem spotkania. Nazwisko Vezo było na ustach całego Estadio Mestalla. Valencia z trudnej sytuacji wyszła obronną ręką, za co podopiecznym Pizziego z pewnością należą się gratulacje. Wszystko wygląda na to, że nowy szkoleniowiec wywiera coraz lepszy wpływ na walencką drużynę. Teraz przed Nietoperzami rewanżowe starcie w dwumeczu z Dynamem Kijów.

Perfekcyja Osasuny

W środku tygodnia Atlético odniosło cenne zwycięstwo 1:0 nad Milanem na San Siro. Podopieczni Diego Simeone zagrali w swoim stylu, tak jak przyzwyczaili kibiców - agresywnie i bardzo pewnie w obronie, wyczekując na jedną okazję do zdobycia bramki. Ta ostatecznie pojawiła się ona w samej końcówce, a do siatki trafił niezawodny Diego Costa. Przed starciem 25. kolejki z Osasuną był do bardzo dobry prognostyk, ponieważ Reyno de Navarra to jeden z najtrudniejszych stadionów w Hiszpanii. Los Colchoneros spodziewali się skomplikowanej przeprawy, ale nawet w najgorszym koszmarze nie mogli przewidzieć tego, co wydarzyło się niedzielnego wieczora.

W Atlético nie funkcjonowało kompletnie nic. Dotychczas pewna defensywa popełniała dziecinne błędy, pomoc została całkowicie zdominowana przez perfekcyjną środkową linię Osasuny, a David Villa i Diego Costa byli kompletnie odcięci od podań. Rojiblancos nie przypominali drużyny z pierwszej części sezonu czy nawet sprzed trzech dni z San Siro. Atlético zagrało fatalnie, ale nie można odbierać zasług Osasunie. Los Rojillos byli perfekcyjni, niemal bezbłędni, przewidując każde zagranie zespołu Diego Simeone. Momentami wydawało się, że drużyna Javiego Gracíi grała w dwunastu czy nawet trzynastu. Do wszystkiego doszła wyjątkowa atmosfera, która tylko uskrzydlała gospodarzy. „Strzeliliśmy trzy bramki najlepszej obronie ligi. Ta wygrana smakuje lepiej niż każda inna" - nie miał wątpliwości Javi Gracía.

Po klęsce na Estadio Reyno de Navarra wróciły pytania o kryzys Atlético. Czy jednak można mówić o kryzysie, kiedy pokonuje się trzy dni wcześniej zawsze niebezpieczny w Lidze Mistrzów Milan? Rojiblancos z całą pewnością nie są już tak równi jak w pierwszej części sezonu, kiedy razem z Barceloną wygrywali mecz za meczem. Ale na pewno nie można ich lekceważyć. W walce o tytuł mistrza Hiszpanii w dalszym ciągu mamy trzy drużyny. Prawdziwym testem dla Los Colchoneros będą derby Madrytu. Wygrana wyzwoli w nich dodatkowe siły, porażka może rozpocząć niebezpieczny trend coraz słabszych wyników. W najbliższych tygodniach dostaniemy odpowiedź na pytanie, które stawiają sobie wszyscy - czy Atlético wytrzyma.

Wybierz bramkę kolejki!

Kandydat nr 1:

target="_blank">Gareth Bale vs. Elche
target="_blank">
Kandydat nr 2: Leo Messi vs. Real Sociedad
target="_blank">
Kandydat nr 3: Emiliano Armenteros vs. Atlético Madryt

Komplet wyników 25. kolejki La Liga:

Real Valladolid - Levante 1:1 [

target="_blank">skrót]
0:1 Víctor (25')
1:1 Javi Guerra (52')

Real Madryt - Elche 3:0 [