W kwietniu i maju rozstrzygają się tytuły. To kluczowy moment kolejnego w ostatnich latach wielkiego sezonu katalońskiego klubu. Nagłe nieprawidłowości tam, gdzie działają tak od 35 lat?
Najlepsza szkółka świata pod lupą FIFA za bycie najlepszą szkółką świata?
Los lubi psikusić. Kilka dni mnie nie było. Tyle ominęło! Małą tyradą w prostych słowach zdążył w tym czasie
wszystkie polskie media Janowicz, główny rywal do tytułu traci głównego strzelca, a kilku dżentelmenów z nadmiarem władzy w decyzjach i deficytem tej w spodniach doszło przy meblach wartości jachtu, czarnym kawiorze, Moët i szwajcarskich Alpach za oknem do wniosku, że to wszystko jest już nudne.
To już jest nudne, że ten klub za górami lekko na zachód jakoś nie chce przestać się panoszyć. Po Lidze Mistrzów, Superpucharach, interkontynentalnie. O wpływie na dokonania La Roja w MŚ i ME nie wspominając... Zresztą to dobra okazja na wzmiankę, że nie ma mowy, aby Hiszpania obroniła mistrzostwo świata. „Ślepemu losowi" albo ślepym arbitrom pomoże pewnikiem sama jako drużyna jakościowo słabsza, zestarzała i bardziej przewidywalna niż 4 lata temu.
Wracając na Camp Nou, naiwnie tania próba zdyskredytowania, znokautowania całych dekad dokonań Barçy na polu szkolenia młodzieży poprzez mgliste odwoływanie się do wyrwanych z kontekstu zapisów prawnych, których (nie)jednoznaczność czołowe w dziedzinie szkolenia młodzieży kluby świata kwestionują od lat - wygląda w odbiorze jak skecz Kabaretu TEY. Skecz, oddajmy autorom, perfidny, podstępny i podły wyjątkowo.
Jak urozmaicić spektakl?
Wystarczy spojrzeć na długość najdłuższego w historii Pucharu Europy ogonka chętnych na trofeum. Cóż za zestaw ćwierćfinalistów! Sześcioletnie dokonanie Barçy w takich okolicznościach ma dla mnie miarę pięciopaku Realu, gdy kandydatów do trofeum było co sezon maksymalnie dwóch. Nie dziesięciu.
Na dobrą sprawę to przecież się w głowie nie mieści. Jak oni to robią?! Tracą kolejne filary obrony. Jednego trenera, drugiego trenera. Wymieniają prezesa. Notują mecze-pomyłki (Inter), mecze słabe (Szachtar, Valencia, Sevilla latem 2010, PSG rok temu, Athletic przed momentem + jeszcze parę innych) i jeszcze gorsze (rewanż Supercopy 2012, Milan na San Siro). Mecze pechowe (Chelsea, 2:2 z Arsenalem) i klęski dotkliwe iście dramatycznie (Real dwukrotnie w Pucharze Króla, rewanż z Interem). Łapią wpadki wizerunkowe (QF/QSI), strategiczne błędy (4-3-3 co mecz i po grób), transferowe koszmarki, złamane nogi. Wreszcie biorą trenera znikąd, tracą prezesa... i dalej nic.
To znaczy „coś". To samo. Ciągle, bez przerwy to samo. Kolejny weekend, kolejna środa, kolejne trzy punkty. (Średnia punktów na mecz Barçy od sezonu 2008/2009 to jest jakiś w nowożytnym futbolu makrokosmos.) Tym sposobem FC Barcelona trzyma się na topie od lat sześciu (Pep, Tito, Tato). Kontynentem trzęsie lat bez mała -naście (od Rijkaarda). Mamy nowy sezon, nadeszła nowa wiosna. A Barça znowu, znowu w grze o tryplety! Życie zna mniej przewidywalne spektakle.
To już jest nudne, uznały władze FIFA, że w najpopularniejszej lidze sportowej świata tyle lat jeden i ten sam klub dociera minimum do poziomu półfinałów. Celuje właśnie w siódmy z kolei. Przecież to przeczy podstawowemu zasobowi sportu. Jego „atrakcyjności", „pięknu", „kapitałowi": niespodziewalności. No to ktoś postanowił coś z tym zrobić.
Bo futbol, wiecie, dziś to nie jest przecież przewidywalność, trwałość, stagnacja, tradycja, spuścizna. Futbol to są zmiany, powstający z dnia na dzień hegemoni klubowi stymulowani dolarami petro-, ruso- albo gangsta-. Futbol ma dawać wyniki zaskakujące i niespodziewane. Takie łatwiej jest sprzedać. Telewizjom, bukmacherom, Azjatom.
Mniejsza o to, czy groźba sankcji to wymysł własny federacji globalnej, idee fixe jej prezesa, efekt wojenki między FIFą i UEFą, czyjakolwiek ręka biała czy smithowska niewidzialna rynku. Na koniec dnia to bez znaczenia. Zostaje efekt. A efekt jest/będzie taki sam niezależnie od inspiratorów. Klub stabilny takim czasom, jakie nastały w piłce - wadzi i przeszkadza.
Niech próbują! Na szczęście mamy jeszcze futbol. Jak zawsze na karuzeli swych dziejów ten klub każdemu rywalowi, każdemu zawistnikowi, każdemu oszczercy odpowiada tak samo. Grą w piłkę. Niekiedy w iście porywającym stylu. Porywającym bez wyjątku wszystkich.
Kontynuowanie tej wiosny półfinałowej passy w ligomistrzowskiej wersji Pucharu Europy przy jej intensywności i konkurencyjności - w obliczu groteskowego w swej powadze zamachu na La Masíę miałoby szczególnie słodki smak. Osiągnięcie czegokolwiek od półfinału wzwyż w takich okolicznościach przyrody oznaczałoby dla culés całoroczny dzień dziecka...
Piłkarze na Camp Nou przychodzą i odchodzą, mijają legendy, wielkie nadzieje przynoszą fiasko, a to drużyna, co nie chce przestać. Gdzie w tym suspens, zaskoczenie gdzież?!
To się nie uda
Ukarać FC Barcelonę za metody kaperowania młodzieży pomysłem półtorarocznego paraliżu sportowej jakości i perspektywą kadrowej stagnacji przez dwa sezonu to w swym absurdzie decyzja iście straceńcza. Czy zdziwiony? Niespecjalnie. Przecież ci sami ludzie sankcjonują historie
Każda z osobna jest przecież większym skandalem niż czołg tekturowy, który ktoś wykopał z saharyjskiego piasku i wytoczył na Barçę. Szanse na uznanie apelacji prawnicy oceniają na 99%. Nie jestem prawnikiem, ale tym razem im wierzę. To tylko straszak, uważam. Kalibru pozbawionego proporcji, skierowany pod najbardziej niewłaściwy z adresów i przede wszystkim to straszak piramidalnie głupi.
Ani trochę mniej groźny. „Odpalony" przecież teraz, nie pół roku temu czy - ho, jeszcze czego! - po sezonie. Włodarze światowej federacji piłkarskiej nie mogli wybrać bardziej przypadkowego momentu na ogłoszenie swojej decyzji.
Straszaki mają straszyć. FIFA ma przewagę władzy. To ich piaskownica. Dlatego „pilnujcie się tam w Can Barça", płynie z Zurychu banalnie prosty przekaz. "Zajrzymy w każdy paragraf każdej umowy każdego dzieciaka. Prześledzimy historię przeprowadzki ich i ich rodziców."
Skończy się pewnie na karze finansowej. Inne cele zostaną osiągnięte. Część już została. Smród poszedł przecież w świat, potencjalni sponsorzy mają nad czym myśleć, troska zawisła w biurach Zarządu na Camp Nou, sztab trenerski wyglądał pewnie w zeszłym tygodniu
[KLIK!]. Piłkarze zyskali wymarzone warunki instytucjonalne do pracy o tej porze roku. Powinni wysłać FIFA laurkę.
Reakcja
Klub odpowiada instytucjonalnie. Od razu i bez ceregieli. Stanowczo. Jako marketingowiec odczytuję słowa Fausa i przede wszystkim Bartomeu jako preludium do sądowej batalii. Na szali jest jedno z najwyższych dóbr klubu. Koniec z polityką przyjaznej, miękkiej dłoni utożsamianej przez konferencyjnego poetę Guardiolę i nazbyt dyplomatycznego w chwilach próby Rosella. Padły w zeszły czwartek słowa konkretne, duże i poważne. Właściwa reakcja. Podobała się.
Poza walką o sprawiedliwość autorytetem władz klubu, kompetencjami prawników, w apelacjach pisemnych i na wokandzie do reakcji muszą się palić piłkarze. Spośród wielu motywacji, negatywna jest zawsze najskuteczniejsza u kresu tak wyczerpującego sezonu.
Co gorszego może jeszcze spotkać ten klub? Powódź? Pożar?
niepodległości? Albo innego świstaka. Wszystko naraz chyba... Nieprzychylni mają doskonałą okazję ujadać i jej nie przegapią na pewno. Nam, kibicom tego klubu, jego członkom i sympatykom choćby sezonowo i od święta, zostaje „tylko" futbol...
To jest atak frontalny i bez żadnego pardonu. Żołnierze Martino dadzą z siebie wszystko. Jestem pewien.
A gdy Barça daje z siebie wszystko, nie ma na nią żadnej boiskowej recepty. Messi, Iniesta, Xavi, Busquets, Fàbregas, Alves, Pedro, Mascherano, Sánchez, Pinto, Alba, mający do udowodnienia najwięcej Bartra z Neymarem, a także Piqué - jak wyzdrowieje - postarają się o „reakcję" stosowną do okoliczności.
W końcu o czym innym mogą teraz rozmawiać w szatni?!
Zmiana warunków gry
To nie jest sytuacja normalna. To sytuacja wysoce pomylona. Dlatego z miejsca staję się kibicem wyrozumiałości, współczucia i pokory. Składam w kieszeń wszelkie wymagania wobec nich na tę wiosnę. Ale nie tracę wiary. Oni zasłużyli na całą moją wiarę na jaką mnie stać. Wiara czyni cuda, może jeszcze będzie w tym sezonie przepięknie?
Liga i Puchar Króla są w nogach piłkarzy. Za to „tylko" dotarcie do półfinału LM (bezpośredni konkurenci w tym roku są wystarczająco silni piłkarsko, ich atuty cenię wysoko) dla mnie jako fana Blaugrany pamiętającego remontadę Barçy Anticia, będzie miało wartość większą niż zmiecenie Chelsea w finale manitą przy normalnych, bezstronnych, politycznie neutralnych warunkach.
Tej wiosny o takich nie może być już mowy. Zawsze to jakiś sposób organizatora turnieju na uatrakcyjnienie rywalizacji. Nie pozwalam sobie tu na cudzysłów, bo takie czasy, że po prostu nie ma tu nań miejsca.
Tylko, że efekty mogą być wprost odwrotne do zamysłu pomysłowych autorów kampanii transferowych sankcji, kimkolwiek by nie byli. Pamiętacie? Sport lubi być nieprzewidywalny. A los lubi psikusy w najmniej oczekiwanych sytuacjach.
Co dalej?
Tak jak długaśnymi okresami swej burzliwej historii, Barça trzymała się na oceanie tej historii - komplet sezonów w I lidze mimo wszystko - dzięki swojej katalońskości, szkółce i wartościom, tak wszystkie dzisiejsze sukcesy zawdzięcza filozofii wychowywania „najpierw ludzi, a dopiero potem sportowców". Wychowankowie są fundamentem tego klubu; najbardziej posągowym z symboli osiągnięć od er Cruyffa, van Gaala, Rijkaarda, Guardioli, Vilanovy po dzień dzisiejszy.
Swoją groźbą władza piłkarskiej federacji kolejny raz przypomina kibicom-klientom i klubom-zakładnikom, że nie ma dla niej rzeczy niemożliwych. Odpowiedzią Barçy może być tylko walka, pot i każde kolejne zwycięstwo na przekór wszystkim jej nieżyczliwym. To najpewniejsze dostępne teraz dowody aby pokazać, że oskarżyciele nie mogą mylić się bardziej.
Dzisiejsza Barça gra, biega, i wygrywa nogami tej, co rzekomo winna. Nogami La Masíi. A z La Masíą się nie pogrywa. Kilku próbowało. Przegrali w wielkich, pięknych bojach, polegli w
FIFA rykoszetem uderza przy tym w inne europejskie kluby. A inne kluby jak dojdą do wniosku, że im się „UEFoFIFA" przestała podobać (czytaj też: opłacać), to stworzą konkurencyjną Ligę Mistrzów w jeden dzień. Albo dwa. Może jutro, może za miesiąc, może za 5 lat. Sytuację Barcelony czujnie obserwują w Monachium, Dortmundzie, Manchesterze City, Chelsea, Arsenalu, Ligue 1 i czołowych klubach Portugalii, czyli wszędzie tam gdzie trafia najwięcej utalentowanej młodzieży z krajów ubogich i najuboższych.
Kluby w Europie już dawno osiągnęły taką pozycję rynkową, marketingową i przetargową, aby móc w teorii uniezależnić się od kliki konserwatystów przyssanych do władzy absolutnej nad światową piłką. Sprawa Barçy to kolejny sygnał alarmowy dla tych klubów, dlatego publicystycznie tylko na Wengera można było liczyć w ciemno. Znów przemówił gdy powinien był milczeć... Tymczasem w tych warunkach scenariusz alternatywnego rozwoju europejskiej piłki staje się realną alternatywą, a nie marą fantasty.
Wszyscy myślą, że problem ma Barça. OK. Jakiś na pewno. Ale to klub, który umie sobie radzić z problemami. Moim zdaniem większy problem ma FIFA.
Ruszyła w ten tan. Puściła lawinę. I wcześniej czy później zbierze jej owoce.
Nawiasem na koniec, że kibicom wszystkich innych klubów w stawce głęboko i szczerze zazdroszczę. Najbardziej ekscytujący sezon LM od lat w istocie uczyniono ekscytującym jeszcze bardziej. Rozumiem logikę myślenia ich i wszystkich z tombaku mędrców też, co silą się teraz na uczone wykłady broniące planu, któremu nie powinien sekundować nikt mający na sercu długofalowe dobro tej dyscypliny. Rozumiem, ale jakoś nie podzielam ani ich optymizmu względem cnych intencji instytucji wszechstronnie skompromitowanej, ani schadenfreude pod adresem klubu tak zasłużonego dla tej dyscypliny znaleziskami w swojej „jaskini".
Tak płytkich interpretacji grupie docelowej wymykam się natychmiast i galopem.
Komentarze (13)