W ciszy stadionu. Na szczęście wciąż zostaje nam futbol

Karol Chowański 'Challenger'

8 kwietnia 2014, 20:11

13 komentarzy

W kwietniu i maju rozstrzygają się tytuły. To kluczowy moment kolejnego w ostatnich latach wielkiego sezonu katalońskiego klubu. Nagłe nieprawidłowości tam, gdzie działają tak od 35 lat?

Najlepsza szkółka świata pod lupą FIFA za bycie najlepszą szkółką świata?

Los lubi psikusić. Kilka dni mnie nie było. Tyle ominęło! Małą tyradą w prostych słowach zdążył w tym czasie

wszystkie polskie media Janowicz, główny rywal do tytułu traci głównego strzelca, a kilku dżentelmenów z nadmiarem władzy w decyzjach i deficytem tej w spodniach doszło przy meblach wartości jachtu, czarnym kawiorze, Moët i szwajcarskich Alpach za oknem do wniosku, że to wszystko jest już nudne.

To już jest nudne, że ten klub za górami lekko na zachód jakoś nie chce przestać się panoszyć. Po Lidze Mistrzów, Superpucharach, interkontynentalnie. O wpływie na dokonania La Roja w MŚ i ME nie wspominając... Zresztą to dobra okazja na wzmiankę, że nie ma mowy, aby Hiszpania obroniła mistrzostwo świata. „Ślepemu losowi" albo ślepym arbitrom pomoże pewnikiem sama jako drużyna jakościowo słabsza, zestarzała i bardziej przewidywalna niż 4 lata temu.

Wracając na Camp Nou, naiwnie tania próba zdyskredytowania, znokautowania całych dekad dokonań Barçy na polu szkolenia młodzieży poprzez mgliste odwoływanie się do wyrwanych z kontekstu zapisów prawnych, których (nie)jednoznaczność czołowe w dziedzinie szkolenia młodzieży kluby świata kwestionują od lat - wygląda w odbiorze jak skecz Kabaretu TEY. Skecz, oddajmy autorom, perfidny, podstępny i podły wyjątkowo.

Jak urozmaicić spektakl?

Wystarczy spojrzeć na długość najdłuższego w historii Pucharu Europy ogonka chętnych na trofeum. Cóż za zestaw ćwierćfinalistów! Sześcioletnie dokonanie Barçy w takich okolicznościach ma dla mnie miarę pięciopaku Realu, gdy kandydatów do trofeum było co sezon maksymalnie dwóch. Nie dziesięciu.

Na dobrą sprawę to przecież się w głowie nie mieści. Jak oni to robią?! Tracą kolejne filary obrony. Jednego trenera, drugiego trenera. Wymieniają prezesa. Notują mecze-pomyłki (Inter), mecze słabe (Szachtar, Valencia, Sevilla latem 2010, PSG rok temu, Athletic przed momentem + jeszcze parę innych) i jeszcze gorsze (rewanż Supercopy 2012, Milan na San Siro). Mecze pechowe (Chelsea, 2:2 z Arsenalem) i klęski dotkliwe iście dramatycznie (Real dwukrotnie w Pucharze Króla, rewanż z Interem). Łapią wpadki wizerunkowe (QF/QSI), strategiczne błędy (4-3-3 co mecz i po grób), transferowe koszmarki, złamane nogi. Wreszcie biorą trenera znikąd, tracą prezesa... i dalej nic.

To znaczy „coś". To samo. Ciągle, bez przerwy to samo. Kolejny weekend, kolejna środa, kolejne trzy punkty. (Średnia punktów na mecz Barçy od sezonu 2008/2009 to jest jakiś w nowożytnym futbolu makrokosmos.) Tym sposobem FC Barcelona trzyma się na topie od lat sześciu (Pep, Tito, Tato). Kontynentem trzęsie lat bez mała -naście (od Rijkaarda). Mamy nowy sezon, nadeszła nowa wiosna. A Barça znowu, znowu w grze o tryplety! Życie zna mniej przewidywalne spektakle.

To już jest nudne, uznały władze FIFA, że w najpopularniejszej lidze sportowej świata tyle lat jeden i ten sam klub dociera minimum do poziomu półfinałów. Celuje właśnie w siódmy z kolei. Przecież to przeczy podstawowemu zasobowi sportu. Jego „atrakcyjności", „pięknu", „kapitałowi": niespodziewalności. No to ktoś postanowił coś z tym zrobić.

Bo futbol, wiecie, dziś to nie jest przecież przewidywalność, trwałość, stagnacja, tradycja, spuścizna. Futbol to są zmiany, powstający z dnia na dzień hegemoni klubowi stymulowani dolarami petro-, ruso- albo gangsta-. Futbol ma dawać wyniki zaskakujące i niespodziewane. Takie łatwiej jest sprzedać. Telewizjom, bukmacherom, Azjatom.

Mniejsza o to, czy groźba sankcji to wymysł własny federacji globalnej, idee fixe jej prezesa, efekt wojenki między FIFą i UEFą, czyjakolwiek ręka biała czy smithowska niewidzialna rynku. Na koniec dnia to bez znaczenia. Zostaje efekt. A efekt jest/będzie taki sam niezależnie od inspiratorów. Klub stabilny takim czasom, jakie nastały w piłce - wadzi i przeszkadza.

Niech próbują! Na szczęście mamy jeszcze futbol. Jak zawsze na karuzeli swych dziejów ten klub każdemu rywalowi, każdemu zawistnikowi, każdemu oszczercy odpowiada tak samo. Grą w piłkę. Niekiedy w iście porywającym stylu. Porywającym bez wyjątku wszystkich.

Kontynuowanie tej wiosny półfinałowej passy w ligomistrzowskiej wersji Pucharu Europy przy jej intensywności i konkurencyjności - w obliczu groteskowego w swej powadze zamachu na La Masíę miałoby szczególnie słodki smak. Osiągnięcie czegokolwiek od półfinału wzwyż w takich okolicznościach przyrody oznaczałoby dla culés całoroczny dzień dziecka...

Piłkarze na Camp Nou przychodzą i odchodzą, mijają legendy, wielkie nadzieje przynoszą fiasko, a to drużyna, co nie chce przestać. Gdzie w tym suspens, zaskoczenie gdzież?!

To się nie uda

Ukarać FC Barcelonę za metody kaperowania młodzieży pomysłem półtorarocznego paraliżu sportowej jakości i perspektywą kadrowej stagnacji przez dwa sezonu to w swym absurdzie decyzja iście straceńcza. Czy zdziwiony? Niespecjalnie. Przecież ci sami ludzie sankcjonują historie

,
,