Mascherano: Bycie wymagającym doprowadziło mnie do tego miejsca

Ola

30 sierpnia 2014, 12:05

Mundo Deportivo

56 komentarzy

Javierowi Mascherano wciąż kręci się łezka w oku, kiedy wspomina finał mundialu. Był zbyt blisko Pucharu Świata, by pochwały dla jego wspaniałej gry mogły mu wynagrodzić porażkę. Teraz przyszedł czas, by rozpocząć nowy rozdział i skoncentrować się na Barcelonie. Mundo Deportivo w ostatnich dniach przeprowadziło ciekawy wywiad z Argentyńczykiem. Zapraszamy do lektury!

Mundo Deportivo: Jesteś przesądny?
Javier Mascherano: Nie. Ja wierzę w pracę.

Chociaż tyle. Mówię o tym, bo jest takie zdjęcie, gdzie czarny kot, który wbiegł na murawę Camp Nou, patrzy ci prosto w oczy. Pierwszy mecz i… czerwona kartka.
Tak, mówili mi o tym. Coś okropnego (śmiech). Poza tym mam też inną historię z czarnym kotem w roli głównej: w dniu, w którym doznałem kontuzji kolana w Paryżu (6 tygodni przerwy, kwiecień 2013), kiedy jechałem na stadion, spotkałem jednego...

Nie mów…
Przeszedł mi przez drogę, gdy wychodziłem z domu. Znieruchomiałem. Takie rzeczy się zdarzają.

Skupiając się na kwestiach, nad którymi możemy mieć kontrolę: wydaje się, że przy wysoko grających bocznych obrońcach, stoperzy są bardziej narażeni na niebezpieczeństwo.
Tutaj każdy jest narażony. Poza tym nasi rywale nas znają i szukają tego. Dlatego w tym roku postaramy się nie być przewidywalnym zespołem, stosować różne warianty gry, zarówno w ataku, jak i w obronie.

Barça ma teraz pięciu stoperów i…
Ma czterech. Czterech i mnie (śmiech).

Nie czujesz się jeszcze stoperem?
Ja czuję, że jestem tu, by grać na dwóch pozycjach, choć jeśli miałbym się kierować latami spędzonymi w Barcelonie, muszę się czuć stoperem, bo grałem praktycznie cały czas na tej pozycji. Wiem, że mogę również występować w pomocy. Chodzi o to, by dać jak najwięcej drużynie i być przydatnym dla trenera.

Wracając do pytania. Barça ma pięciu środkowych obrońców i ty wychodzisz w pierwszym składzie na mecz z Elche...
To nic nie znaczy. Trener stara się wprowadzić rywalizację na każdej pozycji. Ta konkurencja ma pomóc z każdego zawodnika wyciągnąć to co najlepsze, byśmy grali na wysokim poziomie.

Dlaczego tak trudno jest znaleźć stopera dla Barçy? Dlaczego nie może być nim jakikolwiek światowej klasy środkowy obrońca?
To ma związek z naszym sposobem gry. Barça atakuje i broni za pomocą ustawiania się i porządku. Charakterystyka jej graczy jest bardziej ofensywna niż defensywna i to sprawia, że najczęściej odbieramy piłkę poprzez porządek i pressing, bo przy indywidualnych pojedynkach jest ciężej. Moim zdaniem większość stoperów, a jest wielu dobrych, jest przyzwyczajona do obrony w okolicach pola karnego. Kiedy musisz grać z dala od własnej bramki, mając za sobą wiele metrów, potrzebujesz pewnych warunków, które są bardziej typowe dla pomocnika niż obrońcy. Tutaj dystanse są duże.

Z Puyolem grało się lepiej?
Puyi zawsze był przykładem tego, jak powinien się zachowywać przedstawiciel tego zawodu. Wszyscy wiemy, ile on znaczył dla tego klubu i reprezentacji, ale to, co trzeba wyróżnić w nim i naśladować, to jego osobowość. Zawsze mówię, że ludzi się poznaje, kiedy mają władzę. On nigdy się nie wywyższał mimo bycia kapitanem i symbolem klubu. Przyszło mu siedzieć na trybunach czy ławce i zachowywał skromność, trenując na pełnych obrotach mimo wieku i dolegliwości. To, że nie mamy już tego przykładu w drużynie, nie jest łatwe, szczególnie dla nowych zawodników i tych, którzy przychodzą z rezerw.

Poważnie rozważałeś odejście z Barçy. Ale przecież stąd nikt nie chce odchodzić!
Relacja z klubem jest jak małżeństwo. Obie strony muszą się traktować dobrze. Jeśli są wątpliwości, lepiej o tym porozmawiać i nie doprowadzić do najgorszego. Pamiętam, że odszedłem z Liverpoolu nie w taki sposób, w jaki bym chciał, i żałowałbym przez całe życie, jeśli podobna sytuacja przydarzyłaby mi się w Barcelonie.

Kto zrobił pierwszy krok w kwestii podjęcia decyzji co do twoje przyszłości?
Pierwszy krok zrobiłem ja, ponieważ mam kontrakt. „Nie ma problemu, jeśli nie jestem przydatny drużynie i klubowi, podamy sobie ręce i podziękujemy za wszystko”.

Kiedy to było?
Pod koniec sezonu. Po meczu Barça – Atlético. Klub też coś zaoferował. Oczywiście jestem bardzo wdzięczny, ponieważ powiedzieli mi, że wciąż mogę dawać coś drużynie.

Więc doszło do zapowiadanej rewolucji, a Mascherano wciąż przetrwał…
Uważam się za osobę, która przetrwała, ale nie z tego powodu, tylko dlatego, że w moim życiu wszystko dużo mnie kosztowało. To definiuje moją karierę. Ale jestem tutaj. Kiedy walczysz szczerze i pracujesz, nagroda przychodzi.

Luis Enrique miał wpływ na twoją ostateczną decyzję?
Przed mundialem krótko z nim rozmawiałem i powiedział mi, że na mnie liczy.

Odnoszę wrażenie, że media i kibice bardziej wierzą w Mascherano niż on sam. Wydaje się, że zbytnio się torturujesz po każdym błędzie…
Jestem dziwny, wiem o tym. Nie jest popularne, by człowiek przed kamerą umiał przyznać się do błędu. Ale nie sądzę, że to coś złego. Dużo od siebie wymagam, ale to dlatego, że jestem w najbardziej wymagającym klubie spośród tych, w których grałem. Kiedy popełniam błąd, wizualizuję to sobie, by to się nie powtórzyło. Ale nie jest to też coś, co mi przeszkadza w normalnym życiu. Bycie takim człowiekiem doprowadziło mnie do tego miejsca.

Uważasz, że osoba psychologa w klubie, funkcja, którą przywrócił teraz Luis Enrique, jest ważna?
To nie pierwszy raz, gdy pracuję w grupie z psychologiem. Sądzę, że to pomaga i nie tylko w kwestiach sportowych, ale też dlatego, że zawodnicy są ludźmi, przydarzają nam się różne rzeczy i mamy problemy jak każdy człowiek.

Co powiesz o Luisie Enrique?
Podoba mi się. W jego sposobie myślenia widzę siebie, ponieważ ma charyzmę, osobowość i przede wszystkim dlatego, że nie tylko docenia talent, ale też wysiłek. W tym aspekcie myślę bardzo podobnie do niego.

Sposób pracy Luisa Enrique jest odmienny od tego stosowanego przez Martino. Pojawiła się opinia, że w zeszłym roku nie trenowaliście dobrze. To prawda?
Szukając winnych, łatwiej jest wskazać jedną osobę niż dwadzieścia. Ale jeśli człowiek nie trenuje dobrze, to jest tylko jego wina. Ja nie potrzebuję trenera, by od siebie wymagać. Jesteśmy dorosłymi ludźmi i siedzimy w tym od wielu lat. Gramy w wielkim klubie. Płacą nam i to bardzo dobrze. To nie wina pracującego trenera. Albo żyjesz tym zawodem, albo nie. Albo to czujesz, albo nie.

Teraz Tata jest selekcjonerem Argentyny…
Reprezentacja powinna mieć najlepszych ludzi i Gerardo jest jednym z nich, obok Cholo i Pochettino. To są najbardziej prestiżowi trenerzy, którzy dali największy skok jakościowy argentyńskiemu futbolowi.

Co powiedziałeś swoim córkom po przegranym finale?
Cóż, obie płakały… Było ciężko. Najstarsza ma osiem lat i więcej rozumie. Wciąż jeszcze przypomina mi się ten finał i jak blisko byliśmy. Zaczynając, nie zdawaliśmy sobie sprawy, że możemy to osiągnąć, a trafiliśmy do finału. Fakt, że zagraliśmy w nim tak, jak zagraliśmy, boli najbardziej. To nie pocieszenie, bo mogłeś wygrać, a nie okazałeś się lepszy od świetnej drużyny.

Z Di Marią byście wygrali?
Może, nigdy nie wiadomo. Ci, którzy zagrali za niego, zrobili to niesamowicie, ale mało kto potrafi zrobić taką różnicę jak Ángel.

Co traci Real Madryt bez Di Maríi?
To nie jest temat, który mi podlega, ale sądzę, że traci. To zawodnik, który bardzo mi się podoba. Jest wśród dziesięciu najlepszych na świecie. Poza tym, że wyróżnia się w ofensywie, potrafi też bronić i dużo biega. Możesz go wykorzystywać na wielu pozycjach.

Messi zaczął bardzo dobrze, a później jego dyspozycja nieco słabła. Skończył turniej wyczerpany.
Począwszy od 1/8 i 1/4 finału Leo był świadomy, że drużyna nie mogła już grać w ten sposób i że zespół powinien się cofnąć, zostawiając go i Higuaína z przodu. Leo miał pomagać w defensywie, cofać się, bo takie było jego zadanie, i bez tego byśmy nie awansowali. Ta zmiana pokazuje wielkość Leo. Wiedząc, że to nie faworyzuje jego gry, nigdy nie protestował. Wybrał dobro drużyny, a nie swoje. Mimo że wiedział, iż wszyscy przychodzą na stadion, by go oglądać. To sprawiło, że zmęczenie fizyczne było większe. Miał piłkę, przed sobą czterdzieści metrów, Holendra biegającego za nim po całym boisku… Bez Leo nie dotarlibyśmy do finału.

Dla tych, którzy wątpią: wróci najlepsza wersja Messiego?
Leo ma wiele do zaoferowania. Nie jestem z tych, którzy sądzą, że już widzieliśmy jego najlepszą wersję.

Chciałbyś przeniknąć do ciała i głowy Messiego choćby na 24 godziny?
Nie. Wystarczyłoby mi pięć minut. Bardzo łatwo jest mówić o numerze jeden, ale niemożliwe jest wejść w jego skórę. By nim być, trzeba mieć inną głowę, znosić ekstremalną presję. Moja rola mi wystarcza, a czasami nawet mnie przytłacza.

Jaki jest Messi poza boiskiem?
To introwertyczny chłopak dla tych, którzy go nie znają. Wobec znajomych jest normalny i otwarty. Możesz z nim rozmawiać o futbolu i o życiu. Przede wszystkim jest bardzo normalny jak na to, kim jest. Tych, którzy są blisko niego, zaskakuje jego naturalność.

Wracając do Di Maríi. Za niego, Luisa Suáreza czy Jamesa zapłacono 80 milionów euro. Rozumiesz ludzi, którzy uważają to za nieprzyzwoitość?
Jestem w tym systemie i to znam. Rozumiem, że dla tych z zewnątrz wydaje się to szaleństwem, ale rzeczywistość jest taka, że futbol obraca większymi kwotami. To największa atrakcja na świecie, jeden z największych biznesów na tej planecie. Jedyne, co wywołuje u mnie nostalgię, to że amatorstwo również idzie tą drogą.

Podatki, sprawa Neymara, sankcje FIFA… Barça jest ofiarą?
W tych tematach trzeba się dobrze orientować, by nie popełnić gafy. Powstały dziwne okoliczności, to na pewno. W żadnym klubie to mi się nie przytrafiło. Żałuję, że są w to zaangażowani moi koledzy, jak Leo czy Neymar.

A propos Neymara. Zúñiga został z urzędu ukarany za faul na nim, a Cristiano nie otrzymał kary za uderzenie Godína w Superpucharze Hiszpanii. Brakuje ujednolicenia regulaminu na poziomie międzynarodowym?
Piłka nożna jest piłką nożną w każdym miejscu. Tak samo było z rękami. Jedna ręka w Premier League zasługuje na podyktowanie rzutu karnego, a tutaj nie. Trzeba iść w tym kierunku. Jeśli działa się z urzędu, to wobec wszystkich. Przy okazji, nie podzielam tego, co się stało z Zúñigą. Sfaulował ostro, ale nie chciał złamać Neymarowi kręgosłupa. W mediach próbowano go zlinczować. Prasa musi być ostrożna, bo łatka zostaje na zawsze.

Powiedziałeś raz, że Barça to klub, który ma tendencję do autodestrukcji…
Nie chciałem nikogo urazić, kiedy to powiedziałem, ale w klubie wydarzyły się rzeczy, które zamiast nam pomóc, to rzucały nam przeszkody na drodze. Wielu ludzi stąd powiedziało mi, że to kwestie kulturowe, że zawsze tak było. Chciałbym, żebyśmy wszyscy szli w tym samym kierunku.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (56)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze