Zapraszamy do lektury wywiadu, który z prezydentem FC Barcelony przeprowadzili redaktorzy katalońskiego Sportu.
Sport: Czy drużynie czegoś jeszcze brakuje?
Bartomeu: Rynek transferowy zamyka się o północy. Uważnie monitorujemy sytuację, ale Luis Enique jest szczęśliwy, ponieważ posiada zrównoważony skład z kilkoma nowymi, utalentowanymi zawodnikami. „Starzy” piłkarze są zadowoleni z nowych kolegów.
Ma pan na myśli Messiego?
I innych. Piłkarze są szczęśliwi.
Te transfery wystarczą na dwa sezony?
Tak, jeśli TAS nie obniży kary. Sztab trenerski uważa, że mamy wszystko, co potrzebne na dwa sezony. Transfer Douglasa to potwierdza. Braliśmy pod uwagę również kontrakty pozostałych graczy, postawę piłkarzy Barcelony B oraz szkółki. Jeśli nikogo już nie sprowadzimy, to dlatego, że będziemy korzystać właśnie z tych młodych graczy.
Czy nie zaskoczyła pana prośba o transfer Douglasa?
Nie. Luis Enrique powiedział, że potrzebuje go w drużynie.
Jak to możliwe, że przed pozyskaniem piłkarza dyrektor sportowy nie widział go w akcji na żywo?
Śledziliśmy jego poczynania od półtora roku.
Zubizarreta był w Brazylii?
Sekretariat techniczny widział Douglasa w akcji wiele razy. Braliśmy pod uwagę kilku bocznych obrońców, ale wybór padł właśnie na niego.
Bartomeu to wielki obrońca Zubizarrety. Bez pana nie będzie go już w klubie?
Pracuje od 2010 roku, gdy pomagał Guardioli, i wyniki widać gołym okiem. Poza ostatnim sezonem osiągnęliśmy wielkie sukcesy: dwie wygrane w lidze (raz z rekordem stu punktów), Liga Mistrzów, Superpuchary, Klubowe Mistrzostwo Świata. To, co stało się w poprzednim sezonie, nie jest winą jednej osoby.
Każdy prezydent ma swojego zawodnika. W pańskim przypadku jest nim Suárez?
Nie. Sekretariat techniczny miał go na oku od jakiegoś czasu i w marcu powiedziano mi, że powinienem go pozyskać. Luisa Enrique nie było wtedy jeszcze u nas. To była decyzja sekretariatu, nie moja. Potrzebowaliśmy takiej „9”, jego poprzednicy, tacy jak Eto'o, Ibrahimović czy Villa, dali nam mnóstwo sukcesów. W poprzednim sezonie nie mieliśmy klasycznej dziewiątki.
Czy to prawda, że Cristiano Ronaldo zawetował przejście Suáreza do Realu Madryt, a Messi tego nie uczynił w przypadku Barcelony?
Nie wiem, co tam się stało. Piłkarze nie interweniują w takich sprawach. Wiem, że nasi zawodnicy cieszą się z nowych twarzy w drużynie.
Tak samo jest z Luisem Enrique.
Współpraca z nim to strzał w dziesiątkę. Zapowiadaliśmy głębokie zmiany i Enrique to ich główny bohater. Przynosi ze sobą pracę, wysiłek, wolę walki... Dlatego podpisaliśmy z nim kontrakt. Ponadto bazuje na zawodnikach ze szkółki. Z nim chcemy wrócić na piłkarski szczyt.
Jego przyjście można porównać do Pepa Guardioli?
Od 26 lat, a więc od czasu buntu w Hesperii (w 1978 roku w hotelu Hesperia drużyna Barçy wystąpiła przed mediami przeciwko ówczesnemu prezydentowi klubu Josepowi Lluísowi Núñezowi, w konsekwencji odeszło 14 z 26 piłkarzy i trener – przyp. red.), w klubie niewiele się zmieniło. Ten rok był jednak przełomowy. Historie Pepa i Enrique są inne i my ich nie porównujemy. Guardiola obejmował drużynę, która nie wygrywała przez dwa sezony, Enrique natomiast obejmuje piłkarzy, którzy doszli do finału Pucharu Króla i do końca walczyli o zwycięstwo w lidze.
Jak układa się współpraca na linii Bartomeu - Enrique?
Enrique podoba mi się jako osoba, ponieważ wyznaje te same wartości co ja: wierzy w wolę walki i ciężką pracę.
Właśnie tego zabrakło w poprzednim sezonie?
Brakowało również szczęścia. Odszedł Tito i kilka dni później mieliśmy nowego trenera. Tata wykonał kawał dobrej roboty, ale na końcu trochę nam zabrakło. Mogliśmy przecież wygrać ligę. Byliśmy blisko Pucharu Króla, gdy Neymar uderzył w słupek. Real wykorzystał już wtedy wszystkie zmiany i w obliczu dogrywki był w dużo gorszej sytuacji... Tak, jak mówiłem, przyczyn porażki jest wiele.
Praca z Enrique zapewni Barcelonie mistrzostwo?
To nie tak. On ciężko pracuje i celem jest powrót na szczyt, by walczyć o wszystkie możliwe trofea. Nie możemy zadowolić się jednym, dwoma lub trzema pucharami. Walczymy na każdym froncie.
Faworytem do zdobycia mistrzostwa jest Atlético?
Rywale wzmocnili się, ale trzeba mieć szacunek do obecnego mistrza. To ekipa, którą trzeba pokonać.
A w Lidze Mistrzów?
To skomplikowana sprawa, losowanie nie było łatwe. Podczas spotkania w ECA rozmawialiśmy luźno i wymieniliśmy 3-4 drużyny, które włączą się do walki o tytuł. Teraz jest ich 6-7. W tym gronie jest oczywiście Barça.
Najlepszą wiadomością tego sezonu jest powrót Messiego?
Najważniejsze jest to, że możemy obserwować drużynę zdolną do rywalizacji o tytuły. W tak krótkim czasie dokonaliśmy pięciu zmian i daliśmy dobry obraz zespołu.
Messi otrzymał podwyżkę. Czy teraz jest najlepiej zarabiającym piłkarzem świata? I czy klub naprawdę może sobie pozwolić na taki wydatek?
Nie wiem, czy zarabia najwięcej na świecie. Otrzymuje po prostu odpowiednie wynagrodzenie. Jesteśmy w stanie mu tyle płacić. Każdego roku musimy zarabiać pieniądze, a nie je tracić. Ważne, że drużyna funkcjonuje i że mamy sponsorów. Dodam tylko, iż dług klubowy, który niedawno wynosił 600 milionów euro, został zredukowany do 285.
Neymar gra w tym roku o życie?
Wszyscy go znamy i Luis Enrique wydobędzie z niego wszystko co najlepsze. Nikt w Barcelonie nie gra o życie. Neymar ma ważny kontrakt i prędzej czy później usiądziemy do rozmów dotyczących jego przedłużenia. To fundamentalna sprawa.
O czym pomyślał pan, gdy trwały negocjacje z Suárezem, a ten ugryzł Chielliniego?
Że to się nie dzieje naprawdę.
Otrzymał od pana solidną reprymendę?
Tak, ale od przyjaciela, a nie od prezydenta.
Zaskoczył pana Munir?
Znaliśmy go już wcześniej. Pamiętamy finał młodzieżowej Ligi Mistrzów, gdy zdobył gola z połowy boiska. On i Adama rozegrali wspaniałe spotkanie. Przed Munirem świetlana przyszłość. Jest pokorny i zdaje sobie sprawę, że w piłce musisz mieć wiele cierpliwości. Kiedy będzie to konieczne, porozmawiamy o jego umowie.
O co chodzi w sytuacji Daniego Alvesa, którego kontrakt kończy się w 2015 roku, ale może zostać przedłużony o 12 miesięcy?
O tym będzie mówił Zubizarreta 2 września na konferencji prasowej.
W lecie pojawił się pomysł zorganizowania wyborów?
Nie. Statut mówi jasno: odbędą się one w 2016 roku.
Jaka relacja łączy pana z Rosellem?
Dobra. Chociaż zdystansował się od życia klubu, wciąż się widujemy.
Będzie pan uczestniczył w kampanii na rzecz niepodległości Katalonii?
Mam swoje zdanie, ale jako prezydent mogę uczestniczyć jedynie w imprezach o charakterze instytucjonalnym. FC Barcelona nie jest uwikłana w politykę. Każdy socio ma pewną wizję i ja również taką posiadam. Jako klub sportowy z Katalonii popieramy decyzje większości.
Jest pan zadowolony ze zmian, które miały miejsce latem w klubie?
Szukamy skuteczności. Rywale nie śpią. Drużyna walczy na boisku, a my poza nim - o sponsorów, nowych piłkarzy... Niektóre ze zmian już nastąpiły, inne dopiero będą miały miejsce.
Głównym problemem jest deficyt na poziomie reprezentacji klubu?
Atutem Barçy jest głosowanie co sześć lat. Taka jest demokracja. Wadą natomiast jest fakt, iż każda zmiana władzy niesie za sobą utratę kontaktów, relacji. Trzeba wszystko zaczynać od początku. Włączenie w nasze działania Alberta Solera było dobrym posunięciem, bo jeśli dojdzie do zmiany zarządu, on będzie mógł kontynuować swoje dzieło.
Wykryto już błąd, wskutek którego FIFA ukarała Barcelonę zakazem transferowym?
To kwestia czysto administracyjna.
A czy w takim razie osoba odpowiedzialna za tę kwestię straciła pracę?
Nie ma jej już w klubie, ale działamy dyskretnie. W ostatnich latach popełniono błędy, ale zwróciliśmy się do TAS-u, bo uważamy, że kara jest zbyt dotkliwa. Już to wyjaśniałem podczas zgromadzenia ogólnego: wszystko zaczęło się w 2008 roku.
Inne kluby również popełniły podobne błędy?
Tak, ale już uregulowały swoją sytuację.
Funkcję prezydenta pełni pan już siedem miesięcy. Trudno było się przestawić z drugiego fotela na pozycję nr jeden?
Moje życie znacznie się zmieniło, bo kierować Barceloną, pracować i prowadzić życie rodzinne jednocześnie nie jest łatwo.
Podoba się panu bycie prezydentem?
Bardzo. Mam nadzieję zostawić klub w lepszej sytuacji niż w 2010 roku.
Są jednak elementy, których pan unika.
Na przykład?
Uczestnictwo w życiu publicznym, udzielanie wywiadów, bliższe kontakty z władzami poszczególnych penyi. Nie jest pan raczej populistą?
Nie, dlaczego. Uczestniczę w spotkaniach fan clubów i różnych tego typu imprezach.
Jest coś negatywnego w byciu prezydentem?
Nie.
W przeciwieństwie do Rosella nie zrezygnował pan z pracy. Jak udaje się łączyć obie funkcje?
Nie mam jakiegoś wzoru. Kiedy mamy spotkania lub wydarzenia związane z Barceloną, pojawiam się w biurze klubowym, natomiast kiedy panuje względny spokój, przebywam w siedzibie mojej firmy. Obecnie więcej czasu spędzam na Camp Nou.
Opinie dotyczące poprzedniego prezydenta były skrajne: od miłości do nienawiści.
Każda osoba jest inna. Jeśli chodzi o mnie, głównym celem jest uczynienie klubu bardziej skutecznym. Musimy usprawnić nasze działania. Drugim celem jest projekt Espai Barça. W 2017 roku rozpoczynamy modernizację obiektów, by w 2021 mieć gotowe obiekty na kolejne 50 lat. Będziemy dysponować najlepszym stadionem świata, wielką i komfortową halą sportową oraz licznymi boiskami pod gołym niebem.
San Mamés jest już rzeczywistością, istnieją również plany renowacji Santiago Bernabéu. Czuje pan, że nastał moment, aby przejść do sedna sprawy?
Debata istnieje od pewnego czasu. Zawsze, kiedy rozmawiamy i wspólnie rozwiązujemy problemy, wychodzimy mocniejsi. Nie wierzę w siłę jednego głosu. Media? W nich pojawia się krytyka, z którą czasem się zgadzam, a czasem nie. Wszystko służy jednak temu, by pomóc w podejmowaniu jak najlepszych decyzji. Po to zostalismy wybrani, aby słuchać i podejmować decyzje.
Jak znosi pan krytykę?
W porządku. Są rzeczy, które robię dobrze, ale są też takie obszary, gdzie popełniam błędy.
Otrzymał pan już wiele ciosów.
Debata zawsze istnieje, ponieważ chcemy dla klubu jak najlepiej. Jeśli ktoś nas krytykuje, to znaczy, że uważa, iż można coś zrobić lepiej. Sam zarząd również ma rywali, bo kilka osób chciałoby pełnić funkcję prezydenta. Mamy rywali na boisku i poza nim. Staram się zrozumieć wszystkie poglądy. Moja perspektywa musi być panoramiczna, wtedy będę mógł lepiej podejmować decyzje. Jeśli stracę tę perspektywę i będę patrzył tylko w jednym kierunku, wtedy stracę wszystko.
Porozmawiajmy o kilku osobach. Rosell był krytykowany za przyjaźń z Florentino Pérezem. Pan również utrzymuje z nim tak bliskie kontakty?
Nie. On ma swoich przyjaciół, ja swoich. Istnieje szacunek na poziomie instytucjonalnym.
Cruyff?
To, co mówi, jest wartościowe. Czasem się z nim zgadzam, a czasem nie, ale zawsze słucham tego, co ma do powiedzenia.
Guardiola?
Mam nadzieję, że kiedyś wróci do klubu. Jest barcelonistą, chociaż teraz pracuje dla dobra innej drużyny. Pewnego dnia model prezydenta Barcelony będzie najbardziej odpowiadał byłym piłkarzom, którzy są coraz bardziej gotowi na to zadanie, zwłaszcza pod względem zarządzania finansami. Barcelona musi zarabiać pieniądze, by pewnie stać na nogach. Nie możemy ciągle prosić o pożyczki, bo pewnego dnia bank zwróci się o ich zwrot. Wzrost i rozwój klubu musi być zrównoważony.
Komentarze (58)